Strony

sobota, 30 grudnia 2017

PIERWSZE URODZINY BLOGA

Czyli podsumowanie pierwszego roku blogowej działalności + 2017 roku. 



 Dziś jest dla mnie bardzo ważny i szczególny dzień. Mój blog kończy roczek. Oj, szybciutko to minęło. Mam wrażenie, jakbym dopiero co go założyła, a tu proszę - 365 wspólnych dni za nami.  A zaczęło się od "najdłuższego" w mojej karierze blogerskiej tekstu powitalnego 😉 Możecie go przeczytać klikając ➡TUTAJ⬅ Ostrzegam! To całe... 5zdań 😂

 Z racji tego, że i rok już powolutku od nas odchodzi postanowiłam, że to będzie takie... podwójne podsumowanie. Czyli o wszystkim i o niczym 😉

 Rok 2017 to :
po pierwsze: 113 wpisów. Ten jest 114 😉
Po drugie: prawie 35 tysięcy odwiedzin.
Po trzecie: 63 obserwatorów.
Po czwarte: 3 patronaty medialne.
Po piąte: 1 ambasadorstwo.


Po szóste: Wiele wspaniałych współprac, zarówno z autorami jak i wydawnictwami.
 W tym miejscu pozwolę sobie na podziękowania. Będzie średnio długo więc zostańcie z nami 😉
 Dziękuję Wydawnictwom : Lira, Zysk i S-ka, W.A.B, Książnica, Videograf, MUZA, Dygresje i Psychoskok za to, że nie baliście się mi zaufać 😘😘😘 BRAWO WY!!!
 Dziękuję wspaniałym autorkom: Annie Dąbrowskiej (za najlepszą książkę roku), Ilonie Gołębiewskiej (za spotkanie, wsparcie i pomoc), Małgorzacie Falkowskiej (za rozbawianie mnie do łez), Magdalenie Trubowicz ( nie pytaj dlaczego 😉), Karolinie Janik (za długie rozmowy) oraz Beacie Majewskiej (za Hugona - to był prawdziwy, uczuciowy rollercoster).
 Dziękuję wspaniałej trójce:  Ewie Dudziec, Grecie Gulsen oraz Maciejowi Bujanowiczowi - za to, że odważyliście się oddać pod moje patronackie skrzydła swoje książkowe dzieci 😘😘😘
 Dziękuję za współpracę również : Layli WheldonEwie Kiniorskiej, Sandrze Borowieckiej, Dariuszowi Regulskiemu, Jolancie Bartoś, Michałowi Matuszakowi, Idze Wiśniewskiej, Kindze Michałowskiej, Brunonowi Kadynie, Cezaremu Czyżewskiemu oraz Marbelli Atabe, Elżbiecie Kosobuckiej i Zycie Kowalskiej. To był rok pełen wrażeń!
 Nie mogę rzecz jasna zapomnieć o recenzentkach i blogerkach, które towarzyszą mi każdego dnia, które odwiedzam, które są dla mnie inspiracją, i które bardzo cenię. Dziękuję Lotta Czyta, Nie oceniam po okładkach, Kraina Książką Zwana, Tajemnicze książki. Dziękuję również Ani z Ogrodu Możliwości za bezinteresowność i za Musso, oczywiście 😉 I wszystkim u których czuję się dobrze 😉

 Wiem, że lubicie czytać o cyferkach więc teraz czas na TOP 5 na blogu, czyli wpisy, które w 2017 roku cieszyły się największą popularnością.


Miejsce V
"Koncert cudzych życzeń"
Izabelli Frączyk
➡recenzja⬅
Miejsce IV
"Jak Cię zabić, kochanie?"
Alka Rogozińskiego
➡recenzja⬅
Miejsce III
"Wizaż śmierci"
Ewy Dudziec
➡recenzja⬅
Miejsce II
"Cześć, co słychać?"
Magdaleny Witkiewicz
➡recenzja⬅
Miejsce I
"Szkoła żon"
Magdaleny Witkiewicz
➡recenzja⬅

 I czas na my number one czyli ⬇


 W tym roku postanowiłam również założyć profil na Instagramie, który swoją drogą niesamowicie mnie wciągnął. 30 czerwca rozpoczęła się moja przygoda z ➡IG⬅, która do tej pory zaowocowała 147 postami i 303 obserwatorami. Jak będzie w przyszłym roku? Mam nadzieję, że równie dobrze.

 Jeżeli chodzi o fanpage, rok kończę z blisko 900 polubieniami. Lubię ➡tam⬅ spędzać z Wami czas 😆 I mam nadzieję, że i Wy czujecie się u mnie dobrze.

