czwartek, 16 listopada 2017

"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz

Teatr = gra. Teatr snów = śmiertelna rozgrywka. 



 Ruda, kobieta o włosach koloru płomienia, aktorka na scenie sennych koszmarów. Ale co zrobić kiedy senne mary mieszają się z rzeczywistością? Kiedy przenikają do codzienności, zamieszkują w niej i prześladują swoją ofiarę? Śmiertelna rozgrywka rozpoczęta! Pan Cairo zrobi wszystko, by dopaść Rudą, którą oskarżył o czary. Gdy pierwsze podejście kończy się fiaskiem, za kobietą podążają zakapturzone szkielety, a cel jest jeden : unicestwić czarownicę raz na zawsze! Ruda tak łatwo się nie podda, ale wysłannicy pana Cairo będą podążać za Rudą do wielu światów. Czy w końcu ją dopadną?


 Zaskoczenie. To słowo najlepiej opisuje moje emocje i wrażenia po przeczytaniu debiutu (!) Iwony Anny Dylewicz. W zasadzie po zapoznaniu się z opisem tej powieści nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Skoro wędrówka między światami to może fantasy? A może skoro gra w życie - śmierć to może coś bardziej w kierunku psychologicznym? Po przeczytaniu kilku rozdziałów przez chwilę przemknęło mi nawet przez myśl, że to może romans, bo Ruda w każdym świecie miała swojego adoratora. A może to po prostu była miłość? Wszystko okazało się zupełnie inne. Moim zdaniem Teatr snów nie wpisuje się schematycznie w żaden gatunek. To coś zupełnie innego, wręcz innowacyjnego, co pochłonęło mnie bez reszty. Najzwyczajniej w świecie chciałam, by ten spektakl trwał wiecznie...

 Przyznaję, że na początku byłam przekona, że trafiłam w sam środek... chaosu. Ruda śniła. W tym śnie stała przed obliczem pana Cairo, który pragnął, by kobieta została spalona na stosie. I chociaż zapadł wyrok, Rudej udało się wyrwać ze szpon śmierci. A może ona była już martwa?
 Jednocześnie wydawało mi się, że przebywam w innej rzeczywistości, w której Ruda jest zwykłą kobietą. Inne wcielenie?
  Po chwili już nie wiedziałam, co jest snem, a co jawą. Jednak najważniejszym pytaniem było to, kim właściwie jest Ruda? Mną? Tobą? Sobą? Ile ma żyć? I jeszcze ten czarny kot...

- Kim ty jesteś, Ruda? - Mężczyzna był wyraźnie zdezorientowany. Widział kobietę, dotykał zwierzę. - Wydawało mi się, że cię znam! 
- Jestem nią i jestem nim, a jednak nie istnieję. Śnisz mnie - rzekła i dodała enigmatycznie: - Tylko zegar stanął już. Przestał bić... 

 Z czasem zdałam sobie sprawę, że ten pozorny bałagan to tak naprawdę określony ład. Czytało mi się lepiej, lżej. Nie wiem czy to kwestia wczucia się w historię Rudej, czy może autorka postanowiła trochę ułatwić mi wspólną podróż u boku miedzianowłosej? Jedno jest pewne : to była ekscytująca podróż u boku bohaterki Iwony Anny Dylewicz.

 Urzekły mnie też ilustracje zawarte w książce (autorstwa Iwony Anny Dylewicz), które idealnie obrazowały aktualną sytuację bohaterki.  Momentami były mroczne, chwilami przerażające, zawsze fascynujące! Brawo! 



 Wiecie, dlaczego będę każdemu polecać tę książkę? Bo jesteśmy bardzo podobni do Rudej. Też jesteśmy aktorami na własnej scenie życia. Postępujemy dokładnie jak ona. I kiedy wydaje się, że docieramy do ostatniego aktu naszej historii zdajemy sobie sprawę, że to dopiero początek...

 /Ania.

"Teatr snów"
Iwona Anna Dylewicz 
Wydawnictwo Dygresje 

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję :


wtorek, 14 listopada 2017

"Wróżka mimo woli" Ewa Zdunek

 Usługi nietypowe. Bardzo nietypowe. 



 Kiedy zaczynałam czytać najnowszą powieść Ewy Zdunek, byłam przekonana, że bycie wróżką to bardzo ekscytujące zajęcie. Z czasem przekonałam się, że może ono być również czasami bardzo niebezpieczne.

 Główna bohaterka, Emilia, postanawia odciąć się od przeszłości i pomóc w prowadzeniu rodzinnego biznesu. W ten oto sposób trafia do pralni i... zakładu pogrzebowego! I chociaż zmarli klienci przysparzą wyjątkowo dużo problemów, kobieta postanawia rozkręcić dodatkowo własny interes.
 Czy uda jej postawić grubą kreskę między tym, co było, a tym, co będzie? A może przed przeznaczeniem nie można uciec?


 Na początku "Wróżka mimo woliEwy Zdunek była bardzo interesującą, chociaż momentami przerażającą komedią pełną pomyłek. A to za sprawą pewnych zwłok. Tak, tak. Dobrze czytacie. A zaczęło się to wszystko tak :

"W grobie profesora pochowany jest jakiś facet bez buta, w urnie, w której miały się znajdować prochy pana Ryszarda, przebywa skremowany profesor, a pan Ryszard spoczywa w grobie, na szczęście w swoim własnym, ale nie takie było jego życzenie. 
Gdy pomyślę, że znów przyjdzie nam rozkopywać groby, ogarnia mnie przerażenie"

 Kiedy wydawało się, że Emilii udało się wszystko ogarnąć okazało się, że najgorsze miało dopiero nadejść.

