sobota, 14 września 2019

Wydawnictwo Kobiece / zapowiedzi / jesień 2019

  Moi Drodzy, dzisiaj mam dla Was wpis bez mojego gadania, narzekania, czy też polecenia 😉
  Poniżej znajdziecie po prostu kilka jesienno- zimowych propozycji od Wydawnictwa Kobiecego. Mam nadzieję, że wszystkie uda mi się przeczytać do końca tego roku i będę mogła podzielić się z Wami swoimi wrażeniami.
  Zatem jeżeli lubicie taką babską literaturę zapraszam do przejrzenia poniższych propozycji.
  Natomiast jeżeli literatura kobieca nie jest Wam bliska, to... też zapoznajcie się z proponowanymi książkami 😉 Wszak już za kilka miesięcy święta, a książka zawsze jest odpowiednia na prezent zwłaszcza, że za chwilę przekonacie się, że Wydawnictwo Kobiece już do owych Świąt ostro się szykuje 🌲🌲🌲

Autor: Agnieszka Olejnik 
Tytuł: Rozmerdane święta 
Data premiery: 13/11/2019
Opis: Szukasz bożonarodzeniowej powieści o miłości? Jesteś na najlepszym tropie!
Olgierd oddaje się pracy polonisty.
Krystyna ubolewa nad kawalerskim życiem swojego syna.
Świat Sary kompletnie się zawalił.
Stanisława opuściła żona, a Małgorzata odczuwa trudy samotnego macierzyństwa.
Pewne zbiegi okoliczności całkowicie odmienią losy tych pozornie przypadkowych osób i sprawią, że nadchodzący czas nabierze prawdziwie świątecznego blasku. Szczególnie gdy na horyzoncie pojawi się wychudzona, schorowana znajda – kundelek Ziyo, który całkowicie odmieni los… nie tylko swojego właściciela.




🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄

Autor: Anna Szczęsna 
Tytuł: Iskierka nadziei 
Data premiery: 13/11/2019
Opis: Świąteczna opowieść, która przywraca wiarę w dobro. 
Tomek to wrażliwy chłopiec, bardzo dojrzały jak na swój wiek. Mieszka z mamą, która cały swój czas poświęca pracy. Pewnego zimowego dnia Tomek boleśnie upada, kiedy wraca ze szkoły. Otrzymuje pomoc od obcej starszej pani.
Kobieta opatruje go w niewielkim domku na działce, w którym jest zimno i nie ma bieżącej wody. Chłopiec prosi ją, aby nikomu nie wspominała o tym, że samotnie wracał tą drogą. Nie może też oprzeć się wrażeniu, że kobieta jest bardzo smutna. Zaczyna podejrzewać, że mała chatka na terenie ogródków działkowych to jej dom.
Gdy nadchodzą siarczyste mrozy, Tomek postanawia ponownie odwiedzić starszą kobietę, aby jej pomóc. Przyjaźń, która się między nimi nawiązuje, przywraca obojgu nadzieję i wiarę w to, że zmiana na lepsze jest możliwa. Czy w te święta wydarzą się cuda?




🎁🎁🎁🎁🎁🎁🎁

Autor: Renee Carlino 
Tytuł: Gdybyś tu był... 
Data premiery: 2/10/2019
Opis: Coś więcej niż romantyczna opowieść…
Jak długo powinna trwać miłość?
Charlotte to urocza kelnerka, która pracuje w podrzędnej restauracji w Los Angeles. Jej życiu brakuje wyrazistości, a ona sama tęskni za czymś, co wreszcie nada mu sens. Kiedy los stawia na jej drodze charyzmatycznego malarza Adama, jest pewna, że spotkała miłość swojego życia.
Ten klasyczny romantyczny scenariusz przybiera jednak nieoczekiwany kierunek po wspólnej nocy. Chłodne zachowanie Adama pozostawia porzuconą Charlotte z pytaniami i jak się okazuje, nie na wszystkie chciałaby znać odpowiedź. Kiedy odkrywa, że Adam odtrącił ją, by chronić ją przed trudną prawdą, wie jedno – wykorzysta jak najlepiej każdą minutę z tych, które jeszcze im zostały.
„Tak już jest, gdy człowiek ma dobre życie, prawda? Gdy ma kogoś, kogo kocha? Wtedy czas szybko mija. Ani się człowiek obejrzy, a tu koniec”.



🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁

Autor: Emily March 
Tytuł: Świąteczne drzewko życzeń 
Data premiery: 13/11/2019
Opis: Pokrzepiająca opowieść o marzeniach i drugich szansach, które pomogą ocalić niejedno skrzywdzone serce
Kiedy Jenna adoptowała Reillego, postanowiła, że zrobi wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo. Małe górskie miasteczko wydaje się być idealną kryjówką przed przeszłością oraz doskonałym miejscem do spędzenia magicznych świąt. Jenna nie może jednak spełnić najważniejszego świątecznego życzenia syna, który marzy o tatusiu.
W Wigilię rezolutny chłopiec dzwoni pod numer, który jego zdaniem należy do Mikołaja. Po drugiej stronie słuchawki trafia na Devina, który szybko wczuwa się w nową rolę i zaprzyjaźnia z chłopcem. Kiedy przystojny Święty Mikołaj odkrywa tajemnicę Jenny, oferuje jej pomoc.
Czy mężczyzna może spełnić ich świąteczne życzenia?




