poniedziałek, 13 maja 2019

Testowanie z FABERLIC

 Witajcie, Kochani. 

 Dziś zapraszam na kolejny wpis z testowania kosmetyków, tym razem od firmy FABERLIC. Jednak będzie on (post) troszkę inny niż dotychczas, albowiem będę go przez jakiś czas regularnie edytować. Dlaczego?

 Dzięki uprzejmości pani Hanny (bez nazwisk, bo RODO), mam możliwość przetestowania kilku kosmetyków FABERLIC (firma działa bardzo podobnie do znanego nam dobrze AVON'u, jednak dodatkowo ma w swojej ofercie również chemię gospodarczą).

 Już od jakiegoś czasu miałam internetową styczność z tą marką. Dostawałam mnóstwo zaproszeń do grup fanowskich, do polubienia stron przedstawicielek, nawet do zostania konsultantką tej firmy.
 Ale ja to jestem taki niewierny Tomasz - jak nie zobaczę i nie dotknę, nie uwierzę. I tutaj z tą wiarą miałam największy problem, bo ciężko było uwierzyć mi w to, że kosmetyki z FABERLIC mogą zdziałać cuda, a jeżeli należycie do tego typu fanowskich grup, to zapewne mogliście już zobaczyć efekty stosowania chociażby ich najbardziej promowanego hitu, czyli balsamu tlenowego (o nim też tu przeczytacie).



 I tutaj zmierzamy już do meritum. Kiedy pani Hania ogłosiła nabór chętnych osób do przetestowania kosmetyków oferowanych przez FABERLIC pomyślałam, że nie mam nic do stracenia. Zgłosiłam się i już w czwartek (9.05.2019) otrzymałam paczuszkę z kilkoma próbkami.
 Wiadomo, że przy testowaniu jest tak, że najlepiej spisywać swoje wrażenia na gorąco, dlatego też postanowiłam, że na bieżąco będę się dzieliła z Wami odczuciami i spostrzeżeniami po przetestowaniu konkretnych produktów, a potem regularnie będę wpis uzupełniać.
 Dlatego też jeżeli dotrwaliście do tego miejsca i jesteście ciekawi efektów testów, zachęcam Wam do zaobserwowania mojego Instagramowego profilu www.instagram.com/ksiazkowepodrozeanny, bo właśnie tam pojawi się odpowiednia informacja, kiedy już wszystkie testy zostaną zakończone.

 A teraz przechodzimy już do konkretów, bo się za bardzo rozpisałam 😉

W paczce oprócz katalogu otrzymałam próbki:
- balsamu tlenowego 
- kremu do twarzy BLUR
- szamponu BLACK DETOX 
- maski uzupełniającej keratynę
- antycellulitowego kremu modelującego EXPERT 
oraz 
- maskę do twarzy BOTANICA 


Opinie :

Krem do twarzy BLUR
- natychmiast nadaje skórze gładkość i matowość, wyrównuje koloryt
- maskuje zmarszczki, pory i inne niedoskonałości
- idealny do stworzenia naturalnego makijażu
- nie zatyka porów
- zawiera kompleks tlenowy Novaftem O2
Mój komentarz :
 Jest to pierwszy, w pełni przetestowany przeze mnie produkt od FABERLIC i jestem z niego bardzo zadowolona. Faktycznie od razu moja skóra stała się o wiele gładsza i  bardziej matowa. Może nie do końca krem (który możemy stosować również jako bazę) wyrównał idealnie koloryt, ale i tak efekt był satysfakcjonujący. Co do maskowania porów, zmarszczek i innych niedoskonałości to mam mieszane uczucia, ale ogólne odczucia mam bardzo pozytywne. Krem wchłonął się błyskawicznie. 
 Cenowo wygląda to tak, że za 15 ml kremu musimy zapłacić 45,90 (cena z aktualnego katalogu) - i dużo, i nie. Jakościowo uważam, że jak najbardziej warto go kupić i stosować codziennie, cenowo wiem, że dla niektórych może to być zdecydowanie zbyt drogo, tym bardziej, że tak naprawdę (jeżeli mówimy o makijażu) to dopiero baza. A gdzie podkład? Gdzie korektor? Itd. 
 Ja ze swojej strony napiszę tylko tyle, że jeżeli macie wolną gotówkę i przeznaczycie ją na krem do twarzy BLUR nie będziecie żałować zakupu. 