- No. (...) -  Gdzie ta trumna? 
- Nie ma - padła głucha odpowiedź. 
(...) 
- Jak to: nie ma? A gdzie jest? 
A cholera wie - warknął pan Pawełek. - Pieprzę taką robotę. Znikające trumny, wędrujące trupy! Ja jestem porządny grabarz, a od tego może się w głowie poprzesuwać! ". 

 Z czasem akcja wcale nie zwolniła, wręcz przeciwnie, nabrała tempa i wszystko działo się bardzo szybko.


 Nie chcę odnosić się do "zjawisk" jakie miały miejsce na kartach tej powieści, bo wiadomo, że jedni słuchają wróżek niczym wyroczni, inni podchodzą do nich sceptycznie, a niekiedy nawet wrogo mając je za zwykłe naciągaczki. Nie da się jednak ukryć, że ezoteryka jest bardzo fascynującym obszarem bez względu na poglądy.
 Skupię się więc na bohaterach i fabule.
 Główna bohaterka okazała się postacią intrygującą. Z nią można się nie zgadzać, a mimo to człowiek pragnie przebywać w jej towarzystwie jak najdłużej. Tyle wokół niej się dzieje, że nie sposób się z nią nudzić.
 Postacie drugoplanowe też są bardzo ciekawie nakreślone. Bardzo przyjemnie czytało mi się o pani Zosii, która według Emilii jest najlepszą wróżką i medium. Gabriela, nowa pracownica pralni też okazała się bardzo... specyficzna. Nieobecna Roksana również wzbudziła moje zainteresowanie. I jeszcze Jurek i jego twórczość.
Fragmenty "Opowieści z Rajskiej Krainy" okazały się bardzo pouczające.
 Co do innych bohaterów, trzeba po prostu samemu ich poznać i ocenić ; polubić lub nie.
 Mnie osobiście zaskoczyło (uwaga! Tu będzie malutki spojler!) użycie nazwiska Archanioł i Diabeł. Domyślam się, że to miało być takie zabawne urozmaicenie, zwłaszcza, że tych dwóch panów prowadziło wspólny biznes. Ja jednak uważam, że "co za dużo, to nie zdrowo". Chociaż oczywiście nie neguję decyzji autorki, taki był jej zamysł i podejrzewam, że wielu osobom takie połączenie się spodoba.

 Zabrzmi to dziwnie, ale dopiero po skończeniu "Wróżki mimo woli" dowiedziałam się, że jest to już trzecia powieść o przygodach Emilii (pierwsza - "Z pamiętnika samotnej wróżki", druga- "Z pamiętnika zajętej wróżki"). Zatem dużym plusem dla tej powieści będzie fakt, że można ją czytać bez znajomości poprzednich części.


 Szczerze muszę przyznać, że wciągnęłam się w tę historię, która okazała się intrygującą książkową podróżą u boku bohaterki Ewy Zdunek. Pierwszy raz spotkałam się z takim ujęciem ezoteryki, do której do tej pory podchodziłam sceptycznie, ale przyznaję, przyjemnie mi się czytało o perypetiach Emilii. Nie jest to może jakaś wymagająca lektura; ale miło spędziłam przy niej czas, a przecież oto w tym wszystkim chodzi, prawda?

/Ania. 

"Wróżka mimo woli"
Ewa Zdunek 
Wydawnictwo W.A.B 
Premiera: 8.11.2017

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
Wydawnictwu W.A.B 😘😘😘


piątek, 10 listopada 2017

"Przypadki Agaty W." Sandra Borowiecka

 Historia oparta na faktach. 



 Agata ma 23lata. W tym wieku wszystko powinno się dla niej zaczynać. Powinna pracować w miejscu, które przynosi jej satysfakcję, poznawać nowych ludzi, bawić się, realizować pasje i czerpać z życia garściami. Powinna rozkochiwać w sobie świat. Ale ona marzyła tylko o jednym...

"Czuję nic. Nic nie czuję. Ale mogę myśleć. Czy ten stan to śmierć? Błoga lekkość, która niczego nie ogranicza, niczego nie wymusza. Ciemność, która otacza mnie zewsząd, nie powoduje strachu. Daje raczej poczucie wolności. Myślę, że tego właśnie oczekiwałam. Wolności. Spokoju. Braku rozczarowań, które tak bardzo zatruwały moje życie. Rozkoszuję się niebytem, nicością, wolnością i pustką, które mnie otaczają. Przyznaję, spodziewałam się, że będzie trochę inaczej, że odczucia i wizje będą głębsze, że będę mogła spojrzeć na swoje ciało z góry, uwolniona od trosk i lęków, że pokażę wszystkim środkowy palec i rozpłynę się w światłości. Tymczasem trwam w ciemności otoczona pustką i myślami... ". 

