Strony

czwartek, 30 maja 2019

Premiery, na które czekam z niecierpliwością...

Moi Drodzy, przed Wami kolejna dawka zapowiedzi. Tym razem chciałam Wam pokazać te, na które czekam szczególnie.
Zapraszam do lektury.
Koniecznie dajcie też znać, na jaki tytuł Wy czekacie z niecierpliwością. Może wśród nich znajdę również coś dla siebie 😉

 ZACZYNAMY! 


Autor: Agata Polte 
Tytuł: Na przekór
Data premiery: 25.06.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Okładka:
Przedsprzedaż: kliknij tutaj
Opis: Walcz o swoje. Na przekór wszystkiemu.
Odkąd prawie zostałam potrącona na skrzyżowaniu, cały czas miałam wrażenie, że gram na loterii: uda mi się przejść albo nie…
Laura przekonała się już kilka razy, że w życiu nie zawsze można liczyć na bliskie osoby. Gdy była mała, jej ojciec odszedł, a kilka lat później do Anglii wyjechała matka pod pretekstem szukania pracy i mieszkania. Po pewnym czasie Laura zrozumiała, że matka nie zamierza po nią wracać, i przestała sobie robić nadzieję. Na szczęście nie została zupełnie sama – jest babcia, przygarnięty kundelek Loki i leniwy kot Ninja. Jest nauka i praca w klinice weterynaryjnej. Jest przyjaciel Adam. I wreszcie jest Filip, zabawny, poznany przypadkiem chłopak, z którym znajomość zaczyna się coraz szybciej rozwijać.
I kiedy Laura zaczyna naprawdę cieszyć się życiem, spada na nią kolejny cios…

Absolutny MUST HAVE
Autor: Elżbieta Rodzeń 
Tytuł: Chłopak, którego nie było 
Data premiery: 31.07.2019
Wydawnictwo: Między Słowami 
Okładka:
Przedsprzedaż: powieść nie jest jeszcze dostępna w przedsprzedaży
Opis: Jeśli naprawdę kogoś kochasz, przeznaczenie zawsze znajdzie drogę.
Martyna od dawna czeka na swoją szansę w życiu. Pracuje ponad siły w nadmorskim pensjonacie rodziców i powoli przestaje wierzyć, że cokolwiek może się zmienić. Aż pewnego dnia spotyka na plaży tajemniczego mężczyznę…
James mógłby być spełnieniem marzeń każdej kobiety, jednak zwraca uwagę właśnie na Martynę. Jako pierwszy wierzy w nią bezgranicznie i postanawia pokazać jej inny świat. Przy Jamesie Martyna odzyskuje wiarę w siebie i w to, że szczęście jest możliwe. Żadne z nich nie ma wątpliwości, że rodzi się między nimi prawdziwa miłość, gorąca i szczera. Martynie nie daje jednak spokoju fakt, że James do złudzenia przypomina chłopaka, który kiedyś był dla niej całym światem…
Co James ma wspólnego z tajemniczym Kubą?
Czy Martyna znajdzie w sobie odwagę, by zawalczyć o nową miłość?
Czy dusze, które niegdyś związał los, odnajdą się pomimo przeciwności?