💝💝💝💝💝💝💝

Autor: Anna Langner 
Tytuł: Wszystko, czego pragnę w te święta 
Data premiery: 13/11/2019
Opis: Świąteczny romans dla niegrzecznych dziewczynek!
Ewa zbliża się do trzydziestki i prowadzi poukładane, choć nieco nudne życie. Ma świetną pracę, mieszkanie bez kredytu w centrum Poznania i całkiem niezłe auto. Nie ma za to czasu na spotkania z bliskimi i związki, o randkach nawet nie wspominając.
Kiedy jak co roku wyjeżdża na święta do rodziców, chce wykorzystać ten czas, aby odkryć, czego tak naprawdę pragnie od życia. W rodzinnym domu oprócz brata bliźniaka zastaje tajemniczego pociągającego łobuza, który od pierwszych minut działa jej na nerwy.
Spokojne święta? Dzięki intrygującemu mężczyźnie Ewa może w tym roku o nich zapomnieć. Bruno niczym huragan wprowadza ją w niebezpieczny świat, w którym żyje się szybko i na krawędzi bezpieczeństwa. Dokąd zaprowadzi ich ryzyko, którego się podejmą?



💞💞💞💞💞💞💞

Zainteresowani? 
Koniecznie dajcie znać! ❤
Pamiętajcie, że wszystkie aktualne zapowiedzi Wydawnictwa Kobiecego zawsze znajdziecie tutaj ➡ http://www.wydawnictwokobiece.pl/kategoria-produktu/zapowiedzi/



środa, 28 sierpnia 2019

"Księżniczka" Lucyna Olejniczak / recenzja.

  Matko! Jakie to było smutne 😢


  Witajcie, Kochani!
  Na wstępie chciałabym Was przeprosić za swoją dość długą nieobecność. Niestety przez ostatnie 3 tygodnie trwały u mnie prace remontowo - budowlane. I przyznam Wam szczerze, że wieczorami byłam już tak padnięta, że nawet nie miałam ochoty brać się za pisanie.
  Nie oznacza to jednak, że nic w tym czasie nie czytałam, bo prawda jest taka, że nie wytrzymałabym tyle czasu bez książek. Więc mimo różnych przeciwności udało mi się skonsumować kilka historii. 
  I o jednej z nich troszkę dzisiaj sobie porozmawiamy.

  Zanim przejdziemy do fabuły i konkretów muszę się Wam przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie czytałam tak smutnej opowieści. Takiej... kompletnie pozbawionej jakiejkolwiek radości, optymizmu, jakiegokolwiek koloru. Smutek wylewał się tutaj niemalże z każdej przeczytanej strony. 
  Nie była to łatwa książka.

  A mowa tu oczywiście o "Księżniczce" autorstwa Lucyny Olejniczak od Wydawnictwa Prószyński i S-ka.
  W najnowszej, na pierwszy rzut oka niepozornej powieści tej autorki poznajemy Lenę, dorosłą już kobietę, która postanawia rozliczyć się z przeszłością. I my, czytelnicy, robimy to razem z nią dzięki retrospekcjom, za sprawą których poznajemy dzieciństwo kobiety z perspektywy małej Lenki, a to wszystko na tle Nowej Huty.


  Lena, dorosła kobieta, mężatka, i Lenka, dziewczynka, która dopiero rozpoczyna podróż przez życie - ta sama osoba, ale pierwsza z bagażem doświadczeń tej drugiej. To ciężar, z którym musi się zmierzyć po latach księżniczka tatusia.
  W zacnym domu szanowanego inżyniera i budowniczego socjalistycznej Nowej Huty, za zamkniętymi drzwiami, rozgrywa się dramat pozornie idealnej rodziny. Obserwowany oczami dziecka dodatkowo nabiera ostrości.
Dorosła Lena wraca do rodzinnego domu, aby stanąć z ojcem twarzą w twarz i przekonać się, czy wszystko można wybaczyć, czy szacunek i miłość wpisane w relację rodzicielską są silniejsze niż pamięć o krzywdzie.

  Tak prezentuje się opis tej powieści. Nie zapowiada nic dobrego? Muszę Was ostrzec, że treść z każdą kolejną stroną jeszcze bardziej przygnębia, a wszystko to za sprawą dramatu, który rozgrywa się w rodzinnym domu małej Lenki. Dramatu relacjonowanego przez krzywdzone dziecko, nie mające z nikąd pomocy i wsparcia. Bo ani sąsiedzi, ani nawet jej własna matka wolą nie widzieć, nie słyszeć, nie reagować. Bo tak jest łatwiej?