 Balsam tlenowy 
- Balsam przyspiesza naturalne procesy regeneracyjne. Pierwsza pomoc przy podrażnieniach, zaczerwienieniach i stanach zapalenych. 
- Przy zastosowaniu pod krem lub maskę wzmacnia działanie zawartych w nich składników aktywnych. 
- Potwierdzone badaniami klinicznymi :
* po upływie 30 minut znikają podrażnienia 
* po upływie 30 dni następuje odbudowa bariery ochronnej skóry. 
 Mój komentarz:
 Czy to jest naprawdę taki hit, jak wszyscy go oceniają, to ja nie wiem, ale z pewnością jest to najlepszy produkt jaki stosowałam w walce z bliznami po trądziku na mojej brodzie. 
 Jeżeli poszukacie sobie w internecie opini o tym produkcie zobaczycie, że działa na wszystko - i na wspomniany przeze mnie już trądzik, i na szybsze gojenie i na znikanie siniaków, itd. 
 Jak jest ze wszystkim nie wiem, ale jeżeli chodzi o moje problemy skórne faktycznie już po kilku dniach (pierwszy raz użyłam go w piątek, 10 maja, dziś jest 13) widać dużą różnicę. Przede wszystkim broda nie jest już tak zaczerwieniona, a ciemno brązowe ślady z młodości stały się zdecydowanie bledsze. 
 Przez pierwsze dwa dni stosowałam balsam tlenowy również na moje lekko zaczerwienione policzki i tu różnicy nie widziałam, więc chwilowo skupiłam się tylko i wyłącznie na brodzie. 
 Cenowo : za 50 ml zapłacimy 31,50 i to jest cana adekwatna do efektów, bo chociaż wydaje się, że pojemność jest niewielka, w rzeczywistości produkt jest bardzo wydajny, tym bardziej, że stosujemy go punktowo. Ja moją próbkę stosuję jak już wspomniałam od piątku i myślę, że spokojnie jeszcze mi starczy na 2-3 dni. I już teraz wiem, że na pewno jedną tubkę balsamu sobie zamówię. 

 C. D. N. 

niedziela, 5 maja 2019

Gąbeczki z AliExpress - hit czy kit?

 Laik o gąbeczkach do makijażu 💄


 Kilka słów wyjaśnienia : dlaczego tym razem nie będzie o książkach. 
 Co prawda jeżeli chodzi o zakupy na AliExpress założyłam drugi kanał aliexpresstozlo.blogspot.com , na którym dzieliłam się opiniami o zakupionych produktach, jednak doszłam do wniosku, że prowadzenie dwóch blogów nie ma większego sensu, dlatego od tej pory tematyka tego bloga lekko się zmieni. 
 O książkach oczywiście nadal będę pisać, ale od teraz będą się tu też pojawiać bardziej zróżnicowane wpisy (zakupy z AliExpress + opinie, przepisy, relacje z wypraw itp.). 


 A teraz wracajmy już do tematu. 
 Nastała wiekopomna chwila, w której to wreszcie postanowiłam zaopatrzyć się w gąbeczki do rozprowadzania podkładu, czyli tak zwane beauty blendery. 
 Nie jest żadną tajemnicą, że z makijażem mam tyle samo wspólnego, co z wejściem na Mount Everest, ale raz na jakiś czas jednak sięgam po kosmetyki do makijażu i staram się coś tam na tej mojej twarzy zmalować... Z jakim skutkiem to już zostawię bez komentarza 😉 Dlatego też efektów mojej pracy dziś nie zobaczycie, wybaczcie 😉

 Obejrzałam na YouTube'ie masę filmików makijażowych z wykorzystaniem gąbeczek i tych właśnie z AliExpress, jak i z naszych polskich drogerii. Wiedziałam zatem na co trzeba zwrócić szczególną uwagę już podczas samego wybierania gąbeczki, jak nakładać nią podkład, żeby uzyskać najlepszy efekt, lub jak tego absolutnie nie robić. Zresztą, filmików na ten temat jest w sieci tysiące, więc naprawdę można się trochę podszkolić 😉
 Jakie są moje wrażenia i odczucia? O tym poniżej.

               Aukcja sprzedawcy 
http://s.click.aliexpress.com/e/bHyU4meG

 Zaczniemy od wyboru. Nie będę ukrywać, że przy wyborze gąbeczek kierowałam się przede wszystkim ceną, a raczej ich niska cena skłoniła mnie do ich zakupu.
 Gąbeczki kosztowały po ok. 3 PLN/szt. , a że dodatkowo miałam do wykorzystania kupon w sklepie, za dwie sztuki zapłaciłam 39 groszy 😱😱😱

 Już po otrzymaniu przesyłki, pierwszym krokiem jaki wykonałam było namoczenie gąbeczek i sprawdzenie, o ile powiększą swoją objętość - im więcej, tym lepiej. Pod tym względem wydaję mi się, że jest ok, bo obydwie gąbeczki po prostu rosły w oczach.
 Drugim krokiem było skontrolowanie miękkości. Po otworzeniu paczuszki byłam lekko przerażona, bo obydwie gąbeczki okazały się bardzo twarde, obawiałam się zatem, że będą do wyrzucenia. 
 Po namoczeniu okazało się jednak, że ta w kształcie łezki, czy kropelki, zrobiła się bardzo mięciutka i przyjemna w dotyku (hit), natomiast ta o nieregularnym kształcie niestety pozostała strasznie twarda (kit) i z użytkowania tej postanowiłam chwilowo zrezygnować.

