Strony

niedziela, 28 maja 2017

INFORMACJA Z OSTATNIEJ CHWILI!!!

  Pod Białymstokiem znaleziono ciała dwóch modelek - ofiar handlarzy narządami. Do międzynarodowego śledztwa zostaje włączona agentka CBŚ, pracująca pod przykrywką wizażystki. Razem z konsultantem z FBI, sprawdzają powiązania handlarzy z lokalnym show-biznesem. Kolejne, zdobyte dowody przynoszą jedynie więcej pytań niż odpowiedzi. Gdy w końcu elementy układanki zaczynają do siebie pasować, handlarze ludzkimi organami odkrywają ściśle strzeżoną tajemnicę amerykańskiego agenta i szantażują go.


  Tak oto prezentuje się zarys fabuły oraz okładka debiutanckiej powieści Ewy Dudziec, której premiera zbliża się coraz większymi krokami (premiera zaplanowana na czerwiec).
  Wizaż śmierci jest kryminałem z bardzo intrygującymi bohaterami oraz niesamowitymi i, przede wszystkim, bardzo zaskakującym zwrotami akcji.

"Beatrycze metodycznie przeglądała dane od Westona. Zalogowała się na portalu dla modelek i fotografów. Co prawda nie zajmowała się ani jednym, ani drugim, ale serwis był otwarty również dla ludzi innych profesji - fryzjerów, stylistów czy wizażystów. Przeszukała profile różnych agencji, fotografów i dziewczyn. Sprawdziła pseudonimy, których kiedyś używał Farel. Wyglądało na to, że nie tylko on parał się oszustwami, bo po jednych sesjach ginęły pieniądze, a po innych modelki ". 

  Beatrycze, agentka CBŚ zawsze chce być poinformowana o wszystkich zaistniałych faktach i znać każdy ruch zarówno przestępców jak i współpracowników, jednak o sobie zdradza niewiele. To samo można powiedzieć o konsultancie FBI, chociaż on w porównaniu do "przymusowej" koleżanki jest spokojniejszy. Stop, stop, stop!!! Nie doszukujcie się tu żadnego love story. Nie o to tutaj chodzi. Tutaj pierwsze (choć niejedyne) skrzypce gra przerażający proceder handlu ludzkimi organami.
  Nie wiem czy wiecie, ale co roku na całym świecie przeprowadza się ponad 10 000 nielegalnych transplantacji, z czego aż 75 proc. stanowią przeszczepy nerek.
  Są to przerażające dane, bo większość tych zabiegów odbywa się bez zgody dawcy. Ludzie na całym świecie (czy to dorośli, czy bezbronne dzieci) są porywani, następnie pozbawia się ich potrzebnego biorcy organu. W cenie jest praktycznie wszystko. Od nerek, poprzez rogówki, aż do... bijących serc. Po "operacji" dawcę w zasadzie skazuje się na śmierć. Życie za życie...

  Powróćmy jednak do powieści.
 Całe zaplecze społeczne głównych bohaterów jest bardzo zróżnicowane. Choć fabuła skupia się na konkretnych wydarzeniach, to autorka znalazła również miejsce dla wątków pobocznych, które bez wątpienia urozmaicają swoją treścią całą historię.
  Warto również zwrócić uwagę na swobodny styl narracji trzecioosobowej. Patrząc oczami narratora na zwłoki i czytając o przyczynasz zgonu, a także ich skutkach miałam wrażenie, jakbym tam była. Dreszcz przebiegał po moim ciele wiele razy. Brrr...

 
   Nie jeden już raz pisałam Wam, że uwielbiam debiuty. Lubię obserwować  jak pojawiający się na rynku wydawniczym autorzy stawiają swoje pierwsze kroki w tym "biznesie". Czy Ewa Dudziec odnajdzie w nim swoje bezpieczne miejsce?
 Po przeczytaniu jej debiutanckiej powieści nie mam najmniejszych wątpliwości, że już wkrótce Pani Dudziec na stałe wpisze się na listy ulubionych autorów Polaków.

  Patrząc na to, co człowiek robi drugiemu człowiekowi, coraz częściej nie czujemy się bezpiecznie. Historia opisana w Wizażu śmierci tylko potęguje to wrażenie. Mimo to, warto zapoznać się z tą powieścią i zastanowić się, czy istnieje jakaś granica, której człowiek nie przekroczy...

/Ania. 

"Wizaż śmierci" [PRZEDPREMIEROWO] 
Ewa Dudziec 

 Z radością informuję, że mój blog objął "Wizaż śmierci" patronatem medialnym.
 W tym miejscu pragnę podziękować Pani Ewie za zaufanie. Dziękuję również za możliwość przedpremierowego przeczytania powieści  i mam nadzieję, że nasza współpraca przebiegnie w przyjemnej atmosferze :-)  

  Jeżeli jesteście ciekawi, dlaczego akcja powieści rozgrywa się akurat w Białymstoku i jego okolicach, a także dlaczego nie dostaniecie w swoje ręce powieści szpiegowskiej, koniecznie kliknijcie w poniższy link:
 https://www.wspolnyprojekt.pl/pl/projekty/wizaz-smierci-wydanie-powiesci
  Dowiecie się tam również jak długo powstawała ta historia i dlaczego według autorki warto wspomóc jej wydawniczy projekt :-)

poniedziałek, 22 maja 2017

"Czerwień obłędu" Dawid Waszak

 Wierząc autorowi, chociaż pisanie książek jest coraz mniej oryginalne, teraz próbuje robić to co piąta osoba i każda myśli, że jej dzieło będzie wyjątkowe. Sama się teraz zastanawiam, co też na początku swojej pisarskiej drogi myślał Pan Waszak, ale tego, co napisał nie można nie ocenić...