  Wiecie, gdzie widziałabym winnego tego dramatu? W więzieniu. Bo nóż się w kieszeni otwiera, kiedy słyszy się o takich rzeczach i czasami naprawdę żałuję, że w Polsce nie ma kary śmierci. Tymczasem Lena staje z nim twarzą w twarz. Rozmawia. Siedzi przy jednym stole. Próbuje śmiać się z jego żartów. To jeszcze bardziej pokazuje jak ignorancja wpływa na losy człowieka.

  "Księżniczka" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lucyny Olejniczak. Nie mogę tu użyć żadnego porównania, ale jeżeli chodzi o styl autorki określiłabym go jako minimalistyczny, surowy i... chłodny. Bo taka właśnie była ta poruszająca powieść o ludzkim nieszczęściu i udawaniu, że problemu po prostu nie ma.

  Czy polecam? To nie jest tego typu powieść, którą wręcza się drugiemu człowiekowi z uśmiechem na ustach. To nie jest książka, o której mówi się : "słuchaj, to prawdziwa petarda. Musisz to przeczytać". To powieść, która powinna być takim punktem zapalnym do zareagowania. Bo dramat może rozgrywać się tuż pod naszym nosem.

  Za egzemplarz recenzencki dziękuję Prószyński i S-ka. Książka do kupienia ➡ TUTAJ ⬅ i TAM ⬇

czwartek, 1 sierpnia 2019

"Na przekór" Agata Polte - recenzja

 Przyjrzyjcie się dokładnie poniższej okładce, nazwisku autorki oraz tytułowi i zapamiętajcie sobie jedno - WŁAŚNIE TAKIE MŁODZIEŻÓWKI POWINNY UKAZYWAĆ SIĘ NA POLSKIM RYNKU WYDAWNICZYM.



  Aj! Strzeliłam sobie w kolano 😱 Właśnie zdałam sobie sprawę, że skończyłam tę recenzję zanim ją w ogóle zaczęłam. Brawo ja! Ale uwierzcie mi, że to jedno zdanie rozpoczynające ten wpis, w zupełności wystarcza, żeby przekazać Wam to, co sądzę o "Na przekór" Agaty Polte.

  Ale oczywiście napiszę jeszcze kilka słów, bo obawiam się, że w oczach autorki i wydawnictwa najkrótsza recenzja w historii mogłaby być po prostu nie do przyjęcia 😉

  "Na przekór" to historia skupiająca się wokół postaci licealistki, Laury. I mogłoby się wydawać, że taka nastolatka nie ma żadnych zmartwień (te stereotypy) i korzysta z życia. Jednak nie nasza bohaterka.
  Otóż Laura mieszka wraz z babcią i dwoma zwierzakami, w domu, który wymaga remontu. Pozostawiona przez rodziców (ojciec odszedł, kiedy była mała, matka opuściła ją trochę później- szczegóły poznacie sięgając po tę książkę) stara się radzić sobie w tej trudnej sytuacji. Po szkole dorabia w gabinecie weterynaryjnym, aby móc chociaż trochę dołożyć się do domowego budżetu.
  Laura nie jest typem imprezowiczki. Ma w zasadzie tylko jednego oddanego przyjaciela, Adama. I wydaje się pogodzona ze swoim losem.
  Ale jak to w powieściach bywa, musi wydarzyć się COŚ, co odmieni życie bohaterów. Co lub kto to będzie tym razem?

  "Na przekór" jest trzecią powieścią w dorobku Agaty Polte. Miałam okazję przeczytać jej literacki debiut "To, czego nie widać" i przyznam szczerze, że był dobry, ale nie zrobił on na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia (recenzja ➡ KLIK).
  Drugą powieść, chociaż miała pozytywne recenzje, świadomie odpuściłam, ale ta nie pozwoliła mi przejść obok niej obojętnie.
  Ok, przyznaję, zwróciłam na nią uwagę ze względu na okładkę 🙈, ale szybko zainteresował mnie też opis. Nie oczekiwałam wiele, a tu proszę.
Autorka od swojego debiutu zrobiła ogromny progres. Widać, że powieść jest lepiej dopracowana i przemyślana. Dostałam w swoje ręce naprawdę dobrą, młodzieżową powieść

  Specjalnie zaznaczyłam powyżej, że to powieść młodzieżowa, bo zdaję sobie sprawę, że znajdą się pewnie osoby, które uznają, że tak naprawdę życie Laury, takie dorosłe, prawdziwe, dopiero się zaczyna i że dopiero teraz przyjdzie jej się zmierzyć z prawdziwymi trudnościami.
  A ja Wam powiem, że Laura naprawdę wiele przeszła, a mimo to jest fajną, odpowiedzialną i trochę zwariowaną osobą, która pragnie być szczęśliwa. Nie ma w tym nic złego, prawda?

  Myślę, że dojrzalszym czytelnikom ta powieść powinna przypaść do gustu, ale uważam, że przede wszystkim powinna ona trafić w ręce młodzieży, która być może utożsami się z główną bohaterką. Zobaczy w niej swoje odbicie. I dostrzeże rozwiązanie swoich problemów.

