wtorek, 5 grudnia 2017

"Tajemnice starego domu" Ilona Gołębiewska

Kontynuacja bestsellerowego "Powrotu do starego domu".



 Alicja Pniewska wreszcie znalazła swoje miejsce na Ziemii. Po trudnym rozwodzie powróciła do Pniewa - swojej rodzinnej miejscowości, w której odnalazła szczęście, spokój i miłość.
 Nie od dziś jednak wiadomo, że los lubi dawać pstryczka w nos. Dla Alicji jest to o tyle boleśniejsze, bo postanowił zadrwić z jej rodziny, którą do tej pory uważała za idealną. Czy po latach prawdą okaże się, że nie jest jedynaczką?
 Jakby tego było mało, Alicję dopadną wątpliwości, czy jako samotnej kobiecie przed czterdziestką sąd powierzy opiekę nad małym Michałkiem, którego pokochała całym sercem, i dla którego chciałaby stać się "oficjalną" mamą.
 Co ciekawe, to nie wszystkie problemy jakie spadną na Alicję. Pewnego dnia właścicielka starego domu otrzyma list od Niemca, Jonasa Kleina, wnuka Elizabeth Bauer, z którą jej dziadek, Jan, przebywał w obozie zagłady i dla której tłumaczył listy. Kolejna rodzinna tajemnica?
 Nie można również zapomnieć o Henryku Sokolskim, który od pewnego czasu traktowany jest jak członek rodziny. Tylko dlaczego istnieje podejrzenie, że w przeszłości był zdrajcą, przez którego omal nie zginęli Elisabeth i Jan?


 Okazuje się, że stary dom oprócz wielu interesujących historii (tych radosnych i tych tragicznych) może skrywać w swoich zakamarkach też wiele tajemnic, a jeden przypadkiem odznaleziony dokument może uruchomić całą lawinę przeróżnych zdarzeń, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterce powieści Ilony Gołębiewskiej. Na szczęście Alicja ma wokół siebie bliskich, na których zawsze może liczyć. Pytanie tylko: czy to wystarczy?

 Chociaż główna bohaterka jest jedna, to podoba mi się ta wielowątkowość stworzona wokół niej. Z jednej strony jej aktualne problemy, z adopcją i śledztwem w sprawie siostry na czele, z drugiej zaś przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć.
 I tutaj pozwolę sobie zaznaczyć, że bardzo spodobał mi się wątek Jana i Elisabeth i ich tajemnicy, która została ukryta gdzieś na polskiej ziemi. Nie chcę zdradzać oczywiście żadnych szczegółów, ale z tego wątku mogłaby powstać naprawdę interesująca powieść.


 Już pierwsza część, czyli "Powrót do starego domu" (recenzja ➡ TUTAJ  ⬅) dostarczyła mi wielu wrażeń. Alicja była strasznie zagubioną osobą, która myślała, że nic dobrego już jej w życiu nie spotka. Wyjazd do Pniewa miał być ucieczką i końcem wszystkiego, a okazał się początkiem nowego, wspaniałego życia. Alicja z kobiety porzuconej i stłamszonej przeistoczyla się w silną kobietę nie bojącą się walczyć o przyszłość swojej rodziny.
 A jak było z "Tajemnicami starego domu"?


 "Powrót do starego domu" był powieściowym debiutem Ilony Gołębiewskiej (autorka debiutowała tomem wierszy "Traktat życia" w 2012r.). Wiadomo, że w takich przypadkach zdarza się, że pierwsza część jest najlepsza, bo autor/ka wkłada wiele wysiłku w dopracowanie swojej powieści niemal do perfekcji (oczywiście z różnym rezultatem). Z kolejnymi częściami, nie ma, co ukrywać, bywa ... różnie.
"Tajemnice starego domu" okazały się jednak ..., mam nadzieję, że autorka mi to wybaczy, jeszcze lepsze od "Powrotu"!
 O ile w pierwszej części można było domyślać się, w którym kierunku potoczą się losy głównej bohaterki, o tyle w najnowszej powieści Ilony Gołębiewskiej wszystko do ostatniej chwili jest owiane tajemnicą. A ja uwielbiam te uczucie niepewności i oczekiwanie na zaskakujący koniec.


 W życiu Alicji tak wiele się dzieje, że nie sposób jest się przy niej nudzić. A przy tym wszystkim autorka nie zapomina o innych bohaterach, których spotkamy w tej książce. Już jestem niesamowicie ciekawa, co też jeszcze przygotowała dla swoich bohaterów. Bo nie ukrywam, że nie chcę się z nimi jeszcze rozstawać ☺ I z przyjemnością znów powrócę do Pniewa.


