sobota, 13 lutego 2021

"Nieosiągalny" Ewelina Nawara & Małgorzata Falkowska / recenzja

 Cześć! Na początku muszę Was prosić o wybaczenie z powodu tak późnego opublikowania recenzji "Nieosiągalnego". Dostałam go na sporo przed premierą, przeczytałam go w ciągu jednego dnia, ale potem sprawy zdrowotne się troszkę pokomplikowały i nie miałam siły usiąść i przelać myśli na klawiaturę komputerach. Ale już jestem i już Wam przedstawiam, co też myślę o powieści stworzonej przez duet Nawara & Falkowska. 

Ci, którzy śledzą mój bookstagram @ksiazkowepodrozeanny mogli już się zorientować, że chociaż historię Olimpii i Williama przeczytałam błyskawicznie i chociaż wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, to jednak miałam pewne zastrzeżenia. O tych "minusach" napiszę Wam jednak trochę później i Was o tym odpowiednio wcześniej poinformuję, bo jednak zapachnie tam leciutko spoilerami, a nie chciałabym odbierać przyjemności z lektury tym, którzy po tę książkę dopiero sięgną. Tych, którzy "Nieosiągalnego" już przeczytali - w tym miejscu poproszę Was, abyście odnieśli się do poniższych "zarzutów" i wyrazili swoje zdanie na ten temat :) 

Ale oczywiście musimy zacząć od początku. Nasza główna bohaterka to studentka, pracująca jako kelnerka, mieszkająca z ojcem psycholem. I to dosłownie. Nasz główny bohater to natomiast .. książę z krwi i kości, następca tronu Martagonu, który początkowo jest przedstawiany jako podrywacz nie bardzo przejmujący się uczuciami. 

Olimpia i William spotykają się na wieczorze panieńsko - kawalerskim, gdzie książę przebywa oczywiście incognito. I tak się zaczyna gra, która... bardzo szybko się kończy, niestety. 

Uwaga! Uwaga! 

I tutaj zaczynają już się spoilery! 

Największy mój "zarzut" odnosi się właśnie do tej zbyt szybko zakończonej gry. Kiedy Olimpia podczas pierwszego spotkania wydaje się księciu niedostępna, padają słowa o rozpoczęciu przez niego gry. Ale niestety nic takiego dalej nie następuje. 

Ona szybko zakochała się w nim, on też świata poza nią nie widział. A autorki miały ogromne pole do popisu, aby pokazać charakterność księcia. Jakieś szalejące w nim wątpliwości. Może bunt. I wreszcie dążenie do osiągnięcia celu, czyli uwiedzenia Olimpii. 

Sam środek ciężkości tej powieści też chyba znalazł się lekko w złym miejscu, bo nasi główni bohaterowie dosyć szybko zostali parą. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że wpływ na to miały pewne wydarzenia, które rozegrały się po powrocie Olimpii do Polski i książę, jako człowiek honoru nie widział innego wyjścia, jak tylko uratować dziewczynę przed cierpieniem. Ale później wszystko tak szybko poszło z górki, że to aż boli. Nikt nie podkładał im kłód pod nogi (oj, jak ja widziałam w tej roli królową Martagonu, albo żonkę kuzyna), a w tej kwestii można było się naprawdę fajnie pobawić. 

Ja nie twierdzę, że ta książka jest zła. Broń Boże! Bo jest fajnie napisana. Widać, że autorki dobrze się zgrały tworząc tę historię i miały na nią świetny pomysł. Było wciągająco - w końcu przeczytałam ją w jeden dzień, w każdej wolnej (i niewolnej) chwili 😉 Było zmysłowo i ze smakiem. Tylko że w tym przypadku jest chyba troszkę zbyt cukierkowo. Ma to oczywiście swoje plusy, bo akcja pędzi jak szalona i nic nas nie nudzi. Ale zabrakło mi chociażby takiego typowego czarnego charakteru. Niby zamiast złej Królowej jest tutaj psychopatyczny ojciec, ale on jakby jest po prostu zły i nie ma większego wpływu na rozwój wypadków między Olimpią, a Willem. I nie ukrywam też, że miałam nadzieję, że dziewczyna będzie bardziej oporna urokowi przystojniaka. 


