poniedziałek, 16 października 2017

Nadchodzi Reloveution

 Zapowiedź patronacka 


 Moi Drodzy, mam zaszczyt oficjalnie ogłosić, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszy tomik wierszy Macieja Bujanowicza pt. "Reloveution". Premiera już 27 października.
 Tomik ukaże się nakładem LUCKY Wydawnictwo. 


Twórcą okładki, ilustracji 
oraz filmiku promującego Reloveution jest 
Paweł Okoński (Wizualista). 
Filmik obejrzyjcie klikając ➡TUTAJ
Musicie mi wybaczyć, ale niestety z przyczyn technicznych nie jestem w stanie wgrać go tu bezpośrednio. 
  
 Oficjalna premiera Reloveution odbędzie się 27 października o godzinie 18.00 w Łaźnia - Radomski Klub Środowisk Twórczych i Galeria.
Klikając ➡TUTAJ⬅ zostaniecie automatycznie przeniesieni do utworzonego z tej okazji wydarzenia. Zapraszam Was gorąco do udziału.

O autorze:
Moją opinię o debiutanckim tomiku 
Macieja Bujanowicza Synkretyzm nocy 
poznacie klikając ➡TUTAJ ⬅.  

 Tomikowi Reloveution patronują również :
Hania Nie oceniam po okładkach 
Karolina LottaCzyta
Magda Czytam w pociągu
oraz BeGood.Art BeGood.Art


sobota, 14 października 2017

"Brzydka Królowa" Victoria Gische

Elżbieta Rakuszanka. 

Żona Kazimierza Jagiellończyka. 


 Są takie daty i wydarzenia zarówno z historii Polski jak i świata, które każdy powinien znać. Chrzest Polski, bitwa pod Grunwaldem, wybuch II Wojny Światowej. Wymieniać można długo. Ale co z tymi kwestiami, o których głośno się nie mówi, a które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na przeszłość? Czy można pozwolić na to, aby pochłonęła je pajęcza nić?


 Elżbieta Rakuszanka (Habsburżanka), niem. Elisabeth von Habsburg (ur. w Wiedniu pod koniec 1436 lub początek 1437,  zm. 30 sierpnia 1505 w Krakowie) – królowa polska i wielka księżna litewska. Córka króla niemieckiego i węgierskiego Albrechta II Habsburga i Elżbiety Luksemburskiej, córki cesarza Zygmunta Luksemburskiego. Jej bratem był Władysław Pogrobowiec.
 Tak w skrócie przedstawia Brzydką Królową Wikipedia. Victoria Gische mocno ten wątek rozbudowała czyniąc go motywem przewodnim swojej powieści. Dlaczego przewodnim? O tym za chwilę.
 Na początku skupmy się na zarysie fabuły. Historia wcale nie rozpoczyna się od wątku Elżbiety lecz od wielkiej kradzieży korony, bez której to nie mogłaby się odbyć koronacja jej młodszego brata, Władysława.
 Nieco później jesteśmy świadkami bardzo... gorszacej sceny, której świadkiem jest siostra naszej głównej bohaterki, Anna.
 Później z kolei zaczynamy powoli towarzyszyć już małej Elżbiecie, która mimo tego, że była księżniczką, lekkiego życia nie miała. Wieloletni głód fatalnie wpłynął na stan jej kości, przez co jej plecy mocno się zaokrąglily. Często spotykała się z szykanami ze strony innych, a już zwłaszcza swojego stryja. Chociaż była bardzo dumna i wyraźnie podkreślała swoje pochodzenie, przeżywała trudne chwile i skrycie marzyła o wielkiej miłości.
 Zerwane zaręczyny mogły okazać się gwoździem do trumny, ale Elżbieta była silna. I ten trud został wynagrodzony. W 1454 roku została żoną Kazimierza IV Jagiellończyka.
 Mimo braku urody zyskała jego miłość i szacunek. Dzięki jej staraniom aż czterech jej synów zasiadło na tronach.
 Jednak nawet ugruntowana pozycja nie zapewniła królowej i jej bliskim spokoju...


 Chaos. Oj, jak on na początku mi strasznie przeszkadzał. Sceny urywały się nagle, byśmy błyskawicznie lądowali nie wiadomo gdzie. Skoki w czasoprzestrzeni, chociaż niewielkie,  bywały bardzo irytujące. Przynajmniej na początku. Kiedy już wgryzłam się w tę powieść, wszystko poszło gładko. A moja wiedza historyczna uzupełniła się o kilka ciekawych momentów.
 Postać Elżbiety okazała się bardzo intrygująca,a moje uczucia wobec niej pełne sprzeczności. Momentami było mi jej po prostu szkoda. Każdy chciałby być doceniany za to jaki jest, a nie za to jak wygląda. Z drugiej strony zdarzały się chwile, kiedy to księżniczka traktowała wszystkich z wyższością, co nie spotkało się z mojej strony z aprobatą, mimo tego, że doskonale wiedziałam, jak ważną rolę odgrywał podział na klasy społeczne. Dobrze, że główna bohaterka
nie okazała się nijaka.
 Spodobało mi się również to, że przy okazji omawiania losów Elżbiety, zostały poruszone też inne kwestie i przedstawieni zostali zupełnie inni bohaterowie. Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo nie chcę streszczać Wam tej książki, ale decydując się na tę książkową podróż spotkacie również, m.in. Jana Gutenberga - twórcę pierwszej przemysłowej metody druku na świecie.
 Dlatego też na początku mojej opinii napisałam, że Elżbieta Rakuszanka jest motywem przewodnim, bo wokół niej i jej bliskich rozegrało się wiele ważnych wydarzeń.


 Podsumowując. Powieść Victori Gische z pewnością spodoba się miłośnikom sfabularyzowanej historii. Może być ona również ciekawych uzupełnieniem wiedzy, jaką już posiadamy. Czasami łatwiej zapamiętać nam ciąg wydarzeń (a przy tym orientować się w panującym okresie) niż konkretne daty.
 Sporym minusem (przynajmniej dla mnie) jest brak wyszczególnienia wydarzeń przy skokach od jednego zdarzenia do drugiego. Trochę się w tym gubiłam.
 Poza tym to była naprawdę przyjemna lekcja historii, którą z pewnością zapamiętam dłużej niż od lekcji do sprawdzianu ☺

/Ania. 

"Brzydka Królowa 
Elżbieta Rakuszanka 
Żona Kazimierza Jagiellończyka"
Victoria Gische 
Wydawnictwo Książnica 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
Grupie Wydawniczej Publikat oraz wchodzącemu w jej skład Wydawnictwu Książnica.

środa, 11 października 2017

Rewelacyjna informacja dla wszystkich książkoholików!

 Będzie więcej książek do pochłaniania 💖


 Już 29 listopada ukaże się pierwsza powieść debiutującego na rodzimym rynku Wydawnictwa NieZwykłego. 


 Czego możemy spodziewać się po nowym wydawcy? 

"Jesteśmy nowym wydawnictwem, które specjalizuje się w literaturze popularnej. 
Patronuje nam wydawnictwo książek historycznych "Napoleon", działające z powodzeniem od 10lat. 
Nasz zespół to ludzie pełni pasji, zaangażowania, kochający książki. 
Fani trzymających w napięciu kryminałów, magicznych fantasy, zabierających w podróże na inne planety sci-fi czy też romansów "do poduszki" znajdą tutaj coś dla siebie. 
Książki wydane u nas są po prostu NieZwykłe ☺". 

 Przyznam szczerze, że ich pierwsza powieść "Terapia" Kathryn Perez zapowiada się bardzo ciekawie. Tym bardziej, że poleca ją autorka bestsellerów. 

"Terapia" to wciągająca historia, często okrutna i bolesna, ale równocześnie przynosząca nadzieję, ukazująca miłości i ukojenie. Mam wrażenie, że po przeczytaniu tej książki stałam się lepszym człowiekiem"
- Mia Sheridan. 

 Kolejne powieści, które są aktualnie w przygotowaniu też prezentują się intrygująco. 


 Już dziś wiem, że będę trzymać rękę na pulsie i bacznie przyglądać się rozwojowi wydarzeń związanych z tym wydawnictwem ☺ I obiecuję, że jak tylko dowiem się czegoś interesującego na pewno się tym z Wami podzielę ☺
 A jeżeli nie ufacie mojej ręce, sami możecie trzymać swoją na pulsie 👍 Wystarczy, że polubicie fp Wydawnictwa ☺ Wystarczy kliknąć ➡ TUTAJ ⬅ 😊

 Tymczasem życzę Wam dobrego dnia 
i koniecznie dajcie znać, co o tym wszystkim sądzicie 🌞

/Ania. 

piątek, 6 października 2017

"Obsesja" Katarzyna Berenika Miszczuk

  Uważaj! Teraz może paść na Ciebie! Przecież Ty też możesz stać się czyjąś obsesją... 