Autor: Anna H. Niemczynow 
Tytuł: Życie Cię kocha, Lili 
Data premiery: 3.07.2019
Wydawnictwo: FILIA 
Okładka:
Przedsprzedaż: kliknij tutaj
Opis: Najbardziej pozytywna historia tego lata! Pamiętajcie, życie was kocha! 
Lilianna Berg, każdego poranka otwiera oczy i przyjmuje z radością to, co przyniesie kolejny dzień. Bo każdy dzień jest wyjątkowy, już nigdy się nie powtórzy. Dziewczyna kolekcjonuje unikatowe, barwne sukienki, które odzwierciedlają jej osobowość, odwagę i gotowość na podejmowanie nowych wyzwań. Każdego dnia staje przed lustrem, patrzy z radością na swoje oblicze i mówi: Życie Cię kocha, Lili. Trzy proste słowa, które są początkiem wszystkiego. Mimo utraty rodziców i przeszkód, które napotyka na swojej drodze, dziewczyna unosi wysoko głowę i dziarsko stawia im czoła. 
Spotkanie z radosną i kolorową Lili jest jak piękny letni poranek. Wnosi świeżość, energię, łamie utarte schematy i… daje kopniaka do tego, by w końcu się obudzić i zacząć naprawdę żyć. Bo bez względu na to ile masz lat, kim jesteś i co robisz, życie cię kocha, i tylko od ciebie zależy co zrobisz z tą miłością.

Autor: Anna Bellon 
Tytuł: Requiem 
Data premiery: 12.06.2019
Wydawnictwo: FILIA 
Okładka:
Przedsprzedaż: kliknij tutaj
Opis: Od dwóch lat Alek chowa się przed wspomnieniami o wydarzeniu, które zmieniło jego życie. Gdy rozpoczyna studia, wszystko wydaje się układać po jego myśli. Poznaje nowych ludzi, zawiązuje przyjaźnie, a wolny czas spędza na studenckich wypadach. Przeszłość jednak po niego wraca…
Łucja w akcie buntu przeciwko apodyktycznym rodzicom, wyjeżdża na studia do Warszawy, gdzie po raz pierwszy w życiu poznaje smak wolności. Gdy w jej świecie pojawia się tajemniczy Alek, musi zdecydować, czy przyjmie go razem z bagażem doświadczeń, czy znowu wybierze ucieczkę. 
Dokądkolwiek pójdziemy, przeszłość zawsze będzie nam towarzyszyć i gdy ktoś pragnie zemsty, żadne schronienie nie jest wystarczająco bezpieczne. Nie, jeśli ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.

Autor: Anna Płowiec 
Tytuł: Sekrety Julii 
Premiera: 17.07.2019
Wydawnictwo: Znak 
Okładka:
Przedsprzedaż: kliknij tutaj
Opis: Historia o miłości tak wielkiej, że przenosi góry.
Gdy Alicja znajduje listy matki, czuje, że odkrywa historię niezwykłej miłości. Nie wie, że gdy rozwikła sekret, odmieni swoje życie raz na zawsze.
Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na tatrzańskiej ścieżce. Julię przed tragiczną śmiercią w górach ratuje chłopak o oczach koloru niezapominajek. Choć byłoby lepiej, gdyby ich drogi nigdy się nie przecięły, czasu nie da się cofnąć. W sercu Julii rodzi się uczucie. Kiedy zdecyduje się poddać miłości, może jednak być już za późno, a los okrutnie z niej zakpi. Aby zawalczyć o miłość, trzeba będzie uciec się do sekretów, złamać wiele konwenansów i działać wbrew sobie. Czy to wystarczy, by ocalić uczucie, które narodziło się na górskim szlaku? Czy rozwikłanie sekretu sprzed lat w końcu przerwie krąg niespełnionej miłości i zrujnowanych pragnień?



poniedziałek, 13 maja 2019

Testowanie z FABERLIC

 Witajcie, Kochani. 

 Dziś zapraszam na kolejny wpis z testowania kosmetyków, tym razem od firmy FABERLIC. Jednak będzie on (post) troszkę inny niż dotychczas, albowiem będę go przez jakiś czas regularnie edytować. Dlaczego?

 Dzięki uprzejmości pani Hanny (bez nazwisk, bo RODO), mam możliwość przetestowania kilku kosmetyków FABERLIC (firma działa bardzo podobnie do znanego nam dobrze AVON'u, jednak dodatkowo ma w swojej ofercie również chemię gospodarczą).