I jeszcze żeby tak na koniec dać upust emocjom, to muszę Wam zdradzić, że kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego nasza bohaterka nie miała nic przeciwko temu, żeby książę nazywał ją Kopciuszkiem?! Jakby kiedy ona sama się tak nazywa to brzmi to jeszcze w miarę ok. Bo jest niepewna. Nie wierzy we własne siły. Ale miałam wrażenie, że kiedy padało to z jego ust (czego oczywiście nie robił ze złośliwości), to jednak ja odbierałam to tak, jakby on dawałal jej do zrozumienia, że to tylko dzięki niemu uniknęła tego szamba we własnym domu. A Olimpia przecież była ambitną dziewczyną, która studiowała i pracowała i gdyby tylko uwierzyła w siebie, sama mogłaby osiągnąć naprawdę dużo. Każdy zna przecież tę klasyczną wersję, w której gdyby nie książę, to Kopciuszek dalej latałaby z tą śmierdzącą szmatą po podłodze, bo jedynym, co mogła zaoferować była uroda. Kto by tam patrzył na dobre serce. Tylko gary, szczota i szmata. 

Wracając jednak do powieści - wolałabym, żeby w momencie, w którym Olimpia nazywa się Kopciuszkiem, książę powiedział : "Jaki z ciebie Kopciuszek?! Jesteś wyjątkowa. Możesz zrobić ze swoim życiem, co tylko chcesz. Nic mi nie zawdzięczasz". 

Ja wiem, to może jest takie szukanie dziury w całym i takie czepianie się na siłę, aby tylko wbić szpilę. Żeby tylko zabolało. Ale ci, co mnie znają doskonale wiedzą, że nie ma we mnie krzty złośliwości. Ale kiedy coś mi nie pasuję, to po prostu o tym mówię. Czy to wada, czy zaleta - nie mnie to już oceniać 😉


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza 💕💕💕

poniedziałek, 25 stycznia 2021

"Koncert" Hannah Fielding / recenzja

 Zachęcona ciągłymi reklamami "Koncertu" Hannah Fielding na fb, zdecydowałam się w końcu na jej zakup.

 


Mimo opisu (który znajdziecie poniżej) wpisującego się idealnie w mój czytelniczy gust, podchodziłam do lektury "Koncertu" z ogromnym dystansem, bowiem nigdzie nie mogłam znaleźć polskiej opinii o tej powieści, a wiadomo, że to, co podoba się poza granicami naszego pięknego kraju, niekoniecznie sprawdzi się u nas. Co dostałam? 

Naprawdę dobrą powieść z niesamowitymi opisami krajobrazu. To, co w tej kwestii wyprawia Hannah Fielding po prostu nie mieści się w głowie! Ja po prostu czułam, jakbym naprawdę była nad jeziorem Como we Włoszech. Nie jestem co prawda fanką długich opisów, ale te mogłabym czytać bez końca. 

Jest jednak rzecz, która podobała mi się jeszcze bardziej niż opisy przyrody. To przedstawienie emocji, które w naszych bohaterach wywoływała muzyka. Nie da się ukryć, że muzykę jest opisać trudno, ale z opisem emocji autorka nie miała najmniejszego problemu. 

Co do samej dość skomplikowanej historii miłosnej Catriony i Umberto było tak, jak tego oczekiwałam.



Wystawiam tylko 4/5, żeby dać sobie margines i możliwość porównania przy ocenianiu kolejnych powieści Hannah Fielding. Mam nadzieję, że któreś z naszych większych polskich wydawnictw zainteresuje się współpracą z tą autorką i zapewnienia jej taką promocję, na jaką zasługuje.