 Dorian ma młodą i piękną żonę oraz zdolnego sześcioletniego synka. Rodzina mieszka w jednej z dzielnic Jarocina - miasta, o którym słyszał każdy. Wydawać by się mogło, że wiodą spokojne, pełne szczęścia życie.
 Pozory, pozory, pozory. Dorian, który jest jednocześnie narratorem, sam czasami się oszukuje, nie pisze całej prawdy, zataja fakty.
 Buduje napięcie. Aż wreszcie, za sprawą pewnej sukni, czerwonej sukni popada w obłęd.
 Przestaje postępować logicznie. Staje się niezrównoważony. Czy jego zachowanie doprowadzi do tragedii, która zdaje się być nieunikniona?


 Czerwień obłędu to podobno thriller.
Celowo użyłam tu słowa "podobno". Wiecie, jak to jest czasami z gatunkami. Dostajemy w ręce horror, który w naszych oczach okazuje się komedią, albo czytamy powieść reklamowaną jako najlepsza komedia romantyczna, a tymczasem okazuje się ona dramatem.
  Według mnie Czerwieni obłędu bliżej do powieści psychologicznej - doszłam do takiego wniosku już po przeczytaniu książki. Dlaczego? O tym musicie przekonać się już sami. Nie chcę Wam tu przecież spojlerować i odbierać przyjemności z zaskoczenia.
 Swoją drogą jej lektura zajęła mi zaledwie kilka godzin. Bo chociaż zaczyna się niepozornie, nie można się od niej oderwać. Po prostu nie można!!!

 Tak się zastanawiam. Według autora 20% populacji próbuje pisać książki. Ciekawe, jakiemu procentowi tej pisarskiej społeczności faktycznie udaje się napisać coś wartego uwagi? Może 15%? A może 60%? Ale wiecie co? To nie ma najmniejszego znaczenia. Dlaczego? Bo, moim zdaniem, Dawid Waszak należy do tego grona.
 I tyle w tym temacie :-)

 /Ania

 "Czerwień obłędu" 
Dawid Waszak 
Wydawnictwo NOVAE RES 



 Powieść przeczytana w ramach akcji  Book Tour 
zorganizowanej przez Kasię z Poligonu Domowego www.poligon-domowy.blogspot.com / 
fb: www.facebook.com/poligondomowy

  Zapraszam Was do odwiedzenia  Fanpage'a autora tej ciekawej i intrygującej historii, Dawida Waszaka: https://m.facebook.com/Waszak.Dawid/

   Oraz oficjalnego profilu Wydawnictwa 
NOVAE RES: https://m.facebook.com/NovaeRes/?locale2=pl_PL

sobota, 20 maja 2017

JOANNA SENSUAL

 Zapytałam wczoraj moich facebookowych czytelników, czy nadal odwiedzaliby moją stronę gdyby od czasu do czasu pojawił się wpis nie związany z literaturą. Padła jednoznaczna odpowiedź, że TAK :-)
 Dlatego też od teraz co jakiś czas będę publikować posty nieksiążkowe. Pojawią się tu moje opinie na temat kosmetyków, czy interesujących miejsc, a także, mam nadzieję, ciekawe przepisy. Bo pewnie jeszcze tego nie wiecie, ale ja uwielbiam gotować i eksperymentować :-)
  Zapraszam zatem na pierwszy tego typu wpis.
 Dziś będzie... kremowo :-)

Joanna Sensual
Krem do rąk i paznokci 
Kozie mleko. 

 Od kiedy pamiętam, zawsze miałam problem z dłońmi. Były suche i szorstkie. Wypróbowałam dziesiątki różnych kremów. Za każdym razem kończyło się to jednak jednorazową przygodą z danym produktem, bo z żadnego nie byłam w 100% zadowolona. Aż do ostatniego zakupu. Wreszcie znalazłam krem idealny do pielęgnacji moich dłoni i paznokci.

  Opis producenta:
 Gładkie, miłe w dotyku dłonie oraz zdrowo wyglądające, mocne paznokcie- to od dziś będzie Twoja wizytówka!
 Krem SENSUAL dzięki zawartości koziego mleka, bogatego w substancje optymalnie nawilża i pielęgnuje skórę. Receptura została wzbogacona o olej migdałowy i prowitaminę B5, które skutecznie chronią, wygładzają i nawilżają naskórek. Krem likwiduje uczucie suchości i ściągnięcia skóry, a Twoje paznokcie zyskują piękny, zdrowy wygląd.
 Lekka, nietłusta konsystencja sprawia, że krem doskonale się rozprowadza i szybko wchłania.
 Udowodniona skuteczność, natychmiastowy efekt!


