Strony

czwartek, 26 października 2017

"Powrót do starego domu" Ilona Gołębiewska [recenzja wersji audio]

 Daj się otulić magicznym słowom Ilony Gołębiewskiej  i niesamowitemu głosowi Joanny Gajór. 



 Życie Alicji Pniewskiej to pasmo nieszczęść i porażek. Za namową przyjaciółki jedzie do rodzinnego domu w Pniewie. Zaskakujące zdarzenia, napotkani ludzie i odnaleziony w szafie dokument, który skrywa rodzinny sekret, wystawiają ją na wiele ciężkich prób.
 Pewnej tragicznej nocy Alicja trafia do podziemnego schronu, gdzie mieszka Henryk Sokolski, legendarny uczestnik wydarzeń, które wstrząsnęły Pniewem przed kilkudziesięcioma laty. Alicja otrzymuje od niego pamiętnik swojego dziadka Jana, opisujący piekło obozu zagłady. Dzięki jego lekturze wpada na trop ważnych dokumentów.
 Jej podejście do życia zmieni spotkanie mieszkającego po sąsiedzku Michałka, który ma tragiczną przeszłość, remont domu przysporzy zmartwień, a nieszczęsny wypadek sprowadzi na nią miłość, której się najmniej spodziewała. Czy prawda o przeszłości rodziny i zaskakująca codzienność pozwolą Alicji na odnalezienie szczęścia?
 Powrót do starego domu to powieść o sile ludzkich pragnień i nadziei na to, że zawsze jest dobry moment na zaczynanie od nowa, która przenosi nas do świata wspomnień i rodzinnego domu.


 Już po raz drugi dane było mi spędzić kilka dni w starym domu w Pniewie u boku Alicji Pniewskiej. Miło było powrócić w znane strony. Na chwilę cofnąć się do czasów dzieciństwa. Spojrzeć na tę beztroskę, która wtedy mi towarzyszyła.  Rzeczywistość jednak szybko sprowadza na ziemię i tak jak Alicja, tak i każdy z nam musi zderzyć się i zmierzyć z teraźniejszością.

 Dziś recenzja będzie trochę inna, bo nie chcę opowiadać Wam o moich odczuciach względem historii spod pióra Ilony Gołębiewskiej, bo one w ogóle nie różnią się od emocji i przemyśleń jakie towarzyszyły mi po przeczytaniu wersji papierowej (moja opinię poznacie klikając ➡TUTAJ⬅).


 Tym razem chcę się skupić na zaletach i ewentualnych wadach pierwszej części trylogii w wersji audio.
 Pewnie już wiecie, bo często o tym wspominam, że najwierniejsza jestem książkom w wersji tradycyjnej - papierowej. Lubię brać historię do ręki (dosłownie ☺), czuć ją w swoich dłoniach, słyszeć jej przemijanie przez szelest stron. W skrócie : widzieć, dotykać, wąchać. Nie da się jednak ukryć, że świat i technika idą na przód, a co za tym idzie również i forma czytania się zmienia. Nikogo już chyba nie dziwi widok drugiej osoby z czytnikiem e-booków w dłoni. W ostatnim czasie coraz bardziej popularne jest też słuchanie audiobooków. Już nie czarują (lub przerażają -w   zależności od gatunku ☺) same wyrazy, zdania, rozdziały, ale również i głos.
 Jak wszystko ma to swoje plusy i minusy, które postaram się tu omówić w kontekście Powrotu do starego domu 🏡

 Najważniejszą kwestią przy tworzeniu (jeszcze nie czytaniu) audiobooka jest wybór lektora. Czasami leży to w kwestii wydawnictwa, czasami (jak w tym przypadku) w kwestii autorki.
 Powrót do starego domu czyta pani Joanna Gajór. I myślę, że od razu większość kojarzy, o kim tu mowa. Wspaniała aktorka, którą pewnie większość widzów zna z roli w Klanie. Charakterystyczny głos, który coraz częściej gości w domach czytelników. Moim zdaniem wybór Pani Joanny na lektora historii Alicji był strzałem w dziesiątkę 👍 Nie jestem tego w stanie oddać słowami, o tym trzeba się przekonać na własnej skórze.