Gąbeczka podwaja swoją objętość, 
ale jest twarda jak kamień. 

 A jak gąbeczka (ta w kształcie kropelki) sprawdzała się już podczas nakładania makijażu? 
 Teraz podpadne pewnie wszystkim makijażystkom, ale do tej pory nakładałam podkład palcami 🙈🙉🙊 I myślałam, że jest ok. Dopiero po tym, jak rozprowadziłam podkład beauty blenderem zauważyłam ogromną różnicę. 
 Oczywiście, żeby tę różnicę zobaczyć i porównać na połowę twarzy nałożyłam podkład tak jak zawsze, na drugą zaś gąbeczką. I od razu zauważyłam różnicę.
 Przede wszystkim po stronie gąbeczki podkład wyglądał naturalniej, był lepiej rozprowadzony i wyglądał po prostu lżej. 
 Natomiast po drugiej stronie zauważyłam smugi (nie mam pojęcia dlaczego nie dostrzegałam tego wcześniej), podkład był jakby ciemniejszy i wyglądał ciężko. I przede wszystkim wyglądał strasznie sztucznie (to chyba był efekt maski). 
 I ja się pytam : czemu tak późno zdecydowałam się na zakup gąbeczki? 


Gąbeczki przed namoczeniem. 
Gąbeczki po namoczeniu. 
Chyba widać różnicę 😉

 Jeżeli chodzi o tajniki makijażu, długa jeszcze droga przede mną, a i tak nigdy nie dojdę do perfekcji, ale myślę, że od czasu do czasu coś tam na sobie potestuję ; następny krok? - makijaż oka. Oj, tu dopiero będzie się działo 😂 A może kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym odważę się pokazać efekty mojej pracy, kto wie 😉

 Trzymajcie się cieplutko,
 Ania 😘

 Zapomniałabym! Jeżeli używacie beauty blender'ów napiszcie mi proszę w komentarzach, które Waszym zdaniem są najbardziej godne uwagi, bo zdaję sobie sprawę, że chociaż ze swojego jestem na obecnym etapie zadowolona, to są na polskim rynku na pewno dostępne gąbeczki dużo lepsze jakościowo. Będę zatem Wam wdzięczna za info, którą uważacie za najlepszą i gdzie mogę taką dostać 💟

 Produkty na zdjęciach :
* podkład z serii LUXE od AVON, odcień porcelain www.avon.pl
* błyszczyk Lip Oil z linii AVON TRUE, odcień shimmering petal (dla porównania wielkości gąbeczek przed i po namoczeniu) - swoją drogą szczerze polecam Wam ten błyszczyk 😉 Według mnie jest świetny 💟
* oraz oczywiście omawiane gąbeczki 😉

piątek, 3 maja 2019

"Więcej niż pocałunek" Helen Hoang

 Mini recenzja trzech pierwszych rozdziałów. Czy to w ogóle możliwe? 


 Wydawnictwo MUZA SA prowadzi bardzo nietypową, ale zarazem fajną akcję, w której wysyła zarówno blogerom, jak i czytelnikom trzy pierwsze rozdziały powieści "Więcej niż pocałunek" Helen Hoang (premiera czerwiec 2019) i prosi o wyrażenie opinii odnośnie otrzymanego fragmentu. 
 Poszukałam trochę w internecie i znalazłam kilka recenzji, w których ich autorki zachwycały się przeczytanym fragmentem. Nie będę tutaj nikogo cytować, w każdym razie z ich słów wynikało, że to coś naprawdę WOW, po czym ciężko się pozbierać. 
 Dlatego też bardzo się ucieszyłam, kiedy również i ja dostałam od wydawnictwa propozycję przeczytania owego fragmentu. Ale i też okropnie się bałam, że po skończonej lekturze będę zrozpaczona, że to już koniec, że chcę więcej, że jak ja teraz wytrzymam do dnia premiery. 
 Otóż, jestem już po lekturze i... mam wrażenie, że chyba dostałam inne rozdziały niż pozostałe czytelniczki 😱 Albo po prostu jestem jakaś dziwna i w ogóle mnie to nie ruszyło. I tu pojawia się zasadnicze pytanie : czy można ocenić książkę po przeczytaniu trzech pierwszych rozdziałów?



