czwartek, 18 stycznia 2018

"Cztery płatki śniegu" Joanna Szarańska

 Święta, święta i po świętach. Na szczęście czytać można cały rok 😉



 Na początku wypada zastanowić się, czym  w zasadzie są te trzy świąteczne dni.
 Oprócz wymiaru religijnego i radowania się z narodzin Chrystusa, jest to czas, w którym reguły przy jednym stole spotyka się rodzina. Jest to czas pełen przygotowań, śpiewu, śmiechu dzieci, hałasu i chaosu. Zwłaszcza tego przedświątecznego.
 Przekonali się o tym mieszkańcy kamienicy przy ulicy Weissa. Oj, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Czy to oznacza, że w tym roku Świąt nie będzie?!


 Zapraszam. Rozgośćcie się, a ja przedstawię Wam w skrócie naszych bohaterów.
 Poznajcie Zuzannę, która podejrzewa męża o romans. Mąż (Kajetan) z kolei zauważa niepokojące znaki świadczące o tym, że jego żona spędza czas nie tylko w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Czy to oznacza, że ich małżeństwo wisi na włosku? I jeszcze te przeklęte owady!
 Stasia natomiast nie cierpi swojego imienia. Nie potrafi odnaleźć się w nowej szkole, nie ma przyjaciół. Zapracowana mama dziewczynki nie dostrzega problemu. Czy wkroczenie do akcji nowego wychowawcy sprawi, że Marzena otworzy oczy i zobaczy cierpienie małej?
 Anna nie ma lekkiego życia z mężem, który potrafi przymierzyć pół miasta w poszukiwaniu mąki tańszej o 20gr od tej dostępnej w najbliższym sklepie.
 Monika stara się być najlepszą mamą na świecie, zapominając o tym, że to jej serce najlepiej wie, co jest dobre dla jej synka. Na domiar złego w ich domu zamieszkuje "potworna" teściowa wraz ze swoimi złotymi radami. Będzie gorąco.
 A nad wszystkimi czuwa samozwańcza dozorczyni, która za wszelką cenę chce nakłonić mieszkańców do wspólnego kolędowania.
 Mieszanka wybuchowa!


 "Cztery płatki śniegu" to najlepsza świąteczna powieść, jaką przeczytałam do tej pory. I to nie dzięki opisom pięknych choinek, zapachu makowców, czy smaku barszczu z uszkami, a dlatego, że autorka, Joanna Szarańska, postanowiła nie upiększać tego, co nas otacza.  Pokazała świąteczną atmosferę taką, jaka jest w rzeczywistości - pełną nerwów, oczekiwań, czasami potwornych kłótni. Łez i samotności.
Bo pod tą piękną otoczką z kolorowych bombek, lśniących lampek i dźwięków najpiękniejszych kolęd często chowa się cierpienie. Cierpienie skrzętnie ukrywane pod białą i niewinną warstwą śniegu. A w tym roku spadło go wyjątkowo mało.  Czy to oznacza, że na pozór obcy sobie ludzie zrzucą wreszcie maski i pokażą sobie swoje prawdziwe twarze?

 BOMBA! Tak w skrócie mogłabym podsumować tę historię. I tak właśnie czynię. Po lekkim i wyjątkowo zabawnym początku nie spodziewałam się tak wzruszającego i poruszającego zakończenia. Brawo! Ogromne zaskoczenie.
 Czy muszę dodawać, że tę książkę pochłonęłam jednym tchem?

/Ania.

"Cztery płatki śniegu"
Joanna Szarańska 
Wydawnictwo Czwarta Strona 

sobota, 13 stycznia 2018

"Potworna Michasia" Marlena Rytel

Chcę! Chcę! Chcę! I już!  


 Dziś przychodzę do Was z propozycją dla przedszkolaków i troszkę starszych dzieci, dzięki której poznacie Michasię. A ściślej rzecz ujmując "Potworną Michasię".