Pani Joanna Gajór 
źródło zdjęcia: http://www.prozano.pl

 Audiobooki mają tę zaletę, że przy posiadaniu odpowiedniego sprzętu można je zabrać ze sobą wszędzie. I tak, np. możemy delektować się losami głównej bohaterki w podróży (moim zdaniem jest to najlepszy powód do sięgania po książki w wersji audio), w parku, oczywiście w domu, a nawet (tutaj już w zależności od zawodu i przychylności szefostwa) w pracy.
 Są też idealnym rozwiązaniem dla osób, które mają problem ze wzrokiem. Myślę, że tego punktu nie muszę rozwijać ☺
 Niestety, nie są już takie odpowiednie dla osób... roztrzepanych. To nie prawda, że każda kobieta we wszystkich dziedzinach ma podzielną uwagę. Owszem, matki (w tym ja) potrafią jedną ręką mieszać zupę, a drugą prasować pranie. To prawda, że zdarza nam się jedną ręką odkurzać, a drugą usypiać dziecko. Największymi mistrzyniami jesteśmy w byciu jedną myślą w pokoju wśród stosu porozrzucanych zabawek, a drugą, np. na słonecznej Ibizie.
 Nie chcę wypowiadać się za wszystkich, bo nawet nie mam do tego prawa, ale moim największym problemem w trakcie słuchania Powrotu do starego domu Ilony Gołębiewskiej była właśnie kwestia skupienia. Nie mogłam słuchać historii Alicji w dzień, bo przy pięciolatku jest to niemożliwe słysząc ciągle Mamo! Jeść! / Mamo, pić! / Mamo, to i tamto. Do Pniewa powracałam więc wieczorami, kiedy cały dom już spał.
 Siadałam wygodnie w fotelu, przykrywałam się puchatym kocem, brałam do ręki kubek gorącej herbaty, zamykałam oczy i już pędziłam obok Alicji trasą S8 na Wyszków ; już patrzyłam jak robotnicy uwijają się przy remoncie domu ; już cała przemoczona siedziałam w schronie... dziwaka. Aż żałuję, że nie mam kominka, bo wtedy byłoby idealnie.

 13 godzin i 46 minut. Tyle dokładnie czasu spędziłam w towarzystwie Ilony Gołębiewskiej, Joanny Gajór oraz Alicji Pniewskiej. 
 Pewnie myślicie, że wielka ze mnie znawczyni w temacie audiobooków, bo tak się mądrzę i mądrzę, a ja Wam się przyznam szczerze, że Powrót do starego domu to mój... pierwszy odsłuchany audiobook. Poważnie.

 Cieszę się, że swój "pierwszy raz" w tej kwestii mogłam przeżyć przy historii tak pięknej, mądrej, momentami wzruszającej. Alicja to niesamowicie silna kobieta. Jak każda z nas czasami zamiast rozumem kieruje się sercem i nie zawsze dobrze na tym wychodzi. Dziś już jednak wie, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Wie, że pewnych decyzji nie da się cofnąć, ale można próbować je naprawić.
 Co ciekawe, nie jest jeszcze świadoma, że wkrótce przyjdzie zmierzyć jej się z Tajemnicami starego domu, ale już niedługo się przekona, co przygotował dla niej los. Wróć! Nie los lecz autorka, Ilona Gołębiewska. 
 A my razem z nią ☺ Już w listopadzie w wersji papierowej, a w przyszłości, mam nadzieję, również w wersji audio.

"Powrót do starego domu"- audiobook 
Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo Heraclon International 
Storybox.pl

 Za "Powrót do starego domu" w wersji audio 
dziękuję autorce, Ilonie Gołębiewskiej 😘😘😘

poniedziałek, 23 października 2017

"Przebudzona" Iga Wiśniewska

 Gdy Wolne Miasto Rades wcale nie jest wolne... 



 Zanim przejdę do wyrażenia opinii o Przebudzonej chciałabym przybliżyć Wam fabułę pierwszej części cyklu Wolne Miasto Rades, czyli Przeklętej. 

Włóczenie się nocą po Wolnym Mieście Rades nigdy nie było bezpieczne, nie kiedy w mroku czaiły się paranormalne istoty. Gdy coś zaczyna bezlitośnie wybijać zmiennokształtnych, którzy do tej pory uważali się za nietykalnych, zaczyna się wyścig z czasem. 
Kim lub czym jest morderca? Groźny władca zmiennokształtnych, tajemnicza kobieta, sympatyczny Rosjanin, zakręcony naukowiec i medium połączą siły, by rozwiązać tę zagadkę.
Zegar tyka.