 Każdy książkoholik ma swoje rytuały związane z czytaniem. U mnie wygląda to mniej więcej tak: usypiam dziecko, doprowadzam dom do ładu i składu, robię sobie herbatę z cytryną i w spokoju zabieram się za czytanie. Czasami zdarza się, że przed otworzeniem książki zaglądam na złodzieja czasu - Facebooka. I tak też było tym razem. Kiedy już byłam przygotowana do rozpoczęcia książkowej podróży u boku bohaterki najnowszej powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk zajrzałam na fb. Nie wiem, czy to przypadek, czy przeznaczenie, ale trafiłam akurat na recenzję "Obsesji" i niestety, nie była to opinia pozytywna.
Pełna obaw odłożyłam telefon, wzięłam do ręki książkę i przeniosłam się do Szpitala Wschodniego w Warszawie...


 Tam trafiłam na Joannę Skoczek, rezydentkę na oddziale psychiatrii. Brr, przerażające miejsce. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć dlaczego, prawda? I tak od słowa do słowa, od strony do strony; wreszcie od rozdziału do rozdziału rozeznałam się w sytuacji. Joanna jest rozwódką i to bardzo atrakcyjną. Tutaj muszę Wam zdradzić, że obojętnie jakby autorka bardzo się starała, jej bohaterka i tak zawsze będzie miała dla mnie jej twarz, a to wszystko przez trailer promujący "Obsesję", w którym to Katarzyna Berenika Miszczuk zagrała główną rolę. Ale wracając do tematu. Tak jak przed chwilą wspomniałam Joanna jest po rozwodzie, ma 29 lat, mieszka sobie na warszawskiej Pradze i żyje od dyżuru do dyżuru. To tak w skrócie.
 Pewnego dnia znajduje w swojej szafce anonimowy list. Na początku myśli, że to tylko głupi żart któregoś z jej współpracowników. Jednak z każdym kolejnym wyznaniem Joanna jest coraz bardziej przerażona. A kiedy zostają znalezione zwłoki jednej z pacjentek jej strach sięga zenitu. Czy to sprawka tajemniczego wielbiciela? Czego on w rzeczywistości od niej chce? I czemu ofiary podobne są do... Joanny?

"Czerwień, kolor krwi, wygląda pięknie 
na tle Twojej białej skóry. 
 Twój Wielbiciel". 

   Muszę przyznać, że "Obsesja" to naprawdę kawał dobrego thrillera. Ciekawa fabuła? Jest! Intrygujący bohaterowie? Są! Mroczne i przerażające korytarze szpitala? Są! Adoratororzy, którzy sprytnie mylą kroki? Są! Zaskakujące zaskoczenie? Jest! Zapoznałam się z kilkoma opiniami o tej książce i we wszystkich przeczytałam, że ich autorki domyśliły się zakończenia. Ja co prawda wiedziałam, że "sugerowany" trop nie będzie tropem prawidłowym, ale czegoś takiego się nie spodziewałam!


 Często mówi się, że pisarz powinien pisać o tym, co zna lub na czym się zna. Katarzyna Berenika Miszczuk z wykształcenia jest lekarką. Dlatego wszystkie terminy i kwestie medyczne są w tej powieści dopracowane do perfekcji. Ale niestety czasami autorka zbytnio rozwodziła się nad detalami. Np. nad nieszczęsną szafką. Chwilami miałam ją ochotę rozwalić (szafkę, oczywiście) i gdyby zmaterializowałaby się przede mną w trakcie czytania - byłoby z nią naprawdę źle. Bardzo źle... Spacery bohaterki po szpitalnych korytarzach, a już zwłaszcza podróż między oddziałem, a szatnią też były męczące. I dla Skoczek i dla mnie.


 Mimo to miło spędziłam czas z tą książką w dłoniach. Przyznaję, może nie jest to dzieło wybitne, ale według mnie zasługuje na uwagę. "Obsesję" czyta się szybko, więc naprawdę warto poświęcić jej ten jeden, góra dwa, wieczory.

 "Obsesja" jest pierwszą częścią nowego cyklu i ja już wiem, że na pewno sięgnę po drugi tom. Po pierwsze po to, aby przekonać się, jaką ostatecznie decyzję podejmie Joanna; po drugie, aby zobaczyć, czy autorka pójdzie w dobrym kierunku; po trzecie - to było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, więc chciałabym wyrobić sobie opinię o jej piórze, bo czasami ciężko jest ocenić czyjś talent po jednej powieści, tym bardziej, że Katarzyna Berenika Miszczuk jest autorką książek z różnych gatunków ☺ Tak więc ostateczna opinia jeszcze przede mną.

/Ania.

"Obsesja"
Katarzyna Berenika Miszczuk 
Wydawnictwo W.A.B 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję :oraz Grupie Wydawniczej Foksal (www.gwfoksal.pl).


poniedziałek, 2 października 2017

"Mój chłopak demon" Dragona Rock

 Wkrocz do świata Innych... 



 Mój chłopak demon to pierwsza część opowieści osadzonej w świecie „Innych”. Opowiada ona historię Marielle (12 lat) i Dantego (13 lat), którzy są odrzuceni w pewien sposób przez społeczeństwo. 
 Ich samotność wydaje się całkiem inna (ona przeprowadziła się do innego kraju, trafiła pomiędzy obcych sobie ludzi; on jest szkolnych przystojniakiem - tak twierdzą jego rówieśniczki, ale nie za dobrze się z tym czuje), lecz dzieci po pewnym wydarzeniu zaczynają czuć, że by znaleźć akceptację, potrzebują do tego siebie nawzajem…


 Po raz kolejny zagościła u mnie fantastyka, ale tym razem w mocno młodzieżowym wydaniu. Główni bohaterowie to w zasadzie jeszcze dzieci. Inne, ale jednak dzieci. Dlatego też od razu zaznaczę, że powieść ta jest skierowana głównie do czytelników w przedziale wiekowym 12-14 lat (+/- 2lata). Ja już nastolatką nie jestem ładnych kilka lat (żeby nie napisać kilkanaście 😊), ale doskonale pamiętam te pierwsze fascynacje płcią przeciwną. 
 I o tym przede wszystkim jest ta powieść. O narodzinach więzi między Marielle i Dante. 
 Sama kwestia ich "inności" jest już co prawda nakreślona, jednak rozwinięcie nastąpi dopiero w kolejnych częściach. 


 Mój chłopak demon jest krótki. Liczy tylko 77 stron więc to lektura raczej na jeden wieczór. Myślę, że może być ona idealną odskocznią od szkolnych książek, fajnym przerywnikiem, dobrą rozrywką. 
 Książka napisana jest prostym i jasnym językiem. Nie będę rozwodzić się nad poprawnością językową, bo czytałam ebooka jeszcze przed ostateczną korektą, więc mogłabym zwrócić uwagę na coś, czego już nie ma ☺
 Na koniec już dodam jeszcze tylko, że okładka niestety nie wpisuje się w moje gusta, ale ja już jestem stara i wolę bardziej klimatyczne "opakowania", a ta ⬇ ma się podobać przede wszystkim jej adresatom ☺ Swoją drogą ciekawe, czy mając naście lat zwróciłabym na nią uwagę? Hmm, to bardzo dobre pytanie. 


 Nie jest to co prawda debiut, ale warto zaznaczyć, że po raz pierwszy można zakupić powieść Dragony Rock w wersji papierowej (kliknij tutaj). Jest to niewątpliwa atrakcja dla dotychczasowych i przyszłych czytelników autorki. Zaś informacje o dostępności i cenach tej powieści w wersji elektronicznej znajdziecie tutaj

 Przyjemnej lektury! 

/Ania. 

"Mój chłopak demon"
Dragona Rock 

Za możliwość zapoznania się z początkiem znajomości Marielle i Dantego dziękuję autorce 😘

środa, 27 września 2017

"Owoce Lukrecji" Laura Adori

 Lukrecja powraca. I to w wielkim stylu.


 Przyznać się! Kto, tak jak ja (czyli bardzo), tęsknił za naszą zwariowaną bohaterką? Dla tych, którzy nie mieli jeszcze przyjemności poznać Lukrecji, kilka słów przypomnienia. 
 Losy naszej bohaterki rozpoczęły się w "Przebudzeniu Lukrecji" (recenzja -> tutaj). Lukrecja, (prawie) czterdziestoletnia singielka mieszkająca w słonecznej i pięknej Italii, porzuciła pewnego dnia wszystko i wróciła na ziemię swoich przodkiń, do Polski. 
 W Warszawie miała nadzieję odnaleźć miłość i nową wersję siebie. Ale czy taka romantyczka jak Lukrecja była w stanie odnaleźć się po latach nieobecności w tym mieście? Jak się powiedziało A, trzeba było powiedzieć też i B, bez względu na konsekwencje. 
 I tak zaczęła się szalona, ale i zmysłowa podróż bohaterki, która szybko odkryła, że "apetyt na jedzenie i apetyt na seks to dwa powody, dzięki którym nieźle się bawimy, a koło życia na ziemi ciągle się toczy".  