 Otóż ABSOLUTNIE NIE. I będę tutaj bronić swojego zdania niczym lew, czy raczej lwica. Owszem, fragment bardzo mnie zaciekawił, ale tak naprawdę był dopiero wstępem do całości. Całości, na którą musimy czekać do dnia premiery, czyli 5 czerwca.
 Nie chcę za bardzo się rozpisywać, bo w planach miałam mini recenzję, ale jest kilka spraw, o których chciałam Wam wspomnieć. Postaram się to zrobić zwięźle i zrozumiale. 
 Po pierwsze za słabo poznałam bohaterkę w tych dwóch rozdziałach, żeby ją polubić. Tak, celowo napisałam w dwóch, a nie w trzech, bo jeden w całości jest poświęcony pewnemu mężczyźnie, który odegra w życiu Stelli, czyli głównej bohaterki, bardzo ważną rolę (zresztą Michaela też za dobrze nie poznałam). 
 Nie poczułam z nią żadnej więzi i też jakoś bardzo jej nie współczułam. Wróć! Współczuć to złe słowo. Może adekwatniejsze będzie tu określenie, że nie zdążyłam wczuć się w jej sytuację. Stella, i to nie jest żadna tajemnica, zmaga się z chorobą Aspergera. Fajne jest to, że poznajemy ją w momencie, kiedy całkiem nieźle radzi już sobie w społeczeństwie, i to jest super, bo autorka pokazuje, że choroba wcale nie musi być w życiu przeszkodą nie do pokonania. Ale bardzo po macoszemu została przedstawiona jest droga w zmaganiach się ze swoimi ograniczeniami.
 Bardzo powierzchownie została też przedstawiona jej relacja z rodzicami, znajomymi, współpracownikami. W ogóle mało się z tego fragmentu dowiadujemy. Za to jest dużo seksu, bez... seksu. Ale żem to napisała, ale taka jest prawda. I nie chciałabym, żeby taki "model" utrzymywał się przez całą powieść. 
 Poza tym początek zdradza tak naprawdę zakończenie, albopprzynajmniej pozwala nam się go domyślać, chociaż mam nadzieję, i to wcale nie cichą, że autorka jednak mnie czymś zaskoczy. Myślę jednak, że powieść skupi się bardziej na relacjach bohaterów. Domysły, domysły, domysły. 
 I tutaj wszystko sprowadza się do meritum - trzy rozdziały to zdecydowanie za mało by cokolwiek ocenić, bo podejrzewam, że wszystko to, co o Stelli i jej otoczeniu chciałabym wiedzieć, będzie przez autorkę opowiedziane, tyle tylko, że później.



 Na koniec już napiszę Wam tylko, że u mnie nie było żadnego o, Boże! Jak ja teraz wytrzymam do czerwca?! Chociaż nie ukrywam, że historia Stelli mnie zaintrygowała i gdybym miała w rękach całą książkę, istnieje prawdopodobieństwo, że przeczytałabym ją za jednym podejściem, może dwoma. 

 Nie napiszę Wam, czy ta powieść jest dobra, czy nie, bo najzwyczajniej w świecie tego nie wiem. Myślę jednak, że warto mieć ten tytuł na oku 😉

 Trzymajcie się cieplutko, Ania 😘

środa, 1 maja 2019

Tort Ptasie Mleczko

Oczekiwania kontra rzeczywistość 


 Dziś wyjątkowo przychodzę do Was z przepisem na mega prosty, szybki i tani tort ptasie mleczko. Przepis na niego znalazłam na jednym z kanałów na YouTube (link znajdziecie poniżej) i powiedziałam sobie dasz radę to zrobić i zrobiłam. Pytanie tylko, czy oczekiwania dorównały rzeczywistości? 


 Lista zakupów: 
- 8 jajek 
- 125 g cukru 
- 300 g cukru pudru 
- 125 g mąki 
- 50 g kakao 
- łyżeczka proszku do pieczenia 
- 100 g masła 
- 100 g gorzkiej czekolady 
+ opcjonalnie 50 g mlecznej czekolady 
- 10 g żelatyny 

 Sposób przygotowania :
 Ciasto : Trzy całe jajka ubijamy ze 125 g cukru na puszystą masę. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia oraz kakao i delikatnie mieszamy. Kiedy masa będzie już ładnie połączona dodajemy 30 g roztopionego masła i wszystko razem łączymy. Wylewamy do tortownicy (ja zrobiłam w blaszce) i pieczemy 20 minut w 180 stopniach. Po upieczeniu zostawiamy do ostudzenia. 
 Pianka : 5 białek ubijamy na sztywną masę z 300 g cukru pudru. Dodajemy rozpuszczoną żelatynę w 100 ml wody. Masę wylewamy na lekko nasączone ciasto i wstawiamy do lodówki. 
 Polewa : 70 g masła rozpuszczamy ze 100 g gorzkiej czekolady (ja dodałam jeszcze 50 g mlecznej). Ostudzoną polewą polewamy ciasto i odstawiamy, najlepiej na całą noc, do lodówki. 