 Już od jakiegoś czasu miałam internetową styczność z tą marką. Dostawałam mnóstwo zaproszeń do grup fanowskich, do polubienia stron przedstawicielek, nawet do zostania konsultantką tej firmy.
 Ale ja to jestem taki niewierny Tomasz - jak nie zobaczę i nie dotknę, nie uwierzę. I tutaj z tą wiarą miałam największy problem, bo ciężko było uwierzyć mi w to, że kosmetyki z FABERLIC mogą zdziałać cuda, a jeżeli należycie do tego typu fanowskich grup, to zapewne mogliście już zobaczyć efekty stosowania chociażby ich najbardziej promowanego hitu, czyli balsamu tlenowego (o nim też tu przeczytacie).



 I tutaj zmierzamy już do meritum. Kiedy pani Hania ogłosiła nabór chętnych osób do przetestowania kosmetyków oferowanych przez FABERLIC pomyślałam, że nie mam nic do stracenia. Zgłosiłam się i już w czwartek (9.05.2019) otrzymałam paczuszkę z kilkoma próbkami.
 Wiadomo, że przy testowaniu jest tak, że najlepiej spisywać swoje wrażenia na gorąco, dlatego też postanowiłam, że na bieżąco będę się dzieliła z Wami odczuciami i spostrzeżeniami po przetestowaniu konkretnych produktów, a potem regularnie będę wpis uzupełniać.
 Dlatego też jeżeli dotrwaliście do tego miejsca i jesteście ciekawi efektów testów, zachęcam Wam do zaobserwowania mojego Instagramowego profilu www.instagram.com/ksiazkowepodrozeanny, bo właśnie tam pojawi się odpowiednia informacja, kiedy już wszystkie testy zostaną zakończone.

 A teraz przechodzimy już do konkretów, bo się za bardzo rozpisałam 😉

W paczce oprócz katalogu otrzymałam próbki:
- balsamu tlenowego 
- kremu do twarzy BLUR
- szamponu BLACK DETOX 
- maski uzupełniającej keratynę
- antycellulitowego kremu modelującego EXPERT 
oraz 
- maskę do twarzy BOTANICA 


Opinie :

Krem do twarzy BLUR
- natychmiast nadaje skórze gładkość i matowość, wyrównuje koloryt
- maskuje zmarszczki, pory i inne niedoskonałości
- idealny do stworzenia naturalnego makijażu
- nie zatyka porów
- zawiera kompleks tlenowy Novaftem O2
Mój komentarz :
 Jest to pierwszy, w pełni przetestowany przeze mnie produkt od FABERLIC i jestem z niego bardzo zadowolona. Faktycznie od razu moja skóra stała się o wiele gładsza i  bardziej matowa. Może nie do końca krem (który możemy stosować również jako bazę) wyrównał idealnie koloryt, ale i tak efekt był satysfakcjonujący. Co do maskowania porów, zmarszczek i innych niedoskonałości to mam mieszane uczucia, ale ogólne odczucia mam bardzo pozytywne. Krem wchłonął się błyskawicznie. 
 Cenowo wygląda to tak, że za 15 ml kremu musimy zapłacić 45,90 (cena z aktualnego katalogu) - i dużo, i nie. Jakościowo uważam, że jak najbardziej warto go kupić i stosować codziennie, cenowo wiem, że dla niektórych może to być zdecydowanie zbyt drogo, tym bardziej, że tak naprawdę (jeżeli mówimy o makijażu) to dopiero baza. A gdzie podkład? Gdzie korektor? Itd. 
 Ja ze swojej strony napiszę tylko tyle, że jeżeli macie wolną gotówkę i przeznaczycie ją na krem do twarzy BLUR nie będziecie żałować zakupu. 