 Tam, gdzie powinno zaczynać się dorosłe życie, Agata postanowiła je zakończyć. Na bogato, oczywiście, bo jak umierać, to z przytupem. I nie inaczej jak w pięknej scenerii misternie przygotowanego planu. Ale kostucha po nią nie przyszła. Nie podała jej ręki ; nie powitała jej z otwartymi ramionami w swoim królestwie. Ba! Nawet nie chciała na nią spojrzeć.
 Agacie przyszło zmierzyć się z rzeczywistością. Nie taką stworzoną na potrzeby kasowego filmu, czy pięknej literackiej historii. Młoda dziewczyna musi się zmierzyć z demonami, z którymi walczy wielu ludzi, których mija każdego dnia ona, i mijamy każdego dnia my. Często nie zdajemy sobie sprawy, że ta dziewczyna, którą spotkaliśmy wczoraj w parku zaopatrzoną w dal, mogła być w dzieciństwie wykorzystywana seksualnie. Nawet nie przyjdzie nam do głowy, że ta uśmiechnięta i sympatyczna dziewczyna, którą codziennie rano widzimy w kolejce po świeże bułeczki, mogła być ofiarą przemocy psychicznej. A ten chłopak, który pracuje w hipermarkecie na nocną zmianę, bo w dzień jest kierowcą i robi wszystko, aby utrzymać rodzinę? Czy przyszło nam do głowy, że w liceum chciał ze sobą skończyć, bo był wyszydzany przez swoich rówieśników? A ta twarz, którą oglądamy każdego poranka w lustrze...
 Można tak wymieniać w nieskończoność. Zła jest więcej niż nam się wydaje. Ale o tym się nie mówi. Czy jednak kiedy będzie się milczeć, ono zniknie?

 Sandra Borowiecka zrobiła coś, czego boi się większość ludzi. Bez względu na konsekwencje, odważyła się mówić. Postawiła na szali relacje z rodziną i stworzyła opartą na faktach historię dziewczyny, która może być nam bliższa, niż się wydaje. Pokazała życie rodziny. Prawdziwe życie, a nie te stworzone na potrzeby sąsiadów, szkoły, znajomych, innych mniej lub bardziej ważnych dla nas osób. Pokazała jak to wszystko wygląda od środka i jakie może mieć to konsekwencje w przyszłość. Czy gdyby Agata chociaż przez chwilę mogła liczyć na pomoc matki, czy jej przyszłość okazała by się inna? Czy miała by szansę na lepszy start?
 Jedno jest pewne. Przeszłości nie da się zmienić.
Można jednak spróbować ją "przerobić". Przejść przez każdy rozdział, dokonać analizy i stanąć z nią twarzą w twarz w ringu życia. Założyć rękawice i "dać w twarz" wszystkim zmorom. Czy to jednak przyniesie ukojenie? O tym przekona się Agata i przekonacie się Wy, sięgając po tę powieść!


 "Przypadki Agaty W." to jedna z tych powieści, po których przeczytaniu ciężko się pozbierać, bo ona nokautuje nas swoją autentycznością, a akurat prawda jest czasami tym, z czym najtrudniej jest się pogodzić.
 Sięgając po tę książkę wiedziałam, że na pewno jest poruszająca, bo zaczęły się pojawiać o niej pierwsze takie opinie w sieci. Ale przyznam szczerze, że nie tego się spodziewałam. Byłam przekonana, że podczas tej konkretnej książkowej podróży spotkam nieco zagubioną, ale mimo wszystko silną dziewczynę, którą kilka złych, może zbyt pochopnych decyzji, doprowadziło do ostateczności. Myślałam, że pospacerujemy razem ulicami Warszawy, porozmawiamy, pośmiejemy się, może nawet uronimy razem kilka łez.
 Tymczasem... No właśnie. Po skończeniu "Przypadków Agaty W." czułam się jakby przejechał po mnie olbrzymi pociąg emocjonalny, którego każdy wagon wypełniony wspomnieniami, coraz bardziej wbijał mnie w fotel. I jeszcze ten cięty język, którego kompletnie się nie spodziewałam, a który absolutnie mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, uwypuklał wszystkie uczucia, emocje, doznania.
 Powieść Sandry Borowieckiej jest jedną z tych (niewielu) historii, po których przeczytaniu nie wie się, co powiedzieć. Byłam przekonana, że kiedy minie kilka dni i opadną emocje, uda mi się racjonalnie ocenić tę powieść. Złączyć ze sobą kilka sensownych zdań w zgrabną całość, która odda to, czego możecie się spodziewać po tej książce. Nic z tego! Ona pozostaje w człowieku i wcale nie chce odejść.
 Historię Agaty trzeba po prostu przeczytać i samemu przeżyć. Innego wyjścia nie ma!


 Chociaż na wersję papierową trzeba jeszcze chwilę poczekać (premiera w styczniu 2018), już teraz możecie nabyć tę książkę w formie elektronicznej. Gwarantuję Wam, że to będzie jedna z najlepszych książkowych decyzji w Waszym życiu!

/Ania. 

"Przypadki Agaty W. 
Sandra Borowiecka 
Wydawnictwo Szpalta 
www.szpalta.com


Za możliwość poznania historii Agaty 
dziękuję autorce, Sandrze Borowieckiej 😘😘😘
Mam nadzieję, że wybaczy mi Pani tę nie-recenzję...

 P.S:
 Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę. 
 Premierze książki "Przypadki Agaty W. , towarzyszy start akcji społecznej  " Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę ". Ponadto, z każdego sprzedanego egzemplarza, wydawnictwo przekaże 30% ceny na rzecz fundacji działających na rzecz ofiar maltretowania w rodzinie i molestowania seksualnego.

poniedziałek, 6 listopada 2017

"Jad" Jolanta Bartoś

 Gdy jad pszczeli mający przynosić uzdrowienie staje się narzędziem zbrodni ... 