 Podsumowanie : Tort na filmiku wyglądał dosyć efektownie, mój już niekoniecznie 😉 Aczkolwiek wyszedł smaczny, bo nawet nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia w całości 😉 Moim zdaniem nie jest to coś, czym zachwycicie gości, powiedzmy na przyjęciu, ale do niedzielnej kawy nada się idealnie. Biszkopt jest idealnie słodki, pianka delikatna, a polewa chrupiąca, jak w tradycyjnym ptasim mleczku. Jego zaletą jest jeszcze fakt, że robi się go szybko, a koszt całości nie jest zbyt wysoki. Wiadomo, że kuchnia nie lubi rutyny i warto od czasu do czasu zrobić coś nowego, nawet jeżeli nie wyjdzie nam to tak, jak kulinarnym youtuberom 😉

 Smacznego!



 Link do filmiku ⬇
https://youtu.be/stZIn3Fi8aM

sobota, 27 kwietnia 2019

O czym marzy współczesny siedmiolatek.

 Tekst opracowany na podstawie obserwacji pewnego łobuza 😉 


 Czy zdarzyło Ci się zrobić coś, co jest źle postrzegane przez ogół społeczeństwa, a co przyniosło nieopisaną wręcz przyjemność bliskiej Twemu sercu osobie?

 Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku, kim chciałaś/chciałeś zostać, kiedy byłaś/byłeś dzieckiem? Może piosenkarką? Może pisarką? Policjantem? Żołnierzem? Pilotem? A może strażakiem?
 Ja jako kilkuletnia dziewczynka pragnęłam zostać dziennikarką. Potem były kolejne pomysły; jedne całkiem przyzwoite, inne już dość hardcore'owe, jak np. fakt, że chciałam zostać agentem FBI 😂😂😂

 A o czym marzą współczesne dzieciaki?
 Pewien łobuziak oglądający właśnie przed snem Toma i Jerry'ego (edit: w chwili publikacji fan kota i myszy już sobie smacznie śpi), każdego tygodnia ma nowy pomysł na siebie. Chyba jak każdy chłopiec (zarówno teraz jak i dwadzieścia lat temu), raz chce być piratem i zwiedzać najdalsze zakątki świata z Australią na czele, bo tam są prawdziwe kangury, a raz chce być kosmonautą, by na własne oczy przekonać się, jak to jest z tymi kosmitami. Czy one gdzieś tam są, czy nie?
 Jednak współczesne dzieci (wybaczcie, że tak generalizuję) biorą coraz częściej pod uwagę jeszcze jeden zawód. Współczesne dzieci marzą, by zostać youtuberami 👍 Zbierać łapencje (nie wiem, czy to dobrze napisałam, ale tak mówią) i tajemnicze suby 😂 A marzenia są po to, aby je spełniać, prawda?

 Tak, oficjalnie przyznaję się do tego, iż założyłam młodemu kanał na YouTube'ie i zanim mnie teraz skreślisz, doczytaj do końca ten tekst, proszę 😉

 Ile Twoich dziecięcych marzeń nigdy nie doczekało spełnienia? Ilu podróży nie odbyłaś/odbyłeś chociażby do sąsiedniego miasta, bo rodzice mieli ważniejsze wydatki? Może musieli kupić akurat nową lodówkę? Albo nowe buty, bo stare gubiły już podeszwę? Ilu maskotek nie dostałaś/ dostałeś, bo codziennie i tak już spało z Tobą stado misiów, kotków i innych piesków, a przecież do pierwszego było jeszcze daleko, a mama stale powtarzała, że pieniądze się same w portfelu nie mnożą i trzeba na nie ciężko zapracować?
 A pamiętasz te chwilę, Czytelniczko, kiedy wreszcie dostałaś tę wymarzoną lalkę w przepięknej balowej sukni? A Ty, Czytelniku, pamiętasz ten wypasiony resorak, który pokonywał najtrudniejsze zakręty? Uśmiech nie schodził Wam z twarzy nawet podczas snu, prawda?