 I tak oto zegar wytykał Przeklętą. 
 Uwaga! Omawiając drugi tom nie sposób nie ujawnić sekretów zawartych w części pierwszej- dlatego ostrzegam : możecie trafić na delikatne spojlery.

 Sięgając po Przebudzoną spotykamy się z dobrze znanymi nam bohaterami z pierwszej części, w tym z kobietą, która powinna być... martwa! Wszystko po to, aby u ich boku stoczyć trudną i ciężką walkę o wolność.
 Gdy nadchodzi pełnia wszyscy boją się wychodzić z domu, bo nie chcą natrafić na czającego się w mroku mordercę. Na domiar złego w mieście krąży ktoś jeszcze, kto w bestialski sposób zabija zmiennokształtnych bez względu na fazy księżyca. Czy w Radesie nikt już nie może czuć się bezpiecznie? A pełnia coraz bliżej...
 Czy David, władca zmiennokształtnych odnajdzie punkt wspólny łączący wszystkie zabójstwa, a może okaże się, że w Wolnym Mieście Rades grasuje więcej morderców. Zegar znów tyka...

 Jak możecie zauważyć, coraz częściej gości u mnie fantastyka, ale z urban fantasy czyli podgatunkiem literatury fantasy, którego akcja rozgrywa się w realiach wielkomiejskich, a specyficzny klimat utworów utrzymany w tym gatunku jest spowodowany przez pozorną sprzeczność współistniejących tu – magii i techniki, spotkałam się chyba po raz pierwszy.
 Przyznam, że na początku było ciężko mi wczuć się w panujące tam realia. Zmiennokształtni, w tym wilkołaki, kojarzą mi się z czymś ciemnym, ukrytym w mroku. Tymczasem, jak gdyby nigdy nic, żyją oni sobie wśród ludzi. Jeżdżą samochodami, jadają w restauracjach, kochają i... nienawidzą (chociaż to ostatnie idealnie pasuje do takich tajemniczych postaci).
 Myślałam, że po przeczytaniu Przeklętej (wybaczcie, że nie wstawiam jej zdjęć, ale miała nieprzyjemne w skutkach spotkanie trzeciego stopnia z moim dzieckiem - jak widać, nikomu już nie można ufać) nic już mnie bardziej nie zaskoczy, a kolejne części będą tylko i wyłącznie rozwinięciem pierwszej części. Byłam w błędzie, bo okazało się, że Iga Wiśniewska ma olbrzymi potencjał w tworzeniu nowych postaci.


 Dużym atutem obydwu części jest też fakt, że z powodzeniem można je czytać jako oddzielne historie. Nawet jeżeli nie zdecydujecie się na pierwszą część (chociaż osobiście polecam) - nie pogubicie się w fabule, bo autorka w odpowiednich miejscach dodaje kilka zdań nawiązujących do powieści rozpoczynającej cykl Wolne Miasto Rades więc nic nie stracicie.
 Co do omawianej dziś powieści - chociaż pewne kwestie pozostały otwarte, to jednak zakończenie jest satysfakcjonujące; przynajmniej ja nie czuję tego ciśnienia typu: co ta autorka zrobiła?! Jak tak można?! Jak teraz przeżyję do premiery kolejnej części?! Mogę teraz w spokoju czekać na rozwój wypadków, który mam nadzieję tworzy się teraz pod czujnym okiem Igi Wiśniewskiej ☺ 

 Ciekawym pomysłem okazało się rozdzielenie narracji na wielu bohaterów, przez co mamy baaaardzo szeroki kąt spojrzenia na sytuację. Możemy chociaż przez chwilę przyjrzeć się wszystkiemu z perspektywy konkretnego bohatera. Muszę przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. I jak najbardziej na plus.


 Minusy? Nie zauważyłam. Może i nie przeczytałam tych powieści w dwa wieczory, ale spędziłam przy nich kilka naprawdę miłych dni.
 Uważam, że cykl Wolne Miasto Rades spodoba się zarówno takim osobom jak ja, które po fantastykę sięgają od czasu do czasu; jak i tym, dla których ten gatunek jest ważną, a może nawet główną częścią czytelniczego życia.