 To miał być jeden z najważniejszych dni w życiu profesora Wojciecha Rafalskiego, a okazał się ostatnim dniem jego życia. Mężczyzna zamiast odebrać nagrodę za całokształt twórczości i dokonania w medycynie, umiera na oczach zebranych na specjalnie przygotowanej z tej okazji uroczystości. Wszyscy są przerażeni.
Diagnoza - zawał. To wielka strata. Tylko rodzina jakby... odetchęła z ulgą.
 Gdy po pogrzebie w drzwiach rodzinnego domu zmarłego stają policjanci i informują, że rzeczywistą przyczyną zgonu było otrucie pszczelim jadem, wszyscy stają się podejrzani. Kto miał motyw, aby zabić szanownego profesora? Żona? Syn? Córka? A może przebywająca w domu Rafalskich, Weronika?
 Jedno jest pewne. Ta rodzina była piękna tylko na zdjęciach i oficjalnych wyjściach...


 Sensacyjna historia rodziny sławnego profesora, prowadzącego badania nad właściwościami pszszczelego jadu, którego nagła śmierć odkrywa mroczne charaktery jej członków. Nieszczęśliwy wypadek czy perfidne morderstwo? Kto jest sprawcą, gdy wszyscy mają motyw? Jakie brudy mogą wypłynąć w trakcie śledztwa dotyczącego rodziny cieszącej się dotąd nieposzlakowaną opinią (opis powieści z portalu lubimyczytac.pl). 

 Ileż to razy pozory przysłaniają prawdę?
 W rodzinie Rafalskich na pierwszy rzut oka wszystko idealnie współgrało. Ale była to właśnie tylko gra. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się prawdziwy dramat. Profesor terroryzowal swoją rodzinę jasno dając wszystkim do zrozumienia, że są kimś gorszym. Z żoną łączyło go jedynie mieszkanie pod wspólnym dachem, a córka, Alicja, pogrążona w żałobie po stracie świeżo zaślubionego męża, zamiast przynosić chlube, ciągle przynosiła tylko wstyd.
 Andrzej, syn profesora, który zaraz po ślubie opuścił rodzinne gniazdo miał przyjąć siostrę pod swój dach. Ale i w jego rodzinie nie działo się dobrze. I gdzieś między nimi poruszała się Weronika, osierocona kuzynka, która jako jedyna z domowników była akceptowana przez stryja.
 Co tak naprawdę działo się w tej rodzinie?

źródło zdjęcia : internet 

 Akcja. Akcja. Akcja. To największa, obok pomysłu na fabułę, zaleta "Jadu" Jolanty Bartoś. Podczas czytania tej powieści nie sposób się nudzić. Tempo jest niesamowite i nie ma ani jednego przystanku na odpoczynek. Tu wszystko dzieje się bardzo szybko. Najpierw śmierć głowy rodziny, potem podejrzenia o morderstwo, a następnie wywlekanie na światło dzienne brudów rodziny (a musicie przyznać, że przeglądanie się dramatom innym na kartach powieści bywa interesujące) I kiedy wszystko zdaje się zmierzać ku końcowi następuje kolejny zwrot akcji.

 Muszę przyznać, że powieść Jolanty Bartoś to kawał dobrej powieści w kryminalno - sensacyjnym klimacie.
 Fakt, po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam pewne obawy, czy autorka przypadkiem nie "przedobrzy". W końcu nieszczęścia też kiedyś się kończą, prawda? Jednak z każdą kolejną stroną zdawałam sobie sprawę, że te wszystkie elementy składają się na idealną układankę. I tutaj autorka zaserwowała mi ( i mam nadzieję, że wkrótce Wam) bardzo intrygujący dodatek w postaci... dodatkowej układanki. To tak, jakbym ułożyła dziś jeden obrazek i trzymała go szczelnie zamknięty w szafie, a po kilku latach dostała do niego... bonus w postaci ciekawego ciągu dalszego. Muszę przyznać, że to bardzo ciekawe rozwiązanie. I samo zakończenie też dostarczyło mi wiele emocji. Ale o tym już nic więcej nie napiszę ☺


 Podsumowując : "Jad" to, według mnie, bardzo dobra powieść, z wartką akcją, ciekawą fabułą i intrygującymi postaciami, z których każda mierzy się z własnymi "demonami". Czy zakończenie tej historii Was zaskoczy? Przekonajcie się sami! Uwierzcie mi, że warto!

/Ania. 

"Jad"
Jolanta Bartoś 
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję autorce, 
Pani Jolancie Bartoś 😘😘😘

Zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok

Listopad - grudzień 2017


 Dwa miesiące kończące rok to bardzo intensywny czas na rynku wydawniczym. Pojawia się wiele nowości, dużo propozycji to powieści świąteczne. A co dla swoich czytelników przygotowało Wydawnictwo Psychoskok? Zapraszam na mały przegląd ☺

Na początek coś dla najmłodszych 😀

Wojciech Filaber
"Historyjki dla dzieci w języku polskim i angielskim. Część II - kolorowanka"
Data premiery : 6.11.2017
Nauka połączona z zabawą to jeden z najlepszych sposobów na zachęcenie dziecka do poznawania nowych słów i pojęć. Książka zawiera dziesięć urzekających opowieści opatrzonych kolorowankami i angielskimi odpowiednikami. Historyjki traktują o różnych zwierzęcych bohaterach. Tutaj nawet mysz potrafi dogadać się z kotem, a rybka z rekinem. To propozycja dla tych, którzy chcą, aby ich dziecko obcowało z językiem angielskim. Książka daje dużo radości, bawi i uczy.