 Liczę się z tym, że teraz posypie się zapewne na mą (nie)piękną głowę mase piorunów, że co ze mnie za matka, skoro pozwalam dziecku wgapiać się w ekran telefonu i grać.
 Spoko, przywykłam już do tego, że maksymalnie co drugi dzień zdobywam tytuł najgorszej matki roku (brawo ja!), bo a to proszę młodego o pomoc w nastawieniu prania, a to sugeruję mu, że wypadałoby posprzątać wreszcie zabawki, bo przejście przez mieszkanie zaczyna przypominać tor przeszkód. Najgorzej jest jednak, kiedy nie domyślę się, że przecież na obiad trzeci dzień z rzędu miała być pomidorówka z ryżem, a ja niedobra zrobiłam spaghetti. Ech, bycie rodzicem bywa trudne.

 A każdy rodzic doskonale wie, że tak samo jak dziecko szybko zaczyna się czymś interesować, tak samo szybko zaczyna mu się to nudzić. Podejrzewam, że tak samo będzie u nas z graniem. Aczkolwiek nie do tego zmierzam.

 Gdy człowiek słyszy codziennie sto razy pytanie, co to jest Minecraft, bo wszyscy o tym rozmawiają w szkole, a człowiek przecież czarna masa nie wie o tym kompletnie nic, z pomocą przychodzi niezawodny wujek Google i YouTube. A dziecko się przygląda i też chce spróbować. Chociaż zbudować domek, chociaż zagrodę dla zwierząt.
 I najlepsza mama na świecie wreszcie się zgadza, bo kocha swoje dziecko najmocniej na świecie i nie chce mu ciągle wszystkiego zabraniać. Ale ta dobra mama szybko przeistacza się z powrotem w najgorszą matkę na świecie, bo umówiony czas tak szybko minął. I telefon trzeba odłączyć. I dziecko jest złe na swoją rodzicielkę, która z kolei wie, że tylko tak utrzyma nad wszystkim kontrolę.

 Kiedy usłyszałam kilka dni temu, że największym marzeniem mojego syna jest nagranie filmiku i wrzucenie go na YT, najpierw pomyślałam, że oto nastał najprawdziwszy koniec świata! Później uświadomiłam sobie jednak, że chociaż tego nie popieram (przynajmniej nie teraz, kiedy mam jeszcze cokolwiek do powiedzenia), w gruncie rzeczy to jego konkretne marzenie może się spełnić.
 Nie jestem bowiem w stanie wykupić młodemu lotu na księżyc, mimo że są już tam ślady stóp człowieka. Nie mogę zapisać syna na prawo jazdy, chociaż tak bardzo chce on już prowadzić samochód wyścigowy. Nie mogę puścić go w podróż dookoła świata z psem u boku, chociaż doskonale wiem, że on już potrafi sam zrobić sobie kanapkę, więc z głodu by nie umarł. Ale kanał mogę założyć.

 Już dawno nie widziałam na twarzy mojego jedynka takiej ekscytacji. To coś niesamowitego, że coś tak małego, może młodemu człowiekowi sprawić tak wiele radości. A że to zakazane? Zakazy są po to, żeby je łamać, prawda?
 Bo czasami to, co z pozoru jest złe, przynosi dobry skutek. Zwłaszcza, jeżeli po trzech próbach nagrania jednego filmiku dochodzi się do wniosku, że to "niesamowicie ciężka praca i chyba będzie trzeba pomyśleć o jakiejś innej ścieżce życiowej, chociaż zdecydowanie wygodniej jest chodzić po asfalcie, albo chodniku" 😂

 Może i zrobiłam coś złego (chociaż patrząc na młodego ta fascynacja i tak szybko się skończy), ale widok radości niemalże w błyszczących ze wzruszenia oczach mojego syna był jednym z najpiękniejszych widoków, jakie dane było mi ujrzeć w życiu. A młody już wie, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, i marzenia można spełniać. Może nie zawsze w takiej formie, w jakiej pragniemy, ale jednak.

 A teraz już uciekam, bo przed nami kolejne marzenia do spełnienia i trzeba się do nich przygotować. Najbliższe? Spotkanie twarzą w twarz z dinozaurami. A to już jutro (28.04.2019) Myślicie, że to abstrakcja? Jeżeli do końca maja zajrzyjcie do centrum Warszawy przekonacie się, że prehistoryczne gady już tam na Was czekają 😱😱😱

 Trzymajcie się cieplutko i pamiętajcie - marzenia same się nie spełnią 🍀


wtorek, 23 kwietnia 2019

ZAPOWIEDZI KSIĄŻKOWE 2019 - CZĘŚĆ 2

 Przed Wami kolejna (krótka, żeby nie zanudzić Was na śmierć 😉) porcja zapowiedzi książkowych 📚📚📚