 Chciałabym Wam napisać, ile książek udało mi się przeczytać w tym roku, ale niestety przy pięćdziesiątej przestałam liczyć 😉 Szkoda, bo chciałam też i sama dla siebie, z czystej ciekawości to sprawdzić. Ale myślę, że setka pękła. Więc pod tym względem jestem zadowolona 😉

Dla każdego wirtualny kawałek ciasta 😉
Aby osłodzić Wam chwile lektury 📖

 A teraz czas na zwierzenia.
 Ten rok był czasem nauki. Stawiałam pierwsze, czasami bardzo niepewne kroki. Początkowe recenzje to były w zasadzie krótkie opinie. Jednak z każdą kolejną starałam się wkładać w pisanie ich coraz więcej serca. Mam nadzieję, że pod tym względem Was nie zawiodłam, i że moje recenzje chociaż w niewielkim stopniu pomagają Wam podejmować decyzje o zakupie danej propozycji.
 Był to też czas pierwszych sukcesów, ale i pierwszych porażek. Okazało się, że prowadzenie bloga wcale nie jest takie łatwe jak się początkowo wydawało 😉 I że długa jeszcze droga przede mną (mam nadzieję, że będziemy kroczyć nią razem). Jednak satysfakcja i radość jaką czerpię z pisania jest nie do opisania.

 Plany? Oczywiście, że je mam. Jak każdy, prawda? Blogowo na pewno chcę w 2018 roku wprowadzić więcej systematyczności. Zatem moje blogowe postanowienie noworoczne brzmi tak: minimum trzy wpisy tygodniowo - jedna recenzja książki dla dorosłych (nie mam tu na myśli propozycji typowo +18 😉), jedna recenzja książki dla dzieci i jeden wpis okołoksiążkowy, np. zapowiedź.
 I nauka, nauka i jeszcze raz nauka, abyście jak najprzyjemniej spędzali u mnie swój cenny czas 🕛

 I teraz najważniejsze. Dziękuję jeszcze raz wszystkim tym, których już wymieniłam oraz tym, którzy każdego dnia towarzyszą mi w moim czytelniczym życiu podczas często nieprzespanych nocy. Jesteście WIELCY!
 Dziękuję osobom, które są ze mną zarówno na blogu, instagramie jak i fanpage'u 😘😘😘
 Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną - zwykłą czytelniczką, która pewnego dnia postanowiła pisać dla Was, niezwykłych czytelników 😘😘😘

 Do zobaczenia w nowym, 2018 roku 🌟🌟🌟
 /Ania 😘😘😘

czwartek, 28 grudnia 2017

[ZAPOWIEDŹ] "Ogród Zuzanny" Justyna Bednarek & Jagna Kaczanowska

 Tom I. Miłość zostaje na zawsze. 



 Bohaterka "Ogrodu Zuzanny" od lat kocha Adama, gdy jednak mężczyzna - po latach - pojawia się w jej życiu, jest nieufna. Planując jego ogród używa sekretnego języka kwiatów, by przekazać mu ukrytą wiadomość. Na początku również na temat tego, że mu nie ufa, używając do tego... lawendy!

 Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko.  Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie?
 Ogród Zuzanny to powieść o szczególnej atmosferze, z wyrazistymi, interesującymi bohaterami (także tymi drugoplanowymi, na dwóch czy czterech… łapach), pełna ciepła i humoru. Pierwszy tom cyklu. - źródło opisu ➡ http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4814397/ogrod-zuzanny


 Lawenda oznacza nieufność, jednak to tylko jedno z jej znaczeń. Oznacza również żarliwą, płomienną miłość. Symbolizuje spełnienie życzeń i snów o miłości. Gdy wręczamy komuś bukiet z lawendą oznacza to, że życzymy komuś szczęścia lub nowej miłości. A gdy śnią nam się te kwiaty, to znak, że w naszym życiu nastanie szczęśliwy okres. Będziemy mogli w pełni poświęcić się swoim marzeniom i przedsięwzięciom.

 Prowansalczycy mają zwyczaj obdarowywania bliskich sercu osób oraz przyjaciół lawendowymi podarunkami. Powiązanie symboliki z codziennością zobaczymy tam w każdym domu.  Tradycyjne wesela bogate są w lawendę. Panuje przekonanie, iż przynosi ona szczęście w miłości obojgu nowożeńcom. 
 Upominki i prezenty lawendowe z innych okazji, nawet miłych odwiedzin znajomych, mają przynosić powodzenie i przyciągać wiele radosnych chwil do życia obdarowanej osoby.


 Pozostaje jednak pytanie czy w ogrodzie Adama pojawią się też lilie? 
 Lilia jest bowiem jednym z najbardziej wieloznacznych kwiatowych symboli. Z jednej strony kojarzona jest z pożądaniem, płodnością i miłością cielesną, kłamstwem, kuszeniem oraz pretensjonalnością ; z drugiej strony lilie oznaczają też cnotliwość, delikatność, czyste intencje. Symbolizują boską piękność, życzenie drugiej osobie wszystkiego, co najlepsze i łączące się z tym szczere i czyste intencje, jak również poważne zamiary. 
 Złamana lilia z opuszczonym kwiatem symbolizuje natomiast smutek.