  Wyjątkowo się dziś rozpisałam, ale to nie jest koniec, bo chciałabym jeszcze napisać kilka słów do osób, które nie czytały pierwszej części.
 Wiadomo, że różne są upodobania czytelników. Jedni wolą jednotomówki, inni wielotomowe sagi.
O ile tych drugich nie trzeba namawiać, tych pierwszych pragnę uspokoić, że bez obaw możecie sięgnąć po "Tajemnice starego domu" bez znajomości pierwszego tomu.
 Zachęcam Was oczywiście do zapoznania się z "Powrotem do starego domu", bo wtedy obraz będzie pełniejszy, jednak autorka tak pokierowała akcją, że w odpowiednich momentach jest nawiązanie do początków historii Alicji; jest napisane kto jest kim i dla kogo więc na pewno się nie pogubicie.


 Pewnie zaskoczyła Was ilość zdjęć, które uzupełniają wizualnie moją opinię, ale musicie przyznać, że obydwie książki mają tak cudowne okładki i tak pięknie prezentują się na zdjęciach, że grzechem byłoby nie zorganizować im kilku mini-sesji, prawda?

 I teraz nadchodzi najtrudniejszy moment.
W szkole, na lekcjach języka polskiego, uczono nas, że dobra recenzja powinna kończyć się zgrabnie napisanym podsumowaniem, które maksymalnie w kilku zdaniach zbierze w całość naszą opinię i zachęci innych do przeczytania danej książki lub wręcz przeciwnie, odwiedzie innych od tego pomysłu. Uważam jednak, że powyżej dostarczyłam Wam dowody na to, dlaczego warto poznać historię Alicji. Decyzję pozostawiam Wam, drodzy Czytelnicy, mając nadzieję, że dokonacie właściwego wyboru 😉

/Ania. 

"Tajemnice starego domu"
Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo MUZA S.A

Za egzemplarz recenzencki dziękuję z całego serca autorce, Ilonie Gołębiewskiej oraz Wydawnictwu 


P.S: Klikając ➡ TUTAJ ⬅ przeczytacie moją opinię na temat "Powrotu do starego domu" w wersji audio ☺










czwartek, 30 listopada 2017

SKACZĄCE KULKI

 Na dzisiejszy wieczór postanowiłam przygotować dla Was wpis o czymś, co jeszcze na moim blogu nie gościło :)


 Mikołajki i Gwiazdka zbliżają się wielkimi krokami. Nie da się ukryć, że właśnie trwa czas, w którym nasze szare komórki zmuszone są do zmorzonego wysiłku :) Co kupić, co kupić? Doskonale to znacie, prawda?
 Dziś mam dla Was propozycję gry, która spodoba się każdemu, bez względu na wiek (sama się nieźle wkręciłam :) ).

 "Skaczące kulki" to gra dla 1-3 osób od 4 lat.
Pudełko zawiera tarczę (której nie wyjmuje się z podstawy), 3 wyrzutnie, 12 kulek (4 niebieskie, 4 żółte i 4 czerwone) oraz instrukcję.


 Na czym polega gra?
Podstawę z tarczą ustawiamy w równej odległości od każdego z graczy. Następnie grę rozpoczyna najmłodszy gracz wykonując 4 próby trafienia w tarczę. Po tym kroku zliczamy punkty i przechodzimy do następnego gracza.
Po umówionej wcześniej ilości rund sumujemy punkty i wyłaniamy zwycięzcę.


 Oczywiście z synkiem wypróbowalismy też inne kombinacje, np. celowalismy do tarczy na zmianę lub jedno z nas grało do czterech udanych trafień :)


 "Skaczące kulki" są świetną rozrywką na długie, zimowe wieczory. Taka gra zręcznościowa uczy najmłodszych cierpliwości, opanowania i szukania najlepszych rozwiązań w dążeniu do celu, w tym przypadku do trafieniu kulką z katapulty najlepiej w sam środek tarczy.

 I jeszcze ta rewelacyjna cena.
W zwykłym sklepie spożywczo - przemysłowym, w którym codziennie robię zakupy, kupiłam ją za 16,90!


 A jak to jest z Wami? Lubicie grać w planszówki?
Zachęcacie swoje dzieci, aby właśnie w taki sposób spędzały wolny czas?
 Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na temat takiej rozrywki :)

/Ania

"Skaczące kulki"
Alexander 

wtorek, 28 listopada 2017

"Rita z Cherrywood" Larissa Awiżeń

Prędzej czy później, każdy znajdzie swoje miejsce... 