 Uwaga! Przechodzimy do kontynuacji! 
Osoby, które nie czytały części pierwszej ostrzegam, że za chwilę poznacie kilka szczegółów z początku historii głównej bohaterki. 

 Lukrecja znalazła miłość swojego życia. Pytanie tylko, czy tą miłością jest mężczyzna, czy blog? 
Bo ja do końca nie byłam pewna, czy Lukrecja dzieli swoje serce po równo. A równowaga byłaby najlepszym rozwiązaniem. Wiadomo jednak, jak jest w życiu. Naszej bohaterki też nie ominą przyziemne problemy. Czy Lukrecji uda się uwolnić uczucie i nie uwięzić samej siebie? Oto jest pytanie, na które odpowiedz znajdziecie w tej powieści. 

 Lukrecja jest postacią... specyficzną. Tak, to odpowiednie słowo. Trudno znaleźć podobną jej postać w literaturze polskiej. Lukrusia jest inteligentna, bystra i ma fioła na punkcie smaków, zapachów i... roślin; a ściślej rzecz ujmując - kwiatów 🌼 Poza tym, jakby na przekór własnej mądrości wierzy w... różne rzeczy ☺ To wszystko tworzy mieszankę tak wyjątkową, że nie sposób nie polubić bohaterki Laury Adori. Tutaj nawet kawa w towarzystwie blogerki kulinarnej smakuje inaczej. A o potrawach nawet nie wspomnę. Magia... 
 Postacie drugoplanowe też są bardzo intrygujące i ciekawie nakreslone. Przyjaciółki Lukrecji są takimi samymi indywidualistkami jak ona. Bohaterowie płci męskiej też są mocno... zaskakujący. Niby ten sam gatunek, a takie w nim rozbieżności 😂
 U Laury Adori podoba mi się również to, że nie ogranicza się ona tylko do "zamkniętego kręgu" znajomych Lukrecji i ewentualnych adoratorów. Lukrecja spotyka na ulicach Warszawy osoby, które nie mają większego znaczenia dla fabuły, a mimo to są bardzo miłym urozmaiceniem. 
 A i humoru na kartach tej powieści nie brakuje. 
 Czytając tę książkę miałam wrażenie takiej egzotyczności. Lukrecja jest jak kolorowy ptak. A każde piórko to kolejne zaskoczenie. 
 Oj, wiele tych piórek z niej wyskubałam, chociaż z oddaniem w moje ręce największego czekała do samego końca! Niegrzeczna. 


 Może akcja tej powieści nie pędzi z prędkością pendolino. Może zwroty akcji nie są tak gwałtowne jak nagły, nieznany zakręt na naszej drodze. A mimo to, mogłabym pójść za Lukrecją na koniec świata. Wiem, może brzmi to banalnie, ale taka jest prawda. Podróż u jej boku byłaby najbardziej nieprzewidywalną przygodą życia. 

 A może Ty też zaryzykujesz i wsiądziesz razem z Lukrecją do jednego, nie byle jakiego, pociągu i przeżyjesz jedną z najbardziej aromatycznych i zwariowanych książkowych przygód w swoim życiu? Ja co prawda na chwilę wysiadłam, teraz czekam na przystanku na Ciebie i, mam nadzieję, kolejny etap podróży u boku Lukrecji ;-) 

/Ania. 

"Owoce Lukrecji"
Laura Adori 
Wydawnictwo Lira 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 



niedziela, 24 września 2017

"Jutro będziemy szczęśliwi" Anna Dąbrowska

Życie pisze własne scenariusze. 


 Czy oznacza to, że mamy bezczynnie przyglądać się temu, co dzieje się wokół nas? Czy w takim razie mamy być tylko biernym uczestnikiem naszego życia? A może szczęściu trzeba... pomóc? 


 To był zimny dzień. Zuza chciała ochłonąć po nieprzyjemnym wydarzeniu, które miało miejsce w sklepie jej mamy. Wyszła na zewnątrz. Wtedy w jej życiu pojawił się on, Adam. Jeszcze tego samego dnia złożył jej obietnicę. Obietnicę, której nie dotrzymał. Po roku bez pożegnania zniknął z jej życia.

"Wtedy planowałam rozpocząć studia w Szczecinie. Chciałam się tam przeprowadzić, 
byłam nawet na etapie poszukiwań pokoju, ale  nagle zjawił się w moim życiu on i sporo w nim namieszał. A później zniknął, pozostawiając po sobie wiele pytań, na które nikt nie znał odpowiedzi... ". 

 Od tego momentu minęły trzy lata. Trzy trudne i długie lata zarówno dla Zuza jak i dla Adama.
 Dziewczyna postanowiła, że już nigdy nie będzie oglądać się za siebie. I chociaż Adam nadal mieszkał w jej sercu postanowiła, że czas już rozpocząć nowy etap.

"Nie chciałam więcej tęsknić za Adamem i wierzyć w to, że kiedyś wróci. To nie byłoby w porządku wobec Marcina, z którym próbowaliśmy lepić coś na kształt związku. 
(...) 
Nie była to jednak miłość. Na pewno nie. Była to forma stłumienia samotności - dwa bijące serca stojące obok siebie robiły więcej hałasu i zagłuszały te okropne dźwięki ciszy. Ta melodia brzmiała najżałośniej, choć czasami, przyznaję, działała jak lekarstwo".

 I wtedy Adam podjął decyzję. Decyzję o powrocie...

"- Nie masz gwarancji, że Zuza ponownie wpadnie w twoje ramiona. 
(...) 
- To prawda. Nie mam żadnej gwarancji, ale czy rodząć się, otrzymujesz gwarancję na udane życie? (...) Mamo, ja chcę tylko spróbować żyć inaczej. Z nią lub bez niej". 


 Od czasu przeczytania "W rytmie passady" z niecierpliwością czekałam na kolejną powieść Anny Dąbrowskiej. I wreszcie się doczekałam, chociaż muszę przyznać, że "Jutro będziemy szczęśliwi" jest utrzymana w zupełnie innych klimatach.  
 Tym razem autorka otula nas świąteczną magią i zimową (a może sercową) zawieruchą  ❄❄❄ Jest śnieg, są choinki, ciepłe skarpety i herbata z gwiazdką anyżu. Mogłoby się wydawać - prawdziwa idylla. Ale życie (i autorka) lubi rzucać swoim bohaterom kłody pod nogi.
 Jak Zuza zareaguje na powrót Adama? Czy Adam zdecyduje się na walkę o serce, które zranił? I wreszcie, co na to wszystko Marcin? Jedno jest pewne, w tym układzie jest o jedną osobę za dużo.

  Najważniejszym atutem tej powieści jest pierwszoosobowa narracja Zuzy i Adama, dzięki czemu możemy spojrzeć na całą historię z obydwu perspektyw i lepiej zrozumieć motywy, które kierują bohaterami.
 Kolejnym jest Nie zmieniający się styl autorki, który bardzo lubię.
 Autorka obawiała się trochę, jak świąteczna opowieść zostanie przyjęta... w lecie, bowiem premiera tej powieści odbyła się 4 września. Mogłoby się wydawać, że to trochę za wcześnie na to całe bożonarodzeniowe szaleństwo. A mnie tę książkę czytało się bardzo przyjemnie pod ciepłym kocem i z kubkiem gorącej herbaty z cytryną w wolnej dłoni ☺ Ja kocham takie klimaty, tak jak i kocham święta. Fakt, może już nie odczuwam tej dziecięcej radości na myśl o ubieraniu choinki, ale nie da się ukryć, że koniec roku jest takim magicznym czasem, w którym cuda się zdarzają. Czy wydarzą się one również w życiu Zuzy i Adama?


 Nie jest to jednak opowieść tylko o zapachu piernika i świątecznym zabieganiu w kuchni szykując kolejne potrawy. Jest to opowieść o decyzjach, które źle, lub za późno podjęte, mogą zniszczyć nasze życie. A może tak naprawdę "przyszłości nie da się zmienić, bo ona już się wydarzyła, tylko my jeszcze do niej nie dotarliśmy? (...) Może rodzimy się z zapisanym scenariuszem życia, którego nie można już zmienić (...)?". 
 O tym jak jest w rzeczywistości, już wkrótce przekonają się nasi bohaterowie i, mam nadzieję, Wy razem z nimi.

 Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.
Na teraz, na Święta, na kolejny rok. Bo prawda zawarta w tej powieści nie ma daty przydatności 🕛

/Ania. 

"Jutro będziemy szczęśliwi"
Anna Dąbrowska 
Zysk i S-ka Wydawnictwo 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję 
Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). 

środa, 20 września 2017

"Poszukiwani, poszukiwany" Małgorzata Falkowska

 To nie jest kolejna komedia dla o kretynkach! 



  Po desperackich poszukiwaniach męża przez Berkę ("Mąż potrzebny na już") i historii Zośkowej przemiany ("Gorzej być (nie) może") czas na kolejną przygodę u boku bohaterek Małgorzaty Falkowskiej. Poznajcie Monikę i Jolę, 2/6 teamu zwariowanych przyjaciółek. Wtajemniczeni wiedzą, że dziewczyny tworzą związek homoseksualny. Związek, który wkracza właśnie w kolejny etap. Etap (przyszłego) rodzicielstwa. Tak, tak. Monia i Jola starają się o dzieci. 
 Pozostałe 4/6 ekipy, czyli niezawodne przyjaciółki, oczywiście, służą dobrą radą, ale ten, kto chociaż raz spędził u ich boku kilka godzin wie, że z tego nie może wyniknąć nic... dobrego. Ale śmiesznego już tak ☺
 Kolejne próby zajścia w ciążę kończą się niepowodzeniem, a na domiar złego, jak to w życiu bywa, zaczynają piętrzyć się niespodziewane kłopoty. Czy nadejdzie wreszcie dzień, w którym spełni się wielkie marzenie pary o dwójce małych brzdąców? I co w ogóle u pozostałych przyjaciółek? 


 To nie jest kolejna komedia o kretynkach!
O tym trzeba już wspomnieć na początku. 
Każda z bohaterek jest wyrazista i chociaż ich wybory mogą wydawać się mocno niedorzeczne (kto nadaje swojemu dziecku imię zwycięzcy telewizyjnego show?! Bogu dzięki, że "Agenta" nie wygrała Tamara, bo wtedy synek Berki miałby na imię Macademian Boy 😂 lub wymyśla casting na... zastępczą przyjaciółkę? ), to są to kobiety wyjątkowe i inteligentne. Nawet ulubienica tłumów, Zosia, która w "Poszukiwani, poszukiwany" nie straciła ani trochę ze swojego uroku. 

"- Bożeszcze, Jolunia! (...) Jakbym ja wzięła te pustaki, co po ulicach w Polsce chodzą, to byłaby to największa szkoła w Kenii, a może i całej Afryce".

 Wiecie, co najbardziej lubię w powieściach Małgorzaty Falkowskiej? Właśnie to, że pod tą całą pierzynką z humoru (brawo dla autorki za wyobraźnię 👏) kryje się bogate wnętrze poruszające ważne i trudne tematy. 
 W najnowszej powieści na pierwszy plan wysunięta jest historia związku dwóch kobiet przedstawiona z ich własnych perspektyw (Monia i Jola są tu narratorkami). Opowiadają nam one o próbach zajścia w upragnioną ciążę. Zdają relację z poszukiwań wspólnego lokum. Zwierzają się z problemów, wątpliwości. Dzielą się swoimi rozterkami. Bo chociaż przyjaciółki zaakceptowały uczucie, które ich łączy, z innymi nie jest już tak łatwo. A przecież każdy ma prawo do miłości. Bez względu na wiek, rasę, czy płeć. Możemy tego nie rozumieć. Ba! Możemy tego nie akceptować. Ale szanujmy wybory i decyzje innych, nawet wtedy, kiedy dla nas są one kompletnie nie do przyjęcia! 


 W pierwotnym zamyśle autorki, historia przyjaciółek miała zamknąć się w trzech częściach. Jednak, jak sama przyznała, nie potrafi ona rozstać się ze swoimi bohaterkami, które żyją już własnym życiem. W związku z tym zakończenie "Poszukiwani, poszukiwany" jest furtką do następnej powieści. Przejście to jest, niestety, jeszcze zamkniętę. Tak się nie robi! Oj, nie robi! W głowie mam tyle różnych scenariuszy, a i tak ten właściwy posiada tylko Małgosia. Jak żyć, kiedy u dziewczyn dzieją się takie rzeczy?! I jak wytrzymać do premiery "Nowe starego początki"?!  

 Małgorzata Falkowska jest optymistką. I ten optymizm czuć w jej powieściach, chociaż stawia ona przed dziewczynami wiele przeszkód. Ale przecież nikt nie powiedział, że życie będzie łatwą podróżą, prawda? 

 Cieszę się, że mogłam objąć tę książkę ambasadorstwem, bo to powieść fajna (jak bohaterki) i ważna (jak poruszane w niej kwestie). 
 Rozśmieszy kiedy Ci źle, ale też i zmusi do przemyśleń. Połączenie idealne ❤ choć na pierwszy rzut oka sprzeczne, jak charaktery Moni i Jolki ☺

 Polecam Wam tę książkę, tym bardziej, że długie, jesienne wieczory są idealnym pretekstem do przeniesienia się w inną rzeczywistość. Zapewniam Was, że i boku dziewczyn nie grozi Wam nuda. A każda z tych podróży; czy to z Berką, czy z księżniczką Zosią, czy z bohaterkami dzisiejszej recenzji to podróż w nieznane. 
 Jesteście na to gotowi? 

/Ania. 

"Poszukiwani, poszukiwany"
Małgorzata Falkowska 
Wydawnictwa Videograf SA 

Dziękuję autorce, Małgorzacie Falkowskiej, za możliwość objęcia powieści ambasadorstwem, a także Wydawnictwom Videograf SA za egzemplarz recenzyjny 😘😘😘

P.S :
 A teraz czas na autoreklamę ☺
 Tak prezentuje się moje logo wśród logotypów ambasadorów :



 Odkryłam też, że zdjęcie mojego autorstwa znalazło się na trzeciej stronie okładki 👍 😘

sobota, 16 września 2017

Mój pierwszy raz...

 To był lipiec. Tego jestem pewna. 


źródło zdjęcia: tapeciarnia.pl

 Wtedy to właśnie Hania z  Nie oceniam po okładkach nominowała mnie do pierwszego w moim życiu LBA. 
 Jesteście ciekawi, jakie pytania wymyśliła oraz jakich ja udzieliłam odpowiedzi? 
 W takim razie kawa/ herbata w dłoń i przyjemnego czytania ☺


1. Ulubiona książka z dzieciństwa?
Zdecydowanie "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków" - szalałam za księciem 😂 Ach, te pierwsze miłości ❤
2. Czym jest dla Ciebie książka?
Nieodłącznym elementem życia. 
3. Książka, która wywołała w Tobie największe emocje to?
"W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej. 
4. W jakim miejscu najbardziej lubisz czytać?
Na równi najbardziej lubię czytać w łóżku (w nocy) i w kuchni (przy porannej kawie). 
5. Czy pożyczasz swoje książki innym?
Tak, nie mam z tym problemu, chociaż strasznie za nimi tęsknię kiedy są poza domem. 
6. Czy słuchasz audiobooków?  Dlaczego tak/nie?
Nie, bo nie potrafię się skoncentrować. Ja muszę mieć literki przed oczami. Czuć zapach papieru. Słyszeć szelest stron. 
7. Najgorsza książka, jaką przeczytałaś to?
"Ława przysięgłych" Grishama. 
8. Który bohater literacki najbardziej Ciebie przypomina?
Chyba jeszcze na takiego nie trafiłam. 
9. Wymień trzy książki, które najbardziej zapadły Ci w pamięć. Dlaczego akurat te?
Wspomniana już wcześniej powieść Ani Dąbrowskiej, czyli "W rytmie passady" - po tylu wylanych łzach nie sposób jej zapomnieć. 
Na długo zapamiętam też "Moje śliczne" Karin Slaughter, bo w trakcie jej czytania byłam po prostu przerażona ludzkim okrucieństwem. 
A trzecia (i czwarta)? Na zawsze zapamiętam też historie opisane w moich patronatach medialnych ("Wizaż śmierci" Ewy Dudziec oraz "Jak feniks z popiołów" Grety Gulsen), bo mimo że ich nie napisałam, traktuję je trochę jak takie moje książkowe dzieci. Zawsze będą one miały honorowe miejsce zarówno na mojej półce jak i w moim sercu. 
10. Książka idealna na poprawę humoru to?
Komedia 😂 
11. Czy planujesz w tym roku przeczytać daną liczbę książek? Jeżeli tak, to jaką?
W styczniu założyłam sobie, że przeczytam w tym roku 100 książek. W lipcu przy 52 przestałam liczyć ☺ Ale myślę, że osiągnę swój czytelniczy cel ☺

 Uff, udało się! Haniu, dziękuję ☺
To było bardzo ciekawe doświadczenie! 