 Biała lilia według mitologii powstała z mleka Hery. Lilie wplecione były we włosy muz i zdobiły płaszcz Zeusa. Dla Rzymian lilia symbolizowała nadzieję, kwiat ten poświęcali Junonie. W Bizancjum symbolizowała pomyślność i władzę monarszą. Jest symbolem królewskości, majestatu i chwały.
 Natomiast w religii chrześcijańskiej uchodzi za symbol niewinności, czystości, dziewiczości i zmartwychwstania. Biała lilia stanowi częsty motyw w sztuce chrześcijańskiej. Jest również atrybutem św. Józefa i rodziców Marii. Symbolizuje także skruchę - według tradycji chrześcijańskiej miała wyrosnąć z łez Ewy opłakującej wygnanie z Raju - oraz zmartwychwstanie (jako roślina wieloletnia) i przebaczenie win.

 Przesąd mówi, że kto pierwszy znajdzie kwitnącą lilię w ogrodzie ten zdobędzie wiedzę i siłę na cały rok.

 A jaką ostatecznie wiadomość przekazała Adamowi Zuzanna projektując jego ogród? 
 Przekonacie się już 31.01.2018!


/Ania.

* wszystkie informacje o symbolice lawendy i lilii zostały zamieszczone dzięki uprzejmości WYDAWNICTWA W.A.B 

wtorek, 26 grudnia 2017

"A właśnie, że baśnie" Adam Cichy

 Dziś będzie krótko i na temat. 


 Przed Wami propozycja, która przypadnie do gustu każdemu maluchowi.


 Co może mieć wspólnego jednorożec i akceptacja? Kto przychodzi nocą do pokoju i jakie dzieją się wtedy cuda? Skąd pochodzi brokuł i kto chciałby jadać w rajskiej kuchni? Od czego zaczyna się sukces? Jaka cecha łączy wszystkie koty? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w najnowszej propozycji Adama Cichego.


 "A właśnie, że baśnie" to zbiór czterech, rymowanych utworów. Nie będę opowiadać Wam, o czym one są, nie mogę jednak przemilczeć faktu, że mimo lekkiego stylu, momentami zabawnej treści, każda z baśni traktuje o innym problemie i w przyjemny dla dziecka sposób przekazuje to, co naprawdę ważne.
 I to jest tutaj najistotniejsze. Bo dziecko nawet nie zdaje sobie sprawy, że autor i rodzic porusza ważne i trudne (jak chociażby wspomniana już wcześniej akceptacja) tematy, ale zapamiętuje. To już będzie w nim tkwiło i jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości wykielkuje z tego podstawa, na której oparcie znajdą wszystkie pozytywne cechy charakteru.
 Czy komuś przyjdzie do głowy, że czytając krótki utwór "O niezwykłym koniku" dziecko uczy się empatii i szacunku?
 A może dzięki "Jedzcie warzywa chłopcy i dziewczyny!" dziecko wreszcie przekona się do jarzyn? I tutaj pozwolę sobie na chwilkę prywaty 😉 Po przeczytaniu tego utworu, mój synek zażyczył sobie na obiad... fasolkę po bretońsku. I mimo, że do tej pory fasoli w ogóle nie tykał, zjadł ze smakiem! Jest sukces. Nieoczekiwany, ale jednak ☺

"Bywa, że ktoś się rozczuli 
nad losem biednej cebuli. 
(...) 
Cebula się nie przejmuje, 
a humor jej dopisuje. 
Nawet to jej nie przeszkadza, 
że do łez nas doprowadza. 
(...) 
Nie sposób nie wspomnieć roli, 
jaka przypadła fasoli, 
choć nie zawsze jeść ją chcemy, 
bo z trawieniem są problemy."

 Ze swojej strony polecam tę książeczkę każdemu. Jest naprawdę przyjemna w odbiorze. W tej kwestii zarówno zdanie mojego synka jak i moje jest takie samo - czytamy jeszcze raz! Tych "razów" już troszkę za nami jest ; wiele na pewno przed nami.


 Podsumowując - nie tylko sen jest biletem do krainy baśni. A ta książka jest na to najlepszym dowodem! 

/Ania. 

"A właśnie, że baśnie"
Adam Cichy 
Wydawnictwo Psychoskok 

Za możliwość spędzania (jak się okazuje) każdego wieczoru w świecie baśni dziękuję Wydawnictwu Psychoskok 😘😘😘

czwartek, 21 grudnia 2017

"Kroniki Skrzatów" Marbella Atabe

Część I : Marbella. 


 Ciekawość świata nie zna granic. Tego magicznego również.


 Arabelka to odważna dziewczynka, która żyje w świecie pełnym czarów. Pewnego dnia udaje jej się dostrzec Brukołapa - smakosza kamieni. Mała dziewczynka postanawia się z nim zaprzyjaźnić. Jednak czy mały przybysz pójdzie na taki układ?