 Remigiusz Mróz
 "Listy zza grobu" 
15.05.2019
FILIA Mroczna Strona 
Okładka:
 Mój komentarz: Wiem, że Mróz jest autorem, którego jedni kochają, a drudzy nienawidzą. Ja należę do trzeciej grupy osób : czytelników, którzy styczności z jego twórczością jeszcze nie mieli. Czas to wreszcie zmienić i zdecydować, do której z dwóch pierwszych grup dołączę 😉
Opis: Największe tajemnice drzemią w małych miasteczkach.
Dwadzieścia lat po śmierci ojca Kaja Burzyńska wciąż otrzymuje od niego wiadomości. Zadbał o to, przygotowując je zawczasu i zlecając coroczną wysyłkę tego samego, pozornie przypadkowego dnia. Po czasie Kaja traktuje to już jedynie jako zwyczajną tradycję – aż do momentu, gdy w listach zaczyna dostrzegać drugie dno…
Tymczasem do miasteczka po dwudziestu dwóch latach wraca Seweryn Zaorski. Patomorfolog i samotny ojciec dwójki dzieci kupuje zrujnowany dom rodzinny Kai i rozpoczyna remont. W zniszczonym garażu odnajduje zamurowaną skrytkę z materiałami, które rzucają nowe światło na sprawę sprzed dwóch dekad…


Krystyna Mirek 
"Na strunach światła. 
Willa pod Kasztanem"
05.06.2019
Edipress 
Okładka:
Opis: Wiosna w willi pod kasztanem jest szczególnie piękna. Majowy ogród rozkwita, a wraz z nim miłość i związki. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie stare krzywdy, niewyjaśnione tajemnice i zadawnione urazy. W pełną ciepła atmosferę pachnącej ciastem drożdżowym kuchni babci Kaliny wkracza niespodziewany gość, nazywana Królową Śniegu, matka Antka. Nie ma ona żadnych skrupułów w walce o swoje racje. Mocno zetrą się dwie skonfliktowane kobiety: żona i kochanka. Która z nich wygra?
 Tymczasem obok rozwija się zakazana miłość, a dobra przyjaźń nie chce przerodzić się w związek. Skomplikowane relacje uczuciowe staną się dla bohaterów nie lada wyzwaniem.
Czy w  przytulnej kuchni babci Kaliny uda się znów zaprowadzić ład w sercach wszystkich bliskich jej osób? Jak sobie poradzi z trudnymi zadaniami? Jak potoczą się dalsze losy ulubionych bohaterów serii "Willa pod kasztanem"?


Katarzyna Kalicińska
 Małgorzata Kalicińska
 "A miało być tak pięknie!" 
15.05.2019
Burda Media Rodzina 
Okładka:
Opis: Życie trzeba umieć doprawić, a  Mika jest w tym mistrzynią!
Pełna energii i optymizmu opowieść o odwadze i przeciwnościach losu, które niespodziewanie otwierają drogę do szczęścia i spełnienia!
Dominika, dla przyjaciół Mika, wszystko, co robi, robi na 100%. Kocha na zabój, żyje na pełnych obrotach, wszelkie życiowe dramaty też przeżywa tak, jakby świat miał się właśnie zawalić. Młoda, przebojowa, pełna ideałów, szuka kolorów w szarej rzeczywistości początku lat 90.
Wychodzi za mąż za młodu i zostaje matką. Z marzeń wyrywa ją proza życia. Wielka miłość się kończy. A kiedy świat Miki rozpada się na kawałki, z pomocą przychodzą rodzina i przyjaciele. Dziewczyna bierze się w garść, kontynuuje wymarzone studia i rozpoczyna pracę w telewizji. Świat srebrnego ekranu wciąga ją na dobre i na złe.
Ale kiedy w życiu Miki robi się spokojniej, jej wewnętrzna wariatka zaciera ręce. Następne zmiany przychodzą wraz z pojawieniem się na horyzoncie nowej miłości. Mika widzi, że droga na prostą wiedzie krętymi ścieżkami. Poza tym czym byłoby życie bez lekkiego szaleństwa i odrobiny prowokacji, czym byłby sukces bez marzeń i ciężkiej pracy?
W tle modny, nonszalancki i pociągający świat gwiazd lat 90. Mika odkrywa kulisy telewizji czasu wielkich przemian i galopującego kapitalizmu. Zagląda na korytarze i do pokojów ówczesnej TVP.