/Ania. 

"Przebudzona"
Iga Wiśniewska 
LUCKY Wydawnictwo 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję 
autorce, Pani Idze oraz Wydawnictwu 😘😘😘

poniedziałek, 16 października 2017

Nadchodzi Reloveution

 Zapowiedź patronacka 


 Moi Drodzy, mam zaszczyt oficjalnie ogłosić, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszy tomik wierszy Macieja Bujanowicza pt. "Reloveution". Premiera już 27 października.
 Tomik ukaże się nakładem LUCKY Wydawnictwo. 


Twórcą okładki, ilustracji 
oraz filmiku promującego Reloveution jest 
Paweł Okoński (Wizualista). 
Filmik obejrzyjcie klikając ➡TUTAJ
Musicie mi wybaczyć, ale niestety z przyczyn technicznych nie jestem w stanie wgrać go tu bezpośrednio. 
  
 Oficjalna premiera Reloveution odbędzie się 27 października o godzinie 18.00 w Łaźnia - Radomski Klub Środowisk Twórczych i Galeria.
Klikając ➡TUTAJ⬅ zostaniecie automatycznie przeniesieni do utworzonego z tej okazji wydarzenia. Zapraszam Was gorąco do udziału.

O autorze:
Moją opinię o debiutanckim tomiku 
Macieja Bujanowicza Synkretyzm nocy 
poznacie klikając ➡TUTAJ ⬅.  

 Tomikowi Reloveution patronują również :
Hania Nie oceniam po okładkach 
Karolina LottaCzyta
Magda Czytam w pociągu
oraz BeGood.Art BeGood.Art


sobota, 14 października 2017

"Brzydka Królowa" Victoria Gische

Elżbieta Rakuszanka. 

Żona Kazimierza Jagiellończyka. 


 Są takie daty i wydarzenia zarówno z historii Polski jak i świata, które każdy powinien znać. Chrzest Polski, bitwa pod Grunwaldem, wybuch II Wojny Światowej. Wymieniać można długo. Ale co z tymi kwestiami, o których głośno się nie mówi, a które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na przeszłość? Czy można pozwolić na to, aby pochłonęła je pajęcza nić?


 Elżbieta Rakuszanka (Habsburżanka), niem. Elisabeth von Habsburg (ur. w Wiedniu pod koniec 1436 lub początek 1437,  zm. 30 sierpnia 1505 w Krakowie) – królowa polska i wielka księżna litewska. Córka króla niemieckiego i węgierskiego Albrechta II Habsburga i Elżbiety Luksemburskiej, córki cesarza Zygmunta Luksemburskiego. Jej bratem był Władysław Pogrobowiec.
 Tak w skrócie przedstawia Brzydką Królową Wikipedia. Victoria Gische mocno ten wątek rozbudowała czyniąc go motywem przewodnim swojej powieści. Dlaczego przewodnim? O tym za chwilę.
 Na początku skupmy się na zarysie fabuły. Historia wcale nie rozpoczyna się od wątku Elżbiety lecz od wielkiej kradzieży korony, bez której to nie mogłaby się odbyć koronacja jej młodszego brata, Władysława.
 Nieco później jesteśmy świadkami bardzo... gorszacej sceny, której świadkiem jest siostra naszej głównej bohaterki, Anna.
 Później z kolei zaczynamy powoli towarzyszyć już małej Elżbiecie, która mimo tego, że była księżniczką, lekkiego życia nie miała. Wieloletni głód fatalnie wpłynął na stan jej kości, przez co jej plecy mocno się zaokrąglily. Często spotykała się z szykanami ze strony innych, a już zwłaszcza swojego stryja. Chociaż była bardzo dumna i wyraźnie podkreślała swoje pochodzenie, przeżywała trudne chwile i skrycie marzyła o wielkiej miłości.
 Zerwane zaręczyny mogły okazać się gwoździem do trumny, ale Elżbieta była silna. I ten trud został wynagrodzony. W 1454 roku została żoną Kazimierza IV Jagiellończyka.
 Mimo braku urody zyskała jego miłość i szacunek. Dzięki jej staraniom aż czterech jej synów zasiadło na tronach.
 Jednak nawet ugruntowana pozycja nie zapewniła królowej i jej bliskim spokoju...