Opis ze strony www.empik.com : "Koncert” jest romantyczną, bardzo zmysłową historią o utracie miłości i przebaczeniu, o trudnych wyborach, przeznaczeniu i heroicznej determinacji, by wszystko dobrze się ułożyło. Kiedy Catriona Drouot, młoda terapeutka, zgodziła się spełnić prośbę umierającej diwy operowej, by ratować jej syna, Umberto, i przywrócić mu jego muzyczny dar, wiedziała, że staje przed trudnym zadaniem. Dziesięć lat wcześniej spędziła w jego ramionach upojną noc, której konsekwencje spadły na nią niespodziewanie. Jej pacjent stracił wzrok w wypadku samochodowym, był teraz arogancki i zgorzkniały. Opierał się wszelkim próbom pomocy. Jednak Catriona wykorzystała swój piękny głos, a Umberto nie potrafił zignorować uczuć, jakie na nowo obudził w nim jej śpiew. Wciągnięta w intrygi rozgrywające się między mieszkańcami rezydencji nad jeziorem Como Catriona odkrywa, że jej namiętność do Umberto nie wygasła. Jak ma powiedzieć o tym, co ukrywała przed nim tyle lat? Wkrótce zdaje sobie sprawę, że jej sekret nie jest jedyną tajemnicą falującą niespokojnie pod powierzchnią dostatniego życia toczącego się w rezydencji. Mroczne siły znów próbują dosięgnąć niewidomego kompozytora i pozbawić go życia.



czwartek, 19 listopada 2020

"Bike'owa podróż z Sydney do Szczecina. Część 1" Daniel Kocuj / RECENZJA

 Bike'owa czy bajkowa? A może jedno i drugie?

 Kilkukrotnie wspominałam, że do reportaży podchodzę z dystansem, ale takie jak ten, autorstwa Daniela Kocuja, mogłabym czytać i pochłaniać bez końca 📚 Bo najważniejsze jest to, żeby znaleźć temat, który nas fascynuje, a mnie szalenie kręcą rowery 🚲 Może co prawda nie mam na tym punkcie takiego fioła jak autor, ale samotna, długa przejażdżka daje mi o wiele większego kopa niż sto kaw.

 W "Bike'owej" podróży z Sydney do Szczecina" towarzyszymy autorowi nie tylko podczas przygotowań i samej tyle samo fascynującej, co niebezpiecznej podróży przez Australię, Indonezję, Malezję itd., ale też i w życiowej wędrówce, co tym bardziej przyciąga nas do książki.

 Ja tę książkę pochłonęłam w trzy wieczory, a jej zapachem i zdjęciami upajam się do dzisiaj. Dosłownie. I jestem pewna, że długo się to nie zmieni 🌍🌍🌍

 Krótko i zwięźle : Książka dla wszystkich, których fascynuje świat (wiele tu bowiem różnych ciekawostek i historii) i rower przy okazji 😉 Idealny pomysł na prezent z okazji i bez okazji. Bo zawsze jest idealny moment na dobrą książkę 📖

 Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa AnnaPurna . Dziękuję !



Dla zainteresowanych opis wydawcy : Wyprawa życia. Z rozpalonego słońcem Sydney do rodzinnego Szczecina – na rowerze. Po drodze czekają bezkresne pustkowia, spowite cieniem dżungle, krwiożercza fauna, górskie łańcuchy, ciche, senne wioski i gwarne, tętniące życiem miasta. Kalejdoskop samotności, niezapomnianych spotkań, zaskakujących zwrotów akcji i bolesnych pożegnań. Opowieść, jakiej jeszcze nie było! Pierwsza część zabierze Was na wyprawę przez Australię i szereg egzotycznych krajów Azji Południowo-Wschodniej. Razem z Danielem zejdziecie w głąb australijskiego szybu w poszukiwaniu szlachetnych kamieni, zajrzycie do krateru wulkanu plującego niebieskim ogniem, przywitacie nowy rok, tańcząc i śpiewając na birmańskich ulicach i nieraz o włos unikniecie wpakowania się w poważne tarapaty. Trzymajcie się mocno, bo może znosić na zakrętach!






czwartek, 5 listopada 2020

"Usta mordercy" Artur Kawka, Monika Wysocka / recenzja

Ostatnio w Internecie dawałam wszystkim do zrozumienia, że strasznie brakuje mi kryminału z prawdziwego zdarzenia. Że ciągnie mnie do trupów (jakkolwiek to brzmi), że tęsknię za widokiem krwi i zawiłą intrygą pełną niedopowiedzeń oraz niespodziewanych zwrotów akcji. A potem w moje łapki trafiła powieść "Usta mordercy" duetu Kawka & Wysocka. Czy dostarczyła mi ona wszystkiego tego, za czym tak bardzo tęskniłam?