"Michasia miała siedem lat, blond włoski i duże, niebieskie oczka. Wyglądała niewinnie, niczym aniołek. Nie miała ani siostry, ani brata. Była jedynaczką. Rozpieszczoną jedynaczką. (...) Co prawda wkrótce miało się to zmienić, ale na razie była i liczyła się tylko Ona."

 Lubię recenzować książki dla dzieci, bo w swoich opiniach mogę sobie pozwolić na więcej swobody. Nie muszę bać się, że nieopatrznie zdradzę zbyt wiele szczegółów, bo rodzice lubią wiedzieć, co zakupują dla swoich dzieci. Jakie przesłanie niesie dana książka. Czy pomoże poradzić sobie z danym problemem, a może po prostu przyniesie kilka chwil śmiechu.


 Tak jak przeczytaliście wcześniej, Michasia ma siedem lat i dostaje od życia (czyt. od rodziców i dziadków) wszystko, czego tylko zapragnie. Tym oto sposobem jest utrapieniem nauczycieli, a w jej pokoju zamieszkuje z nią... kotek. Urocze stworzenie, które powinno być kochane, głaskane i uwielbiane. Michasia może i kocha kotka, ale na swój sposób. Nie rozumie, że jej zwierzak czuje i rozumie, tak samo jak ona. Nie rozumie, że kotkiem trzeba się zajmować, a nie traktować jak zabawkę. Nie jest jeszcze w stanie pojąć, że zwierzę nie jest odpowiednim obiektem na wyładowanie swojej złości i frustracji.
 Czy sytuacja zmieni się w momencie, w którym Michasia dowie się, że będzie miała rodzeństwo? A może punktem zwrotnym będzie chwila, w której zamieni się miejscami z kotem? Kiedy to ona zostanie przywiązana do kaloryfera? Kiedy to jej, tym razem potworny kot, postanowi przywiązać puszki do ogona, nie dać jeść, ani pić?


"Potworna Michasia" autorstwa Marleny Rytel to dobra propozycja dla każdego dziecka. Doskonale zdaję sobie sprawę, że czasami mimo wielu godzin tłumaczenia dzieciom czegokolwiek (nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie dobrego traktowania zwierząt), dziecko i tak nie postępuje właściwe.
 Ta krótka historia pomoże najmłodszym zrozumieć, że w życiu liczy się coś jeszcze oprócz nich. Że trzeba dostrzegać to, co dzieje się wokoło. Że posiadanie zwierzaka wymaga odpowiedzialności, a pojawienie się na świecie brata czy siostry to nie koniec świata, lecz początek czegoś wspaniałego.

 Polecam zakup tej książeczki nie tylko rodzicom, którzy posiadają w swoich domach zwierzęta. Dzieci spotykają się na każdym kroku z tymi słodkimi stworzeniami. Któż z nas nie spotkał na swej drodze kota sąsiadów, bezdomnego, przestraszonego psa, który potrzebuje pomocy. Czy zawsze w takich sytuacjach zachowywaliśmy się w porządku wobec tych stworzeń?
 Ta opowieść sprawi, że nasze dzieci będą rozumiały co wolno, a czego nie w stosunku do zwierząt. Ona sprawi, że rodzice zrozumieją, że dzieci potrzebują jasno określonych zasad i postawionych granic. Ta historia pokaże, że liczy się coś więcej, niż czubek własnego nowa. Także naszego.

/Ania.

"Potworna Michasia"
Marlena Rytel 
Wydawnictwo Psychoskok 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 


piątek, 12 stycznia 2018

3 x Z...

... czyli trzy zapowiedzi, na które warto zwrócić uwagę w najbliższym czasie. 