"Bladosrebrny, pyzaty Księżyc sprawował cichą, nocną wartę. Sprawdzał, czy gwiazdy świecą, te sreberka czasem lubiły poleniuchować... A w baszcie ogromnego, pięknego zamku musiało być widno. Zajrzał przez niewielkie okno okrąglaka. Mała dziewczynka spała smacznie, tuląc do siebie pluszowego misia. Teraz jest tutaj tak pięknie, ale niegdyś... - przypomniał sobie - jeszcze nie tak dawno... - Mała postać poruszyła się, błękitne oczy spojrzały prosto na nocnego jegomościa. Sen uciekł spod powiek... "

 Jak każdy, tak i Arabelka, ciekawa jest otaczającego ją świata. W poznaniu go pomaga jej ukochany dziadek, który opowiada najpiękniejsze bajki, zwłaszcza te o smokach, które wyjątkowo fascynują dziewczynkę. A co jeśli to wcale nie są bajki i te zwierzęta żyją naprawdę?
 A może wnuczka Gutka jest już na tyle duża, aby wreszcie mogła poznać prawdę? Tylko, co na to wszystko babcia Amelka, która chce ją chronić?

 Usiądźcie wygodnie w fotelach i wyruszcie w niesamowitą podróż do świata pełnego skrzatów, olbrzymów, czarownic i niezwykłych stworzeń. Wyjdźcie naprzeciw Marbelli i stańcie z nią twarzą w twarz. Czy naprawdę jest taka zła? Odwiedźcie Dolinę Stokrotek i Różane Wzgórza. Zakochajcie się w nich tak samo jak ja!


 Zanim przejdę do oceny tej baśni, chciałabym opowiedzieć Wam troszkę o "procesie" czytania "Kronik Skrzatów".
 Myślę, że większość z Was wie, że od dobrych kilku lat jestem mamą. Jeżeli decyduję się na recenzję książki skierowanej do młodszych czytelników, zawsze czytam ją razem z synkiem, aby poznać też jego punkt widzenia. Wiadomo, że jako osoba dorosła mogę odbierać powieść zupełnie inaczej niż Oskar; zwracam też uwagę na zupełnie inne aspekty niż on. Nasze wymagania co do treści też różnią się od siebie.
 Mojemu (prawie) sześcioletniemu synkowi bardzo podobały się przygody Skrzatów, olbrzymów i pozostałych bohaterów, ale niestety nudziły go opisy 😴 Zdarzało się, że słyszałam "mamo, a dlaczego on tak długo mówi o tym torcie? Nie może po prostu go zrobić?". Część z Was wie na pewno, że dyskusje z wszystkowiedzącymi, małymi człowiekami bywają wyjątkowo trudne 😉  Ale z drugiej strony to przecież dobrze, że książka i przygody w niej opisane skłaniają do rozmowy, dzielenia się swoimi zdaniem, wątpliwościami.
 Jeżeli chodzi o mnie - miałam chwilami wrażenie, że jestem "za duża" na tę książkę. Jednak tak mnie wciągnęła, że po kilku(nastu) wspólnie przeczytanych z synkiem stronach wcale nie odkładałam jej na półkę, tylko czytałam dalej.
 Powiem Wam szczerze, że przyjemnie czyta się historię, w której nie ma przemocy, typowo czarnych charakterów, a przy tym bohaterowie nie są wyłącznie czarni albo biali, lecz składają się z wielu odcieni i barw odzwierciedlających złożoność ich charakterów. Ciekawe doświadczenie.

"W miarę oddalania się od doliny pagórki rosły większe i coraz wyższe. Przechodziły w górki, żeby w końcu przerodzić się w prawdziwe góry. Najwyższe szczyty prawie zawsze otulone były kłębiastymi chmurami. Z ich czubków w pogodne dni rozciągał się widok na całą okolicę. Tutaj swój początek brały szerokie rzeki, błękitne potoki. Gęste lasy i kolorowe łąki latem obsypane kwiatami dodawały uroku całej okolicy. Przy tych wielkich pagórkach zaczynają się Wzgórza Olbrzymów"

 Powieść jest dość obszerna i zaskakująco ciężka. Jednak czyta się ją szybko, bo autorka w taki sposób poprowadziła akcję, że nie sposób odłożyć ją na półkę. Dodatkowym urozmaiceniem są śliczne ilustracje wykonane przez pisarkę, które pomagają czytelnikowi wyobrazić sobie bohaterów. Wracając do treści, myślę, że gdyby opisy były krótsze, to i mój synek chciałby jej słuchać o wiele dłużej.  Wiadomo jednak, że jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził 😉
 Moim zdaniem opowieść Marbelli Atabe będzie idealna dla trochę starszych dzieci; jeżeli zaś chodzi o samodzielne czytanie - warto podrzucić tę książkę nastolatkom, na których spory gabaryt nie robi już tak wielkiego wrażenia (czyt. nie odstrasza).
 Myślę, że i czytelnikom +18 Kroniki Skrzatów przypadną do gustu i to nie tylko tym lubiącym fantastykę. W tej opowieści zawartych jest wiele życiowych prawd, jak chociażby to, że niedopowiedzenia mogą prowadzić do zguby.  Skąd my to znamy, prawda?

 Podsumowując : czy jesteś mały czy jesteś duży, opowieść ta dobrą radą Ci posłuży 😉 Kiedy wczytasz się w jej treść, zapomnisz nawet o tym, że warto byłoby kolację już zjeść 😉 Nie ważne czyś człowiek, olbrzym czy skrzat, wyrusz w tę podróż i poznaj zupełnie inny świat!