  A przede wszystkim zachęci do czytania. Bo taką, chociaż niełatwą historię, czyta się naprawdę przyjemnie. Jest tu trochę i smutku i radości. Troszkę miłości (wiadomo, młode serce nie usiedzi spokojnie na miejscu, kiedy w zasięgu wzroku pojawia się fascynujący przystojniak), ale i zazdrości. Pojawia się też wątek relacji na linii córka-matka-babcia. Dzieje się naprawdę dużo.

  Ja Wam ją szczerze polecam. Powiem Wam nawet więcej - uważam, że to jedna z najlepszych młodzieżówek, jakie do tej pory czytałam, a przez trzydzieści lat trochę się tego uzbierało. A chyba w kwestii polecanek mi ufacie, prawda?
  Pozdrawiam Was cieplutko, Ania 😘😘😘

  Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki, Agaty Polte oraz wydawnictwa Zysk i S-ka.




poniedziałek, 29 lipca 2019

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik - recenzja

  Spodziewałam się wszystkiego. Naprawdę wszystkiego. Ale nie tego, że ta powieść mnie się nie spodoba 😱


  Początkowo zamierzałam w ogóle o niej tutaj nie napisać, bo ci, którzy mnie znają doskonale wiedzą, że ja nie lubię krytykować i pewne rzeczy wolę po prostu przemilczeć, żeby nikomu nie sprawić przykrości. A z racji tego, że książkę zamówiłam sama, teoretycznie nie miałam obowiązku o niej pisać.
  Jednak po tym, jak kilka dni temu umieściłam jej zdjęcie na moim instagramie i cieszyło się ono sporym zainteresowaniem, kilka osób było ciekawych mojego zdania o Cecylii. Dlatego też postanowiłam, że jednak podzielę się z Wami moimi wrażeniami na temat literackiego debiutu Doroty Wójcik, który ukazał się nakładem wydawnictwa LIRA.
  I już mnie wszystko na tę myśl boli... Wszystkich, którym ta powieść się podobała przepraszam, ale nie mogę inaczej. Ja Wam wierzę. Wierzę, że ona może się podobać. Być może trafiła do mnie po prostu w złym czasie...


  Zacznijmy od tego, że ja kupuję naprawdę mało książek (1-2 max miesięcznie), chociaż chciałabym, żeby było inaczej.
  Zanim dokonam zakupu analizuję opis kilka razy, przyglądam się okładce (bo wbrew pozorom ma ona ogromny wpływ na decyzję), czasami czytam pierwsze opinie w sieci; sprawdzam też wydawnictwo. I jeżeli nie jest to debiut również prześwietlam autora/ autorkę. I kiedy ostatecznie decyduję się na zakup, to jestem święcie przekonana, że to będzie dobry wybór.
  Tym razem nie było inaczej. Nie ukrywam, że miałam chrapkę na tę książkę, odkąd tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach jednego z moich ulubionych wydawnictw, czyli wydawnictwa LIRA.
  Z miejsca spodobała mi się okładka. Taka kolorowa, lekko zwariowana i szalenie optymistyczna. Sami musicie przyznać, że jest wprost rewelacyjna! Momentalnie zaintrygował mnie też opis, który znajdziecie troszkę niżej. Ale czekałam na impuls, który skłoni mnie do natychmiastowego zakupu.
  I wtedy za sprawą facebooka zaczęły docierać do mnie wieści, że czytelniczki są zachwycone perypetiami głównej bohaterki i świetnie bawią się w jej towarzystwie. I to było to. Pomyślałam sobie: Ha! Wreszcie cię znalazłam!
  Bo ja może nie sprawiam takiego wrażenia, ale lubię się świetnie bawić podczas lektury. I czekałam na powieść, która rozbawi mnie do łez. Od której rozboli mnie brzuch ze śmiechu, a ludzie będą patrzeć na mnie, jak na wariatkę, a ja będę to miała gdzieś, bo będzie się liczyło tylko tu i teraz, czyli ja i książka. Niestety rewelacyjna komedia obyczajowa okazała się raczej komedią absurdu.

  Każdy zna powiedzenie, że co za dużo, to niezdrowo. I ta powieść jest tego najlepszym przykładem. W tej książce nie było praktycznie strony, żeby nie została wypowiedziana jakaś śmieszna kwestia albo zabawne porównanie, żeby nie wydarzyła się jakaś wpadka lub żeby nie było kontynuacji tej "śmiesznej" sytuacji na kolejnych kartach powieści. Tego było tak dużo, że w pewnym momencie przestało to być po prostu realistyczne.
  Żeby to zobrazować, przytoczę Wam kilka sytuacji, powiedzmy, że do punktu kulminacyjnego całej akcji, czyli momentu otrzymania przez tytułową bohaterkę kłopotliwego spadku, żeby za bardzo Wam nie spojlerować.

  Żebyście się nie pogubuli najpierw opis ⬇
  Czasem, kiedy Ci się wydaje, że gorzej być nie może, otrzymujesz kłopotliwy spadek… Cecylia wiedzie spokojne i ustabilizowane życie, które płynie sobie bezpiecznym torem. Wkrótce jednak bohaterka zamieni dryfującą łódkę na rollercoaster, który nie zwolni tempa nawet na chwilę! Kiedy problemy Cecylii zaczynają się piętrzyć, jej małżeństwo się sypie i wydaje się, że gorzej już być nie może, kobieta dostaje wiadomość o śmierci wuja Leopolda. To jemu zawdzięcza swoje imię, które oznacza „niewidoma” i które uważa za przekleństwo. Nadszedł czas, by przejrzeć na oczy… Cecylio, obudź się!