Zanim przejdę do meritum i przybliżenia Wam plusów, minusów i moich odczuć, podrzucam Wam opis, bo to jest w ogóle ciekawa historia 😉
Seryjny morderca, tajne służby i wielkie pieniądze. Były amerykański komandos o polskich korzeniach, major Tom Wilmowski, prowadzi nad Wisłą śledztwo w sprawie zaginięcia swojego młodszego brata. Zniknięcie Franka niepokoi też policjantów podejrzewających go o związek z dziwnymi zabójstwami kilku kobiet. Z cienia wychodzą kolejne mroczne postacie i ich zbrodnicze działania. I nic nie jest takie, jakie się zdaje na pierwszy rzut oka.
Autorzy przyzwyczaili nas do tego, że głównych bohaterów poznajemy już na pierwszych stronach powieści. W przypadku "Ust mordercy" jest zupełnie inaczej. Napiszę Wam nawet więcej, był moment, w którym przeszło mi przez myśl, że chyba ktoś się pomylił i nie zmienił opisu, bo mimo fascynującego wprowadzenia tak czekałam na spotkanie z naszym komandosem Tomem i czekałam, i czekałam, i czekałam. Dodam, że się w końcu doczekałam 😉 Nie żeby to było coś złego, wręcz przeciwnie uważam, że to był bardzo ciekawy zabieg, tym bardziej, że to całe wprowadzenie było nam odpowiednio dawkowane.
Muszę też Was przygotować na ogrom różnych tropów i wątków. Nie będę ukrywać, że na początku troszkę mnie to irytowało, bo miałam wrażenie, że autorzy wzięli sobie za cel upchnięcie wszystkich tematów z pierwszych stron gazet, które w ostatnim czasie poruszyły opinię publiczną. I tak mamy tu wątki m.in. niesłusznego skazania, czy wykorzystywania nieletnich itd.
Koniec końców złożyło się to jednak w jedną, spójną całość, więc wszystko zostało wybaczone.
Na pewno na pochwałę zasługuje fakt, że autorzy nie bawili się z nami w jakieś gierki typu: obiecamy Wam, że będzie brutalnie, ale tak to zakręcimy, że ta brutalność nie bedzie widoczna i uratujemy wszystkich fajnych bohaterów. Nie. Jeżeli coś było brutalne, to było to też tak przedstawione. Bardzo nie lubię, kiedy ktoś zapowiada jakąś mrożącą w krew żyłach historię, a potem opowiada mi ją na tak zwaną okrętkę, kręci, nie dopracowuje opisów. Kryminał, czy thriller jest od tego, żeby nie było miło. Mam nadzieję, że nie wyjdę teraz na jakąś psychopatkę, ale kilka trupów jest w uzasadnionych przypadkach niezbędnych. I cieszę się, że Monika Wysocka i Artur Kawka właśnie to mi dali.
Podsumowując : uważam, że "Usta mordercy" to naprawdę przyzwoity kryminał. Mimo wielu wątków wszystko idealnie się ze sobą łączy i pokazuje, że niestety nie wszystko jest takie sprawiedliwe jak być powinno, a układy i układziki sięgają dalej niż nam się wydaje. Ze swojej strony z czystym sumieniem mogę Wam tę książkę polecić.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu OFICYNKA www.oficynka.pl

piątek, 18 września 2020

"Sekretne życie autorów lektur szkolnych" Sławomir Koper / recenzja

Nie tacy święci, jak ich malują.

Witajcie! Tak jak wspominałam dzisiaj rano na fanpage @ksiazkowepodrozeanny zaczynamy weekend z recenzjami. Trzy dni, trzy recenzje. Z góry chcę Was najpierw przeprosić za chwilowy wygląd bloga, ale niestety średnio idzie mi ogarnianie nowego interfejsu bloggera, zwłaszcza na telefonie. Staram się, jak mogę, żeby to wyglądało jak najlepiej, dlatego też wpis jest troszeczkę edytowany. Mam jednak nadzieję, że nie odbierze Wam to przyjemności z czytania recenzji 📝📝📝