 Chaos. Oj, jak on na początku mi strasznie przeszkadzał. Sceny urywały się nagle, byśmy błyskawicznie lądowali nie wiadomo gdzie. Skoki w czasoprzestrzeni, chociaż niewielkie,  bywały bardzo irytujące. Przynajmniej na początku. Kiedy już wgryzłam się w tę powieść, wszystko poszło gładko. A moja wiedza historyczna uzupełniła się o kilka ciekawych momentów.
 Postać Elżbiety okazała się bardzo intrygująca,a moje uczucia wobec niej pełne sprzeczności. Momentami było mi jej po prostu szkoda. Każdy chciałby być doceniany za to jaki jest, a nie za to jak wygląda. Z drugiej strony zdarzały się chwile, kiedy to księżniczka traktowała wszystkich z wyższością, co nie spotkało się z mojej strony z aprobatą, mimo tego, że doskonale wiedziałam, jak ważną rolę odgrywał podział na klasy społeczne. Dobrze, że główna bohaterka
nie okazała się nijaka.
 Spodobało mi się również to, że przy okazji omawiania losów Elżbiety, zostały poruszone też inne kwestie i przedstawieni zostali zupełnie inni bohaterowie. Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo nie chcę streszczać Wam tej książki, ale decydując się na tę książkową podróż spotkacie również, m.in. Jana Gutenberga - twórcę pierwszej przemysłowej metody druku na świecie.
 Dlatego też na początku mojej opinii napisałam, że Elżbieta Rakuszanka jest motywem przewodnim, bo wokół niej i jej bliskich rozegrało się wiele ważnych wydarzeń.


 Podsumowując. Powieść Victori Gische z pewnością spodoba się miłośnikom sfabularyzowanej historii. Może być ona również ciekawych uzupełnieniem wiedzy, jaką już posiadamy. Czasami łatwiej zapamiętać nam ciąg wydarzeń (a przy tym orientować się w panującym okresie) niż konkretne daty.
 Sporym minusem (przynajmniej dla mnie) jest brak wyszczególnienia wydarzeń przy skokach od jednego zdarzenia do drugiego. Trochę się w tym gubiłam.
 Poza tym to była naprawdę przyjemna lekcja historii, którą z pewnością zapamiętam dłużej niż od lekcji do sprawdzianu ☺

/Ania. 

"Brzydka Królowa 
Elżbieta Rakuszanka 
Żona Kazimierza Jagiellończyka"
Victoria Gische 
Wydawnictwo Książnica 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
Grupie Wydawniczej Publikat oraz wchodzącemu w jej skład Wydawnictwu Książnica.

środa, 11 października 2017

Rewelacyjna informacja dla wszystkich książkoholików!

 Będzie więcej książek do pochłaniania 💖


 Już 29 listopada ukaże się pierwsza powieść debiutującego na rodzimym rynku Wydawnictwa NieZwykłego. 


 Czego możemy spodziewać się po nowym wydawcy? 

"Jesteśmy nowym wydawnictwem, które specjalizuje się w literaturze popularnej. 
Patronuje nam wydawnictwo książek historycznych "Napoleon", działające z powodzeniem od 10lat. 
Nasz zespół to ludzie pełni pasji, zaangażowania, kochający książki. 
Fani trzymających w napięciu kryminałów, magicznych fantasy, zabierających w podróże na inne planety sci-fi czy też romansów "do poduszki" znajdą tutaj coś dla siebie. 
Książki wydane u nas są po prostu NieZwykłe ☺". 

 Przyznam szczerze, że ich pierwsza powieść "Terapia" Kathryn Perez zapowiada się bardzo ciekawie. Tym bardziej, że poleca ją autorka bestsellerów. 

"Terapia" to wciągająca historia, często okrutna i bolesna, ale równocześnie przynosząca nadzieję, ukazująca miłości i ukojenie. Mam wrażenie, że po przeczytaniu tej książki stałam się lepszym człowiekiem"
- Mia Sheridan. 

 Kolejne powieści, które są aktualnie w przygotowaniu też prezentują się intrygująco. 