Beata Majewska 
"Baśnik"
Wydawnictwo Książnica 
Premiera: 31.01.2018
Opis: 
 Nigdy nie jest za późno, by szukać szczęścia.
 Trzydziestokilkuletnia Barbara mocno przeżywa niedawny rozwód. Nie poddaje się jednak i próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Za namową
przyjaciółki postanawia zająć się zarządzaniem klubu fitness, który pozostawił jej były mąż. Wprowadza twórcze zmiany i zatrudnia nowych pracowników. Jednym z nich jest Marcin – młody fizjoterapeuta i instruktor, który zakochuje się w swej szefowej. Basia wciąż nie potrafi zapomnieć o nieudanym małżeństwie i obawia się związku z młodszym mężczyzną. Czy zdoła odbudować swoje poczucie wartości i otworzy się na nową miłość?

Michael Grumley 
"Przełom"
Wydawnictwo NieZwykłe 
Premiera: 7.02.2018
Opis:
 W głębinach Morza Karaibskiego, atomowy okręt podwodny w tajemniczych okolicznościach zostaje nagle zmuszony do przerwania swojej misji. Na jaw zaczynają wychodzić niezwykłe fakty, a ich tropem śledczy, John Clay, dociera do niewielkiej grupy biologów morskich, która niepostrzeżenie znalazła się o krok od historycznego odkrycia. 
 Z pomocą potężnego systemu komputerowego, Alison Shaw i jej zespół szykują się do przetłumaczenia pierwszego dialogu z drugim pod względem inteligencji gatunkiem na kuli ziemskiej. Dowiadują się jednak od swoich delfinów znacznie więcej, niż kiedykolwiek się spodziewali, kiedy na dnie oceanu odkryty zostaje tajemniczy obiekt – obiekt, który nigdy nie miał zostać odnaleziony.
 Alison była pewna, że już nigdy nie zaufa wojsku. Jednak kiedy nieznana grupa okazuje nagłe zainteresowanie jej pracą, Alison zdaje sobie sprawę, że John Clay to prawdopodobnie jedyna osoba, której może zaufać. Wspólnie muszą rozwiązać niebezpieczną łamigłówkę, a jej najbardziej przerażający element to trzęsienie ziemi na Antarktydzie.
Jakby tego było mało, ktoś z zewnątrz próbuje ich powstrzymać. Czas ucieka... a nasze pojmowanie świata niebawem zmieni się na zawsze.

Alison G. Bailey 
"Present Perfect"
Wydawnictwo NieZwykłe 
Premiera: 21.02.2018
Opis: 
 Amanda Kelly chciała być doskonała. Próbowała kontrolować swoje życie. Zatraciła się w obsesyjnym dążeniu do perfekcji oraz poczuciu własnej bezwartościowości. I tylko jedną rzecz uznawała za doskonałą – więź, która łączyła ją z najlepszym przyjacielem, Noahem.
 W życiu bohaterki wszystko toczyło się zgodnie z planem, aż do momentu, kiedy pewnego dnia wstała z łóżka i coś sobie uświadomiła. Kochała Noaha. Nie tylko jako przyjaciela.
 Nie potrafiła opanować uczuć, które w niej wywoływał. Mógł obdarzyć ją dozgonnym szczęściem, ale przy tym mógł także ją zniszczyć. Był doskonałością, jakiej Amanda od zawsze pragnęła. A jednak nie dopuszczała do siebie myśli o byciu z nim razem.
 I w tym właśnie momencie świat Amandy zaczyna się walić. Nieprzewidywane sytuacje przejmują nad nią kontrolę; zmuszają, by zrezygnowała z marzeń. Bohaterka musi się nauczyć, że człowiek nie jest w stanie przejąć kontroli nad sytuacjami, które napotyka na swojej drodze. Może jednak kontrolować, jak na nie zareaguje. Czy zdoła to zrozumieć nim będzie za późno? Czy uda jej się uratować swoją przyjaźń?
 „Present Perfect” to historia o tym, w jaki sposób wydarzenia z przeszłości wpływają na teraźniejszość. Uświadamia nam, jak doskonałe mogłoby być nasze „teraz”, gdybyśmy płynęli z prądem życia, zamiast nieustannie z nim walczyć.

 Koniecznie dajcie znać w komentarzach czy macie w planach przeczytanie powyższych propozycji? 