A zaczniemy z przytupem, bo porozmawiamy sobie o tych, których niekoniecznie lubi młodzież chodząca do szkoły i mierząca się z lekturami szkolnymi 😉 Sama dobrze pamiętam czasy, kiedy wkurzało mnie, że ktoś mi narzuca, co akurat mam czytać. Nie ukrywam, u mnie z lekturami bywało różnie. Jedne pochłaniałam z przyjemnością, inne omijałam, kolejne czytałam nie wtedy kiedy musiałam. I doskonale pamiętam, że zawsze trzeba było sporządzić notatkę o danym autorze. Notatkę, która tak naprawdę składała się z suchych faktów, kilku dat i spisu twórczości. Przez to wszystko sami autorzy omawianych książek wydawali się... strasznymi sztywniakami. I to nie dlatego, że większość z nich już nie żyła. A prawda, jak to zawsze bywa, jest dużo bardziej złożona.


Sławomir Koper w swojej najnowszej książce "Sekretne życie autorów lektur szkolnych. Nie tacy święci, jak ich malują" pokazuje prawdziwe oblicze pisarzy, niekiedy nawet bardzo wstydliwe. Pokazuje ich ludzkie twarze. Bardzo ludzkie.


Początkowo planowałam napisać tę recenzję troszkę inaczej, chciałam troszkę Wam streścić tę książkę, ale uznałam, że tym sposobem odebrałabym Wam całą radość z czytania tej propozycji. Poniżej  znajdziecie kilka tytułów rozdziałów, żebyście mogli się mniej więcej zorientować, kogo autor wziął pod lupę. 

* Powieść z kluczem. Małżeński skandal Henryka Sienkiewicza.

* Pan Samochodzik i niebezpieczne związki. Prawdziwa twarz Zbigniewa Nienackiego.

* Dzieje grzechu w szklanych domach. Podwójne życie Stefana Żeromskiego.

* Pisma i uczucia rozproszone. Najtrudniejsza miłość Marii Dąbrowskiej.

* Łoże z portalem do sławy. Uzależniona od partnerów Zofia Nałkowska.


Nie będę ukrywać, że momentami te opowieści wydawały mi się lekko nieprawdopodobne (autorzy i łapówki? serio?), ale przypisy udowadniały tylko, że autor jest z nami w 100% szczery. To tylko pokazało, że faktycznie nie byli oni tacy święci, jak to przedstawiają oficjalne biografie.


Momentami nie dowierzałam, czasami uśmiechałam się pod nosem, zawsze byłam zaskoczona. Na pewno dzięki tej książce patrzę na tych, których nienawidziłam w szkole trochę inaczej, przychylniej. I czekam na więcej. Bo chociaż generalnie nie lubię wchodzić ludziom w życie w buciorach myślę, że im jest już wszystko jedno 😉


Jedno jednak muszę zaznaczyć - w związku z poruszaniem pewnych aspektów nie jest to książka dla każdego. Dzieci na pewno jej nie zrozumieją ;-)


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem FRONDA - serdecznie dziękuję. To była niesamowicie fascynująca książkowa podróż i niezapomniany powrót do szkolnych lat. 


A teraz czas na Was moi Drodzy!

Koniecznie dajcie znać, czy zainteresowała Was ta propozycja ;-)

I nie zapomnijcie napisać, jak Wy wspominacie szkolne lektury ;-)


<script type="text/javascript" src="https://buybox.click/js/bb-widget.min.js" async=""></script> <div class="bb-widget" id="buybox-lwoz" data-bb-id="3910" data-bb-oid="129920484" ></div>

piątek, 11 września 2020

"W paszczy lwa" Melisa Bel / zapowiedź

Już 21 października premiera najnowszej powieści Melisy Bel - "W paszczy lwa". Łapcie opis i koniecznie dajcie znać, czy macie w planach tę książkę ;-)
Catherine od dziecka żyje w cieniu olśniewającej siostry, do której nieustannie porównuje ją matka. Dziewczyna pokornie znosi jej reprymendy i z godną podziwu determinacją pielęgnuje w sobie marzenie o dobrym mężu. Pewnego dnia spotyka na swojej drodze dużo starszego, przystojnego oficera, lorda Nicolasa Devona, dla którego zupełnie traci głowę. Wkrótce jednak odkrywa, że mężczyzna to rozchwytywany przez kobiety lew salonowy i dla szarej myszki, takiej jak ona jest nieosiągalny.