 Na początek garść podstawowych informacji jakie ma dla nas Wydawnictwo Dygresje, czyli króciutki opis.
 "Rita jest wrażliwą, pełną ciepła, otwartą osobą. Po dzieciństwie i młodości spędzonej w Związku Radzieckim, zakochuje się w Polaku. Po wielu wspólnie spędzonych latach, odczuwa zew przygody. Chcąc poczuć się znów przydatną i szerzyć dobro, nie waha się wyjechać za granicę, do Wielkiej Brytanii, by sprostać nowym wyzwaniom: pracy w hospicjum i mieszkaniu na emigracji. Przygody, które ją czekają, stanowią niesamowicie ciepłą, zabawną i wzruszającą opowieść o dobroci i poświęceniu".

 Tak w skrócie prezentuje się fabuła tej autobiograficznej (!) powieści. Autorka, Larissa Awiżeń, niczym dobra przyjaciółka oprowadza nas po swoim życiu. Dokładnie takie miałam wrażenie.
 Sami doskonale wiecie, jak to jest.
Spotykacie od lat niewidzianą znajomą, która zaprasza Was do swojego domu. Kawa, herbata, krótkie ploteczki. A potem pada magiczne "chodź, pokażę ci, jak mieszkam". I w tym momencie rozpoczyna się szybka wędrówka niby po mieszkaniu, a tak naprawdę po życiu.
 Czytając "Ritę z Cherrywood" właśnie tak się czułam, tyle tylko, że autorka świadomie dzieliła się ze mną swoimi wspomnieniami, marzeniami, czy planami. I muszę przyznać, że to było bardzo... miłe. Powiedziałabym nawet, że serdeczne. Nic przede mną nie zatajała. Podzieliła się ze mną swoimi radosnymi chwilami, ale też nie owijała w bawełnę, kiedy było ciężko.
 Pokazała mi jak zmieniał się świat, o którym ja nie miałam pojęcia, przez co był kompletnie poza kręgiem moich zainteresowań. Zabrała mnie do miejsc i czasów, które były punktami zmieniającymi jej życie, a na które ja w życiu nie zwróciłabym uwagi. Powierzyła swoje sekrety.
 Pokazała mi to, co otacza każdego z nas, ale nie z perspektywy kolorowych czasopism, gdzie obraz często jest przejaskrawiony, ale z perspektywy kobiety, która by odnaleźć szczęście i spełnienie pokonała szmat drogi. Kobiety, która wiele przeżyła, a jeszcze więcej zobaczyła. Osoby, którą życie rzucało w różne strony. Człowieka, który chciał zrobić coś dobrego.


 Za krótko. To pierwsze, co przyszło mi na myśl, kiedy zakończyłam tę książkową podróż u boku Rity. Niby zobaczyłam wiele, a mimo to chciałam, aby ta "wycieczka" śladami wspomnień autorki jeszcze się nie kończyła. Do zwiedzanie było zdecydowanie za szybkie.
 Musicie wiedzieć, że generalnie nie sięgam po książki autobiograficzne. W tym przypadku zainteresował mnie jednak opis i fakt, że autorka postanowiła pokazać swoje życie w formie "zwykłej" powieści. Oczywiście czytając tę książkę miałam świadomość, że jest ona "na faktach", ale to absolutnie nie odbierało mi przyjemności z czytania.
 Tylko ta okładka taka trochę... smutna.
I ta Rita taka zagubiona, taka niepewna.
 Z pewnością wiele takich momentów czekało na autorkę i czeka też na nas. W którą stronę podążyć?
 Czy Rita wreszcie odnalazła swoje miejsce na Ziemi? Czy udało jej się spełnić wszystkie marzenia? A może najlepsze dopiero nadejdzie?
 Wyruszcie w podróż u boku Rity i przekonajcie się sami!

/Ania. 

"Rita z Cherrywood"
Larissa Awiżeń 
Wydawnictwo Dygresje 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania 
"Rity z Cherrywood" dziękuję :

niedziela, 26 listopada 2017

"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" Jakub Skworz

Wciągające książki o wielkich Polakach. 


 O tym, że książki potrafią wciągać wiemy nie od dziś, ale żeby aż tak?!


 Adam Mickiewicz. Postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Po wypowiedzeniu czy przeczytaniu jego imienia i nazwiska od razu na myśl przychodzą nam "Sonety Krymskie" czy "Pan Tadeusz" - według mnie najbardziej znane dzieło tego pisarza.
 Niestety bywa tak, że jego twórczość kojarzy nam się z przykrym, szkolnym obowiązkiem. Z czymś nudnym, nieciekawym. Z tzw. suchymi faktami. Sama pamiętam, jak musiałam uczyć się na pamięć inwokacji, którą zresztą pamiętam do dziś.  A jaki Adam był naprawdę? Czy uwierzycie mi, kiedy napiszę Wam, że w dzieciństwie był niezłym urwisem? Brzmi zabawnie? Niedorzecznie?
Dajcie się porwać lekturze i przekonajcie się jak było naprawdę!