/Ania. 

sobota, 6 stycznia 2018

"Pudełko z marzeniami" M. Witkiewicz & A. Rogoziński

  Magia może trwać przez cały rok... 


 Wiecie, co najbardziej denerwuje mnie w komediach romantycznych? To, że :
a) wcale nie są romantyczne
b) "niby" humor jest tak nachalny, że przynosi efekt zupełnie odwrotny od zamierzonego.
 Dwa powyższe punkty sprawiają, że zamiast miłej rozrywki, męczę się niesamowicie, czy to nad książką, czy to przed telewizorem. I myślę sobie : co oni wszyscy w tym widzą?!
 A jakie okazało się wspólne dzieło Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego?


 Zacznijmy od początku.
 Michał - mężczyzna bez konkretnie zaplanowanej przyszłości, za to z bolesną przeszłością. Zdradzony i oszukany przybywa do Miasteczka, w którym zamierza odnaleźć skarb. Taki prawdziwy! Jest tylko malutki problem. Musi znaleźć odpowiednią kapliczkę.
 W ten oto sposób trafia na Malwinę, młodą kobietę, która pewnego dnia postawiła wszystko na jedną kartę i postanowiła wyjechać wraz z ukochanym Radosławem w NieBieszczady 😉 W tym celu zakupiła restaurację wraz z małym mieszkaniem i dość... intrygującą piwniczką pełną wina, w której znalazł schronienie ktoś jeszcze. Miał to być raj na ziemi, szkoda tylko, że ten cały Radzio gdzieś przepadł.


 Nie trudno się domyślić, że w tym oto punkcie powinna rozpocząć się komedia pełna pomyłek i romantycznych uniesień. Ale czy autorzy sprostali zadaniu, jakie sami przed sobą postawili?

 Przyznaję, tych "uniesień" nie było co prawda zbyt wiele i... chwała im za to, bo gdyby było zbyt słodko, mogłoby to przynieść fatalne skutki  Na szczęście w "Pudełku z marzeniami" było, i spokojno- romantycznie, i zabawnie, i co najważniejsze, nigdy nie było nijako. Uff 😉 Ciągle się coś działo.
 Tam, gdzie miało być śmiesznie - było. Ze smakiem. Bogu dzięki. Nie lubię takich rozśmieszaczy dodawanych na siłę, które zamiast wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, wpędzają go w konsternację. Co do romantyzmu - na szczęście nie ma tu picia z dziubków, akcji typu "ja cię kocham a ty z nim /śpisz". Owszem, jest chytry plan wyswatania głównych bohaterów, ale pozostaje pytanie czy to przyniesie zamierzony efekt?
 Podsumowując : jest po prostu miło (gdyby wszyscy odnosili się do drugiego człowieka z takim szacunkiem i życzliwością - świat byłby naprawdę pięknym miejscem) pomimo tego, że autorzy postanowili wprowadzić do swojej opowieści też czarny charakter.
 Dodatkowy plusik u mnie za dystans do własnej osoby 😉 Brawo!

" - Z Kamila powstał Kamilek, a potem Kamiluś - wyjaśnił niechętnie. - Potem kiedyś, jak mama mnie  wołała na podwórku, echo obcięło pierwszą sylabę i wyszedł Miluś, a od tego powstał Milaczek. Podobno jakaś pisarka napisała książkę, która nosi taki tytuł i wszystkim się to zdrobnienie bardzo spodobało. A ja go nienawidzę. I w związku z tym nie lubię tej pani pisarki i na pewno nigdy nie przeczytam jej książki"

 Warto też wspomnieć o całej plejadzie postaci drugoplanowych, która odegrała bardzo ważne role w życiu dwójki głównych bohaterów. W zasadzie... mam wyrzuty sumienia, że panią Wiesie, babcię i siostrę Malwiny, czy dzieciaki nazywam postaciami drugoplanowymi, bo ja bardzo ich polubiłam. I zapewne nie tylko ja 😉 Bohaterów tak kolorowych i intrygujących jak oni można życzyć każdemu autorowi, naprawdę. Ale mam wrażenie, że gdybym zaczęła każdą z postaci analizować, nie dotrwalibyście do końca tej recenzji.
 Napiszę więc krótko - warto ich poznać!
Wszystkich!