Marlena Rytel 
"Potworna Michasia"
Data premiery: 15.11.2017
Michasia ma siedem lat, blond włoski i duże niebieskie oczka. Wygląda niewinnie, niczym aniołek. Nie ma ani brata, ani siostry. Jest jedynaczką. Rozpieszczoną jedynaczką. Zawsze musi być tak, jak chce dziewczynka. Zwłaszcza w domu. Rodzice ustępują jej na każdym kroku. Dziadkowie również. Wszystko zmienia się, gdy do domu przybywa nowy lokator… Książka wciągająca i moralnie rozwijająca.

Adam Cichy 
"A właśnie, że baśnie"
Data premiery: 30.11.2017
Książka jest propozycją dla dzieci i tych dorosłych, którzy wciąż cenią sobie magiczny świat dziecięcej wyobraźni, który bawi i uczy, ale przede wszystkim wzrusza. Zwyczajne przedmioty i codzienne sytuacje zmieniają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dostarczają wiedzy o tym, jak żyć pięknie i mądrze, radząc sobie z własnymi słabościami i przeciwnościami losu. Czym był mityczny jednorożec i czy istniał naprawdę? Co się dzieje w dziecięcym pokoju po zgaszeniu lampy i czy naprawdę są jakieś powody do strachu? Czy towarzystwo warzyw może gwarantować nie tylko zdrowie, ale i dobrą zabawę? Na te i inne pytania Czytelnik znajdzie odpowiedź w książce „A właśnie, że baśnie”.

Muszę przyznać, że wszystkie te propozycje sprawiają wrażenie godnych uwagi i myślę, że idealnie sprawdzą się jako pomysł na upominek mikołajkowy lub prezent świąteczny dla maluchów ☺ lub po prostu jako podarunek bez okazji ☺

A teraz czas na coś dla starszych czytelników. Tutaj Wydawnictwo Psychoskok przygotowało propozycje z kilku gatunków. Wśród nowości znajdą coś dla siebie i fani powieści obyczajowych, i miłośnicy s-f, i Ci kochający poezję.

Grażyna Mączkowska 
"Tatuaże podświadomości"
Data premiery: 17.11.2017
Powieść obyczajowa
Poruszająca opowieść, która uświadomi nam, że nie da się uciec od złej przeszłości. Akcja zabierze nas na Mazury. Tu poznamy trzy niezwykłe bohaterki. Teresę–bizneswoman prowadzącą własną knajpkę w mieście. Grażkę mieszkającą za miastem, na odludziu, w lesie, dawniej prowadzącą rekreację konną. Gabrysię, która swego czasu przyjeżdżała do niej z wnukami. Czytelnik stanie się świadkiem procesu godzenia się Gabrysi z bolesną przeszłością, która niczym tatuaż pozostawiła niezmywalne piętno w jej umyśle. Jego początki mają miejsce w gabinecie psychologa. To tam poznaje zawartość swojej głowy, rozkładając życie na elementy i od nowa składając je już w zupełnie inny sposób. Czy wreszcie poradzi sobie z traumą i będzie szczęśliwa?

Myroslaw G
"Sanatio"
Data premiery: 4.11.2017
Science fiction z elementami satyry polityczno-społecznej.
Zaskakujące science fiction z elementami satyry polityczno-społecznej. Wnikając w pełną zaskakujących zwrotów akcji treść, natkniemy się na szalonego naukowca. Człowieka owładniętego chorą wizją uzdrowienia ludzkości. Narrator opowieści–Dżon jest przeciętnym obywatelem. Jego życie zmieni się jednak po wysłuchaniu doktora Taraza - naukowca, który na forum ONZ przedstawi plan uzdrowienia ludzkości. Dla większości osób zagmatwane wystąpienie nie miało znaczenia. Dżon, który uważa, że rasa ludzka pogrąża się w degrengoladzie, ulega jednak patologicznej fascynacji. Niespodziewana śmierć Taraza motywuje go do napisania i zaprezentowania światu biografii naukowca.

Maksymilian Bron
"Na wpółświadomy. Powtarzając za samym sobą "
Data premiery: 4.12.2017
Poezja
"Na wpółświadomy. Powtarzając za sobą samym” to tomik wierszy autorstwa Maksymilana Brona, w którym każdy czytelnik odnajdzie utwory skłaniające do głębszych przemyśleń. Poruszają one bowiem tematykę egzystencjalną. Część z nich dotyczy jednego z najpiękniejszych uczuć, bez którego człowiek nie nigdy nie będzie szczęśliwy – miłości. Wsparcie, wzajemne zaufanie, poczucie bliskości drugiej osoby sprawiają, że rodzi się w nas więcej odwagi do życia. Kilka liryków to typowe wyznania miłosne. Ale autor nie zapomina o innych właściwościach ludzi – podsianiu masek, pod którymi kryją się inne oblicza, czy nieustannym dążeniu do osiągnięcia sukcesu. Wszechobecny konsumpcjonizm przysłania podstawowe, a jednocześnie niezwykle ważne wartości, takie jak przyjaźń, szczerość, życzliwość. A podmiot liryczny jednego z wierszy wyznaje, że to co najbardziej boli, to samotność w pięknym ubraniu. Warto zatem zagłębić się w lekturze i uświadomić sobie, że to indywidualność jest najważniejsza, a nie kopiowanie zachowań czy poglądów.