/Ania. 

"Kroniki Skrzatów. Część I : Marbella"
Marbella Atabe 
Wydawnictwo NovaeRes 

Za możliwość przeczytania tej powieści oraz przeżycie wspaniałej, książkowej przygody dziękuję autorce ukrywającej się pod pseudonimem Marbella Atabe  😘😘😘

sobota, 16 grudnia 2017

"Zielony byfyj" Sabina Waszut

Gdy teraźniejszość przeplata się z przeszłością...



 Zosia, ukochana babcia Oliwii. Kobieta pogodna, serdeczna i pełna ciepła, która swym optymizmem mogłaby zarazić cały Śląsk. Na każdego jednak przychodzi czas. Czas, w którym musi pożegnać się z rodziną, bliskimi, wspomnieniami i udać się do innego świata. Czy lepszego?
 Oliwia bardzo przeżywa śmierć babci. Każdy spacer przyszłej mamy kończy się w starym mieszkaniu, gdzie stoi kredens - zielony byfyj - świadek przerażających wydarzeń, ale i nadzieja na lepsze jutro.
 Co jednak będzie, kiedy stare domy zostaną sprzedane? Czy ot tak, w jednej chwili, można wyburzyć historię wielu ludzi? Zamienić ich wspomnienia w gruz? Nawet jeżeli nie zawsze były szczęśliwe?
 A może jest ktoś, kto ocali rodzinną historię? Czy jednak decyzja wnuczki Zofii o zachowaniu domów i odbudowie starej kuźni okaże się słusznym wyborem?

"Klucz zgrzyta w zamku. Zapadki się unoszą. Setny, tysięczny raz. Dbano o ten zamek, oliwiono, doglądano. Wiem, że się nie zatnie, że pozwoli mi wejść. 
Nie wiem tylko, czy tego chcę. 
(...) 
Piotruś nie wie, że tu dziś przyszłam. Byłby na mnie zły. Martwi się o mnie i nie mam mu tego za złe. Musi zrozumieć, że nie mogłam inaczej"

 Na początku napisałam, że teraźniejszość przeplata się tu z przeszłością. Nie zrobiłam tego bez powodu, bowiem mamy tu dwie narratorki.  Oliwia, córka Małgorzaty, jest narratorką teraźniejszości, natomiast Zofia - przeszłości. Z jej perspektywy poznajemy "uroki" życia w Polsce w latach pięćdziesiątych i szęśćdziesiątych XX wieku. I muszę przyznać, że ta część podobała mi się najbardziej, bo to opowieść o historii, której nie poznamy w szkole.
 Kto z nas mógłby przypuszczać, że telewizor może wywołać taką sensację (chociaż pamiętam, jak moja mama opowiadała mi, że jako dziecko chodziła do sąsiadów na telewizję, bo jako jedyni z bloku mieli telewizor)? Wtedy to był luksus, dziś w zasadzie nie ma domu, w którym nie ma przynajmniej jednego odbiornika.
 Mam wrażenie (bo wtedy jeszcze nie było mnie na świecie), że realia też zostały odzwierciedlone wzorowo.
 I chociaż wojna już dawno się skończyła, w ludziach wciąż żył strach, że ktoś przyjdzie i siłą zabierze to, co do niego nie należy. Czy będąc świadkiem tak okropnych wydarzeń, nawet w nowym mieszkaniu, można kiedykolwiek zasnąć spokojnie?

 Część opowiedziana z perspektywy Oliwki też jest bardzo ciekawa. Myślę, że dla "młodych" okaże się ona bliższa sercu, zwłaszcza, gdy na jaw wyjdzie pewna rodzinna tajemnica...

"Bramę klasztoru przekraczam jak zwykle z bólem brzucha. Nie wiem, co takiego mają w sobie te mury, zapach, którym przesiąkły, dziwne przytłumione dźwięki, ale czuję się nieswojo. 
(...) 
Wydawało mi się, że mury zakonu skutecznie oddzielają siostrzyczki od nowinek współczesnego świata. Chyba byłam w błędzie. 
- Ale przecież nie o twojej córce przyjechałaś ze mną rozmawiać. 
To ciocia pierwsza podejmuje temat... "

 "Zielony byfyj" to trzecia, ostatnia część sagi śląskiej autorstwa Sabiny Waszut. Niejednokrotnie już mogliście się przekonać, że ja często zaczynam od końca. I tak też było w tym przypadku. Nie znam poprzednich części, chociaż przed lekturą "Zielonego byfyju" zapoznałam się oczywiście z opisami "Rozdroży" i "W obcym domu". I chociaż często jest tak, że kiedy poznamy zakończenie, nie mamy już ochoty wracać do początku, ja z pewnością sięgnę po poprzednie tomy, bo nie chcę rozstawać się jeszcze z losami rodzin Zaleskich i Trauterów.
 Poza tym bardzo spodobał mi się styl autorki oraz to wtrącanie śląskich słówek. Jak się okazuje - zawsze można nauczyć się czegoś nowego.  Myślę, że od tej pory wszystko, co ukaże się spod pióra pani Sabiny Waszut od razu trafi do mojej domowej biblioteczki.