  A teraz konkrety.
  "Cecylio, obudź się!" rozpoczyna się w momencie, w którym nasza bohaterka dowiaduje się, że jej mąż ma kochankę. To, co następuje potem co prawda mnie nie rozbawiło, ale mogę uwierzyć w ten szał, w który wpadła Cecylia i w to, co w efekcie spotkało niewiernego małżonka.
  Ale potem rozpoczyna się prawdziwy cyrk.
  Najpierw "poznajemy" listonosza, którego kobieta nigdy nie widziała, bo ten zawsze rzuca listy przez płot i szybko odjeżdża. A polecone, to co? Podpisują się same?
  Potem Cecylia musi błyskawicznie zbierać się na pogrzeb wuja, bo wspomniany już listonosz lubi przetrzymywać listy w skutek czego kobieta ma tylko dzień, żeby dotrzeć do miejsca pochówku. Ale sorry, od dobrych kilkunastu lat wszyscy mają telefony i raczej nikt już nie wysyła telegramu, nawet z informacją o śmierci kogoś z rodziny. Ale ok - to jest "komedia" i coś musi się tutaj dziać. Przymykam na to oko.
  Drogę na pogrzeb i to, co dzieje się w międzyczasie (kto w ten sposób wybiera sukienkę na jakąkolwiek uroczystość?) pominę, bo to nie jest szczególnie istotne, ale pogrzeb, to już jest przegięcie.
  Ja rozumiem, że wujaszek zafascynowany Chinami chciał mieć chiński pogrzeb (i żeby nie było, ja nic nie mam do innych wyznań, niech każdego chowają wedle jego życzenia), ale co w takim razie robił tam polski ksiądz? Ja się za bardzo na tym nie znam, ale raczej żaden duchowny nie zaakceptowałby tego wszystkiego, co się tam wydarzyło : traktora, dziwnych figurek, płaczek, przebieranek i cudów na kiju. To było tak absurdalne, że nawet nie chce mi się o tym więcej pisać.
  Czarę goryczy początkowo przelał duet notariusz - zastępca, tak nierealni, że doszłam do wniosku, że autorka wytrzasnęła ich z kosmosu. To się po prostu nie mogło wydarzyć. Na szczęście w tej kwestii autorka na koniec wyszła z twarzą.
  W ogóle cała rodzina Cecylii była... szalona. Jedną zwariowaną bohaterkę, która ciągle ładuje się w kłopoty i ekscentycznego wuja - trupa mogłabym zaakceptować. Ewentualnie jeszcze jakiegoś małego łobuziaka i kochanko - rusałko - czarownicę, ale kiedy każdy, bez wyjątku, czy to ciotka, czy wujek, czy kuzynka, czy sąsiad itd. są "zabawni" lub dziwni (o! przerysowani - tego słowa szukałam) do granic możliwości, to ja mówię pas.


  I w tym momencie dochodzimy do bardzo ciekawej kwestii, która chyba najbardziej przemawia za tym, że jednak warto sięgnąć po tę książkę.
  Uwierzcie mi, że podczas czytania kilkukrotnie ją zamknęłam i odłożyłam na półkę w poczuciu przegranej, czyli krótko mówiąc wyrzuconych w błoto trzech dych, po czym, uwaga, po 10-15 minutach wyciągałam ją z powrotem i wracałam do lektury, bo byłam ciekawa, co jeszcze spotka naszą bohaterkę. Hmmm, dziwne...

  Wypadałoby zrobić teraz jakieś krótkie podsumowanie, żeby wyodrębnić plusy i minusy, prawda?
  Do plusów zdecydowanie należy zaliczyć pierwszoosobową narrację, bo w tego typu powieściach takie rozwiązanie sprawdza się najlepiej.
  Poza tym cała "konstrukcja" powieści też jest ok.
Co prawda nie polubiłam głównej bohaterki, ale była ciekawym fundamentem całej historii (co ja plote?).
  Pomysł też należy zaliczyć do zalet tej książki, bo fabuła sama w sobie nie była zła. Ba! Napiszę nawet więcej ; po otrzymaniu spadku zrobiło się nawet w miarę znośne.
  I oczywiście akcja - rollercoaster to się może schować przy tempie tej historii. Ale...

  Wady? Absurd. Absurd. Absurd. I jeszcze raz absurd. I to taki, że ani razu się nie zaśmiałam 😱 A tak na to czekałam. Próbowałam to sobie wszystko wyobrazić i w ogóle to do mnie nie trafiało.
  I w tym momencie, jestem przekonana, że część z Was powie : pewnie za dużo oczekiwałaś / za bardzo się nastawiłaś / powinnaś wyluzować itp. A ja Wam mówię (teraz przekonamy się, ile osób dotrwało do tego momentu 😉), że żart, to żart. I albo śmieszy, albo nie, bez względu na okoliczności.