  Spędziłam naprawdę przyjemny i zabawny wieczór z bohaterami tej powieści. Fakt, czasami łapałam się za głowę, kiedy Michał wpadał na coraz to oryginalniejszy pomysł dostania się do skarbu. Trzeba mu przyznać, że jego pomysłowość nie znała granic. Ale w sumie to dobrze. Dużo się przynajmniej działo. Nie było martwych punktów, które często zmuszają nas do odłożenia lektury na później. A to najważniejsze.
 Autorzy dobrze wykonali swoje zadanie oddając w nasze ręce prawdziwą komedię romantyczną. Nie tylko z nazwy, ale i też z treści.
 Może warto byłoby pomyśleć nad ekranizacją?

 Jaki morał płynie z tej historii?
 Warto być ..... i ......... i to nie tylko od święta.
Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, przeczytajcie "Pudełko z marzeniami" i sami uzupełnijcie brakujące wyrazy 😉

/Ania. 

"Pudełko z marzeniami"
Magdalena Witkiewicz 
Aleksander Rogoziński 
Wydawnictwo FILIA 

sobota, 30 grudnia 2017

PIERWSZE URODZINY BLOGA

Czyli podsumowanie pierwszego roku blogowej działalności + 2017 roku. 



 Dziś jest dla mnie bardzo ważny i szczególny dzień. Mój blog kończy roczek. Oj, szybciutko to minęło. Mam wrażenie, jakbym dopiero co go założyła, a tu proszę - 365 wspólnych dni za nami.  A zaczęło się od "najdłuższego" w mojej karierze blogerskiej tekstu powitalnego 😉 Możecie go przeczytać klikając ➡TUTAJ⬅ Ostrzegam! To całe... 5zdań 😂

 Z racji tego, że i rok już powolutku od nas odchodzi postanowiłam, że to będzie takie... podwójne podsumowanie. Czyli o wszystkim i o niczym 😉

 Rok 2017 to :
po pierwsze: 113 wpisów. Ten jest 114 😉
Po drugie: prawie 35 tysięcy odwiedzin.
Po trzecie: 63 obserwatorów.
Po czwarte: 3 patronaty medialne.
Po piąte: 1 ambasadorstwo.


Po szóste: Wiele wspaniałych współprac, zarówno z autorami jak i wydawnictwami.
 W tym miejscu pozwolę sobie na podziękowania. Będzie średnio długo więc zostańcie z nami 😉
 Dziękuję Wydawnictwom : Lira, Zysk i S-ka, W.A.B, Książnica, Videograf, MUZA, Dygresje i Psychoskok za to, że nie baliście się mi zaufać 😘😘😘 BRAWO WY!!!
 Dziękuję wspaniałym autorkom: Annie Dąbrowskiej (za najlepszą książkę roku), Ilonie Gołębiewskiej (za spotkanie, wsparcie i pomoc), Małgorzacie Falkowskiej (za rozbawianie mnie do łez), Magdalenie Trubowicz ( nie pytaj dlaczego 😉), Karolinie Janik (za długie rozmowy) oraz Beacie Majewskiej (za Hugona - to był prawdziwy, uczuciowy rollercoster).
 Dziękuję wspaniałej trójce:  Ewie Dudziec, Grecie Gulsen oraz Maciejowi Bujanowiczowi - za to, że odważyliście się oddać pod moje patronackie skrzydła swoje książkowe dzieci 😘😘😘
 Dziękuję za współpracę również : Layli WheldonEwie Kiniorskiej, Sandrze Borowieckiej, Dariuszowi Regulskiemu, Jolancie Bartoś, Michałowi Matuszakowi, Idze Wiśniewskiej, Kindze Michałowskiej, Brunonowi Kadynie, Cezaremu Czyżewskiemu oraz Marbelli Atabe, Elżbiecie Kosobuckiej i Zycie Kowalskiej. To był rok pełen wrażeń!
 Nie mogę rzecz jasna zapomnieć o recenzentkach i blogerkach, które towarzyszą mi każdego dnia, które odwiedzam, które są dla mnie inspiracją, i które bardzo cenię. Dziękuję Lotta Czyta, Nie oceniam po okładkach, Kraina Książką Zwana, Tajemnicze książki. Dziękuję również Ani z Ogrodu Możliwości za bezinteresowność i za Musso, oczywiście 😉 I wszystkim u których czuję się dobrze 😉