 Balsam tlenowy 
- Balsam przyspiesza naturalne procesy regeneracyjne. Pierwsza pomoc przy podrażnieniach, zaczerwienieniach i stanach zapalenych. 
- Przy zastosowaniu pod krem lub maskę wzmacnia działanie zawartych w nich składników aktywnych. 
- Potwierdzone badaniami klinicznymi :
* po upływie 30 minut znikają podrażnienia 
* po upływie 30 dni następuje odbudowa bariery ochronnej skóry. 
 Mój komentarz:
 Czy to jest naprawdę taki hit, jak wszyscy go oceniają, to ja nie wiem, ale z pewnością jest to najlepszy produkt jaki stosowałam w walce z bliznami po trądziku na mojej brodzie. 
 Jeżeli poszukacie sobie w internecie opini o tym produkcie zobaczycie, że działa na wszystko - i na wspomniany przeze mnie już trądzik, i na szybsze gojenie i na znikanie siniaków, itd. 
 Jak jest ze wszystkim nie wiem, ale jeżeli chodzi o moje problemy skórne faktycznie już po kilku dniach (pierwszy raz użyłam go w piątek, 10 maja, dziś jest 13) widać dużą różnicę. Przede wszystkim broda nie jest już tak zaczerwieniona, a ciemno brązowe ślady z młodości stały się zdecydowanie bledsze. 
 Przez pierwsze dwa dni stosowałam balsam tlenowy również na moje lekko zaczerwienione policzki i tu różnicy nie widziałam, więc chwilowo skupiłam się tylko i wyłącznie na brodzie. 
 Cenowo : za 50 ml zapłacimy 31,50 i to jest cana adekwatna do efektów, bo chociaż wydaje się, że pojemność jest niewielka, w rzeczywistości produkt jest bardzo wydajny, tym bardziej, że stosujemy go punktowo. Ja moją próbkę stosuję jak już wspomniałam od piątku i myślę, że spokojnie jeszcze mi starczy na 2-3 dni. I już teraz wiem, że na pewno jedną tubkę balsamu sobie zamówię. 

 C. D. N. 

niedziela, 5 maja 2019

Gąbeczki z AliExpress - hit czy kit?

 Laik o gąbeczkach do makijażu 💄


 Kilka słów wyjaśnienia : dlaczego tym razem nie będzie o książkach. 
 Co prawda jeżeli chodzi o zakupy na AliExpress założyłam drugi kanał aliexpresstozlo.blogspot.com , na którym dzieliłam się opiniami o zakupionych produktach, jednak doszłam do wniosku, że prowadzenie dwóch blogów nie ma większego sensu, dlatego od tej pory tematyka tego bloga lekko się zmieni. 
 O książkach oczywiście nadal będę pisać, ale od teraz będą się tu też pojawiać bardziej zróżnicowane wpisy (zakupy z AliExpress + opinie, przepisy, relacje z wypraw itp.). 


 A teraz wracajmy już do tematu. 
 Nastała wiekopomna chwila, w której to wreszcie postanowiłam zaopatrzyć się w gąbeczki do rozprowadzania podkładu, czyli tak zwane beauty blendery. 
 Nie jest żadną tajemnicą, że z makijażem mam tyle samo wspólnego, co z wejściem na Mount Everest, ale raz na jakiś czas jednak sięgam po kosmetyki do makijażu i staram się coś tam na tej mojej twarzy zmalować... Z jakim skutkiem to już zostawię bez komentarza 😉 Dlatego też efektów mojej pracy dziś nie zobaczycie, wybaczcie 😉

 Obejrzałam na YouTube'ie masę filmików makijażowych z wykorzystaniem gąbeczek i tych właśnie z AliExpress, jak i z naszych polskich drogerii. Wiedziałam zatem na co trzeba zwrócić szczególną uwagę już podczas samego wybierania gąbeczki, jak nakładać nią podkład, żeby uzyskać najlepszy efekt, lub jak tego absolutnie nie robić. Zresztą, filmików na ten temat jest w sieci tysiące, więc naprawdę można się trochę podszkolić 😉
 Jakie są moje wrażenia i odczucia? O tym poniżej.