  A mnie to nie bawiło, a powinno...

  Edit 30/07/2019 : Chciałabym w tym momencie dodać, że książka trafiła w ręce mojej koleżanki, od której dostałam właśnie wiadomość, że już dawno nie czytała tak lekkiej i zabawnej powieści. Sami zatem widzicie, że co osoba, to inne zdanie 😉 Najlepiej będzie, jeżeli przekonacie się sami 🙋

sobota, 27 lipca 2019

"Paleta marzeń. Zgubione szczęście" Małgorzata Falkowska (recenzja)

  My, czytelnicy, często spotykamy się z pytaniem jakie zakończenie wolimy - klasyczny happy end z miłością, lub uratowanym bohaterem na pierwszym planie, czy jednak bardziej tragiczny koniec z dramatycznym rozstaniem, trupem w szafie lub zawałem we własnym łóżku ze strachu?
  Cóż, ja należę do osób, które owszem, lubią szczęśliwe, zwłaszcza romantyczne zakończenia, ale doceniają też te mrożące krew w żyłach, które nie pozwalają szybko o sobie zapomnieć.
  Ale absolutnie nie zgadzam się na takie rozwiązanie, jakie w drugiej części "Palety" zaserwowała nam Małgorzata Falkowska. Małgosiu, oficjalnie strzelam focha jak stąd (czyli z krzesła, na którym właśnie siedzę) do Warszawy (a to 40 km!)!
  A przecież zaczęło się tak dobrze...


  Nasi główni bohaterowie : Magda, Alek i mała Pola wreszcie tworzą szczęśliwą rodzinę. Wiodą w miarę stabilne życie w Łodzi z dala od przeszłości (a jeżeli już o przeszłości mowa, zachęcam Was do zapoznania się z recenzją pierwszej części ➡ "Paleta marzeń" ) i cieszą się swoim towarzystwem.
  Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia Pola znika z przedszkola, a nasi bohaterowie muszą wrócić do domu. Błyskawicznie wychodzi na jaw, że sprawcą porwania jest były mąż Magdy, który w tym wszystkim ma jednak pewien cel, co w efekcie mocno wystawia na próbę związek kobiety i Alka.
  Na szczęście naszym bohaterom szybko udaje się dojść do porozumienia i gdy wydaje się, że wszystko już wróciło do normy i nic już nie stoi na przeszkodzie wspólnej przyszłości Magdy i ulicznego malarza, Pola znowu znika.
  Kto tym razem stoi za porwaniem dziewczynki? Czy to oznacza już koniec sielanki?


  Generalnie, to ja tu widzę same plusy.
  Powieść czyta się błyskawicznie, bo w historiach Małgorzaty Falkowskiej zawsze dużo się dzieje.
  Akcja jest fajnie poprowadzona, z kilkoma naprawdę mocnymi zwrotami akcji. Nie ma zbędnych opisów.
  Bohaterowie są sympatyczni (w większości), ale nawet ci główni mają swoje wady. Magda np. czasami zbyt poważnie podchodzi do życia, zwłaszcza w momentach, w których naprawdę może wyluzować. Alek z kolei na pierwszy rzut oka wydaje się facetem idealnym, w rzeczywistości jednak bywa zaborczy, chociaż nie zdaje sobie z tego do końca sprawy. A Polka - oj Pola to przykład typowego przedszkolaka, który świat chłonie jak gąbka (znam to z doświadczenia).
  Taki zabieg czyni ich bardziej "ludzkimi". Są nam bliżsi, bo borykają się z takimi samymi problemami jak my. I to jest świetne.

  A potem przychodzi zakończenie i czar pryska. Ja się pytam - jak ja teraz wytrzymam do premiery trzeciego tomu?! Jak?!
  A teraz już tak całkiem poważnie. W sytuacji takiej jak ta, kiedy już wiadomo, że ukazanie się kolejnej części jest tylko kwestią czasu, mogę przymknąć na to oko, ale nie cierpię takich otwartych zakończeń, kiedy kompletnie nie wiadomo kiedy, i czy w ogóle można spodziewać się premiery kontynuacji.
  Najbardziej lubię takie zakończenia jak w "Palecie marzeń" (część pierwsza), gdzie koniec zamyka pewien etap. Bo prawda jest taka, że ten tajemniczy sms z pierwszego tomu mógł, ale wcale nie musiał być impulsem do napisania kontynuacji.
  Ja oczywiście cieszę się przeogromnie, że ta historia ma ciąg dalszy, bo bardzo polubiłam paletowych bohaterów i ich perypetie.
  Ale proszę, i to tyczy się nie tylko Małgosi, nie doprowadzajcie mnie takimi emocjami do zawału serca 😱 Drugi raz mogę tego nie wytrzymać 😉 Naprawdę chcecie mieć mnie na sumieniu?

  Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki, Małgorzaty Falkowskiej oraz Wydawnictwa LIRA
www.wydawnictwolira.pl. Dziękuję 😘


poniedziałek, 22 lipca 2019

Zapowiedzi i nowości wydawnicze - lato 2019

  Moi Drodzy, zapraszam Was na kolejne zapowiedzi i nowości na rynku wydawniczym. 
  Postaram się, żeby nie było ich za dużo, ale za to, żeby były dobre 👍 
  Zatem kawka / herbatka w dłoń i zabieramy się za lekturę 📚



  A zaczniemy od propozycji Wydawnictwa LIRA, czyli powieści "Cecylio, obudź się!" Doroty Wójcik, która zwróciła na siebie moją uwagę ciekawym opisem i pełną optymizmu okładką.
  Szczerze mówiąc, brakuje mi takiej porządnej komedii obyczajowej, przy której będę płakać ze śmiechu. Mam zatem wobec tej książki spore oczekiwania.
  Teraz czas na opis i przechodzimy szybciutko do kolejnej propozycji.

  Rewelacyjna komedia obyczajowa!
  Czasem, kiedy Ci się wydaje, że gorzej być nie może, otrzymujesz kłopotliwy spadek…
  Cecylia wiedzie spokojne i ustabilizowane życie, które płynie sobie bezpiecznym torem. Wkrótce jednak bohaterka zamieni dryfującą łódkę na rollercoaster, który nie zwolni tempa nawet na chwilę!
  Kiedy problemy Cecylii zaczynają się piętrzyć, jej małżeństwo się sypie i wydaje się, że gorzej już być nie może, kobieta dostaje wiadomość o śmierci wuja Leopolda. To jemu zawdzięcza swoje imię, które oznacza „niewidoma” i które uważa za przekleństwo. Nadszedł czas, by przejrzeć na oczy… Cecylio, obudź się!
  Przekonaj się, że na każdym etapie życia warto zmienić kurs i zawalczyć o swoje marzenia!


  Premiera 24/07/2019



💠💠💠💠💠💠💠

  Na informację o tej książce trafiłam całkiem przypadkiem na fp Wydawnictwa Zielona Sowa, które do tej pory kojarzyło mi się z książkami wyłącznie dziecięcymi. A okazuje się, że Zielona Sowa może się pochwalić całkiem sporym dorobkiem, jeżeli chodzi o powieści dla starszych odbiorców
  I chociaż "Żyli długo i szczęśliwie" autorstwa Katy Cannon (premiera 17/07/2019) jest przeznaczona dla czytelników 15+, to sama mam ochotę na tę książkę. Przeczytajcie opis i koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie. 

  Megan wie, czego chce od życia i zamierza to zdobyć bez względu na to, co powiedzą jej rodzice.
  Eliot dawno już zrezygnował ze wszystkich swoich planów na przyszłość i wtedy pojawia się Megan z propozycją, która zmieni jego życiowe plany na zawsze. Razem wyruszają w podróż, aby uciec z rodzinnego miasta i gonić za marzeniami. Ale życie to przygoda, której nawet Megan nie jest w stanie przewidzieć.
  Powieść o pogoni za marzeniami i chwytaniu dnia, takiego jakim jest.


💠💠💠💠💠💠💠

  To zestawienie nie mogłoby się obyć bez propozycji typowo dla najmłodszych od Egmont Polska.
  "Dobranocka dla Batmana" Marcela Szpaka (tekst oryginału Michael Dahl) to coś dla dzieci, które rozpoczęły już samodzielną naukę czytania. Premiera co prawda jest przewidziana dopiero na 19 września, ale ja już zamówiłam swój egzemplarz w przedsprzedaży.
  Młody będzie zachwycony 😉 Ale póki co - cicho sza, bo to ma być niespodzianka 🙋

  Każdego dnia Batman rusza do akcji. Mieszkańcy miasta zawsze mogą na niego liczyć – pomaga ludziom i dba o porządek. Każdego dnia mały chłopiec rusza na misję. Pomaga bliskim i dba o porządek w pokoju. Jest zupełnie jak Batman!

💠💠💠💠💠💠💠

  Ten wpis to również idealna okazja, aby wspomnieć Wam, że Wydawnictwo WasPos wraz z Adrianą Rak szykuje nowe, poprawione wydanie "Uwikłanych".
  Literacki debiut Adriany swego czasu ukazał się pod patronatem medialnych ksiazkowepodrozeanny, więc sami rozumiecie, że po prostu musiałam o tym wspomnieć. Recenzję "Uwikłanych" znajdziecie tutaj ➡ KLIK.
 Pracę nad ostateczną wersją jeszcze trwają, ale okładka jest już gotowa. Podoba się Wam?



  Wygląda na to, że to wszystko, co dla Was przygotowałam tym razem. Tego typu wpisy na pewno będą regularnie się tutaj pojawiać, bowiem sami musicie przyznać, że ostatnio na polskim rynku wydawniczym naprawdę dużo się dzieje. 
  Wydawnictwa prześcigają się, aby dogodzić swoim czytelnikom. Czuję, że jeszcze wiele wartościowych książek przed nami. Nawet takich, które jeszcze nie powstały 😉

poniedziałek, 15 lipca 2019

"Chłopak, którego nie było" Elżbieta Rodzeń - recenzja przedpremierowa.