 A teraz czas na moje pytania ☺
1. Czy pamiętasz książkę, którą jako pierwszą przeczytałaś samodzielnie? 
2. W jakich książkach gustujesz obecnie? 
3. Która książka według Ciebie ma najpiękniejszą okładkę? 
4. Która książka według Ciebie ma z kolei najbrzydszą okładkę? 
5. Lecisz sama na miesięczny pobyt na bezludną wyspę i możesz zabrać ze sobą tylko jedną książkę. Którą wybierzesz i dlaczego? 
6. Dokończ zdanie: Kiedy nie czytam to... 
7. Ebook czy tradycyjna książka? 
8. Jaką książkę poleciłabyś osobie, która jest dopiero na początku przygody z czytaniem? 
9. Twój ulubiony/a polski/a autor/ka to? 
10. Fenomenu którego pisarza (bądź pisarki) nie jesteś w stanie zrozumieć? 
11. Jaka książka zajmuje pierwsze miejsce na Twojej liście "must have" (lub jak kto woli "must read")? 

 Nominuję:

Przyjemnej zabawy!!!

/Ania. 

piątek, 8 września 2017

"Zakładnik" Przemysław Borkowski

 Psycholog Zygmunt Rozłucki znalazł się w złym miejscu, o złym czasie. A może wręcz przeciwnie? 




 To powinien być dzień, jak każdy inny. Pełen biegnących do pracy ludzi, roześmianych dzieci, szczekających psów. A jednak nie był. Był... inny. 
 Zygmunt Rozłucki zgodził się zastąpić przyjaciela w roli eksperta w programie śniadaniowym. Tuż przed jego planowanym wejściem na antenę dochodzi do zaskakujących wydarzeń. 
 Do studia wdziera się człowiek, który w transmisji na żywo na oczach milionów Polaków bierze zakładników, jednego z nich zabija, odczytuje bezsensowne oświadczenie, po czym sam popełnia samobójstwo. 
 Policja bierze go za wariata i szybko zamyka sprawę. Jednak dociekliwa dziennikarka, Karolina Janczewska (jedna z zakładniczek) namawia psychologa do pomocy w przygotowaniu reportażu o "przestępcy". To mógłby być jej temat życia. 
 Wspólne śledztwo doprowadzi ich do rodzinnej miejscowości zamachowca i tajemniczej śmierci sprzed dwudziestu lat. 
 O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego mąż, ojciec, zwyczajny człowiek popełnił taką zbrodnię? Kim tak naprawdę jest/był tytułowy Zakładnik
A może to dopiero... początek? Odpowiedź Was zaskoczy! 


 WOW! Nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra książka. Świetnie skonstruowana fabuła, ciągłe zwroty akcji i intrygujący bohaterowie. Mieszanka wybuchowa.
 I jeszcze te krótkie rozdziały. Każdy książkoholik doskonale zna z doświadczenia założenie, że  "jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać" ☺ W przypadku Zakładnika i mnie było tak samo. O, następny rozdział ma tylko 6 stron. Hmm, już późno. Przeczytam go i pójdę spać. O, a ten ma tylko 4 strony. A kolejny tylko 7. Itd.
 I takim oto sposobem od jednego rozdziału do następnego, i następnego, i następnego zrobiła się 4 nad ranem 🕛 Uznałam więc, że nie ma sensu kłaść się na te krótkie dwie godziny, więc postanowiłam zrobić sobie bardzo poranną kawę i skończyć powieść.  Fakt, że przeczytałam tę książkę w jeden dzień (a raczej noc) już o czymś świadczy, prawda?


 Mogłabym pisać o tej powieści długo. Mogłabym skupić się na osobowościach, okolicznościach i konsekwencjach. Mogłabym zacytować kilka naprawdę interesujących fragmentów. Mogłabym napisać o moim zdziwieniu, zaskoczeniu, niedowierzaniu. Mogłabym, ale tego nie zrobię. To nie jest historia, do której przeczytania trzeba zachęcać. To książka, którą po prostu trzeba przeczytać! Bez dyskutowania! I koniec (wielka).

/Ania. 

"Zakładnik"
Przemysław Borkowski 
Wydawnictwo Czwarta Strona 

poniedziałek, 4 września 2017

"Trzeba długo iść, żeby dojść do siebie" Annabelle Copenhay

 Czy wiara zawsze czyni cuda? 


Dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję kolejnej propozycji od Wydawnictwa Psychoskok.


 Zamożna, wykształcona rodzina, zapewniająca dzieciom odpowiednie warunki do nauki i poznawania świata. Pozornie obraz rodziny Doroty nie budzi żadnych zastrzeżeń, bo
w takich domach TO się nie zdarza... Może, dlatego rodzicom- lekarzom tak trudno było dopuścić do siebie myśl, że ich córka cierpi na poważne zaburzenia odżywiania. Jednak trudne relacje z rodzicami i najbliższymi, brak zrozumienia i akceptacji z ich strony oraz powracające winy z przeszłości urosły do rangi problemów nie do pokonania. Nadużywanie środków odurzających, samouszkodzenie oraz próby samobójcze są przejawem nienawiści do własnego ciała i sposobem oderwaniem się od kłopotów.
 Zagubiona bohaterka nie radziła sobie z szantażem emocjonalnym, a także życiem pod presją innych. Chora początkowo zajada swoje problemy, by w efekcie pozbyć się ich - zwymiotować i znowu nic nie czuć. Dziewczyna uważała, że choroba to wszystko co ma, w momencie, kiedy ją straci nie będzie miała już nic. Obsesyjnie skoncentrowana na własnym ciele nie jest w stanie poradzić sobie i stworzyć normalnego związku z mężczyzną.
 Czy Dorota zrozumie dlaczego zachorowała, stanie się bardziej wyrozumiała dla samej siebie i drugiego człowieka, czy w końcu wyciągnie odpowiednie wnioski z bolesnej lekcji życia?


 Trzeba długo iść, żeby dojść do siebie to powieść na wskroś emocjonalna. Autorka, jak mniemam, ukrywająca się pod pseudonimem Annabelle Copenhay, dzieli się ze swoimi czytelnikami własnymi doświadczeniami w ciężkiej walce z zaburzeniami odżywiania.
 Już od wielu lat jest to poważny problem, głównie wśród młodych ludzi. Presja otoczenia, moda na bycie szczupły, mocno odciska się na ludzkiej psychice. A należy pamiętać, aby przede wszystkim żyć zdrowo, a dobre nawyki albo wprowadzać od najmłodszych lat, albo stopniowo.
 Nasza bohaterka, Dorota, w zasadzie rzuciła się od razu na głęboką wodę. Z dnia na dzień ograniczyła spożywane produkty, aby następnie w zasadzie z nich zrezygnować. I takim oto sposobem zanim się zorientowała, była już w szponach choroby. A z nich (przepraszam za wyrażenie) cholernie trudno się uwolnić....


 W przypadku tej powieści nie będę skupiać się na zachowaniu, postępowaniu, decyzjach i wyborach głównej bohaterki, bo nie mam prawa, aby oceniać jej życia. Gdyby to była postać czysto literacka, w 100% wymyślona przez autorkę, wtedy nie miałabym żadnych obiekcji, aby ją oceniać.
 Sama nie chciałabym, aby ktoś oceniał mnie, więc i ja nie będę tego robić Dorocie.
 Zwrócę jednak uwagę na chaos. Miałam wrażenie, że autorka chce bardzo wiele mi, jako czytelnikowi, przekazać. I niestety tych wiadomości było momentami aż za dużo.
 Na pewno nie jest to łatwa opowieść i podejrzewam, że Annabelle Copenhay włożyła wiele siły (i pewnie niejedną łzę) w to, aby podzielić się, bądź co bądź z obcymi ludźmi, swoją historią i może właśnie z tego wynika ten lekki zamęt w książce. Czuć w niej taki... niepokój. Tak, to dobre określenie. Jakby autorka bała się reakcji odbiorcy, więc postanowiła nie dać mu czasu na zastanowienie się nad jej wyborami.
 W moim odczuciu dużo spokojniej jest potraktowana część opisująca trudną walkę z chorobą, ale o tym już nie będę Wam pisać, bo w końcu zdradzę Wam zbyt wiele, a tego bardzo bym nie chciała.

 Moim zdaniem Trzeba długo iść, żeby dojść do siebie wymaga dopracowania; ułożenia myśli w spójną całość, a także wyeliminowania błędów, których niestety trochę w treści jest.