 Ola i Eryk to rodzeństwo, które przebywa u dziadków. A wiadomo, że kto jak kto, ale nikt nie rozpieszcza dzieci bardziej niż właśnie dziadkowie. Ale nawet w ich domu panują żelazne zasady, których łamać pod żadnym pozorem nie wolno.
 Jednym z nich, oprócz jedzenia palcami powideł babci, jest absolutny zakaz wstępu do gabinetu pełnego książek. Ale ciekawość dzieci bierze górę i już wkrótce wkraczają do zakazanego pokoju, a stamtąd prosto pod dom małego Adasia Mickiewicza, który akurat... wypadł z okna!
 Od tej chwili, mimo że występek dzieci szybko wychodzi na jaw, rozpoczyna się niesamowita, książkowa podróż śladami tego polskiego poety, działacza politycznego, publicysty, tłumacza, nauczyciela akademickiego, bo jak się okazuje był to człowiek wielu talentów.

"- Co robisz? - spytała Ola, gdy przyłapała dziadka w salonie na przeglądaniu książki. 
- Od jakiegoś czasu zastanawiam się, do których rozdziałów was zabrać... - odparł dziadek, przerzucajac strony. - Nie wszystkie są równie wciągające. 
- Nie mów tak, bo uwierzą i będą mieli kłopoty w szkole - zaśmiała się babcia. 
(...) 
- Dziadku, nie boisz się, że zatopisz się w lekturze? - spytała dziewczynka. 
- Tylko kartkuje książkę, ale rzeczywiście zdarza się, że człowiek zostaje wciągnięty niespodziewanie, wbrew sobie. Na przykład bierze do ręki w księgarni nową powieść i czyta fragment, żeby zdecydować, czy ją kupić, i już go nie ma! "

 To było niesamowite doświadczenie. Powieść Jakuba Skworza przeniosła mnie do niezwykłego świata, w którym wyobraźnia nie zna granic.
Do krain, w których niemożliwe nie istnieje. Wyobrażacie sobie, że bez wychodzenia z domu ladujecie nagle na mroźnej Syberii, albo spacerujecie uliczkami Paryża w XIX wieku? Albo że stoicie za plecami Adama Mickiewicza w czasie kiedy on tworzy swoje najbardziej znane dzieło i czujecie z tego powodu nieopisaną radość?

 "Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" to powieść nie tylko dla dzieci czy młodzieży. Nam, dorosłym, też może przynieść wiele frajdy, przypomnieć nam o beztroskich latach dzieciństwa, kiedy i nam zdarzało się postępować niezgodnie z narzuconymi nam przez dorosłych zasadami. Ta książka pozwoli spojrzeć nam też z innej perspektywy na to, co, być może, w szkole spędzało nam sen z powiek.
 Młodzieży natomiast uzmysławi, że nie taki diabeł straszny jakim go malują, a postać Mickiewicza może okazać się niesamowicie intrygująca.
 Dla najmłodszych będzie to po prostu niezwykle ciekawa podróż u boku Oli i Eryka.


 Ja tę powieść przeczytałam dwa razy. Raz sama, drugi raz z moim prawie 6letnim synkiem, któremu najbardziej podobał się tytuł i fakt, że książki tak bardzo wciągają. Było co prawda kilka dość... niebezpiecznych momentów, które mogły zmrozić krew w żyłach, ale myślę, że jeżeli oszczędzimy najmłodszym czytelnikom jednego, czy dwóch rozdziałów, nic strasznego się nie stanie.
 Przecież zawsze będzie okazja, aby w niesamowitą podróż wybrać się raz jeszcze.

 Na uwagę zasługują również ilustracje. Na większości z nich możemy rozpoznać postać dziadka i wnuków, a także samego Mickiewicza. Jednak jest też kilka innych ilustracji. Równie pięknych, ale o ukrytej treści, do których zrozumienia potrzebna jest znajomość tekstu. Na początku myślałam o nich, że są po prostu nietypowe. Teraz już widzę więcej...