  OMG! Co to było?!


  Najpierw zakochałam się w okładce. Potem zaintrygował mnie opis. Na koniec treść wprawiła w prawdziwe osłupienie. Śmiało mogę napisać, że to jedna z najpiękniejszych historii o miłości, jakie czytałam. Jednak nie jest ona dla wszystkich...


  Martyna, główna bohaterka najnowszej powieści Elżbiety Rodzeń, pracuje w nadmorskim pensjonacie swoich rodziców. Harując całymi dniami nie widzi dla siebie żadnej innej, lepszej perspektywy na przyszłość, mimo że jej jedyna przyjaciółka Ada nieustannie namawia ją na zmiany.
  Dziewczyna, kompletnie pozbawiona przez najbliższych poczucia własnej wartości nie ma w sobie jednak dość odwagi, by zawalczyć o siebie. Do dnia, w którym na plaży spotyka... swoją przeszłość.
  Od tej chwili w życiu Martyny wszystko zaczyna się zmieniać. Zanim to jednak w całości nastąpi, dziewczyna będzie musiała pokonać wiele przeciwności i stanąć twarzą w twarz z chłopakiem, którego nigdy nie było. 
 Brzmi absurdalnie? Jeżeli tylko zdecydujecie się na przeczytanie tej książki i trafi ona w Wasze ręce, od razu będziecie wiedzieć, o co chodzi.


  Do tej pory czytałam tylko jedną powieść Elżbiety Rodzeń i byłam nią zachwycona (zdjęcie i link do recenzji powyżej ⬆). Ale to, co autorka zafundowała mi tym razem po prostu zwaliło mnie z nóg!
 Na pierwszy plan wysuwają się bohaterowie. Zarówno Martyna, jak i tajemniczy James, wiele w życiu przeszli, co odcisnęło piętno na ich dorosłym życiu. Spodobało mi się to, że Martyna nie okazała się ani słodką, ani naiwną dziewczynką, która nagle zakochuje się w bajecznie bogatym biznesmenie (James) i świata poza nim nie widzi.
  I tutaj za pewne wielu czytelników pomyśli Phi! Gadasz głupoty. To przecież brzmi jak kolejna na wskroś infantylna historia o Kopciuszku. Muszę jednak wyprowadzić Was z błędu. Tu nic nie jest typowe, ani schematyczne. Jedyne, co łączy ze sobą te motywy, to miłość.
  Miłość... Takie piękne uczucie, które jedno słowo za dużo może przekreślić raz na zawsze. Bo wbrew pozorom o miłości wcale nie jest łatwo pisać. Trzeba stworzyć historię, w której się z niczym nie przesadzi, której się nie przesłodzi, bo kiedy wszystkiego jest za dużo, to można rzygać tęczą.
  Fakt, tu miłości jest sporo, ale autorka tak poprowadziła akcję, że nie jest ona taka nachalna. Bardziej liczy się relacja między postaciami i ich przeszłość (chociaż troszkę brakowało mi bardziej wnikliwej analizy bohaterów drugoplanowych) oraz zmaganie się z własnymi problemami, czy też kwestia podejmowania wreszcie własnych decyzji.
  I na koniec punkt kulminacyjny, czyli wątek.... A, tego już Wam nie zdradzę 😉 Zaznaczę tylko, że w powieści z gatunku fantasy taka sytuacja byłaby normalna. Natomiast w "Chłopaku, którego nie było" autorka stąpa po bardzo cienkim lodzie. Żeby wpleść "to" w powieść obyczajową trzeba mieć naprawdę dużo odwagi. I jeszcze więcej talentu, żeby nie uczynić przez to książki śmiesznej. A Elżbieta Rodzeń stworzyła prawdziwą literacką perełkę.

  Jeżeli, tak jak ja, uwielbiacie powieści obyczajowe, w których miłość gra pierwsze, ale nie jedyne skrzypce, ta propozycja zdecydowanie powinna trafić w Wasze ręce.
  Jeżeli do nich jednak nie należycie, to co prawda wcale Wam nie zabraniam przeczytania tej książki, ale pamiętajcie, że robicie to na własną odpowiedzialność.
  Zdaję sobie sprawę, że jeżeli wolicie czytać pełnokrwiste kryminały, thrillery, czy też horrory, w których trup ściele się gęsto, a krew spływa strużkami ze ścian, powieść tego typu może nie być szczytem Waszych oczekiwań.
  Warto jednak (i to się tyczy wszystkich) mieć otwarty umysł, i dopuścić do siebie niemożliwe. 


  Ja jestem w tej powieści szaleńczo zakochana 💞 I tym oto wyznaniem pozwolę sobie zakończyć tę recenzję. Trzymajcie się cieplutko 😘😘😘 I dajcie koniecznie znać, czy zdecydujecie się na lekturę "Chłopaka, którego nie było" 📚 
  Zapomniałabym dodać, że premiera najnowszej powieści Elżbiety Rodzeń już 31 lipca 📚 
  Recenzja powstała dzięki współpracy z Wydawnictwem Znak (Między słowami) 💞💞💞


"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda

Recenzja patronacka.   W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...