 Dlaczego więc warto sięgnąć po tę książkę?
Bo to nadal problem, który dotyka sporą część społeczeństwa, która chce się wpisać w obowiązujące i akceptowane kanony piękna.
 Może więc warto podrzucić ten tytuł córce, która nagle przesadnie zaczęła liczyć wszystkie kalorie?
 Ale jest to też, tak naprawdę, powieść o każdym z nas. Każdy, bez wyjątku dokonał kiedyś złego wyboru. Najważniejsze jest jednak to, aby najpierw odnaleźć tę właściwą drogę, a potem podążać nią krok po kroku ku... sobie!

Dzisiaj wiem jedno, jeśli się bardzo chce, 
bardzo wierzy w to, 
że można być zdrowym, wówczas jest to możliwe. 
Wiara, prawdziwa, szczera wiara czyni cuda. 

 Chcę być z Wami absolutnie szczera, więc zdradzę Wam, że w ogólnym rozrachunku oceniam tę książkę tak pół na pół.
 Przesłanie jest ważne ; szacunek dla autorki za odwagę i decyzję o podzieleniu się swoją historią.
 Gorzej z wykonaniem. Nie wiem, czy Annabelle Copenhay zdecyduje się jeszcze w przyszłości na wydanie kolejnej książki; jeżeli tak, sugeruję więcej spokoju, a będzie naprawdę dobrze 👍

/Ania. 

"Trzeba długo iść, żeby dojść do siebie"
Annabelle Copenhay 
Wydawnictwo Psychoskok 

Powieść zrecenzowana 
dzięki uprzejmości Wydawnictwa 
. Dziękuję 😘

niedziela, 3 września 2017

"Wybory Niny" Anna Kekus

 Zawsze głosuj na prawdziwą miłość. 



- What the fuck? - krzyknął mocno naciskając hamulec. Samochód wpadł w poślizg na mokrej od deszczu drodze, aż w końcu się zatrzymał. (...) 
Wycieraczki z trudem radziły sobie ze strugami wody, ale bez wątpienia na poboczu leśnej drogi  leżało ciało. Wysiadł. Runęła na niego ściana deszczu. Była trzecia nad ranem. 
Noc strachów, duchów i szkieletów, czyli Halloween. (...) Sprawdził puls... Żyła. 
Sięgnął do kieszeni marynarki. Wyjął komórkę, która przez tych kilka chwil prawie zupełnie zamokła. Z trudem wybrał numer. 
- Halo! Nazywam się Damian Maxwell. Znalazłem nieprzytomną dziewczynę... 

 W tak drastycznych okolicznościach na Old Cutler Road krzyżują się drogi Niny i Damiana. Ona jest zagubioną i zbyt ufną emigrantką znad Wisły. On z kolei to miejscowy playboy o polskich korzeniach, który postanawia spróbować swych sił w polityce. Niestety jego liczne romanse i interes, który prowadzi nie do końca wzbudzają zaufanie obywateli. Aby stać się go godnym, młody mężczyzna nie ma wyboru - musi się ustatkować i ożenić. Tylko w ten sposób zyska w oczach wyborców. 
 Nie wierzący już w miłość Damian proponuje Ninie układ - małżeństwo na pokaz wzamian za przyzwoite wynagrodzenie. Czy to jednak dobry pomysł- zamienić życie w jedną wielką farsę? 

źródło zdjęcia: 

 Czytając opis tej książki możemy dojść do słusznego wniosku, że to typowo kobiecy romans z elementami powieści obyczajowej. 
 Zachwycające plenery gorącej Florydy, przystojny mężczyzna i piękna kobieta oraz jasne i ciemne strony życia w blasku fleszy. Jeżeli dodać do tego nie zawsze czyste zagrywki w świecie polityki i kilka pikantnych, ale smacznych scen powinniśmy otrzymać crème de la crème tego gatunku. I otrzymujemy! 

 Zdaję sobie doskonale sprawę, jakie są opinie o romansach. Niestety, nie zawsze są one pozytywne. A ja przyznam się Wam szczerze i bez grama wstydu, że lubię takie klimaty. Uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po lekturę przy której po prostu będę mogła się zrelaksować i odprężyć;
dzięki której chociaż na kilka chwil przeniosę się w inny świat. A jeżeli dodatkowo powieść niesie ze sobą przesłanie...
 Tak, tak. Jeżeli myślicie, że Pani Anna Kekus napisała "pusty" romans wypełniony łóżkowymi scenami i nic nieznaczącymi dylematami to jesteście w błędzie! Ogromnym błędzie!
 Wybory Niny to opowieść o miłości i o decyzjach jakie musimy podejmować. Życie niestety nie zawsze daje nam jasne odpowiedzi więc i wybory nie zawsze bywają słuszne. Przekona się o tym zarówno Damian jak i nasza główna bohaterka.
 Tylko, czy obydwoje zdążą zrozumieć, że zawsze, ale to ZAWSZE trzeba głosować tylko na prawdziwą miłość?

źródło zdjęcia:

  Jeden dzień. Niecałe 24 godziny. Aż żałuję, że tylko tyle czasu spędziłam w towarzystwie bohaterów najnowszej propozycji Wydawnictwa Lira. Ale po prostu nie potrafiłam rozstać się z tą historią na dłużej niż godzinę 🕛
 Nina to kobieta, która chociaż chce dobrze, potrafi ostro namieszać. Momentami aż chciałam krzyknąć "Nina! Co ty chcesz zrobić?!/ Dziewczyno, to się źle skończy!/ Lepiej uważaj!"
 A ona i tak twardo brnęła w złą stronę. Uparciuch!

 Aż dotarła do końca. I tu moje odczucia najlepiej odda zwrot rozpoczynający tę historię: What the fuck?!  Serio! Już dawno nie doznałam takiego szoku. Ja byłam święcie przekonana, że ta powieść zakończy się gorącym pocałunkiem, spacerem w stronę słońca, albo i czymś więcej. A tu proszę. Autorka wprowadziła mnie w prawdziwe osłupienie.
 Na początku pomyślałam : zaraz, zaraz Pani autorko, tu chyba brakuje kilku stron 😂 😂 😂
 Prawda jest jednak taka, że historia Niny nadal się tworzy. Uff 👍 Całe szczęście, bo takiego zakończenia bym nie przeżyła. I tak ledwo uszłam z tego bez większego, emocjonalnego szwanku.


 Moi Drodzy, jeżeli szukacie jednego z najlepiej, najciekawiej i najpiękniej napisanych romansów z dodatkowo cudowną okładką  - właśnie przeczytaliście jego recenzje 📖
 Nic dodać, nic ująć 🌼

/Ania. 

"Wybory Niny"
Anna Kekus 
Wydawnictwo Lira 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 😘 😘 😘

środa, 30 sierpnia 2017

"Mój pomysł na życie" Elżbieta Kosobucka

 Nawet do perfekcyjnie przygotowanego planu może wkraść się element niepożądany... 



 Już od jakiegoś czasu, debiutancka powieść Pani Elżbiety zwracała w sieci na siebie moją uwagę. Kiedy więc dostałam propozycje zrecenzowania Mojego pomysłu na życie, postanowiłam zaryzykować, tym bardziej, że opinie o tej powieści były bardzo pozytywne. I tak oto pewnego, słonecznego dnia dotarła do mnie ta książka, a ja od razu zabrałam się za jej lekturę. Już po kilku chwilach przeniosłam się w perfekcyjny świat Melody... 


 Przyznam szczerze, że na początku nie polubiłam głównej bohaterki. Wydawała mi się taka... nieprzyjemna i oziebła. Młoda kobieta odnosiła błyskawiczne sukcesy w bankowości i już się przeraziłam, że wszystko w tej historii będzie kręcić się wokół jej walki o jeszcze lepszy stołek. Na szczęście autorka zrobiła coś bardzo ciekawego. Pokazała nam drugą twarz Melody, która wolnego czasu nie poświęca na wymyślanie intryg, tylko uwielbia spędzać go szalejąc w towarzystwie znajomych. Panna Sawicka zyskała ludzką, całkiem sympatyczną twarz ☺
 I gdzieś pomiędzy pracą, a codziennym życiem pojawił się on - Paweł. Szkoda tylko, że w dość niesprzyjających okolicznościach.... 

Moja dłoń schowana w jego dłoni, 
ciepło, które biło od jego ciała, 
to jak dobrze się z nim czułam przez cały wieczór, 
to jak na mnie patrzył i co do mnie mówił, 
jak mnie słuchał... 
Podobał mi się, ale nie będę mogła spokojnie patrzeć mu w oczy, dopóki nie spłacę długu, 
tego byłam pewna. 