  Moja opinia:
 Po tygodniu stosowania zgadzam się z każdym zdaniem producenta.
 Krem wchłania się błyskawicznie i nie powoduje lepkości, co często denerwowało mnie przy okazji stosowania innych kremów do rąk.
 Po 7 dniach regularnego stosowania widzę znaczącą poprawę. Moje dłonie są zdecydowanie mniej szorstkie, a paznokcie bardziej błyszczące.
 Dodatkowym atutem jest piękny, delikatny zapach.
 I, oczywiście, bardzo przystępna cena.
Za 100 gramową tubkę zapłaciłam 6,50 zł.

 Jedno wiem teraz na pewno. Jest to krem, który zostanie ze mną na długo, o ile nie na zawsze!!!

/Ania. 

Joanna SENSUAL
Krem do rąk i paznokci 
kozie mleko 
Dłonie suche i zniszczone 

piątek, 19 maja 2017

"Facet do wzięcia" Anna Crevan Sznajder

 Po rzekach wylanych łez i wielu nieprzespanych nocach, w moje ręce trafiła wreszcie powieść lekka i zabawna (za sprawą uszczypliwości głównych bohaterek i bardzo intrygującego męskiego trio) , dzięki której mogłam w pełni się wyłączyć i zrelaksować. Mój mózg odpoczął wreszcie od wyszukiwania drugiego dna, czy też przerażenia jakiego doświadczałam w trakcie trafiania na trupa na co trzeciej stronie. Anna Crevan Sznajder (wraz z Bogumiłą Roch- Romanowską i Emilią Anną Dominik ) podała mi wszystko na tacy.
Jasno i przejrzyście, ale niestety...


 Zanim przejdziemy do jednego
zasadniczego" ale" zacznijmy od początku.

 O czym jest ta książka?
 Ann, Emi i Mili to trzy przyjaciółki pracujące w poczytnym magazynie dla kobiet Evree. Trzy reporterki, nazywane Aniołkami, dostają nowe zlecenie. Projekt Facet do wzięcia trafia pod ich opiekę. Każda z nich musi "zaopiekować" się jednym z mężczyzn zgłoszonych do szalonego projektu. Można domyślić się, co będzie dalej? Oczywiście, że można, ale to wcale nie ujmuje ani trochę z oceny tej historii. Tutaj chodzi o dobrą rozrywkę, i taka właśnie dostarczona jest czytelnikowi.
 A przewidywalności i tak doświadczamy w co drugiej książce. Wszystko zależy od języka i sposobu opisania sytuacji i emocji. W opowieści o reporterkach to zadanie zostało wykonane w 100% na plus.

 Powieść czyta się bardzo szybko.
Cała historia jest opisana ze wszystkich trzech perspektyw, co oznacza, że wszystkie trzy dziewczyny są narratorkami. Każda ma swoje pięć minut, co pięć minut :-)
 Jest troszkę śmiechu, trochę pikantnych scen, które dodają całości... smaczku. Wszystko to łączyłoby się w bardzo przyjemną całość, gdyby nie jedno małe "ale".


 Nie lubię krytykować. Wiem też, że krytyka boli drugą stronę (sama prowadząc bloga tego doświadczam). Tym bardziej, że egzemplarz do recenzji dostałam od pani Ani. Ale gdybym nie napisała prawdy, oszukałabym Was, siebie i przede wszystkim autorkę. A to już byłoby nie fair.
Z racji, że powieść, tak jak już wspominałam, została napisana przez trzy Panie, to i odpowiedzialność będzie zbiorowa. I mam nadzieję, wyciąganie wniosków również.
 Do czego zmierzam? Wydanie powieści zostało sfinansowane przez autorki. Na rynku wydawniczym selfpublishing ciągle wywołuje wiele emocji. Jedni uważają, że taka forma w ogóle nie powinna mieć miejsca, inni nie mają nic przeciwko samofinansowaniu. Jakie jest moje zdanie?
 Ja uważam, że jest to szansa. Ogromna szansa, której autor nie dostał od znanego wydawnictwa.
 Bo są takie osoby, które całe życie piszą do szuflady. Są też takie, które wysyłają swoje prace do 5, 10, 15 wydawnictw i czekają na cud. I są wreszcie takie, jak Anna Crevan Sznajder, które biorą sprawy w swoje ręce i walczą o swoje marzenia i realizację swoich planów. I to zasługuje tylko i wyłącznie na słowa uznania.
 Niestety, system wydawniczy Ridero.eu nie przykłada się absolutnie do korekty. Wiem, co piszę, bo to nie pierwsza książka, która przeszła przez to "wydawnictwo", po czym trafiła w moje ręce.
 Gdyby w powieści były 3 czy 4 błędy, nie zwróciłabym Wam na to uwagi.Każdy bowiem je popełnia. W mojej recenzji też one są, ale "Facet do wzięcia" traci na tym bardzo wiele ze swojego uroku. A naprawdę jest to powieść warta uwagi. Inna niż wszystko, co do tej pory czytałam.
To taki... powiew świeżości. Inna kultura (czuć tę miłość do kultury japońskiej), inne podejście do życia, złośliwe, ale urocze bohaterki. Wreszcie interesujący mężczyźni.
 Oświadczam Wam i autorce, że to absolutnie nie jest żaden hejt. Po co więc o tym piszę? Może warto w przyszłości zwrócić komu trzeba uwagę, że korekta nie polega na rzuceniu okiem na tekst?
 Śledzę twórczość Pani Ani na Facebooku i widzę, jak wiele serca wkłada w to, co robi. I przede wszystkim, że to kocha. Widzę, że nie stoi w miejscu, że się rozwija. Czytam teksty, z których każdy kolejny jest lepszy od poprzedniego.
 Widzę OGROMNY potencjał, który może już wkrótce stać się prawdziwą perełką i namieszać na polskim rynku wydawniczym.