 Dwie Kalicińskie to dobrany duet.
Katarzyna Kalicińska, producentka seriali i programów telewizyjnych, autorka sukcesu serialu "Dom nad rozlewiskiem". Jak mało kto zna świat telewizji i polskiego show-biznesu. Opisała go wnikliwie i z humorem, inspirując się własnym zawodowo-towarzyskim doświadczeniem.
 Małgorzata Kalicińska, autorka bestsellerowych powieści: serii "Rozlewisko", "Zwyczajny facet", "Trzymaj się, Mańka!", "Marianna na walizkach". Ciocia Katarzyny.
 Razem stworzyły inspirującą i podnoszącą na duchu powieść, w której udowadniają, że nigdy nie wolno się poddawać, ale czasami warto zwolnić, by nabrać dystansu i nie zwariować. Opowiadają o trudnych życiowych sytuacjach i kobiecych rozterkach: jak pogodzić role żony i matki z marzeniami o zawodowym sukcesie, jak być dobrą siostrą i przyjaciółką, jak na nowo rozpalić żar w długoletnim związku. A że podobno to życie pisze najciekawsze historie, czasami wystarczy tylko obejrzeć się za siebie…


Agnieszka Lis 
"Pocztówki" 
05.06.2019
Czwarta Strona 
Okładka:
Opis: PIERWSZA SERIA AGNIESZKI LIS!
Wakacje na Wyspach Kanaryjskich w styczniu, kiedy w Polsce jest szaro i zimno, wydają się strzałem w dziesiątkę. Słoneczne plaże, piękne widoki, hotel all inclusive. Żyć, nie umierać!
A jednak i w słonecznym raju nie zawsze może być idealnie. Trudno powstrzymać się od złośliwych komentarzy, widząc turystkę w zbyt skąpym stroju czy małżeństwo objadające się w hotelowej restauracji. Gdy okazuje się, że przewodnik testuje nową trasę, w której nie ma ani widoków ani wygód, maski opadają – do głosu dochodzą najgłębiej skrywane sekrety i ukrywane latami kłamstwa. Bohaterowie będą zmuszeni spojrzeć w głąb siebie i odkryć swoje prawdziwe ja.
Agnieszka Lis w swojej nowej powieści kreśli wyraziste portrety psychologiczne. Pokazuje jakie emocje rodzą się w nas, gdy wymarzone wakacje zamieniają się w nieporozumienie. Czy ten urlop na zawsze zmieni życie bohaterów?


Agata Przybyłek 
"Miłość i inne nieszczęścia" 
15.05.2019
Czwarta Strona 
Okładka:
Opis: Bestsellerowa seria komediowa Agaty Przybyłek to zwariowane i pełne humoru powieści, w których roi się od rodzinnych nieporozumień. Cztery siostry, różne niczym cztery żywioły oraz wtrącająca się w ich życie mamusia – przekonajcie się same, do czego te kobiety są zdolne!
Małgosia jest szczęśliwą żoną, matką i właścicielką plantacji lawendy. Jej mąż, Wojtek, niespodziewanie ulega wypadkowi i trafia do szpitala. Małgosia musi zająć się jego warsztatem samochodowym, lecz nie ma o tym bladego pojęcia. W dodatku przypadkiem odkrywa pewien mroczny sekret…
Wiadomość o wypadku Wojtka cieszy mamę Małgosi, która nigdy nie przepadała za zięciem. Postanawia wykorzystać jego nieobecność w domu i przedstawia córce pewnego bardzo przystojnego młodego policjanta… Wymyśla zwariowany plan, ale czy uda jej się go zrealizować? Po co w ogóle swatać mężatkę? I czy można zmusić kogoś do miłości?


A na jakie książki czekacie Wy? 
Koniecznie dajcie znać w komentarzach 🌷🌷🌷












wtorek, 2 kwietnia 2019

2 KWIETNIA - MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KSIĄŻKI DLA DZIECI 📚📚📚

 Dziś (2.04) obchodzimy międzynarodowy dzień książki dla dzieci 📚 Z tej okazji przygotowałam krótki filmik, na którym prezentuję kilka książkowych propozycji dla najmłodszych, które są w najczęstszym użyciu w naszym domu 👦👧

 Zapraszam serdecznie do oglądania
  ➡ https://youtu.be/qZ1UhLBUXwU ⬅

W filmie wystąpili :
1. "Mały Feniks" Pauli Harrison. Wydawnictwo Zielona Sowa.
2. "Królik Franek i bójka w przedszkolu" Marty Krzemińskiej. Wydawnictwo Wilga.
3. "Ninjago. Mistrzowie żywiołów" od wydawnictwa AMEET.
4. "Awantura w bajkach" Agnieszki Olejnik. Wydawnictwo ADAMADA.
5. "Wiersze. Część 1" Jana Brzechwy od DeAgostini.
6. "Reksio. Księga wiedzy" od Papilonu.

 A Wy? Jakie książki polecilibyście najmłodszym?


"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda

Recenzja patronacka.   W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...