 Wiem, że lubicie czytać o cyferkach więc teraz czas na TOP 5 na blogu, czyli wpisy, które w 2017 roku cieszyły się największą popularnością.


Miejsce V
"Koncert cudzych życzeń"
Izabelli Frączyk
➡recenzja⬅
Miejsce IV
"Jak Cię zabić, kochanie?"
Alka Rogozińskiego
➡recenzja⬅
Miejsce III
"Wizaż śmierci"
Ewy Dudziec
➡recenzja⬅
Miejsce II
"Cześć, co słychać?"
Magdaleny Witkiewicz
➡recenzja⬅
Miejsce I
"Szkoła żon"
Magdaleny Witkiewicz
➡recenzja⬅

 I czas na my number one czyli ⬇


 W tym roku postanowiłam również założyć profil na Instagramie, który swoją drogą niesamowicie mnie wciągnął. 30 czerwca rozpoczęła się moja przygoda z ➡IG⬅, która do tej pory zaowocowała 147 postami i 303 obserwatorami. Jak będzie w przyszłym roku? Mam nadzieję, że równie dobrze.

 Jeżeli chodzi o fanpage, rok kończę z blisko 900 polubieniami. Lubię ➡tam⬅ spędzać z Wami czas 😆 I mam nadzieję, że i Wy czujecie się u mnie dobrze.

 Chciałabym Wam napisać, ile książek udało mi się przeczytać w tym roku, ale niestety przy pięćdziesiątej przestałam liczyć 😉 Szkoda, bo chciałam też i sama dla siebie, z czystej ciekawości to sprawdzić. Ale myślę, że setka pękła. Więc pod tym względem jestem zadowolona 😉

Dla każdego wirtualny kawałek ciasta 😉
Aby osłodzić Wam chwile lektury 📖

 A teraz czas na zwierzenia.
 Ten rok był czasem nauki. Stawiałam pierwsze, czasami bardzo niepewne kroki. Początkowe recenzje to były w zasadzie krótkie opinie. Jednak z każdą kolejną starałam się wkładać w pisanie ich coraz więcej serca. Mam nadzieję, że pod tym względem Was nie zawiodłam, i że moje recenzje chociaż w niewielkim stopniu pomagają Wam podejmować decyzje o zakupie danej propozycji.
 Był to też czas pierwszych sukcesów, ale i pierwszych porażek. Okazało się, że prowadzenie bloga wcale nie jest takie łatwe jak się początkowo wydawało 😉 I że długa jeszcze droga przede mną (mam nadzieję, że będziemy kroczyć nią razem). Jednak satysfakcja i radość jaką czerpię z pisania jest nie do opisania.

 Plany? Oczywiście, że je mam. Jak każdy, prawda? Blogowo na pewno chcę w 2018 roku wprowadzić więcej systematyczności. Zatem moje blogowe postanowienie noworoczne brzmi tak: minimum trzy wpisy tygodniowo - jedna recenzja książki dla dorosłych (nie mam tu na myśli propozycji typowo +18 😉), jedna recenzja książki dla dzieci i jeden wpis okołoksiążkowy, np. zapowiedź.
 I nauka, nauka i jeszcze raz nauka, abyście jak najprzyjemniej spędzali u mnie swój cenny czas 🕛