 Nie skłamie, jeżeli napiszę, że książka Jakuba Skworza powinna znaleźć się w każdym domu, bez względu na to, czy są w nim dzieci, czy też nie. Bo oprócz różnych ciekawostek, trochę informacji z życia prywatnego rodziny Mickiewiczów, zamknięty jest tu też kawał naszej historii jako narodu podany w bardzo intrygujący sposób.
 Ja z pewnością powrócę do niej nie raz 😊

 /Ania.

"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz"
Jakub Skworz 
Zysk i S-ka Wydawnictwo 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję :

niedziela, 19 listopada 2017

ReLOVEution - wywiad z autorem [część II]

Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z drugą częścią rozmowy jaką my, patronki książki poetyckiej Reloveution (czyli, Karolina, Hania, Magda i ja),  przeprowadziłyśmy z jej autorem, Maciejem Bujanowiczem. Część pierwszą znajdziecie u Magdy z Czytam w pociągu  klikając ➡TUTAJ


7. Jak reagujesz na negatywne opinie dotyczące swojej poezji? Jeśli takie w ogóle się pojawiają. 
Pojawiają się, ale głównie anonimowo w postaci hejtu na mojej stronie. Hmm, nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Jeśli ją słyszę, to zawsze staram się skorygować popełniony błąd. Jestem młodym twórcą, który się kształtuje, także krytyka jest dla mnie formą pomocy.

8. Jak zareagowali Twoi bliscy na to, iż zdecydowałeś się tworzyć? 
Bardzo długo trzymałem w tajemnicy fakt, że piszę. Na początku robiłem to pod pseudonimem. Najbliżsi byli trochę zdziwieni, ale na pewno i zadowoleni, może w pewnym stopniu nawet dumni. Wielokrotnie wyobrażałem sobie ich reakcję i była o wiele lepsza niż ta w mojej głowie.

9. Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na to, aby zacząć pisać poezję? 
Zrodził się po napisaniu pierwszego wiersza. Poczułem taką potrzebę tworzenia następnych. Potem odważyłem się je opubklikować pod pseudonimem i spotkałem się z ciepłymi słowami, co zmotywowało mnie do pisania następnych i następnych. W ten sposób zrodziła się pasja. Zacząłem pisać więcej i przede wszystkim więcej czytać. Bardzo często podczas czytania wierszy innych poetów w mojej głowie rodzi się pomysł, czy też bunt, że ja bym to napisał inaczej i w ten sposób powstają kolejne teksty. Tak więc czytanie i pisanie wzajemnie się napędza.

10. Skupmy się na chwilę na Twoim drugim tomiku. Jest on pełen miłości. Jak ważna jest ona w Twoim życiu? Nie bałeś się dotykać tak "błahego" tematu? 
Zdaję sobie sprawę, że temat miłości w literaturze jest już wręcz oklepany, jednak tomik krąży nie tylko wokół miłości, ale relacji międzyludzkich i wydaje mi się, że jest to pokazane w nowy, oryginalny sposób. Było to dla mnie również wyzwanie, żeby przedstawić ograny temat w nowej formie. Co do miłości, uważam, że jest w życiu najważniejsza. Bez niej wszystko inne traci sens.

11. Czujesz się poetą? 
Nie bardzo. Choć miło mi, bo coraz częściej słyszę to określenie. Poetą się bywa, a nie jest. Czuje się poetą, kiedy piszę w moim przekonaniu dobry utwór, ale kiedy sprzątam w pokoju już nie bardzo. Poetą nie jestem, może kiedyś zasłużę na takie określenie, narazie jestem tylko osobą, która pisze wiersze.

12. Starasz się ćwiczyć swój kunszt czy po prostu czekasz na wene? 
Ćwiczę bardzo dużo. Głównie zdobywając wiedzę z warsztatów, różnych wykładów, ale także spotkań ze znanymy poetami. Ostatnio miałem przyjemność być na spotkaniu z Tomaszem Różckim. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że wena jest potrzebna i czasem trzeba na nią po prostu cierpliwie poczekać.

 Na kolejną serię pytań i odpowiedzi zapraszam już jutro, tj. 20.11.2017,  do Hani Nie oceniam po okładkach 💙

sobota, 18 listopada 2017

"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz

Całe życie rysujemy na ziemi ślady naszych stóp... 



 Anna narysowała już wiele takich ścieżek. Jedne ledwie widoczne, inne wyraźnie zaznaczone. Każda z tych dróg stanowi część jej historii. A o czym będzie opowiadać ta, która rozpoczęła się w chwili podjęcia przez Anie decyzji o wyjeździe do Wietnamu? Jakimi słowami zapełnią się białe karty jej życia w magicznym Hanoi? Co przyniosą jej głośne cykady z zatoki Ha Long? Czy kilka upojnych chwil spędzonych w Azji przyniesie rozwiązanie problemów, od których tak bardzo chciała uciec? A może pomoże w podjęciu najważniejszej decyzji w życiu?