 Dlaczego warto sięgnąć po "Zielony byfyj"? Chociażby po to, aby przekonać się, że to, co stare nie zawsze nadaje się tylko do kosza.
 Warto na kilka chwil wziąć tę książkę do ręki, aby przypomnieć sobie, jak się żyło w tamtych czasach lub spojrzeć na wszystko z innej perspektywy; jak się żyło w czasach, kiedy na stołach nie królowały wymyślne potrawy. Byśmy mogli przekonać się, że były czasy, w których Polacy nie mogli pozwolić sobie na swobodę.
 Warto zagłębić się w tę lekturę, aby przekonać się czym jest szacunek. Dla życia, dla bliskich, dla wspomnień.

 Jeżeli jesteście fanami powieści z nutą historii w tle - ta powieść zdecydowanie jest dla Was. Jeżeli z historią nie zawsze jednak Wam po drodze (jak mnie) i tak znajdziecie w tej powieści coś dla siebie. Od losów Zofii i Oliwii nie sposób się oderwać!

 /Ania. 

"Zielony byfyj"
Sabina Waszut 
Wydawnictwo MUZA SA 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję
oraz Business and culture 😘

poniedziałek, 11 grudnia 2017

"Ewka" Dariusz Regulski

Szczypior to on. Szczypior to ona. Szczypior to Ty! 


 Z opisu tej książki możemy wyczytać, że być może życie doktora Szczypiora wcale nie jest życiem. Że być może szpital psychiatryczny, w którym ukrywa się przed małżonką wcale nie jest szpitalem, a Ewka, jego pierwsza i jedyna miłość, być może nigdy nie istniała. Do tego jeszcze tajemnicza Chantal, która być może wcale nie jest kelnerką z kawiarni "Violette". Dużo tego "być może", prawda? A jaka jest prawda?


 Tego nie dowiecie się ode mnie. Przykro mi. Nie odbiorę Wam tej przyjemności.Jedno jednak zdradzić Wam mogę. Ta książka skłania do myślenia, bo chyba w każdym z nas siedzi taki Szczypior. Pełen lęków i obaw. Zastanawiający się nad słusznością swoich wyborów. Wspominający zarówno piękne jak i bolesne chwile. Szczypior, który zastanawia się, kim właściwie jest; po co istnieje.

 Główny bohater powieści Dariusza Regulskiego przechodzi swego rodzaju wewnętrzny kryzys. W zasadzie jest na granicy. Pytanie tylko, czy cofnie się o krok i będzie nadal grał (męża, ojca, pracownika) , czy też odważy się iść do przodu nie oglądając się za siebie? A może wybierze... trzecie wyjście?

 Sami też często zadajemy sobie tego typu pytania. Zupełnie jak Szczypiorowi, zdarza nam się odgrywać różne role w życiu. Zakładać maski. Czy w ogóle kiedykolwiek je ściągamy?

 Nie będę ukrywać, że nie polubiłam głównego bohatera. W ogóle nie wzbudził mojej sympatii. Czy to dlatego, że był zbyt podobny do mnie? Być może. A może po prostu dlatego, że nie zdążyłam dobrze go poznać. Nasze spotkanie było zbyt krótkie. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że nie zmusił mnie do myślenia, zastanowienia się nad swoim życiem.
 Nie mogę też zaprzeczyć, że ta książka jest pozbawiona błędów. Niestety.


 Nie ma ludzi nieomylnych. Każdy bez wyjątku popełnia błędy. W mojej recenzji też na pewno są i to pewnie w ilości hurtowej, ale uważam, że od tego jest korekta (powieści), aby tych błędów się pozbyć. Żeby zredukować je do minimum. I gdybym w "Ewce" trafiła na jeden malutki błąd (np. w jednym "że" brakowało "e") nie zwróciłabym na to uwagi, bo takie rzeczy po prostu się zdarzają. Nawet najlepszym. Ale jeżeli błąd powtarza się (jak w tym przypadku) niemal w każdym dialogu, czuję się w obowiązku zwrócić na niego uwagę.
 Brak kropek w zapisach rozmów. Kontynuowanie zdania dużą literą. Nauczyciele języka polskiego byliby zawiedzeni.
 Nie oszukam Was, jeżeli napiszę, że w zasadzie połowa zapisanych wypowiedzi z rozmów postaci tej opowieści wyglądała tak :
 "Miałem przyjaciela - powiedział Szczypior - Który był wielkim świrem". I o ile pierwsza część zdania jest ok, to "Który" powinien być zapisany małą literą, bo to część rozpoczętego zdania.
 Ja wiem, że to błąd, który absolutnie nie wpływa na odbiór całej historii, jednak pamiętajmy, że książki, które trzymamy w dłoniach, mają nas też uczyć. Gramatyki również.
 Tutaj zainteresowanych odsyłam na ➡ http://www.jezykowedylematy.pl/2011/09/jak-pisac-dialogi-praktyczne-porady/,  tam ta kwestia jest fajnie i jasno wytłumaczona. To tak, żeby nie było, że się czepiam bezpodstawnie 😉