 Z pewnością nie odbiorę Wam przyjemności z czytania, jeśli zdradzę Wam, że tych dwoje już wkrótce nie będzie potrafiło... nie myśleć o sobie. Pytanie tylko, czy Melody będzie na siłach, aby otworzyć swoje serce na miłość? I czy Paweł będzie potrafił docenić kobietę, którą los postawił na jego drodze? 
 Kiedy już wszystko pozornie trafi na swoje miejsce, pojawi się nowy element, którego nikt (a już głównie ja) absolutnie się nie spodziewa! Czy para przetrwa tę "sytuację"? Jak zakończy się ta historia? 


 Moim zdaniem, bardzo udany debiut literacki Elżbiety Kosobuckiej - żony, matki, chrześcijanki i pisarki o życiu. Tak po prostu. Życiu, które nie zawsze podąża wyznaczonym przez nas torem, ale ZAWSZE stawia na naszej drodze osoby i zdarzenia, które są nam potrzebne do zrozumienia naszego istnienia. 
 Warto mieć tę książkę w swojej domowej bibliotece. Jestem przekonana, że każdy wyciągnie z niej własną lekcję o tym, co w życiu najważniejsze, a o czym w pędzie dzisiejszego świata zapominamy.
 A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że dla każdego będzie to zupełnie coś innego ☺

/Ania.

"Mój pomysł na życie"
Elżbieta Kosobucka 
Wydawnictwa Videograf 

Za możliwości przeczytania i zrecenzowania "Mojego pomysłu na życie" dziękuję:
 autorce, Pani Elżbieta Kosobuckiej (Fp), 
Wydawnictwom Videograf SA (Fp
oraz Darii, autorce bloga Kraina Książką Zwana 😘 😘 😘  

czwartek, 24 sierpnia 2017

"Uwięzione" Natasha Preston

 Lilia. Róża. Mak. Fiołek. Koniczyna. 


 Nadszedł wreszcie ten dzień. Przed Wami recenzja książki zagranicznej autorki. Ci, co obserwują mój blog od niedawna, mogli dojść do wniosku, że czytam tylko i wyłącznie polską literaturę. Pędzę więc z wyjaśnieniami - zdarza mi się sięgać również po dzieła zagranicznych twórców, chociaż przyznaję, że robię to zdecydowanie rzadziej niż kiedyś.

 Dlatego też z przyjemnością i dużą nadzieją podjęłam decyzję o wyciągnięciu ręki po Uwięzione Natashy Preston. I już po kilku pierwszych stronach zdałam sobie sprawę, jak bardzo tęskniłam za thrillerami. Tak bardzo, że przeczytałam tę książkę w ciągu 24 godzin 🕛


 Pewnego wieczoru nastoletnia Sammer postanawia iść sama na imprezę. Niestety nigdy na nią nie dociera.
 Jej chłopak Lewis nie może sobie wybaczyć, że feralnego wieczoru nie było go przy niej. Rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania młodej dziewczyny i walka z czasem.
 Nagle Sammer przestaje być sobą. Wraz z trzema innymi dziewczynami będzie musiała znosić życie w zamknięciu. Wbrew swojej woli Sammer będzie zmuszona być częścią nowej rodziny. Czy zdoła stamtąd uciec?

 Przeczytaj tę powieść, a już nigdy nie będziesz chciała dostać kwiatów. Takim właśnie hasłem jest reklamowana ta opowieść. Czy rzeczywiście tak jest?
 Faktycznie, kwiaty odgrywają w tej powieści bardzo istotną kwestię. A raczej brak dbałości o nie. Kto już czytał Uwięzione ten wie, co mam na myśli. Jednak po lekturze tej książki nadal nie mam nic przeciwko dostawaniu kwiatów 🌼 Chociaż muszę przyznać, że chwyt marketingowy jest rewelacyjnie wymyślony i pewnie niejedna czytelniczka po poznaniu tej historii może mieć pewne skojarzenia przy okazji otrzymania bukietu od męża/ chłopaka/ kochanka.


 Nie będę ukrywać, że fabuła tej powieści jest bardzo wciągająca. Ciągle coś się dzieje. Z jednej strony obserwujemy życie Sammer po uprowadzeniu, z drugiej przyglądamy się akcji poszukiwawczej dziewczyny. I gdzieś między tym wszystkim jest jeszcze on, Clover.
 Dodatkowym atutem jest możliwość spojrzenia na wszystko z perspektywy danej osoby. I tak narratorami są tu : Summer (po porwaniu - Lily), jej chłopak Lewis oraz właśnie Clover. Dodatkowo co jakiś czas przenosimy się też w przeszłość, dzięki czemu poznajemy m. in. okoliczności początku znajomości Summer i Lewisa, a także trudną relację Clovera z matką.

 I tutaj następuje malutkie "ale". Doskonale zdaję sobie sprawę, że dzieciństwo i sposób w jaki jesteśmy wychowani kształtuje nasz charakter i to, kim będziemy w przeszłości. Clover stał się "taki" przez swoich rodziców. Przez co na koniec czytelnik może pomyśleć "no tak, to psychol, ale przecież chory; to w głównej mierze nie jego wina". Oczywiście nie chcę negować pomysłu autorki, ale moim zdaniem byłoby dużo ciekawiej, gdyby Clover był po prostu zły. Z natury. Wydaję mi się, że wtedy wzbudzałby więc negatywnych emocji.


 Patrząc na okładkę, możemy czuć przerażenie. Obdrapane schody nie wróżą nic dobrego. Kojarzą nam się... no właśnie? Z jakąś salą tortur, nieludzkimi warunkami (chociaż w przypadku tej powieści nie można tu mówić o ludzkich warunkach) pająkami, szczurami. Będziecie zaskoczeni, do jakiego miejsca trafi Summer i przez co będzie musiała przejść.

 Podsumowując, ogólny bilans wychodzi na plus.
Szybka akcja, ciekawi bohaterowie, umiejętnie wprowadzone retrospekcje to wszystko tworzy naprawdę interesującą i godną uwagi historię, w której bez względu na okoliczności nie ma dobrego zakończenia.

/Ania. 

"Uwięzione"
Natasha Preston 
Wydawnictwo Feeria Young 
www.dadada.pl

Notka o autorce:
Natasha Preston - urodziła się i wychowywała w Wielkiej Brytanii, z dala od wielkich miast.
Miłość do pisania obudziła się w niej, kiedy odkryła stronę dla pisarzy amatorów. Opublikowała na niej swoje pierwsze opowiadania i już nigdy nie zawróciła z tej drogi.
Lubi pisać romanse, thrillery i powieści młodzieżowe z charakterem i, od czasu do czasu, o seryjnym mordercy.
Jej strona internetowa to www.natashapreston.com.

środa, 23 sierpnia 2017

"Osobliwość ciszy" Alicja Masłowska-Burnos

 Cisza, cisza, cisza... 


 Ostanie zawirowania pogodowe sprawiły, że niestety miałam bardzo  ograniczony dostęp do internetu, przez co tak długo musieliście czekać na kolejną recenzję. W ramach rekompensaty mam dzisiaj dla Was coś wyjątkowego, czego na blogu jeszcze nie było. (Prawie) trzy recenzje ☺
 I jak się za sekundę przekonacie, nadal pozostajemy wśród polskich twórców 👍 🌎


  Dziś wyjątkowo zaczynam od końca ☺
Zanim jednak przejdę do recenzji trzeciego tomu Trylogii ciszy autorstwa Alicji Masłowskiej-Burnos, chciałabym przybliżyć Wam krótko fabuły dwóch pierwszych tomów, czyli historii opisanych w Nie wchodź w moją ciszę oraz Odprowadzam ciszę 
+ dodać dosłownie kilka zdań mojego komentarza do każdej z części.
 Oczywiście, żeby lepiej zrozumieć historię Mai lepiej czytać wszystkie części tej trylogii po kolei, jednak całość została tak napisana, że i sięgając tylko po pojedynczy tom, nie czujemy, że mamy jakieś straszne zaległości ☺

   Tom I - Nie wchodź w moją ciszę :



 Książka „Nie wchodź w moją ciszę” to dramat psychologiczno-erotyczny z elementem kryminału, w którym nie brak emocjonalnie naszkicowanych treści. Główną bohaterką jest Maja - piękna, niezależna i bardzo inteligentna 32 letnia singielka zmagająca się od lat z problemem pracoholizmu i perfekcjonizmu, co niestety nie do końca sobie uświadamia.