 Magdalena Witkiewicz- autorka, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Dla mnie jest to pisarka, po której powieści mogę sięgać w ciemno. Owszem, każda z napisanych przez nią histori jest inna. Jedne są rewelacyjne, inne po prostu bardzo dobre, ale jeszcze nigdy na żadnej się nie zawiodłam.
 Z "Ósmym cudem świata" nie mogło być inaczej. Chociaż myślałam, że będzie zupełnie inaczej...
 Pamiętam jak swego czasu ja, osoba kompletnie antyprasowa, specjalnie dla opowiadania pani Magdaleny, kupiłam jedno z czasopism. Byłam zachwycona historią głównej bohaterki.
 Teraz, kiedy byłam przekonana, że ta opowieść nie wywrze już na mnie tak ogromnego wrażenia (w końcu mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać) sięgnęłam po tę powieść licząc na przyjemne czytadło; na miłą, książkową podróż u boku Anny. Tymczasem w dłoniach trzymałam, według mnie, najlepszą książkę w dorobku autorki!


 Co mnie w niej aż tak zachwyciło?
 Nie będę ukrywać, że Pani Magdalena oczarowala mnie Wietnamem 🌍 Ale nie opisami przyrody, których oczywiście w książce nie zabrakło, i które były przepiękne, ale kulturą. Rozdziały rozpoczynają się w większości krótkimi, wietnamskimi przysłowiami, które idealnie odzwierciedlają charakter każdego rozdziału. Poza tym w "Ósmym cudzie świata" możemy przeczytać o zwyczajach Wietnamczyków, ich codzienności, a nawet poznać kilka... legend. Opowieść o tym, skąd się wzięły komary skradła moje serce. Coś niesamowitego. Aż chce się wsiąść w samolot i polecieć w azjatycką podróż życia! Mimo tego, że ja tak bardzo kocham ciszę 😉

 Nie myślcie, że nie polubiłam Anny (i innych bohaterów, w tym drugiego narratora). Wręcz przeciwnie ☺ Przecież każdy wie, że Anki to są fajne babki 😉, prawda?
 Bardzo jej kibicowalam, chociaż przez chwilę myślałam, że jednak podąża nie w tym kierunku, w którym powinna. Że jej historia powinna pozostawiać ślady zupełnie gdzie indziej.
 Jak się okazuje, każdemu jest coś przeznaczone. A może to jednak przypadek decyduje o naszej przyszłości? Tego nie wie nikt, nawet Anna.

"Czasami zastanawiam się, kiedy moja - a raczej nasza - historia miała swój początek. Kiedy los zdecydował, że będzie właśnie tak, a nie inaczej. Czy to w ogóle był los? A może przypadek wskazał drogę, którą powinnam podążać, by moje życie ułożyło się w określony sposób? "

 Kto, lub co, zdecydowało zatem o jej Ósmym cudzie świata? 


 Bo o tym właśnie jest ta powieść. O prywatnym, najwspanialszych, Ósmym cudzie świata. O ile z pierwszymi siedmioma, nie bardzo możemy dyskutować, ósmy leży tylko i wyłącznie w naszej gestii. Tylko i wyłącznie my możemy zdecydować czym lub kim on będzie. Może to być świadomy wybór, a może pewnego dnia po prostu pojawia się w naszym życiu wywracając je o 180 stopni?
 I to jest najpiękniejsze na świecie 💜

/Ania. 

"Ósmy cud świata"
Magdalena Witkiewicz 
Wydawnictwo FILIA 

czwartek, 16 listopada 2017

"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz

Teatr = gra. Teatr snów = śmiertelna rozgrywka. 



 Ruda, kobieta o włosach koloru płomienia, aktorka na scenie sennych koszmarów. Ale co zrobić kiedy senne mary mieszają się z rzeczywistością? Kiedy przenikają do codzienności, zamieszkują w niej i prześladują swoją ofiarę? Śmiertelna rozgrywka rozpoczęta! Pan Cairo zrobi wszystko, by dopaść Rudą, którą oskarżył o czary. Gdy pierwsze podejście kończy się fiaskiem, za kobietą podążają zakapturzone szkielety, a cel jest jeden : unicestwić czarownicę raz na zawsze! Ruda tak łatwo się nie podda, ale wysłannicy pana Cairo będą podążać za Rudą do wielu światów. Czy w końcu ją dopadną?