 Z mojej opinii możecie wyciągnąć wniosek, że jestem trochę rozczarowana. Nie jest to jednak prawda.
 Chcę, żebyście wiedzieli, że ja naprawdę spędziłam kilka bardzo przyjemnych godzin przy lekturze tej książki. I z niecierpliwością czekałam na finalny efekt projektu Facet do wzięcia. I gdyby nie "korekta" oceniłabym ją bardzo wysoko. Za temat, za ciekawych bohaterów, za klimat, dzięki któremu mam ochotę na więcej, więcej i więcej.
 To na pewno nie ostatnia książka autorki, która zagościła w moich dłoniach. I mam szczerą nadzieję, że w pojedynkę będzie ciekawiej.

/Ania. 

"Facet do wzięcia"
Anna Crevan Sznajder 
Bogumiła Roch- Romanowska 
Emilia Anna Dominik 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję autorce, 
Annie Crevan Sznajder. 

  Uwaga!!! 
 Zapraszam Was do odwiedzenia strony https://m.facebook.com/fdwbook/. Znajdziecie tam więcej informacji na temat książki, a także pozostałej twórczości Pani Anny Crevan Sznajder.
 Jeżeli macie chwilkę czasu, zachęcam Was również do kliknięcia w link http://wspieramkulture.pl/projekt/1485-Niczyja-cykl-ksiazek. Tam z kolei uzyskacie informacje na temat projektu mającego na celu wsparcie wydania innej książki autorki. Uwaga : Zakup Faceta do wzięcia (w rewelacyjnej cenie 10 zł +kw http://allegro.pl/show_item.php?item=6819309029) wspiera akcję wydania Niczyjej.

czwartek, 11 maja 2017

"W rytmie passady" Anna Dąbrowska

 Passada. Dobra zabawa? 
Jak mogłaś, Anno Dąbrowska ?! 
J A K   M O G Ł A Ś ?! 



  Kiedy autorka podzieliła się z nami, czytelnikami, zapowiedzią i okładką swojej najnowszej książki, byłam pewna jednego - muszę ją przeczytać.
 Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że właśnie dzięki autorce, Ani Dąbrowskiej i Wydawnictwu Zysk i S-ka będę miała możliwość zrecenzowania jej i podzielenia się z Wami moimi wrażeniami.
 Musicie wiedzieć, że kiedy wiem, że otrzymam egzemplarz do recenzji, przed lekturą nie czytam opinii innych. Chcę zaczynać swoją przygodę z daną historią z czystą kartą. Nie wyrabiać sobie zdania przed lekturą, nie mieć wygórowanych oczekiwań, na nic się nie nastawiać, nie mieć uprzedzeń.
 Tutaj troszkę odeszłam od reguły, zajrzałam. Delikatnie jak przez minimalnie uchylone okno. Wiedziałam tylko jedno. Część osób była poruszona. Wyczytałam to na grupie fanowskiej pisarki na Facebooku. Byłam ciekawa, czy ja też doznam takich uczuć, emocji...

 Powieść zaczyna się niewinnie. Zbyt niewinnie...
To mnie zgubiło!
 Julita nie jest typową nastolatką. Stroni od ludzi. Nie chodzi na imprezy, randki. Ktoś kiedyś bardzo ją skrzywdził przez co stała się nieufna, a mężczyzn boi się jak ognia.
 Marcel to instruktor tańców latynoamerykańskich. Jego matka zmaga się z nieuleczalną chorobą.
28-letni tancerz chwyta się każdej nadziei. Jedną z nich jest konkurs tańca, w którym nagrodą są niemałe pieniądze. Może pomogły by one złagodzić ból umierającej matce?
 Tych dwoje już wkrótce połączą wspólne treningi. Jednak dla każdego z nich zwycięstwo będzie miało inny smak.
 I muszę powiedzieć, że mimo wielu pięknych słów już na samym początku, czegoś mi brakowało. Ta opowieść była niepełna. Tym brakującym puzzlem okazała się kizomba. Ja nie wiedziałam, jak ją się tańczy. Chwyciłam więc za telefon, uruchomiłam you tube i zanurzylam się w tym magicznym świecie passady, której melodia i emocje towarzyszyły mi przez resztę stron.


 Lekka lektura, prawda?
Taka w stylu filmów typu "Step up" albo "Just dance", gdzie pierwsze skrzypce grają : muzyka, taniec, pasja i emocje. A potem już tylko miłość. Nie może być lepszego sposobu na spędzenie wieczoru przy książce.
 Jednak z każdą kolejną stroną zauważyłam, że tej opowieści bliżej do dramatu "Trzy metry nad niebem" Federico Moccia . Czułam, że wydarzy się coś złego. Bardzo złego.
 Na 191 stronie zaznaczyłam ostatni cytat :
   "Czasami szczęście można znaleźć na wyciągnięcie ręki. 
   Szczęścia nie mierzy się miarą centymetrów, pieniędzy i wieku. 
   Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc, 
   przypominającym tempo tańczenia passady".
 Myślicie, że dalej nie było niczego wartego zaznaczenia? Było. Nawet nie wiecie jak wiele. Ale dla mnie świat przestał istnieć. Byłam tylko ja, Julita, Marcel i kizomba. Porównania wyrzuciłam do kosza, bo były nie na miejscu. Wiedziałam, że to powieść, której nie można porównać z niczym innym.