 Przewrotny los, który nieoczekiwanie stawia na jej drodze mężczyznę, przystojnego i charyzmatycznego dewelopera Adama zmusza bohaterkę do zmiany i analizy własnego samodestrukcyjnego postępowania. Miłość Mai i Adama przeradza się w trudny i bardzo namiętny romans. Dla Adama bohaterka podejmuje nie łatwą walkę ze swoim destrukcyjnym nałogiem.*

 Mój komentarz :
 Literacki debiut Alicji Masłowskiej-Burnos oceniam na 7 w 10 stopniowej skali. Jak będziecie mogli zauważyć później, tom pierwszy oceniłam najsłabiej. Wielokrotnie pisałam już na blogu, że uwielbiam debiuty. Po przeczytaniu Nie wchodź w moją ciszę zdania nie zmieniam, jednak sięgając po któryś już z kolei, jestem bardziej wymagająca ☺
 W pierwszej części poznajemy typową procoholiczkę Maję, która nie widzi nic poza pracą i karierą. Do dnia, w którym przypadkowo poznaje Adama. Relacja tych dwojga przeradza się w romans. Czy jednak Maja zrozumie, że jej serce też potrzebuje miłości i otworzy się na tę "nowość"?
 Moim zdaniem tę właśnie cześć można nazwać typowo kobiecą literaturą, bo mimo wątku kryminalnego, który w tym przypadku tworzy tylko tło powieści, jest to opowieść o przemianie, wartościach i emocjach.
 Co do zakończenia : gdybym nie miała pod ręką drugiego tomu pewnie byłabym i zaskoczona i zawiedziona, że historia nie została zamknięta, a tak czym prędzej zabrałam się za czytanie kontynuacji ☺

 Tom II - Odprowadzam ciszę :



 Maja i Adam będą musieli zmierzyć się z mściwym i bezwzględnym Albertem Lenkiewiczem. Gorące i bardzo namiętne uczucie obojga kochanków zostanie wystawione na próbę. Czy kochankowie wytrwają razem? Kto tak naprawdę stoi za wszystkimi nieuczciwym wydarzeniami w ,, Medical”? Wreszcie czy dziewczyna pokona swoją ciszę, czy uda jej się wrócić z krawędzi rozpaczy, jako zupełnie inny człowiek? Odpowiedź na wszystkie, te pytania znajdziecie Państwo w ,, Odprowadzam ciszę”. Autorka ponownie wprowadza nas w świat gorącego romansu i nieprzewidywalnego kryminału, wywołując niczym nieograniczone uczucia...*

 Mój komentarz :
 W tym wypadku w 10 stopniowej skali, kontynuacja przygód Mai zasługuje na 8.
 Nie wiem, czy wiecie, ale od dawna uwielbiam kryminały, dlatego też tym, co najbardziej podobało mi się w tej części, było właśnie rozwinięcie tego wątku.
 Oczywiście relacja Mai i Adama też bardzo mi się podobała, bo autorka postanowiła poustawiać na ich drodze kilka naprawdę trudnych przeszkód.
A ja lubię, kiedy bohaterowie mają pod górkę - wtedy jest zdecydowanie ciekawiej ☺
 Oczywiście Pani Alicja przygotowała dla swoich czytelników niespodziankę, ale niestety nie mogę zdradzić Wam jaką. Myślę jednak, że tak jak i ja będziecie zadowoleni z takiego obrotu spraw ☺

 I tu przechodzimy już do sedna naszego dzisiejszego spotkania, czyli mojej opinii o trzecim tomie Trylogii ciszy, czyli powieści pt. Osobliwość ciszy.


 Oczywiście na wstępie przedstawię Wam opis fabuły.

 "Osobliwość ciszy” jest ostatnią częścią z entuzjazmem przyjętej przez czytelników „Trylogii ciszy”. Autorce po raz kolejny udało się zaskoczyć w taki sposób, aby do ostatnich kart nie ujawnić jak finalnie potoczą się losy głównych bohaterów. W tej odsłonie Masłowska-Burnos dzieli czas fabularny na dwie części, na przeszłość i teraźniejszość, co zdecydowanie buduje napięcie, a fabuła wciąż zachowuje swój logiczny przebieg i spójność narracji, dzięki czemu Czytelnik wciąż nie gubi się w ciekawie zaplątanej treści.

 Początkowo w prologu poznajemy kilkunastoletnią Majkę, która jest po tragedii rodzinnej, co rzutuje na całe jej dorosłe życie skomplikowaną naturę i postępowanie. Następnie mocno rozbudowany zostaje wątek osadzony w Opolu, w latach zanim Karewicz zaczęła pracę dla „Medicalu”. Poznajemy mechanizm działania układów i korupcji, napędzającej się niczym niezahamowaną pychą i bezkarnością Lenkiewicza i jego kompanów. Wszystkie elementy układanki zaczynają w przerażający sposób do siebie idealnie wręcz pasować, skłaniając tym samym do poważnej refleksji. Parę kochanków czeka niebezpieczeństwo, oraz bardzo trudne doświadczenia…

 Wątek kryminalno-sensacyjny zdecydowanie w ostatniej części jest najmocniej rozbudowany, a elementy pięknych aczkolwiek czasami trudnych miłosnych opisów idealnie w jego wkomponowane.*

 Mój komentarz :
 Zdecydowanie najlepsza powieść Alicji Masłowskiej-Burnos! Co prawda najwyższej oceny nie dam, bo w przyszłości liczę na więcej, dużo, dużo więcej, ale z czystym sumieniem daję mocne 9 ☺

 W tej części przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Np. w pierwszej części powieści zamykającej ten cykl towarzyszymy osiemnastoletniej Mai w trakcie terapii. Patrzymy na wszystko z perspektywy nastolatki, która z dnia na dzień z mądrej i pomocnej dziewczyny zmienia się w oczach innych w "niemotę". To ją bolało. To właśnie te wydarzenia w głównej mierze ukształtowały jej charakter i podejście do świata.
 Potem przenosimy się w akcji aż o 13 lat.
Maja odnosi wielkie sukcesy, pracuje nad ważnymi projektami. Doskonale zdaje sobie sprawę, jaką drogę obrała.

Mam na imię Maja, 
tulę właśnie w swych dłoniach 
kieliszek dobrze schłodzonego martini (...) 
To ja, Maja, 
maszyna do odnoszenia sukcesu, 
pozbawiona kruchości, pozbawiona sobie."

 To tu też powoli zaczyna się cała kryminalna przygoda z "Medicalem".
 Przyznam szczerze, że po dwóch pierwszych częściach nie spodziewałam się aż tak wielkiej dawki emocji. Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.
 Połączenie wszystkich wątków, ich rozwinięcie, a przy tym przypomnienie całej historii tak, aby nie znudzić czytelnika, to naprawdę trudna sztuka, która Alicji Masłowskiej-Burnos udała się perfekcyjnie.

 Wszystkie trzy części Trylogii ciszy otrzymałam od Wydawnictwa Psychoskok w formie elektronicznej. Nie wiem czy wiecie, ale po e-booki sięgam sporadycznie. Powieści w formie pdf czytam zdecydowanie dłużej niż te wydawane w tradycyjnej formie. Nie ma to jak szelest i zapach papieru. Jednak w tym wypadku postanowiłam "zaryzykować". I o ile dwie pierwsze części przeczytałam dosyć szybko, za kilkoma podejściami, tak Osobliwość ciszy pochłonęłam błyskawicznie za jednym razem. To nie jest tak, że chcę Wam odradzić lekturę dwóch pierwszych części. Absolutnie nie. Tylko przeczytanie całej trylogii da Wam pełny obraz trudnego, ale i pełnego nadziei życia głównej bohaterki. Wszystkie trzy tytuły składają się na piękną całość.
 Jednak nawet sięgnięcie po pojedynczy tom da Wam ogromny zastrzyk przeżyć i emocji. Dlatego też zachęcam Was do sięgnięcia po wszystkie trzy powieści napisane przez Panią Alicję. Jednak jeżeli mocno się wahacie i nie przekonują Was moje słowa, zaryzykujcie i sięgnijcie na początek chociaż po trzeci tom. A zapewniam Was, że zaczynając od końca czym prędzej będziecie chcieli uzupełnić tę historię o poprzednie części.

 Podejmiecie wyzwanie?

/Ania. 

"Trylogia ciszy":
"Nie wchodź w moją ciszę"/"Odprowadzam ciszę"/
"Osobliwość ciszy"
Alicja Masłowska-Burnos 
Wydawnictwo Psychoskok 

Za możliwość przeczytania 
i zrecenzowania "Trylogii ciszy" 
dziękuję Wydawnictwu Psychoskok 😘 😘 😘
Facebook /Strona internetowa wydawnictwa

*wszystkie opisy pochodzą od wydawcy.

Nadchodzi Reloveution

 Zapowiedź patronacka   Moi Drodzy, mam zaszczyt oficjalnie ogłosić, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszy tomik wierszy Macie...