 Zaskoczenie. To słowo najlepiej opisuje moje emocje i wrażenia po przeczytaniu debiutu (!) Iwony Anny Dylewicz. W zasadzie po zapoznaniu się z opisem tej powieści nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Skoro wędrówka między światami to może fantasy? A może skoro gra w życie - śmierć to może coś bardziej w kierunku psychologicznym? Po przeczytaniu kilku rozdziałów przez chwilę przemknęło mi nawet przez myśl, że to może romans, bo Ruda w każdym świecie miała swojego adoratora. A może to po prostu była miłość? Wszystko okazało się zupełnie inne. Moim zdaniem Teatr snów nie wpisuje się schematycznie w żaden gatunek. To coś zupełnie innego, wręcz innowacyjnego, co pochłonęło mnie bez reszty. Najzwyczajniej w świecie chciałam, by ten spektakl trwał wiecznie...

 Przyznaję, że na początku byłam przekona, że trafiłam w sam środek... chaosu. Ruda śniła. W tym śnie stała przed obliczem pana Cairo, który pragnął, by kobieta została spalona na stosie. I chociaż zapadł wyrok, Rudej udało się wyrwać ze szpon śmierci. A może ona była już martwa?
 Jednocześnie wydawało mi się, że przebywam w innej rzeczywistości, w której Ruda jest zwykłą kobietą. Inne wcielenie?
  Po chwili już nie wiedziałam, co jest snem, a co jawą. Jednak najważniejszym pytaniem było to, kim właściwie jest Ruda? Mną? Tobą? Sobą? Ile ma żyć? I jeszcze ten czarny kot...

- Kim ty jesteś, Ruda? - Mężczyzna był wyraźnie zdezorientowany. Widział kobietę, dotykał zwierzę. - Wydawało mi się, że cię znam! 
- Jestem nią i jestem nim, a jednak nie istnieję. Śnisz mnie - rzekła i dodała enigmatycznie: - Tylko zegar stanął już. Przestał bić... 

 Z czasem zdałam sobie sprawę, że ten pozorny bałagan to tak naprawdę określony ład. Czytało mi się lepiej, lżej. Nie wiem czy to kwestia wczucia się w historię Rudej, czy może autorka postanowiła trochę ułatwić mi wspólną podróż u boku miedzianowłosej? Jedno jest pewne : to była ekscytująca podróż u boku bohaterki Iwony Anny Dylewicz.

 Urzekły mnie też ilustracje zawarte w książce (autorstwa Iwony Anny Dylewicz), które idealnie obrazowały aktualną sytuację bohaterki.  Momentami były mroczne, chwilami przerażające, zawsze fascynujące! Brawo! 



 Wiecie, dlaczego będę każdemu polecać tę książkę? Bo jesteśmy bardzo podobni do Rudej. Też jesteśmy aktorami na własnej scenie życia. Postępujemy dokładnie jak ona. I kiedy wydaje się, że docieramy do ostatniego aktu naszej historii zdajemy sobie sprawę, że to dopiero początek...

 /Ania.

"Teatr snów"
Iwona Anna Dylewicz 
Wydawnictwo Dygresje 

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję :


wtorek, 14 listopada 2017

"Wróżka mimo woli" Ewa Zdunek

 Usługi nietypowe. Bardzo nietypowe. 



 Kiedy zaczynałam czytać najnowszą powieść Ewy Zdunek, byłam przekonana, że bycie wróżką to bardzo ekscytujące zajęcie. Z czasem przekonałam się, że może ono być również czasami bardzo niebezpieczne.

 Główna bohaterka, Emilia, postanawia odciąć się od przeszłości i pomóc w prowadzeniu rodzinnego biznesu. W ten oto sposób trafia do pralni i... zakładu pogrzebowego! I chociaż zmarli klienci przysparzą wyjątkowo dużo problemów, kobieta postanawia rozkręcić dodatkowo własny interes.
 Czy uda jej postawić grubą kreskę między tym, co było, a tym, co będzie? A może przed przeznaczeniem nie można uciec?


 Na początku "Wróżka mimo woliEwy Zdunek była bardzo interesującą, chociaż momentami przerażającą komedią pełną pomyłek. A to za sprawą pewnych zwłok. Tak, tak. Dobrze czytacie. A zaczęło się to wszystko tak :

"W grobie profesora pochowany jest jakiś facet bez buta, w urnie, w której miały się znajdować prochy pana Ryszarda, przebywa skremowany profesor, a pan Ryszard spoczywa w grobie, na szczęście w swoim własnym, ale nie takie było jego życzenie. 
Gdy pomyślę, że znów przyjdzie nam rozkopywać groby, ogarnia mnie przerażenie"

 Kiedy wydawało się, że Emilii udało się wszystko ogarnąć okazało się, że najgorsze miało dopiero nadejść.