Wiesław Glaner 
"Imperatyw Boga"
Data premiery: 30.11.2017
Esej filozoficzny
"Imperatyw  Boga” sugeruje, że wszyscy jesteśmy na Boga skazani, religijnie zniewoleni do tego stopnia, że już nie jesteśmy w stanie zidentyfikować źródła naszej tożsamości, która, w przekonaniu autora książki, jest raczej schizotożsamością – chodzi o efekt nałożenie na kulturę Słowian płaszcza ideologii katolickiej. Niemniej, już na okładce książki znajdziemy podpowiedź, że przeciwstawiając Boga Porządku chrześcijańskiemu Bogu Cudów, możemy wydostać się z religijnego zamroczenia poszukując sensu i korzeni ludzkiej moralności w filozofii przyrody, w syntezie serca i rozumu. Stąd tak duże znaczenie w percepcji Boga nadał autor zagadnieniom naukowym, przekonując Czytelnika, że współcześnie nauka i sztuka wiedzą o Bogu więcej niż religia.

 Znaleźliście wśród propozycji Wydawnictwa Psychoskok coś dla siebie? Ja zdradzę Wam, że mnie szczególnie zainteresowały książeczki dla najmłodszych oraz "Tatuaże podświadomości" Grażyny Mączkowskiej 😀 



Ania. 

piątek, 3 listopada 2017

"Bez wytchnienia" Michał Matuszak

 Przez małe okno można wiele zobaczyć... 


 W nasze ręce trafiają różne książki.
Jedne są dobre, inne słabe. Jedne intrygują nas od pierwszych stron, do innych przekonujemy się z czasem lub wcale. Jedne są tylko ciekawe, inne wręcz wybitne. Jedne są dosłownie połykane, inne czytamy przez wiele dni. Od czasu do czasu zdarza się, że trzymamy w dłoniach prawdziwe perełki, które nie wpisują się w żaden schemat. I tak właśnie jest tym razem. Panie i Panowie, zapraszam do zapoznania się z recenzją jednej z najlepszych książek tego roku! Przed Wami Bez wytchnienia Michała Matuszaka! 



 Zaraz pewnie zapytacie, o co tyle szumu? Już Wam wyjaśniam. Zacznijmy od początku. Fabuła.
 Adam to bardzo młody człowiek, któremu przyszło żyć w czasach wszechobecnego fanatyzmu religijnego. Cała historia rozpoczyna się od sceny, w której mieszkańcy dzielnicy chowają się w piwnicy, a tuż obok nich rozgrywa się walka na śmierć i życie. To już nie jest czas, w którym politycy po przeprowadzonych zamachach terrorystycznych w imię Allaha zastanawiają się w zaciszu swoich gabinetów, co zrobić, aby uniknąć tego teraz i w przyszłości. Teraz wychodzi się na ulicę i walczy. Z islamistami, z Żydami. Ze wszystkimi. Według Rady tylko chrześcijaństwo jest dobre, a niesubordynacja grozi karą.  Wszystkie aspekty życia podporządkowane są wierze. Nastolatek jednak nie podąża ślepo za innymi, nie daje sobie zrobić "prania mózgu" i sprzeciwia się panującym regułom. Nie kończy się to dobrze ponieważ jego ojciec, szanowany obywatel, obawiając się o reputację syna i całej swojej rodziny wysyła go na obóz, który ma go nauczyć bycia dobrym chrześcijaninem. O obozie tym krążą legendy, ale chyba nawet Adam (a tym bardziej ja) nie mógł przypuszczać, że trafi w sam środek... piekła!
 To tylko umacnia go w wierze, że świat podąża w złym kierunku, a religia stała się narzędziem w rękach polityków. Nastolatek umysłowia sobie, że nie chce żyć w świecie pełnych nienawiści. Czy kiedy okaże się, że nie jest w swoich poglądach osamotniony, podejmie walkę o zmianę?


 Ta powieść zaintrygowała mnie już samym opisem, a pierwsze strony tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że czeka mnie coś fascynującego. I tak właśnie było. Chociaż zazwyczaj przeczytanie książki w wersji elektronicznej zajmuje mi kilka dni, tę pochłonęłam w dwie noce. I ani trochę nie żałuję, że spędziłam je właśnie przy tej historii.
 Przyszłość. Przeważnie kojarzy nam się z fantastyką. Z meganowoczesnymi statkami, jakimiś spektakularnymi osiągnięciami techniki. Tutaj jest inaczej. Michał Matuszak materializuje na kartach swojej powieści świat takim, jakim może się stać. Pełnym nienawiści, zawiści, fanatyzmu, reżimu. Powiedziałabym więcej. To wizja wojny światowej na tle religijnym. Ale jeżeli myślicie, że to powieść, która neguje nauki Kościoła, muszę Was uspokoić. Autor nie pokazuje religii jako złej. On jedynie stworzył przyszłość, w której wszystko wymknęło się spod kontroli.