 Pierwszy raz nie chciałam, aby nastąpił koniec.
Z każdą kolejną stroną zbliżającą mnie do zakończenia coraz bardziej się go bałam. Cholernie się go bałam. Miałam nadzieję, że wszystko zakończy się happy endem, jak w tych wszystkich romantycznych historiach. Ale czułam, że zdarzy się coś złego, bardzo złego. Nie chciałam, żeby Julita cierpiała. Tak bardzo ją polubiłam. Przecież Marcel nie mógł jej skrzywdzić!!!

 Potem nie było już nic. Tylko cisza, samotna łza spływająca po moim policzku i serce, które rozpadło się na miliony małych cząstek. Dlaczego? DLACZEGO?!

 Dochodziła czwarta nad ranem.
A ja ze słuchawkami w uszach słuchałam tych niesamowitych melodii i oglądałam taniec dusz.
Wciąż i wciąż, i wciąż rozbrzmiewały dźwięki Curti ma mi - ASTY i Magico - Mika Mendes. 
 Minęła piąta. Dzień budził się do życia. Poduszka przesiąkła łzami. Zasnęłam...


 Moje serce się zagoi. Może już dziś uda mi się je posklejać. Ale z nim jest jak z lustrem. Jeżeli się stłucze, obojętnie ile byś wysiłku nie włożył w odnalezienie wszystkich fragmentów, to jest niemożliwe. Już zawsze będzie czegoś brakować. Ta książka wyrwała kawałek mojego serca. Ale nie żałuję, bo wiem, że dzięki temu zawsze będę o niej pamiętać. Wiem, że Julita i Marcel nie znikną z momentem otworzenia kolejnej książki.

 Chciałabym napisać Wam jeszcze wiele pięknych słów, opisać te emocje, uczucia, ale... nie potrafię.
 Ta historia tak bardzo mną wstrząsnęła, że po prostu nie dam rady.
 Musicie po nią sięgnąć i przekonać się sami.
Jej nie da się opisać żadnymi słowami...

 A potem będziecie marzyć tylko o jednym.
By zatańczyć passadę... 

/Ania. 

"W rytmie passady"
Anna Dąbrowska 
Wydawnictwo Zysk i S-ka 

Za otrzymany egzemplarz dziękuję autorce, Ani Dąbrowskiej oraz Wydawnictwu Zysk i S-ka.

poniedziałek, 8 maja 2017

"Powrót do starego domu" Ilona Gołębiewska

  "Jeden człowiek może zmienić wszystko". A dom? Czy też ma taką moc? 


  Alicja Pniewska ma 37 lat i właśnie jej życie rozsypuje się jak delikatny domek z kart.
 Rozpad małżeństwa, utrata pracy i brak wiary w siebie. Wszystko wydaje jej się tak bardzo beznadziejne. Życie nagle przybiera najgorszy z kolorów- szary. Smutny i nijaki.
 Jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się rozpoczęcie życia na nowo, z dala od niewiernego małżonka i zgiełku stolicy. Czy wyjazd w rodzinne strony pomoże w tym Alicji? Czy w starym domu kobieta odnajdzie upragniony spokój? Czy jej życie znów wypełni się całą paletą barw?
 A może Powrót do starego domu zamiast szczęścia przyniesie kolejne rozczarowania?
 Przecież nikomu jeszcze nie udało się uciec przed przeszłością...


  Powrót w rodzinne strony sprawi, że kobieta cofnie się w czasie do beztroskich lat dzieciństwa. Powrócą wspomnienia i obrazy. Dziadkowie na pięknej werandzie. Tata z wędką w ręce. Mama układająca piękne kwiaty w wazonie. I ona, mała dziewczynka. Pełna miłości i radości. Gdzie ona teraz się podziała? Gdzie jej szukać?
  "Przeszłość czasami jest potrzebna do poznania siebie w teraźniejszości".  Alicja przekona się o tym na własnej skórze. Spotkanie z Dziadem, uczestnikiem wstrząsających wydarzeń, znacząco wpłynie na Pniewską. Zacznie ona bowiem poznawać historię swojej rodziny. Czy będzie zadowolona ze swoich odkryć?
 Teraźniejszość postawi przed nią również starych znajomych jak i nowe osoby. Samotna kobieta w nowym miejscu, w dodatku potrzebująca pomocy stanie się nagle dość "łakomym" kąskiem. Rozwódce jednak nie w głowie romanse. Ale czy można uciszyć własną kobiecość?
 Jest jeszcze Michałek. Bezbronny i niewinny pięciolatek. Dziecko skrzywdzone przez los, a mimo to, tak pełne wiary. Jego sytuacja bardzo poruszy Pniewską, która zrozumie, czego tak naprawdę zawsze pragnęła. Niestety, "niektórych marzeń nie da się spełnić". 