 I teraz najważniejsze. Dziękuję jeszcze raz wszystkim tym, których już wymieniłam oraz tym, którzy każdego dnia towarzyszą mi w moim czytelniczym życiu podczas często nieprzespanych nocy. Jesteście WIELCY!
 Dziękuję osobom, które są ze mną zarówno na blogu, instagramie jak i fanpage'u 😘😘😘
 Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną - zwykłą czytelniczką, która pewnego dnia postanowiła pisać dla Was, niezwykłych czytelników 😘😘😘

 Do zobaczenia w nowym, 2018 roku 🌟🌟🌟
 /Ania 😘😘😘

czwartek, 28 grudnia 2017

[ZAPOWIEDŹ] "Ogród Zuzanny" Justyna Bednarek & Jagna Kaczanowska

 Tom I. Miłość zostaje na zawsze. 



 Bohaterka "Ogrodu Zuzanny" od lat kocha Adama, gdy jednak mężczyzna - po latach - pojawia się w jej życiu, jest nieufna. Planując jego ogród używa sekretnego języka kwiatów, by przekazać mu ukrytą wiadomość. Na początku również na temat tego, że mu nie ufa, używając do tego... lawendy!

 Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko.  Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie?
 Ogród Zuzanny to powieść o szczególnej atmosferze, z wyrazistymi, interesującymi bohaterami (także tymi drugoplanowymi, na dwóch czy czterech… łapach), pełna ciepła i humoru. Pierwszy tom cyklu. - źródło opisu ➡ http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4814397/ogrod-zuzanny


 Lawenda oznacza nieufność, jednak to tylko jedno z jej znaczeń. Oznacza również żarliwą, płomienną miłość. Symbolizuje spełnienie życzeń i snów o miłości. Gdy wręczamy komuś bukiet z lawendą oznacza to, że życzymy komuś szczęścia lub nowej miłości. A gdy śnią nam się te kwiaty, to znak, że w naszym życiu nastanie szczęśliwy okres. Będziemy mogli w pełni poświęcić się swoim marzeniom i przedsięwzięciom.

 Prowansalczycy mają zwyczaj obdarowywania bliskich sercu osób oraz przyjaciół lawendowymi podarunkami. Powiązanie symboliki z codziennością zobaczymy tam w każdym domu.  Tradycyjne wesela bogate są w lawendę. Panuje przekonanie, iż przynosi ona szczęście w miłości obojgu nowożeńcom. 
 Upominki i prezenty lawendowe z innych okazji, nawet miłych odwiedzin znajomych, mają przynosić powodzenie i przyciągać wiele radosnych chwil do życia obdarowanej osoby.


 Pozostaje jednak pytanie czy w ogrodzie Adama pojawią się też lilie? 
 Lilia jest bowiem jednym z najbardziej wieloznacznych kwiatowych symboli. Z jednej strony kojarzona jest z pożądaniem, płodnością i miłością cielesną, kłamstwem, kuszeniem oraz pretensjonalnością ; z drugiej strony lilie oznaczają też cnotliwość, delikatność, czyste intencje. Symbolizują boską piękność, życzenie drugiej osobie wszystkiego, co najlepsze i łączące się z tym szczere i czyste intencje, jak również poważne zamiary. 
 Złamana lilia z opuszczonym kwiatem symbolizuje natomiast smutek.


 Biała lilia według mitologii powstała z mleka Hery. Lilie wplecione były we włosy muz i zdobiły płaszcz Zeusa. Dla Rzymian lilia symbolizowała nadzieję, kwiat ten poświęcali Junonie. W Bizancjum symbolizowała pomyślność i władzę monarszą. Jest symbolem królewskości, majestatu i chwały.
 Natomiast w religii chrześcijańskiej uchodzi za symbol niewinności, czystości, dziewiczości i zmartwychwstania. Biała lilia stanowi częsty motyw w sztuce chrześcijańskiej. Jest również atrybutem św. Józefa i rodziców Marii. Symbolizuje także skruchę - według tradycji chrześcijańskiej miała wyrosnąć z łez Ewy opłakującej wygnanie z Raju - oraz zmartwychwstanie (jako roślina wieloletnia) i przebaczenie win.