 Druga sporna kwestia, to zapis zwrotu grzecznościowego i odwieczny dylemat małą czy dużą. I tutaj też niestety jest błąd, bo dużą piszemy, kiedy zwracamy się do kogoś bezpośrednio, np. w liście, zaproszeniu, piśmie urzędowym, czy w recenzji, kiedy zwracam się bezpośrednio do Was 😉 Ale w opowiadaniu, czy powieści piszemy małą.  Zawsze. Czyli forma
" - Wiem (skąd to wiem?), dlatego tym bardziej musi to Pani przyjąć. Jeśli tego Pani nie zrobi, to ja umrę (co ja pierdolę?)" jest niestety błędna.
 I tutaj znów, żeby nie było, że czepiam się bezpodstawnie odsyłam na stronę ➡ http://www.traditia.fora.pl/uwagi-opinie-ogloszenia,17/uzycie-form-grzecznosciowych-w-zdaniu-pani-pan-czy-pani-pan,13264.html, gdzie jest podany przykład poprawnego zapisu.
 Zresztą ten błąd kiedyś też popełniałam, ale odkąd usłyszałam "jak do kogoś mówisz, to chyba nie zwracasz się wielką literą, prawda?" przestałam ☺ Poza tym, zapytałam u źródeł, czyli polonistów, którzy w tej kwestii byli zgodni. Dużej (lub jak kto woli wielkiej) literze w tym przypadku mówimy NIE.

 To nie jest tak, że ja na siłę chcę pokazać coś, co jest złe. Że mam taki kaprys, żeby akurat dzisiaj powytykać błędy. Po prostu jako recenzentka (a nie czytelniczka) czuję się w obowiązku zwrócić i Wam i autorowi na to uwagę. Również po to, aby na przyszłość pan Dariusz zwrócił uwagę osobie odpowiedzialnej za korektę, że to jej praca i powinna to zrobić starannie. Od tego przecież jest, prawda? Bo koniec końców i tak wszystko jest na autora.
 Oczywiście, mogłam o tym nie napisać.
Mogłam to przemilczeć. Mam jednak wrażenie, że nie byłabym wtedy szczera ani z Wami, ani z autorem, ani ze sobą.
 Mam nadzieję, że pan Dariusz mi to wybaczy.


 Pomijając dwie powyższe kwestie, ta powieść jest naprawdę świetna. Z racji tego, że jest krótka, czyta się ją błyskawicznie. Chociaż jest kilka takich miejsc, w których trzeba się zatrzymać i chwilę pomyśleć, zrozumieć. Sam pomysł stworzenia rzeczywistości, która tak naprawdę może wcale nie istnieje, był genialnym rozwiązaniem.
 Bo być może na końcu przekonacie się, że Szczypior naprawdę każdego dnia cierpiał po utracie ukochanej. Może przekonacie się, że ci nienormalni są normalniejsi niż my wszyscy razem wzięci. Może...

 "Ewka" nie da nam odpowiedzi, ona postawi przed nami kolejne pytania. Ona nie wskaże nam drogi, tylko z chytrym uśmieszkiem na twarzy będzie czekać na nasz krok. Na Twój krok!

/Ania.

"Ewka"
Dariusz Regulski 
Ridero 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania "Ewki" 
dziękuję autorowi, Dariuszowi Regulskiemu ✋✋



wtorek, 5 grudnia 2017

"Tajemnice starego domu" Ilona Gołębiewska

Kontynuacja bestsellerowego "Powrotu do starego domu".



 Alicja Pniewska wreszcie znalazła swoje miejsce na Ziemii. Po trudnym rozwodzie powróciła do Pniewa - swojej rodzinnej miejscowości, w której odnalazła szczęście, spokój i miłość.
 Nie od dziś jednak wiadomo, że los lubi dawać pstryczka w nos. Dla Alicji jest to o tyle boleśniejsze, bo postanowił zadrwić z jej rodziny, którą do tej pory uważała za idealną. Czy po latach prawdą okaże się, że nie jest jedynaczką?
 Jakby tego było mało, Alicję dopadną wątpliwości, czy jako samotnej kobiecie przed czterdziestką sąd powierzy opiekę nad małym Michałkiem, którego pokochała całym sercem, i dla którego chciałaby stać się "oficjalną" mamą.
 Co ciekawe, to nie wszystkie problemy jakie spadną na Alicję. Pewnego dnia właścicielka starego domu otrzyma list od Niemca, Jonasa Kleina, wnuka Elizabeth Bauer, z którą jej dziadek, Jan, przebywał w obozie zagłady i dla której tłumaczył listy. Kolejna rodzinna tajemnica?
 Nie można również zapomnieć o Henryku Sokolskim, który od pewnego czasu traktowany jest jak członek rodziny. Tylko dlaczego istnieje podejrzenie, że w przeszłości był zdrajcą, przez którego omal nie zginęli Elisabeth i Jan?