  Jak dzisiaj wygląda nasze życie? Praca, kariera, dom, dzieci, obowiązki. Czas wolny? A co to takiego? Przecież zawsze jest coś do zrobienia. Coś do załatwienia. Czegoś zapomnieliśmy.
 A pamiętasz,  jak fajnie spędzało się czas bawiąc się w berka? Jak szukało się odpowiedniej kryjówki? Jak biegało się w deszczu mimo zakazów? Nikt z nas nie bał się wtedy, że zmoknie. Teraz ukrywamy się pod parasolami, obawiając się najmniejszej kropli. A kiedyś to właśnie miliony kropel spadających z nieba sprawiały nam radość.
 Powrót do starego domu pozwolił choć na chwilę przenieść się Alicji w czasie. Znów mogła biegać po łące. Zbierać kwiaty. A Ty? Kiedy ostatnio byłaś/byłeś dzieckiem? Kiedy na Twojej  twarzy gościł ten beztroski uśmiech? Ta radość w oczach? To poczucie... wolności?
 Może to odpowiedni czas, aby nad tym pomyśleć? Aby powrócić w miejsca, w których byliśmy szczęśliwi? Może ten powrót coś zmieni w naszym życiu? Tak jak Powrót do starego domu zmienił życie Alicji?


 Ta powieść to takie... wehikuł czasu.
Czy tego chcesz, czy nie powracasz do rodzinnego domu. Czy usłyszysz tam radosny śmiech rodzeństwa/ odgłosy kroków/ strofujący głos mamy/ śmiech babci? Czy poczujesz zapach świeżych jagodzianek/ aromatycznej szarlotki/ bzu lub jaśminu? Ja tego nie wiem. Ale Ty już pamiętasz, prawda?
 Pozwól Alicji towarzyszyć Ci w tej drodze.
Pozwól jej wziąć Cię za rękę i pójść z Tobą tylko Tobie znanymi ścieżkami. Opowiedz jej swoją historię, ale i wysłuchaj jej zwierzeń. Niech opowie Ci o swoim życiu. O swojej rodzinie, przyjaciołach i wrogich. O zakrętach, które musiała minąć i o przeszkodach, które musiała pokonać.
 Gdy już skończycie, być może pomyślisz, że czas już się rozstać. Ale pamiętaj. Każdy koniec, to tak naprawdę kolejny początek...

 Trudno opisać słowami to, co czuję po przeczytaniu tej książki.
 Historia opisana pięknych językiem. Odpowiednie wyczucie. Jeżeli miało być sentymentalnie, tak właśnie było. Jeżeli akcja miała nabrać dramatyzmu, autorka zrobiła wszystko, żeby tak było. Czułam te emocje. Ten smutek i żal. To szczęście i radość. Tą niepewność...
 Dużym atutem było miejsce, w którym toczyła się akcja powieści. Moje strony. "Wciskam gaz (...) Na wysokości Dworca Wileńskiego odbijam w stronę Marek i Radzymina i jadę krajową S8 prosto przed siebie (...) Jestem już przed Wyszkowem. Zjeżdżam z obwodnicy, kieruję się do centrum, a potem odbijam w stronę Pułtuska. Mniej więcej w połowie trasy jest Pniewo" Np. Wyszków- miasto, w którym się urodziłam. Radzymin. Marki. Drogi, którymi jeździłam do szkoły, potem do pracy. A gdzieś tam pośród lasów mój dom, moja wieś, moje miejsce na Ziemii.
 Poznałam miejsca, do których być może kiedyś dotrę. Miejsca piękne, które są bliżej niż mogłoby się wydawać.
 Powróciło tak wiele wspomnień. Obrazów, zapachów, zdarzeń.
 Czasami były to radosne wspomnienia, czasami nie. W życiu każdego z nas były chwile lepsze i gorsze. To one sprawiły, że jesteśmy  teraz... No właśnie? Jacy?
 Niech powieść Ilony Gołębiewskiej pomoże Wam odpowiedzieć na to pytanie.

/Ania. 

"Powrót do starego domu"
Pierwsza część trylogii o starym domu
Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo MUZA

ILONA GOŁĘBIEWSKA
w wieku pięciu lat postanowiła, że w przyszłości będzie uczyć oraz pisać książki i słowa dotrzymała. Na co dzień pracuje ze studentami, prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci o młodzieży, a także skutecznie szkoli dorosłych i seniorów. 
Jest poetką, debiutowała w 2012 roku tomem Traktat życia (...)
Mieszka w Warszawie, ale gdy pisze, ucieka do starego drewnianego domu na mazowieckiej wsi. 
Uwielbia pracę z ludźmi, długie podróże do zapomnianych miejsc, czytanie książek po nocach oraz zapach świeżej kawy o poranku. 
Jej wielkim marzeniem jest założenie fundacji. 
Mistrzyni emocji! Bardzo mocno wierzy w happy endy! 