 Przesąd mówi, że kto pierwszy znajdzie kwitnącą lilię w ogrodzie ten zdobędzie wiedzę i siłę na cały rok.

 A jaką ostatecznie wiadomość przekazała Adamowi Zuzanna projektując jego ogród? 
 Przekonacie się już 31.01.2018!


/Ania.

* wszystkie informacje o symbolice lawendy i lilii zostały zamieszczone dzięki uprzejmości WYDAWNICTWA W.A.B 

wtorek, 26 grudnia 2017

"A właśnie, że baśnie" Adam Cichy

 Dziś będzie krótko i na temat. 


 Przed Wami propozycja, która przypadnie do gustu każdemu maluchowi.


 Co może mieć wspólnego jednorożec i akceptacja? Kto przychodzi nocą do pokoju i jakie dzieją się wtedy cuda? Skąd pochodzi brokuł i kto chciałby jadać w rajskiej kuchni? Od czego zaczyna się sukces? Jaka cecha łączy wszystkie koty? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w najnowszej propozycji Adama Cichego.


 "A właśnie, że baśnie" to zbiór czterech, rymowanych utworów. Nie będę opowiadać Wam, o czym one są, nie mogę jednak przemilczeć faktu, że mimo lekkiego stylu, momentami zabawnej treści, każda z baśni traktuje o innym problemie i w przyjemny dla dziecka sposób przekazuje to, co naprawdę ważne.
 I to jest tutaj najistotniejsze. Bo dziecko nawet nie zdaje sobie sprawy, że autor i rodzic porusza ważne i trudne (jak chociażby wspomniana już wcześniej akceptacja) tematy, ale zapamiętuje. To już będzie w nim tkwiło i jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości wykielkuje z tego podstawa, na której oparcie znajdą wszystkie pozytywne cechy charakteru.
 Czy komuś przyjdzie do głowy, że czytając krótki utwór "O niezwykłym koniku" dziecko uczy się empatii i szacunku?
 A może dzięki "Jedzcie warzywa chłopcy i dziewczyny!" dziecko wreszcie przekona się do jarzyn? I tutaj pozwolę sobie na chwilkę prywaty 😉 Po przeczytaniu tego utworu, mój synek zażyczył sobie na obiad... fasolkę po bretońsku. I mimo, że do tej pory fasoli w ogóle nie tykał, zjadł ze smakiem! Jest sukces. Nieoczekiwany, ale jednak ☺

"Bywa, że ktoś się rozczuli 
nad losem biednej cebuli. 
(...) 
Cebula się nie przejmuje, 
a humor jej dopisuje. 
Nawet to jej nie przeszkadza, 
że do łez nas doprowadza. 
(...) 
Nie sposób nie wspomnieć roli, 
jaka przypadła fasoli, 
choć nie zawsze jeść ją chcemy, 
bo z trawieniem są problemy."

 Ze swojej strony polecam tę książeczkę każdemu. Jest naprawdę przyjemna w odbiorze. W tej kwestii zarówno zdanie mojego synka jak i moje jest takie samo - czytamy jeszcze raz! Tych "razów" już troszkę za nami jest ; wiele na pewno przed nami.


 Podsumowując - nie tylko sen jest biletem do krainy baśni. A ta książka jest na to najlepszym dowodem! 

/Ania. 

"A właśnie, że baśnie"
Adam Cichy 
Wydawnictwo Psychoskok 

Za możliwość spędzania (jak się okazuje) każdego wieczoru w świecie baśni dziękuję Wydawnictwu Psychoskok 😘😘😘

"Cztery płatki śniegu" Joanna Szarańska

 Święta, święta i po świętach. Na szczęście czytać można cały rok 😉  Na początku wypada zastanowić się, czym  w zasadzie są te trzy świ...