Strony

środa, 28 sierpnia 2019

"Księżniczka" Lucyna Olejniczak / recenzja.

  Matko! Jakie to było smutne 😢


  Witajcie, Kochani!
  Na wstępie chciałabym Was przeprosić za swoją dość długą nieobecność. Niestety przez ostatnie 3 tygodnie trwały u mnie prace remontowo - budowlane. I przyznam Wam szczerze, że wieczorami byłam już tak padnięta, że nawet nie miałam ochoty brać się za pisanie.
  Nie oznacza to jednak, że nic w tym czasie nie czytałam, bo prawda jest taka, że nie wytrzymałabym tyle czasu bez książek. Więc mimo różnych przeciwności udało mi się skonsumować kilka historii. 
  I o jednej z nich troszkę dzisiaj sobie porozmawiamy.

  Zanim przejdziemy do fabuły i konkretów muszę się Wam przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie czytałam tak smutnej opowieści. Takiej... kompletnie pozbawionej jakiejkolwiek radości, optymizmu, jakiegokolwiek koloru. Smutek wylewał się tutaj niemalże z każdej przeczytanej strony. 
  Nie była to łatwa książka.

  A mowa tu oczywiście o "Księżniczce" autorstwa Lucyny Olejniczak od Wydawnictwa Prószyński i S-ka.
  W najnowszej, na pierwszy rzut oka niepozornej powieści tej autorki poznajemy Lenę, dorosłą już kobietę, która postanawia rozliczyć się z przeszłością. I my, czytelnicy, robimy to razem z nią dzięki retrospekcjom, za sprawą których poznajemy dzieciństwo kobiety z perspektywy małej Lenki, a to wszystko na tle Nowej Huty.


  Lena, dorosła kobieta, mężatka, i Lenka, dziewczynka, która dopiero rozpoczyna podróż przez życie - ta sama osoba, ale pierwsza z bagażem doświadczeń tej drugiej. To ciężar, z którym musi się zmierzyć po latach księżniczka tatusia.
  W zacnym domu szanowanego inżyniera i budowniczego socjalistycznej Nowej Huty, za zamkniętymi drzwiami, rozgrywa się dramat pozornie idealnej rodziny. Obserwowany oczami dziecka dodatkowo nabiera ostrości.
Dorosła Lena wraca do rodzinnego domu, aby stanąć z ojcem twarzą w twarz i przekonać się, czy wszystko można wybaczyć, czy szacunek i miłość wpisane w relację rodzicielską są silniejsze niż pamięć o krzywdzie.

  Tak prezentuje się opis tej powieści. Nie zapowiada nic dobrego? Muszę Was ostrzec, że treść z każdą kolejną stroną jeszcze bardziej przygnębia, a wszystko to za sprawą dramatu, który rozgrywa się w rodzinnym domu małej Lenki. Dramatu relacjonowanego przez krzywdzone dziecko, nie mające z nikąd pomocy i wsparcia. Bo ani sąsiedzi, ani nawet jej własna matka wolą nie widzieć, nie słyszeć, nie reagować. Bo tak jest łatwiej?

  Wiecie, gdzie widziałabym winnego tego dramatu? W więzieniu. Bo nóż się w kieszeni otwiera, kiedy słyszy się o takich rzeczach i czasami naprawdę żałuję, że w Polsce nie ma kary śmierci. Tymczasem Lena staje z nim twarzą w twarz. Rozmawia. Siedzi przy jednym stole. Próbuje śmiać się z jego żartów. To jeszcze bardziej pokazuje jak ignorancja wpływa na losy człowieka.

  "Księżniczka" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lucyny Olejniczak. Nie mogę tu użyć żadnego porównania, ale jeżeli chodzi o styl autorki określiłabym go jako minimalistyczny, surowy i... chłodny. Bo taka właśnie była ta poruszająca powieść o ludzkim nieszczęściu i udawaniu, że problemu po prostu nie ma.

  Czy polecam? To nie jest tego typu powieść, którą wręcza się drugiemu człowiekowi z uśmiechem na ustach. To nie jest książka, o której mówi się : "słuchaj, to prawdziwa petarda. Musisz to przeczytać". To powieść, która powinna być takim punktem zapalnym do zareagowania. Bo dramat może rozgrywać się tuż pod naszym nosem.