Strona autorska 
Facebook/Fanpage


sobota, 6 maja 2017

piątek, 5 maja 2017

"Leśna Polana" Katarzyna Michalak

 Czy istnieją jakieś granice ludzkiego cierpienia?
Czy jest jakiś limit bólu, samotności, wyrzeczeń?
 Człowiek jest w stanie znieść zdecydowanie więcej niż można sobie wyobrazić. Honor, wiara, duma, czy miłość są w stanie uczynić z nas prawdziwe skały odporne na ciosy ze wszystkich stron. Ale w głębi nas serce krwawi i cichutko błaga o litość.
 Bohaterowie Leśnej Polany przeszli w swoim życiu wiele. Dużo więcej niż czasami jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. I chociaż sprawiają pozory pogodzonych z losem, bo przecież pracują, radzą sobie (lepiej lub gorzej) w codziennym życiu  i trwają, ich serca pokryte są bliznami. A pisarka przygotowała dla nich kolejne tortury...


 Gabrysia, Julia i Majka to trzy przyjaciółki, które poznały się w dość... nietypowym miejscu.
 Każda z nich nosi na swoich barkach jakiś ciężar.
Julia i Majka wychowywały się bez rodziców. W dorosłym życiu podejmują masę nieodpowiednich decyzji. Gabrielę najlepiej jak potrafił wychowywał przebrany ojciec, ofiara bestialskich ubeckich tortur. Ale i ona przeżyła w swoim życiu piekło.
 Czy Leśna Polana przyniesie jej długo wyczekiwany spokój?

 Wiktor, Marcin i Patryk - bracia Prado.
Dziś dorośli mężczyźni, w dzieciństwie przeżyli prawdziwy horror, który zgotował im prawdziwy Diabeł, bo człowiekiem nazwać go nie można!!!
 Kiedy Wiktor podejmuje decyzje o kupnie Leśnej Polany, Zło powraca...


 Kolejny raz zwiodła mnie piękna i niewinna okładka. Nastawiona na lekką i wzruszającą historię, doznałam prawdziwego szoku!!!
 Nie jest to pierwsza książka Katarzyny Michalak, którą czytałam. Znam możliwości autorki. Wiem, że lubi komplikować życie swoim bohaterom, wystawiać ich na ciężkie próby. Ba! Nawet wysyłać ich na tamten świat. Ale czegoś takiego po prostu się nie spodziewałam... Najgorsze jest to, że takie "sytuacje" naprawdę miały miejsce. Takie bestie nadal żyją wśród nas i krzywdzą niewinnych ludzi.
 Czy bohaterowie najnowszej powieści pisarki zdołają uciec przed złem? Nie wiem. Zakończenie nastąpiło w takim momencie, że aż mnie zamurowało!!! Wszystko wyjaśni się w kolejnych częściach, czyli w  Czerwieni jarzębiny i Błękitnych snach. 

 Leśna Polana mimo całego zawartego w niej okrucieństwa pozostała jednak powieścią pełną ciepła, wsparcia i miłości.
 Braterstwo, którego nie łączą więzy krwi znaczy wiele więcej niż rodzina, z którą czasami wychodzi się tylko pięknie na zdjęciach.
 A przyjaźń? Autorka udowadnia, że jest ona siłą, która może uratować nawet życie.


 Często zaglądam na grupy, w których Książkoholicy wymieniają się swoimi literackimi wrażeniami i przemyśleniami. Zdaję sobie doskonale sprawę, że Katarzyna Michalak ma zarówno swoich miłośników (do których z pewnością należę ja) jak i przeciwników. Każdy ma przecież prawo do swojego zdania.
 Uważam jednak, że tym razem autorka naprawdę wykonała kawał dobrej roboty popartej, niestety, strasznymi faktami.
 Powiem nawet więcej. Uważam, że to najlepsza powieść w bogatym dorobku Pani Michalak. I jeżeli do tej pory nie byłam pewna, która z jej powieści jest moją ulubioną książką jej autorstwa, teraz nie mam najmniejszych wątpliwości.


 Z czystym sumieniem polecam, chociaż uprzedzam, że jej treść może wstrząsnąć.

/Ania. 

"Leśna Polana"
Katarzyna Michalak 
Wyd. Znak LiteraNova 

wtorek, 2 maja 2017

[Przedpremierowo] "Konkurs na żonę" Beata Majewska

                  Mężczyzna draniem się nie rodzi. 
On się nim staje... 


 Hugo Hajdukiewicz, zbliżający się do trzydziestki król palantów szuka żony. Mogłoby się wydawać, że to nic nadzwyczajnego. Facet może po prostu się zmienił i dojrzał do założenia rodziny.
 Niestety, Hugonem nie kierują żadne, nawet najmniejsze szlachetne pobudki. Jemu zależy tylko i wyłącznie na pieniądzach. Aby odziedziczyć spadek musi ożenić się przed magiczną trzydziestką. W innym wypadku dostanie, według niego, jakieś marne ochłapy.
 Łucja Maśnik to z kolei młodziutka, niewinna i niedoświadczona w relacjach damsko- męskich dziewczyna studiująca w Krakowie. Od dziecka wychowywana przez babcie. Gaduła. Straaaaaaszna gaduła :-)
Przesympatyczna, choć bardzo naiwna. Nic dziwnego, że imponuje jej przystojny i pewny siebie Hajdukiewicz.
 Ale bez względu na wiek, tak to właśnie z nami, kobietami jest. Pociągają nas prawdziwi dranie...