"To w ogóle jest jakieś chore. (...) Zasady, które obowiązują, nie są nadane przez Boga, ale przez ludzi, rządzących, tych zasranych, kłamliwych polityków, którzy upatrzyli sobie religię jako przyrząd do sprawowania władzy i najłatwiejszy sposób kontrolowania mas."

 Bez wytchnienia. Tytuł idealnie oddaje to, co nas czeka, kiedy sięgniemy po tę książkę. Bez wytchnienia walczą ludzie w imię religii. Bez wytchnienia młodzi ludzie przeciwstawiają się panującemu reżimowi i walczą o demokrację. Bez wytchnienia czyta się tę powieść, tym bardziej jeżeli interesujemy się aktualną sytuacją polityczno - społeczną.


 Ciekawi Was pewnie, co w tej książce jest takiego wyjątkowego, że nadałam jej miano jednej z najlepszych tego roku (myślę, że w ogólnym rozrachunku znajdzie się w pierwszej... piątce)?
 Dla każdego "dobra książka" to coś innego.
Dla mnie musi być ona inna od wszystkich, jakie do tej pory wpadły w moje łapki. Musi zapaść w moją pamięć na dłużej niż do skończenia kolejnej powieści. Musi mnie poruszyć, skłonić do przemyśleń, zaskoczyć, a momentami nawet przerazić i wprawić w oszołomienie.
 W moich dłoniach były już różne historie. Dobre, świetne, wybitne, interesujące, intrygujące. Ale fascynujące goszczą u mnie stosunkowo rzadko. A Bez wytchnienia bez wątpienia zalicza się do tego grona. Od niej nie sposób się oderwać, nawet mimo tego, że główny bohater to jeszcze... młokos, który chce zmienić świat. Brzmi patetycznie? Ale tak nie jest!

 Na zakończenie zdradzę Wam największą zaletę tej powieści, która przyczyni się do jej sukcesu.
 Sposób, w jaki autor "ugryzł" temat religii i wielonarodowści państwa może dla określonej grupy czytelników wydać się kontrowersyjny. Może ona negować idee zawarte w tej historii ; oburzać się i twierdzić, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Druga grupa może jak najbardziej zgodzić się z wizją takiej przyszłości. Będą to osoby, które radykalnie podchodzą do kwestii dzisiejszej polityki imigracyjnej.
 Jedno jest jednak pewne. Nikt obok tej książki nie przejdzie obojętnie! 

/Ania. 

"Bez wytchnienia"
Michał Matuszak 
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

 Za możliwość przeczytania tej niesamowitej książki dziękuję autorowi, Michałowi Matuszakowi oraz Krystynie Meszcze, autorce bloga Literacki Świat Cyrysi 😘😘😘 

czwartek, 26 października 2017

"Powrót do starego domu" Ilona Gołębiewska [recenzja wersji audio]

 Daj się otulić magicznym słowom Ilony Gołębiewskiej  i niesamowitemu głosowi Joanny Gajór. 



 Życie Alicji Pniewskiej to pasmo nieszczęść i porażek. Za namową przyjaciółki jedzie do rodzinnego domu w Pniewie. Zaskakujące zdarzenia, napotkani ludzie i odnaleziony w szafie dokument, który skrywa rodzinny sekret, wystawiają ją na wiele ciężkich prób.
 Pewnej tragicznej nocy Alicja trafia do podziemnego schronu, gdzie mieszka Henryk Sokolski, legendarny uczestnik wydarzeń, które wstrząsnęły Pniewem przed kilkudziesięcioma laty. Alicja otrzymuje od niego pamiętnik swojego dziadka Jana, opisujący piekło obozu zagłady. Dzięki jego lekturze wpada na trop ważnych dokumentów.
 Jej podejście do życia zmieni spotkanie mieszkającego po sąsiedzku Michałka, który ma tragiczną przeszłość, remont domu przysporzy zmartwień, a nieszczęsny wypadek sprowadzi na nią miłość, której się najmniej spodziewała. Czy prawda o przeszłości rodziny i zaskakująca codzienność pozwolą Alicji na odnalezienie szczęścia?
 Powrót do starego domu to powieść o sile ludzkich pragnień i nadziei na to, że zawsze jest dobry moment na zaczynanie od nowa, która przenosi nas do świata wspomnień i rodzinnego domu.


 Już po raz drugi dane było mi spędzić kilka dni w starym domu w Pniewie u boku Alicji Pniewskiej. Miło było powrócić w znane strony. Na chwilę cofnąć się do czasów dzieciństwa. Spojrzeć na tę beztroskę, która wtedy mi towarzyszyła.  Rzeczywistość jednak szybko sprowadza na ziemię i tak jak Alicja, tak i każdy z nam musi zderzyć się i zmierzyć z teraźniejszością.

 Dziś recenzja będzie trochę inna, bo nie chcę opowiadać Wam o moich odczuciach względem historii spod pióra Ilony Gołębiewskiej, bo one w ogóle nie różnią się od emocji i przemyśleń jakie towarzyszyły mi po przeczytaniu wersji papierowej (moja opinię poznacie klikając ➡TUTAJ⬅).