  Za egzemplarz recenzencki dziękuję Prószyński i S-ka. Książka do kupienia ➡ TUTAJ ⬅ i TAM ⬇

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Na przekór" Agata Polte - recenzja

 Przyjrzyjcie się dokładnie poniższej okładce, nazwisku autorki oraz tytułowi i zapamiętajcie sobie jedno - WŁAŚNIE TAKIE MŁODZIEŻÓWKI POWINNY UKAZYWAĆ SIĘ NA POLSKIM RYNKU WYDAWNICZYM.



  Aj! Strzeliłam sobie w kolano 😱 Właśnie zdałam sobie sprawę, że skończyłam tę recenzję zanim ją w ogóle zaczęłam. Brawo ja! Ale uwierzcie mi, że to jedno zdanie rozpoczynające ten wpis, w zupełności wystarcza, żeby przekazać Wam to, co sądzę o "Na przekór" Agaty Polte.

  Ale oczywiście napiszę jeszcze kilka słów, bo obawiam się, że w oczach autorki i wydawnictwa najkrótsza recenzja w historii mogłaby być po prostu nie do przyjęcia 😉

  "Na przekór" to historia skupiająca się wokół postaci licealistki, Laury. I mogłoby się wydawać, że taka nastolatka nie ma żadnych zmartwień (te stereotypy) i korzysta z życia. Jednak nie nasza bohaterka.
  Otóż Laura mieszka wraz z babcią i dwoma zwierzakami, w domu, który wymaga remontu. Pozostawiona przez rodziców (ojciec odszedł, kiedy była mała, matka opuściła ją trochę później- szczegóły poznacie sięgając po tę książkę) stara się radzić sobie w tej trudnej sytuacji. Po szkole dorabia w gabinecie weterynaryjnym, aby móc chociaż trochę dołożyć się do domowego budżetu.
  Laura nie jest typem imprezowiczki. Ma w zasadzie tylko jednego oddanego przyjaciela, Adama. I wydaje się pogodzona ze swoim losem.
  Ale jak to w powieściach bywa, musi wydarzyć się COŚ, co odmieni życie bohaterów. Co lub kto to będzie tym razem?

  "Na przekór" jest trzecią powieścią w dorobku Agaty Polte. Miałam okazję przeczytać jej literacki debiut "To, czego nie widać" i przyznam szczerze, że był dobry, ale nie zrobił on na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia (recenzja ➡ KLIK).
  Drugą powieść, chociaż miała pozytywne recenzje, świadomie odpuściłam, ale ta nie pozwoliła mi przejść obok niej obojętnie.
  Ok, przyznaję, zwróciłam na nią uwagę ze względu na okładkę 🙈, ale szybko zainteresował mnie też opis. Nie oczekiwałam wiele, a tu proszę.
Autorka od swojego debiutu zrobiła ogromny progres. Widać, że powieść jest lepiej dopracowana i przemyślana. Dostałam w swoje ręce naprawdę dobrą, młodzieżową powieść

  Specjalnie zaznaczyłam powyżej, że to powieść młodzieżowa, bo zdaję sobie sprawę, że znajdą się pewnie osoby, które uznają, że tak naprawdę życie Laury, takie dorosłe, prawdziwe, dopiero się zaczyna i że dopiero teraz przyjdzie jej się zmierzyć z prawdziwymi trudnościami.
  A ja Wam powiem, że Laura naprawdę wiele przeszła, a mimo to jest fajną, odpowiedzialną i trochę zwariowaną osobą, która pragnie być szczęśliwa. Nie ma w tym nic złego, prawda?

  Myślę, że dojrzalszym czytelnikom ta powieść powinna przypaść do gustu, ale uważam, że przede wszystkim powinna ona trafić w ręce młodzieży, która być może utożsami się z główną bohaterką. Zobaczy w niej swoje odbicie. I dostrzeże rozwiązanie swoich problemów.

  A przede wszystkim zachęci do czytania. Bo taką, chociaż niełatwą historię, czyta się naprawdę przyjemnie. Jest tu trochę i smutku i radości. Troszkę miłości (wiadomo, młode serce nie usiedzi spokojnie na miejscu, kiedy w zasięgu wzroku pojawia się fascynujący przystojniak), ale i zazdrości. Pojawia się też wątek relacji na linii córka-matka-babcia. Dzieje się naprawdę dużo.

  Ja Wam ją szczerze polecam. Powiem Wam nawet więcej - uważam, że to jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie do tej pory czytałam, a przez trzydzieści lat trochę się tego uzbierało. A chyba w kwestii polecanek mi ufacie, prawda?
  Pozdrawiam Was cieplutko, Ania 😘😘😘

  Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki, Agaty Polte oraz wydawnictwa Zysk i S-ka.