 Jak się okazuje, znalezienie idealnej kandydatki na żonę wcale nie jest takie proste. Gdyby jeszcze chodziło o miłość. Ooo, to wtedy jest dużo prościej. Dosięga nas strzała amora, razi niczym najgorszy piorun traktując nas milionami voltów emocji i po sprawie. Jesteśmy ugotowani. Nic już na świecie nie ma znaczenia. Liczy się tylko on/ona.
 Ale młody prawnik musi wziąć pod uwagę wiele czynników. W końcu chodzi o misternie przygotowaną intrygę, dzięki której stanie się posiadaczem prawdziwej fortuny. I wtedy przyjaciel Hugona, Adam,  wpada na genialny pomysł i tak powstaje projekt Żona. Czy przy okazji Konkursu na żonę trzydziestolatek znajdzie miłość?
 No tak. Jest tylko jeden malutki, aczkolwiek znaczący problem. On tej miłości wcale znaleźć nie chce.


  Konkurs ogłoszony akurat na krakowskiej uczelni Łucji (przypadek, czy przeznaczenie?) daje jej szansę zarobienia chociaż kilku stówek do bardzo skromnego budżetu studentki. I tak właśnie krzyżują się drogi Hugona i Łucji.
 Nie trzeba być jasnowidzem, żeby domyśleć się, co wydarzy się później.
 Motyle w brzuchu. Fascynacja. Wreszcie wielka miłość i jeszcze większe oddanie. Ze strony dziewczyny, oczywiście. Hugo bowiem w tym samym czasie zastanawia się jak:
a) wybrnąć z kolejnych kłamstw
b) nie dopuścić do spotkania Łucji z nieodpowiednimi osobami
c) opanować do perfekcji metodę manipulowania studentką.
 Ale nawet tak doświadczony gracz jak pan Palant (wybaczcie, ale nie znajduję innych słów na określenie Hajduka) nie mógł przewidzieć, że w malutkim ciele nastoletniej jeszcze dziewczyny spotka godnego sobie przeciwnika...
 Łucja bowiem okazała się niesamowicie...
A zresztą. O tym musicie przeczytać już sami :-)

 Nie wiem jak Wy, ale ja kiedy pierwszy raz zobaczyłam skromną i prostą, aczkolwiek uroczą okładkę pomyślałam, że to będzie lekka i przyjemna książka. Przecież po opisie można wywnioskować, że to jedna z tych historii, gdzie po pokonaniu kilku przeszkód i po wylaniu z brzegów rzeki gorzkich łez, głównych bohaterów spotka zakończenie żyli długo i szczęśliwie.
  Troszkę mnie ten banalny opis zmylił.
Ale i sama historia z pozoru sprawia wrażenie prostej jak drut. I pewnie taka właśnie by była, gdyby nie kilka sprytnych zabiegów autorki, która uczyniła z niej powieść godną polecenia.
 Kolejnym atutem jest język jakim posługują się bohaterowie powieści. Idealnie oddaje on mentalność ludzi. Tych mieszkających w "super" mieście jak i na "nudnej" wsi. Widać różnicę między wykształconymi i ważnymi, a skromniejszymi i prostymi. I przede wszystkim tym, jak poszczególne społeczności postrzegają siebie nawzajem.
 A język młodzieży. O! To dopiero hardcore. I muszę przyznać, że chociaż dialogi między Łucją, a jej przyjaciółkami sprawiały czasami wrażenie rozmów między kosmitkami, w dzisiejszych czasach młodzi ludzie używają takiego właśnie "slangu". Chyba wszystko po to, żeby niewtajemniczeni nie mieli pojęcia o co chodzi :-)
 Trzeci plusik za humor :-)


  Ale słodzę, prawda? Żeby nie było więc za (blado)różowo muszę przyznać, że jestem troszkę zaskoczona sposobem przedstawienia babci głównej bohaterki. Na początku byłam przekonana, że to taka dobra i poczciwa staruszka z siwymi włosami i kolorową chustą na głowie.   Tymczasem okazało się, że ona ma dopiero... 60lat!
 Rozumiem, że młodzi ludzie (tacy jak, np. Łucja) mogą postrzegać osoby dojrzalsze trochę inaczej.
Zdaję sobie również sprawę, że sześćdziesiąlatka ze wsi różni się od sześćdziesiąlatki z miasta. Jednak jako naocznych świadek poczynań wiejskich kobiet wiem, że mają one czasami więcej energii niż my, trzydziestolatki, w naszym mniemaniu, przygnieceni ciężarem codziennego życia.


 Moim zdaniem jest to idealna propozycja na spędzenie przyjemnego popołudnia, najlepiej na świeżym powietrzu, tym bardziej, że pogoda wreszcie postanowiła się nad nami zlitować :-)
 Ja spędziłam przy niej miło czas, mimo, że Hugo wielokrotnie wyprowadził mnie z równowagi.
 A Łucja... Łucji życzę powodzenia.

 Z niecierpliwością czekam na kontynuację.
Po poznaniu zakończenia Konkursu na żonę, tytuł drugiej części, czyli Bilet do szczęścia nabiera nowego znaczenia :-)

 Pamiętajcie!!! 
 Premiera Konkursu na żonę już 10 maja!!! 

/Ania. 

"Konkurs na żonę"
Beata Majewska 
Wyd. Książnica 

 Za możliwość przeczytania
 i przygotowania przedpremierowej recenzji dziękuję Wydawnictwu Książnica. 
www.publicat.pl