 Już dziś wiem, że będę trzymać rękę na pulsie i bacznie przyglądać się rozwojowi wydarzeń związanych z tym wydawnictwem ☺ I obiecuję, że jak tylko dowiem się czegoś interesującego na pewno się tym z Wami podzielę ☺
 A jeżeli nie ufacie mojej ręce, sami możecie trzymać swoją na pulsie 👍 Wystarczy, że polubicie fp Wydawnictwa ☺ Wystarczy kliknąć ➡ TUTAJ ⬅ 😊

 Tymczasem życzę Wam dobrego dnia 
i koniecznie dajcie znać, co o tym wszystkim sądzicie 🌞

/Ania. 

piątek, 6 października 2017

"Obsesja" Katarzyna Berenika Miszczuk

  Uważaj! Teraz może paść na Ciebie! Przecież Ty też możesz stać się czyjąś obsesją... 


 Każdy książkoholik ma swoje rytuały związane z czytaniem. U mnie wygląda to mniej więcej tak: usypiam dziecko, doprowadzam dom do ładu i składu, robię sobie herbatę z cytryną i w spokoju zabieram się za czytanie. Czasami zdarza się, że przed otworzeniem książki zaglądam na złodzieja czasu - Facebooka. I tak też było tym razem. Kiedy już byłam przygotowana do rozpoczęcia książkowej podróży u boku bohaterki najnowszej powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk zajrzałam na fb. Nie wiem, czy to przypadek, czy przeznaczenie, ale trafiłam akurat na recenzję "Obsesji" i niestety, nie była to opinia pozytywna.
Pełna obaw odłożyłam telefon, wzięłam do ręki książkę i przeniosłam się do Szpitala Wschodniego w Warszawie...


 Tam trafiłam na Joannę Skoczek, rezydentkę na oddziale psychiatrii. Brr, przerażające miejsce. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć dlaczego, prawda? I tak od słowa do słowa, od strony do strony; wreszcie od rozdziału do rozdziału rozeznałam się w sytuacji. Joanna jest rozwódką i to bardzo atrakcyjną. Tutaj muszę Wam zdradzić, że obojętnie jakby autorka bardzo się starała, jej bohaterka i tak zawsze będzie miała dla mnie jej twarz, a to wszystko przez trailer promujący "Obsesję", w którym to Katarzyna Berenika Miszczuk zagrała główną rolę. Ale wracając do tematu. Tak jak przed chwilą wspomniałam Joanna jest po rozwodzie, ma 29 lat, mieszka sobie na warszawskiej Pradze i żyje od dyżuru do dyżuru. To tak w skrócie.
 Pewnego dnia znajduje w swojej szafce anonimowy list. Na początku myśli, że to tylko głupi żart któregoś z jej współpracowników. Jednak z każdym kolejnym wyznaniem Joanna jest coraz bardziej przerażona. A kiedy zostają znalezione zwłoki jednej z pacjentek jej strach sięga zenitu. Czy to sprawka tajemniczego wielbiciela? Czego on w rzeczywistości od niej chce? I czemu ofiary podobne są do... Joanny?

"Czerwień, kolor krwi, wygląda pięknie 
na tle Twojej białej skóry. 
 Twój Wielbiciel". 

   Muszę przyznać, że "Obsesja" to naprawdę kawał dobrego thrillera. Ciekawa fabuła? Jest! Intrygujący bohaterowie? Są! Mroczne i przerażające korytarze szpitala? Są! Adoratororzy, którzy sprytnie mylą kroki? Są! Zaskakujące zaskoczenie? Jest! Zapoznałam się z kilkoma opiniami o tej książce i we wszystkich przeczytałam, że ich autorki domyśliły się zakończenia. Ja co prawda wiedziałam, że "sugerowany" trop nie będzie tropem prawidłowym, ale czegoś takiego się nie spodziewałam!


 Często mówi się, że pisarz powinien pisać o tym, co zna lub na czym się zna. Katarzyna Berenika Miszczuk z wykształcenia jest lekarką. Dlatego wszystkie terminy i kwestie medyczne są w tej powieści dopracowane do perfekcji. Ale niestety czasami autorka zbytnio rozwodziła się nad detalami. Np. nad nieszczęsną szafką. Chwilami miałam ją ochotę rozwalić (szafkę, oczywiście) i gdyby zmaterializowałaby się przede mną w trakcie czytania - byłoby z nią naprawdę źle. Bardzo źle... Spacery bohaterki po szpitalnych korytarzach, a już zwłaszcza podróż między oddziałem, a szatnią też były męczące. I dla Skoczek i dla mnie.