               Aukcja sprzedawcy 
http://s.click.aliexpress.com/e/bHyU4meG

 Zaczniemy od wyboru. Nie będę ukrywać, że przy wyborze gąbeczek kierowałam się przede wszystkim ceną, a raczej ich niska cena skłoniła mnie do ich zakupu.
 Gąbeczki kosztowały po ok. 3 PLN/szt. , a że dodatkowo miałam do wykorzystania kupon w sklepie, za dwie sztuki zapłaciłam 39 groszy 😱😱😱

 Już po otrzymaniu przesyłki, pierwszym krokiem jaki wykonałam było namoczenie gąbeczek i sprawdzenie, o ile powiększą swoją objętość - im więcej, tym lepiej. Pod tym względem wydaję mi się, że jest ok, bo obydwie gąbeczki po prostu rosły w oczach.
 Drugim krokiem było skontrolowanie miękkości. Po otworzeniu paczuszki byłam lekko przerażona, bo obydwie gąbeczki okazały się bardzo twarde, obawiałam się zatem, że będą do wyrzucenia. 
 Po namoczeniu okazało się jednak, że ta w kształcie łezki, czy kropelki, zrobiła się bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku (hit), natomiast ta o nieregularnym kształcie niestety pozostała strasznie twarda (kit) i z użytkowania tej postanowiłam chwilowo zrezygnować.

Gąbeczka podwaja swoją objętość, 
ale jest twarda jak kamień. 

 A jak gąbeczka (ta w kształcie kropelki) sprawdzała się już podczas nakładania makijażu? 
 Teraz podpadne pewnie wszystkim makijażystkom, ale do tej pory nakładałam podkład palcami 🙈🙉🙊 I myślałam, że jest ok. Dopiero po tym, jak rozprowadziłam podkład beauty blenderem zauważyłam ogromną różnicę. 
 Oczywiście, żeby tę różnicę zobaczyć i porównać na połowę twarzy nałożyłam podkład tak jak zawsze, na drugą zaś gąbeczką. I od razu zauważyłam różnicę.
 Przede wszystkim po stronie gąbeczki podkład wyglądał naturalniej, był lepiej rozprowadzony i wyglądał po prostu lżej. 
 Natomiast po drugiej stronie zauważyłam smugi (nie mam pojęcia dlaczego nie dostrzegałam tego wcześniej), podkład był jakby ciemniejszy i wyglądał ciężko. I przede wszystkim wyglądał strasznie sztucznie (to chyba był efekt maski). 
 I ja się pytam : czemu tak późno zdecydowałam się na zakup gąbeczki? 


Gąbeczki przed namoczeniem. 
Gąbeczki po namoczeniu. 
Chyba widać różnicę 😉

 Jeżeli chodzi o tajniki makijażu, długa jeszcze droga przede mną, a i tak nigdy nie dojdę do perfekcji, ale myślę, że od czasu do czasu coś tam na sobie potestuję ; następny krok? - makijaż oka. Oj, tu dopiero będzie się działo 😂 A może kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym odważę się pokazać efekty mojej pracy, kto wie 😉

 Trzymajcie się cieplutko,
 Ania 😘

 Zapomniałabym! Jeżeli używacie beauty blender'ów napiszcie mi proszę w komentarzach, które Waszym zdaniem są najbardziej godne uwagi, bo zdaję sobie sprawę, że chociaż ze swojego jestem na obecnym etapie zadowolona, to są na polskim rynku na pewno dostępne gąbeczki dużo lepsze jakościowo. Będę zatem Wam wdzięczna za info, którą uważacie za najlepszą i gdzie mogę taką dostać 💟

 Produkty na zdjęciach :
* podkład z serii LUXE od AVON, odcień porcelain www.avon.pl
* błyszczyk Lip Oil z linii AVON TRUE, odcień shimmering petal (dla porównania wielkości gąbeczek przed i po namoczeniu) - swoją drogą szczerze polecam Wam ten błyszczyk 😉 Według mnie jest świetny 💟
* oraz oczywiście omawiane gąbeczki 😉

piątek, 3 maja 2019

"Więcej niż pocałunek" Helen Hoang

 Mini recenzja trzech pierwszych rozdziałów. Czy to w ogóle możliwe? 