 Tym razem chcę się skupić na zaletach i ewentualnych wadach pierwszej części trylogii w wersji audio.
 Pewnie już wiecie, bo często o tym wspominam, że najwierniejsza jestem książkom w wersji tradycyjnej - papierowej. Lubię brać historię do ręki (dosłownie ☺), czuć ją w swoich dłoniach, słyszeć jej przemijanie przez szelest stron. W skrócie : widzieć, dotykać, wąchać. Nie da się jednak ukryć, że świat i technika idą na przód, a co za tym idzie również i forma czytania się zmienia. Nikogo już chyba nie dziwi widok drugiej osoby z czytnikiem e-booków w dłoni. W ostatnim czasie coraz bardziej popularne jest też słuchanie audiobooków. Już nie czarują (lub przerażają -w   zależności od gatunku ☺) same wyrazy, zdania, rozdziały, ale również i głos.
 Jak wszystko ma to swoje plusy i minusy, które postaram się tu omówić w kontekście Powrotu do starego domu 🏡

 Najważniejszą kwestią przy tworzeniu (jeszcze nie czytaniu) audiobooka jest wybór lektora. Czasami leży to w kwestii wydawnictwa, czasami (jak w tym przypadku) w kwestii autorki.
 Powrót do starego domu czyta pani Joanna Gajór. I myślę, że od razu większość kojarzy, o kim tu mowa. Wspaniała aktorka, którą pewnie większość widzów zna z roli w Klanie. Charakterystyczny głos, który coraz częściej gości w domach czytelników. Moim zdaniem wybór Pani Joanny na lektora historii Alicji był strzałem w dziesiątkę 👍 Nie jestem tego w stanie oddać słowami, o tym trzeba się przekonać na własnej skórze.

Pani Joanna Gajór 
źródło zdjęcia: http://www.prozano.pl

 Audiobooki mają tę zaletę, że przy posiadaniu odpowiedniego sprzętu można je zabrać ze sobą wszędzie. I tak, np. możemy delektować się losami głównej bohaterki w podróży (moim zdaniem jest to najlepszy powód do sięgania po książki w wersji audio), w parku, oczywiście w domu, a nawet (tutaj już w zależności od zawodu i przychylności szefostwa) w pracy.
 Są też idealnym rozwiązaniem dla osób, które mają problem ze wzrokiem. Myślę, że tego punktu nie muszę rozwijać ☺
 Niestety, nie są już takie odpowiednie dla osób... roztrzepanych. To nie prawda, że każda kobieta we wszystkich dziedzinach ma podzielną uwagę. Owszem, matki (w tym ja) potrafią jedną ręką mieszać zupę, a drugą prasować pranie. To prawda, że zdarza nam się jedną ręką odkurzać, a drugą usypiać dziecko. Największymi mistrzyniami jesteśmy w byciu jedną myślą w pokoju wśród stosu porozrzucanych zabawek, a drugą, np. na słonecznej Ibizie.
 Nie chcę wypowiadać się za wszystkich, bo nawet nie mam do tego prawa, ale moim największym problemem w trakcie słuchania Powrotu do starego domu Ilony Gołębiewskiej była właśnie kwestia skupienia. Nie mogłam słuchać historii Alicji w dzień, bo przy pięciolatku jest to niemożliwe słysząc ciągle Mamo! Jeść! / Mamo, pić! / Mamo, to i tamto. Do Pniewa powracałam więc wieczorami, kiedy cały dom już spał.
 Siadałam wygodnie w fotelu, przykrywałam się puchatym kocem, brałam do ręki kubek gorącej herbaty, zamykałam oczy i już pędziłam obok Alicji trasą S8 na Wyszków ; już patrzyłam jak robotnicy uwijają się przy remoncie domu ; już cała przemoczona siedziałam w schronie... dziwaka. Aż żałuję, że nie mam kominka, bo wtedy byłoby idealnie.

 13 godzin i 46 minut. Tyle dokładnie czasu spędziłam w towarzystwie Ilony Gołębiewskiej, Joanny Gajór oraz Alicji Pniewskiej. 
 Pewnie myślicie, że wielka ze mnie znawczyni w temacie audiobooków, bo tak się mądrzę i mądrzę, a ja Wam się przyznam szczerze, że Powrót do starego domu to mój... pierwszy odsłuchany audiobook. Poważnie.

 Cieszę się, że swój "pierwszy raz" w tej kwestii mogłam przeżyć przy historii tak pięknej, mądrej, momentami wzruszającej. Alicja to niesamowicie silna kobieta. Jak każda z nas czasami zamiast rozumem kieruje się sercem i nie zawsze dobrze na tym wychodzi. Dziś już jednak wie, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Wie, że pewnych decyzji nie da się cofnąć, ale można próbować je naprawić.
 Co ciekawe, nie jest jeszcze świadoma, że wkrótce przyjdzie zmierzyć jej się z Tajemnicami starego domu, ale już niedługo się przekona, co przygotował dla niej los. Wróć! Nie los lecz autorka, Ilona Gołębiewska. 
 A my razem z nią ☺ Już w listopadzie w wersji papierowej, a w przyszłości, mam nadzieję, również w wersji audio.

"Powrót do starego domu"- audiobook 
Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo Heraclon International 
Storybox.pl

 Za "Powrót do starego domu" w wersji audio 
dziękuję autorce, Ilonie Gołębiewskiej 😘😘😘

"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz

Teatr = gra. Teatr snów = śmiertelna rozgrywka.   Ruda, kobieta o włosach koloru płomienia, aktorka na scenie sennych koszmarów. Ale ...