 Mimo to miło spędziłam czas z tą książką w dłoniach. Przyznaję, może nie jest to dzieło wybitne, ale według mnie zasługuje na uwagę. "Obsesję" czyta się szybko, więc naprawdę warto poświęcić jej ten jeden, góra dwa, wieczory.

 "Obsesja" jest pierwszą częścią nowego cyklu i ja już wiem, że na pewno sięgnę po drugi tom. Po pierwsze po to, aby przekonać się, jaką ostatecznie decyzję podejmie Joanna; po drugie, aby zobaczyć, czy autorka pójdzie w dobrym kierunku; po trzecie - to było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, więc chciałabym wyrobić sobie opinię o jej piórze, bo czasami ciężko jest ocenić czyjś talent po jednej powieści, tym bardziej, że Katarzyna Berenika Miszczuk jest autorką książek z różnych gatunków ☺ Tak więc ostateczna opinia jeszcze przede mną.

/Ania.

"Obsesja"
Katarzyna Berenika Miszczuk 
Wydawnictwo W.A.B 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję :oraz Grupie Wydawniczej Foksal (www.gwfoksal.pl).


poniedziałek, 2 października 2017

"Mój chłopak demon" Dragona Rock

 Wkrocz do świata Innych... 



 Mój chłopak demon to pierwsza część opowieści osadzonej w świecie „Innych”. Opowiada ona historię Marielle (12 lat) i Dantego (13 lat), którzy są odrzuceni w pewien sposób przez społeczeństwo. 
 Ich samotność wydaje się całkiem inna (ona przeprowadziła się do innego kraju, trafiła pomiędzy obcych sobie ludzi; on jest szkolnych przystojniakiem - tak twierdzą jego rówieśniczki, ale nie za dobrze się z tym czuje), lecz dzieci po pewnym wydarzeniu zaczynają czuć, że by znaleźć akceptację, potrzebują do tego siebie nawzajem…


 Po raz kolejny zagościła u mnie fantastyka, ale tym razem w mocno młodzieżowym wydaniu. Główni bohaterowie to w zasadzie jeszcze dzieci. Inne, ale jednak dzieci. Dlatego też od razu zaznaczę, że powieść ta jest skierowana głównie do czytelników w przedziale wiekowym 12-14 lat (+/- 2lata). Ja już nastolatką nie jestem ładnych kilka lat (żeby nie napisać kilkanaście 😊), ale doskonale pamiętam te pierwsze fascynacje płcią przeciwną. 
 I o tym przede wszystkim jest ta powieść. O narodzinach więzi między Marielle i Dante. 
 Sama kwestia ich "inności" jest już co prawda nakreślona, jednak rozwinięcie nastąpi dopiero w kolejnych częściach. 


 Mój chłopak demon jest krótki. Liczy tylko 77 stron więc to lektura raczej na jeden wieczór. Myślę, że może być ona idealną odskocznią od szkolnych książek, fajnym przerywnikiem, dobrą rozrywką. 
 Książka napisana jest prostym i jasnym językiem. Nie będę rozwodzić się nad poprawnością językową, bo czytałam ebooka jeszcze przed ostateczną korektą, więc mogłabym zwrócić uwagę na coś, czego już nie ma ☺
 Na koniec już dodam jeszcze tylko, że okładka niestety nie wpisuje się w moje gusta, ale ja już jestem stara i wolę bardziej klimatyczne "opakowania", a ta ⬇ ma się podobać przede wszystkim jej adresatom ☺ Swoją drogą ciekawe, czy mając naście lat zwróciłabym na nią uwagę? Hmm, to bardzo dobre pytanie. 


 Nie jest to co prawda debiut, ale warto zaznaczyć, że po raz pierwszy można zakupić powieść Dragony Rock w wersji papierowej (kliknij tutaj). Jest to niewątpliwa atrakcja dla dotychczasowych i przyszłych czytelników autorki. Zaś informacje o dostępności i cenach tej powieści w wersji elektronicznej znajdziecie tutaj

 Przyjemnej lektury! 

/Ania. 

"Mój chłopak demon"
Dragona Rock 

Za możliwość zapoznania się z początkiem znajomości Marielle i Dantego dziękuję autorce 😘