 Wydawnictwo MUZA SA prowadzi bardzo nietypową, ale zarazem fajną akcję, w której wysyła zarówno blogerom, jak i czytelnikom trzy pierwsze rozdziały powieści "Więcej niż pocałunek" Helen Hoang (premiera czerwiec 2019) i prosi o wyrażenie opinii odnośnie otrzymanego fragmentu. 
 Poszukałam trochę w internecie i znalazłam kilka recenzji, w których ich autorki zachwycały się przeczytanym fragmentem. Nie będę tutaj nikogo cytować, w każdym razie z ich słów wynikało, że to coś naprawdę WOW, po czym ciężko się pozbierać. 
 Dlatego też bardzo się ucieszyłam, kiedy również i ja dostałam od wydawnictwa propozycję przeczytania owego fragmentu. Ale i też okropnie się bałam, że po skończonej lekturze będę zrozpaczona, że to już koniec, że chcę więcej, że jak ja teraz wytrzymam do dnia premiery. 
 Otóż, jestem już po lekturze i... mam wrażenie, że chyba dostałam inne rozdziały niż pozostałe czytelniczki 😱 Albo po prostu jestem jakaś dziwna i w ogóle mnie to nie ruszyło. I tu pojawia się zasadnicze pytanie : czy można ocenić książkę po przeczytaniu trzech pierwszych rozdziałów?



 Otóż ABSOLUTNIE NIE. I będę tutaj bronić swojego zdania niczym lew, czy raczej lwica. Owszem, fragment bardzo mnie zaciekawił, ale tak naprawdę był dopiero wstępem do całości. Całości, na którą musimy czekać do dnia premiery, czyli 5 czerwca.
 Nie chcę za bardzo się rozpisywać, bo w planach miałam mini recenzję, ale jest kilka spraw, o których chciałam Wam wspomnieć. Postaram się to zrobić zwięźle i zrozumiale. 
 Po pierwsze za słabo poznałam bohaterkę w tych dwóch rozdziałach, żeby ją polubić. Tak, celowo napisałam w dwóch, a nie w trzech, bo jeden w całości jest poświęcony pewnemu mężczyźnie, który odegra w życiu Stelli, czyli głównej bohaterki, bardzo ważną rolę (zresztą Michaela też za dobrze nie poznałam). 
 Nie poczułam z nią żadnej więzi i też jakoś bardzo jej nie współczułam. Wróć! Współczuć to złe słowo. Może adekwatniejsze będzie tu określenie, że nie zdążyłam wczuć się w jej sytuację. Stella, i to nie jest żadna tajemnica, zmaga się z chorobą Aspergera. Fajne jest to, że poznajemy ją w momencie, kiedy całkiem nieźle radzi już sobie w społeczeństwie, i to jest super, bo autorka pokazuje, że choroba wcale nie musi być w życiu przeszkodą nie do pokonania. Ale bardzo po macoszemu została przedstawiona jest droga w zmaganiach się ze swoimi ograniczeniami.
 Bardzo powierzchownie została też przedstawiona jej relacja z rodzicami, znajomymi, współpracownikami. W ogóle mało się z tego fragmentu dowiadujemy. Za to jest dużo seksu, bez... seksu. Ale żem to napisała, ale taka jest prawda. I nie chciałabym, żeby taki "model" utrzymywał się przez całą powieść. 
 Poza tym początek zdradza tak naprawdę zakończenie, albopprzynajmniej pozwala nam się go domyślać, chociaż mam nadzieję, i to wcale nie cichą, że autorka jednak mnie czymś zaskoczy. Myślę jednak, że powieść skupi się bardziej na relacjach bohaterów. Domysły, domysły, domysły. 
 I tutaj wszystko sprowadza się do meritum - trzy rozdziały to zdecydowanie za mało by cokolwiek ocenić, bo podejrzewam, że wszystko to, co o Stelli i jej otoczeniu chciałabym wiedzieć, będzie przez autorkę opowiedziane, tyle tylko, że później.