 Okazuje się, że stary dom oprócz wielu interesujących historii (tych radosnych i tych tragicznych) może skrywać w swoich zakamarkach też wiele tajemnic, a jeden przypadkiem odznaleziony dokument może uruchomić całą lawinę przeróżnych zdarzeń, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterce powieści Ilony Gołębiewskiej. Na szczęście Alicja ma wokół siebie bliskich, na których zawsze może liczyć. Pytanie tylko: czy to wystarczy?

 Chociaż główna bohaterka jest jedna, to podoba mi się ta wielowątkowość stworzona wokół niej. Z jednej strony jej aktualne problemy, z adopcją i śledztwem w sprawie siostry na czele, z drugiej zaś przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć.
 I tutaj pozwolę sobie zaznaczyć, że bardzo spodobał mi się wątek Jana i Elisabeth i ich tajemnicy, która została ukryta gdzieś na polskiej ziemi. Nie chcę zdradzać oczywiście żadnych szczegółów, ale z tego wątku mogłaby powstać naprawdę interesująca powieść.


 Już pierwsza część, czyli "Powrót do starego domu" (recenzja ➡ TUTAJ  ⬅) dostarczyła mi wielu wrażeń. Alicja była strasznie zagubioną osobą, która myślała, że nic dobrego już jej w życiu nie spotka. Wyjazd do Pniewa miał być ucieczką i końcem wszystkiego, a okazał się początkiem nowego, wspaniałego życia. Alicja z kobiety porzuconej i stłamszonej przeistoczyla się w silną kobietę nie bojącą się walczyć o przyszłość swojej rodziny.
 A jak było z "Tajemnicami starego domu"?


 "Powrót do starego domu" był powieściowym debiutem Ilony Gołębiewskiej (autorka debiutowała tomem wierszy "Traktat życia" w 2012r.). Wiadomo, że w takich przypadkach zdarza się, że pierwsza część jest najlepsza, bo autor/ka wkłada wiele wysiłku w dopracowanie swojej powieści niemal do perfekcji (oczywiście z różnym rezultatem). Z kolejnymi częściami, nie ma, co ukrywać, bywa ... różnie.
"Tajemnice starego domu" okazały się jednak ..., mam nadzieję, że autorka mi to wybaczy, jeszcze lepsze od "Powrotu"!
 O ile w pierwszej części można było domyślać się, w którym kierunku potoczą się losy głównej bohaterki, o tyle w najnowszej powieści Ilony Gołębiewskiej wszystko do ostatniej chwili jest owiane tajemnicą. A ja uwielbiam te uczucie niepewności i oczekiwanie na zaskakujący koniec.


 W życiu Alicji tak wiele się dzieje, że nie sposób jest się przy niej nudzić. A przy tym wszystkim autorka nie zapomina o innych bohaterach, których spotkamy w tej książce. Już jestem niesamowicie ciekawa, co też jeszcze przygotowała dla swoich bohaterów. Bo nie ukrywam, że nie chcę się z nimi jeszcze rozstawać ☺ I z przyjemnością znów powrócę do Pniewa.


  Wyjątkowo się dziś rozpisałam, ale to nie jest koniec, bo chciałabym jeszcze napisać kilka słów do osób, które nie czytały pierwszej części.
 Wiadomo, że różne są upodobania czytelników. Jedni wolą jednotomówki, inni wielotomowe sagi.
O ile tych drugich nie trzeba namawiać, tych pierwszych pragnę uspokoić, że bez obaw możecie sięgnąć po "Tajemnice starego domu" bez znajomości pierwszego tomu.
 Zachęcam Was oczywiście do zapoznania się z "Powrotem do starego domu", bo wtedy obraz będzie pełniejszy, jednak autorka tak pokierowała akcją, że w odpowiednich momentach jest nawiązanie do początków historii Alicji; jest napisane kto jest kim i dla kogo więc na pewno się nie pogubicie.


 Pewnie zaskoczyła Was ilość zdjęć, które uzupełniają wizualnie moją opinię, ale musicie przyznać, że obydwie książki mają tak cudowne okładki i tak pięknie prezentują się na zdjęciach, że grzechem byłoby nie zorganizować im kilku mini-sesji, prawda?

 I teraz nadchodzi najtrudniejszy moment.
W szkole, na lekcjach języka polskiego, uczono nas, że dobra recenzja powinna kończyć się zgrabnie napisanym podsumowaniem, które maksymalnie w kilku zdaniach zbierze w całość naszą opinię i zachęci innych do przeczytania danej książki lub wręcz przeciwnie, odwiedzie innych od tego pomysłu. Uważam jednak, że powyżej dostarczyłam Wam dowody na to, dlaczego warto poznać historię Alicji. Decyzję pozostawiam Wam, drodzy Czytelnicy, mając nadzieję, że dokonacie właściwego wyboru 😉

/Ania. 

"Tajemnice starego domu"
Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo MUZA S.A

Za egzemplarz recenzencki dziękuję z całego serca autorce, Ilonie Gołębiewskiej oraz Wydawnictwu 


P.S: Klikając ➡ TUTAJ ⬅ przeczytacie moją opinię na temat "Powrotu do starego domu" w wersji audio ☺