Gdy młoda dama doświadcza publicznego upokorzenia, decyduje się na drastyczną metamorfozę. ♀️Nowy wizerunek i większa pewność siebie mają pomóc jej w zdobyciu upragnionego mężczyzny i utwierdzeniu swojej wartości.

Nicolas, któremu zawsze skrycie podobała się młodziutka Catherine, nie jest przygotowany na czekającą go uwodzicielską grę. Dodatkowo skłonność Cat do popadania w kłopoty sprawi, że losy tych dwojga splotą się, a silna wola Nicolasa zostanie wystawiona na ogromną próbę…
Jescze na koniec słówko ode mnie : Być może część z Was wie, że na mnie pierwszy tom cyklu Niepokorni, czyli "Diabelski Hrabia" zrobił przeogromne wrażenie. Być może zastanawiacie się dlaczego w takim razie nie ma recenzji Hrabiego na blogu. Otóż moja opinia o literackim debiucie Melisy Bel pojawiła się w dwujęzycznym magazynie modowo-dyplomatycznem La Mode et La Diplomatie i to właśnie tam znajdziecie moją recenzję tej książki ;-) Szczegóły na moim Bookstagramie www.instagram.com/ksiazkowepodrozeanny (wybaczcie, ale nie mogę wkleić tu bezpośredniego linka ).

wtorek, 1 września 2020

"Lockdown" Robert Ziębiński / recenzja

Lockdown. Nie da się ukryć, że to słowo od kilku miesięcy kojarzy się nam tylko z jednym. Kiedy więc wrzuciłam zdjęcie tej książki na Bookstagram pojawiło się wiele głosów, że to książka o koronawirusie, że czytelnicy mają go dość i w ogóle. Sięgając po tę książkę byłam święcie przekonana, że tak właśnie będzie. Że pandemia odegra tu pierwsze skrzypce. Nie odrzuciło mnie to jednak, bo nie czytałam w ostatnim czasie tego typu książek.


I tutaj nadchodzi czas, by rozwiać wszelkie wątpliwości i plotki 😉 TO NIE JEST KSIĄŻKA O KORONAWIRUSIE.
Owszem, tytułowy Lockdown następuję w chwili, gdy pewien wirus wymyka się spod kontroli, ale jest on dużo bardziej niebezpieczny od znanego nam wirusa, a sam Lockdown przebiega o wiele bardziej brutalnie. Nie mniej cała ta sytuacja jest tylko tłem do głównych wydarzeń - walki o odzyskanie ukochanej córki. I wydarzyła się po coś. Po co? To już wyjaśni Wam sam autor.

Olga Maj - zimna suka - tak jest postrzegana przez innych. W interesach - bezkompromisowa bestia. A jako matka? Tego nie wiemy, chociaż opis sugeruje nam, że kocha swoją córkę nad życie. To pokażą nam 72 godziny, w ciągu których rozgrywa się akcja najnowszej powieści Roberta Ziębińskiego. 72 godziny absolutnego chaosu.

Powieść tę czytało mi się mega szybko.
Byłam bardzo ciekawa, czy Olga poradzi sobie w zaistniałej sytuacji. I czy w ogóle uda jej się odzyskać porwaną córkę. Momentami wyścig z czasem lekko wymykał się spod kontroli, ale to wszystko dodawało całości tylko atrakcyjności. Co najważniejsze - tutaj nic do końca nie jest pewne i to podobało mi się najbardziej. Nie było wiadomo, kto stoi za porwaniem. Nie było wiadomo, czy bezwzględni porywacze mają w ogóle zamiar wypuścić dziewczynę całą i zdrową. I wreszcie, czy matce uda się zdobyć potrzebną kwotę na okup. Bo w pewnych okolicznościach to, ile ma się na koncie kompletnie traci znaczenie.

Polecam wszystkim fanom gatunku, ale też i tym, którzy na codzień nie sięgają po thrillery - Lockdown naprawdę wciąga. I daje do myślenia, co jesteśmy w stanie zrobić, aby uratować najbliższą nam osobę. Do czego może posunąć się matka, by uratować własne dziecko...

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. 😘😘😘

"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda

Recenzja patronacka.   W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...