 Na koniec już napiszę Wam tylko, że u mnie nie było żadnego o, Boże! Jak ja teraz wytrzymam do czerwca?! Chociaż nie ukrywam, że historia Stelli mnie zaintrygowała i gdybym miała w rękach całą książkę, istnieje prawdopodobieństwo, że przeczytałabym ją za jednym podejściem, może dwoma. 

 Nie napiszę Wam, czy ta powieść jest dobra, czy nie, bo najzwyczajniej w świecie tego nie wiem. Myślę jednak, że warto mieć ten tytuł na oku 😉

 Trzymajcie się cieplutko, Ania 😘

środa, 1 maja 2019

Tort Ptasie Mleczko

Oczekiwania kontra rzeczywistość 


 Dziś wyjątkowo przychodzę do Was z przepisem na mega prosty, szybki i tani tort ptasie mleczko. Przepis na niego znalazłam na jednym z kanałów na YouTube (link znajdziecie poniżej) i powiedziałam sobie dasz radę to zrobić i zrobiłam. Pytanie tylko, czy oczekiwania dorównały rzeczywistości? 


 Lista zakupów: 
- 8 jajek 
- 125 g cukru 
- 300 g cukru pudru 
- 125 g mąki 
- 50 g kakao 
- łyżeczka proszku do pieczenia 
- 100 g masła 
- 100 g gorzkiej czekolady 
+ opcjonalnie 50 g mlecznej czekolady 
- 10 g żelatyny 

 Sposób przygotowania :
 Ciasto : Trzy całe jajka ubijamy ze 125 g cukru na puszystą masę. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia oraz kakao i delikatnie mieszamy. Kiedy masa będzie już ładnie połączona dodajemy 30 g roztopionego masła i wszystko razem łączymy. Wylewamy do tortownicy (ja zrobiłam w blaszce) i pieczemy 20 minut w 180 stopniach. Po upieczeniu zostawiamy do ostudzenia. 
 Pianka : 5 białek ubijamy na sztywną masę z 300 g cukru pudru. Dodajemy rozpuszczoną żelatynę w 100 ml wody. Masę wylewamy na lekko nasączone ciasto i wstawiamy do lodówki. 
 Polewa : 70 g masła rozpuszczamy ze 100 g gorzkiej czekolady (ja dodałam jeszcze 50 g mlecznej). Ostudzoną polewą polewamy ciasto i odstawiamy, najlepiej na całą noc, do lodówki. 


 Podsumowanie : Tort na filmiku wyglądał dosyć efektownie, mój już niekoniecznie 😉 Aczkolwiek wyszedł smaczny, bo nawet nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia w całości 😉 Moim zdaniem nie jest to coś, czym zachwycicie gości, powiedzmy na przyjęciu, ale do niedzielnej kawy nada się idealnie. Biszkopt jest idealnie słodki, pianka delikatna, a polewa chrupiąca, jak w tradycyjnym ptasim mleczku. Jego zaletą jest jeszcze fakt, że robi się go szybko, a koszt całości nie jest zbyt wysoki. Wiadomo, że kuchnia nie lubi rutyny i warto od czasu do czasu zrobić coś nowego, nawet jeżeli nie wyjdzie nam to tak, jak kulinarnym youtuberom 😉

 Smacznego!



 Link do filmiku ⬇
https://youtu.be/stZIn3Fi8aM