- No. (...) -  Gdzie ta trumna? 
- Nie ma - padła głucha odpowiedź. 
(...) 
- Jak to: nie ma? A gdzie jest? 
A cholera wie - warknął pan Pawełek. - Pieprzę taką robotę. Znikające trumny, wędrujące trupy! Ja jestem porządny grabarz, a od tego może się w głowie poprzesuwać! ". 

 Z czasem akcja wcale nie zwolniła, wręcz przeciwnie, nabrała tempa i wszystko działo się bardzo szybko.


 Nie chcę odnosić się do "zjawisk" jakie miały miejsce na kartach tej powieści, bo wiadomo, że jedni słuchają wróżek niczym wyroczni, inni podchodzą do nich sceptycznie, a niekiedy nawet wrogo mając je za zwykłe naciągaczki. Nie da się jednak ukryć, że ezoteryka jest bardzo fascynującym obszarem bez względu na poglądy.
 Skupię się więc na bohaterach i fabule.
 Główna bohaterka okazała się postacią intrygującą. Z nią można się nie zgadzać, a mimo to człowiek pragnie przebywać w jej towarzystwie jak najdłużej. Tyle wokół niej się dzieje, że nie sposób się z nią nudzić.
 Postacie drugoplanowe też są bardzo ciekawie nakreślone. Bardzo przyjemnie czytało mi się o pani Zosii, która według Emilii jest najlepszą wróżką i medium. Gabriela, nowa pracownica pralni też okazała się bardzo... specyficzna. Nieobecna Roksana również wzbudziła moje zainteresowanie. I jeszcze Jurek i jego twórczość.
Fragmenty "Opowieści z Rajskiej Krainy" okazały się bardzo pouczające.
 Co do innych bohaterów, trzeba po prostu samemu ich poznać i ocenić ; polubić lub nie.
 Mnie osobiście zaskoczyło (uwaga! Tu będzie malutki spojler!) użycie nazwiska Archanioł i Diabeł. Domyślam się, że to miało być takie zabawne urozmaicenie, zwłaszcza, że tych dwóch panów prowadziło wspólny biznes. Ja jednak uważam, że "co za dużo, to nie zdrowo". Chociaż oczywiście nie neguję decyzji autorki, taki był jej zamysł i podejrzewam, że wielu osobom takie połączenie się spodoba.

 Zabrzmi to dziwnie, ale dopiero po skończeniu "Wróżki mimo woli" dowiedziałam się, że jest to już trzecia powieść o przygodach Emilii (pierwsza - "Z pamiętnika samotnej wróżki", druga- "Z pamiętnika zajętej wróżki"). Zatem dużym plusem dla tej powieści będzie fakt, że można ją czytać bez znajomości poprzednich części.


 Szczerze muszę przyznać, że wciągnęłam się w tę historię, która okazała się intrygującą książkową podróżą u boku bohaterki Ewy Zdunek. Pierwszy raz spotkałam się z takim ujęciem ezoteryki, do której do tej pory podchodziłam sceptycznie, ale przyznaję, przyjemnie mi się czytało o perypetiach Emilii. Nie jest to może jakaś wymagająca lektura; ale miło spędziłam przy niej czas, a przecież oto w tym wszystkim chodzi, prawda?

/Ania. 

"Wróżka mimo woli"
Ewa Zdunek 
Wydawnictwo W.A.B 
Premiera: 8.11.2017

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
Wydawnictwu W.A.B 😘😘😘


piątek, 10 listopada 2017

"Przypadki Agaty W." Sandra Borowiecka

 Historia oparta na faktach. 



 Agata ma 23lata. W tym wieku wszystko powinno się dla niej zaczynać. Powinna pracować w miejscu, które przynosi jej satysfakcję, poznawać nowych ludzi, bawić się, realizować pasje i czerpać z życia garściami. Powinna rozkochiwać w sobie świat. Ale ona marzyła tylko o jednym...

"Czuję nic. Nic nie czuję. Ale mogę myśleć. Czy ten stan to śmierć? Błoga lekkość, która niczego nie ogranicza, niczego nie wymusza. Ciemność, która otacza mnie zewsząd, nie powoduje strachu. Daje raczej poczucie wolności. Myślę, że tego właśnie oczekiwałam. Wolności. Spokoju. Braku rozczarowań, które tak bardzo zatruwały moje życie. Rozkoszuję się niebytem, nicością, wolnością i pustką, które mnie otaczają. Przyznaję, spodziewałam się, że będzie trochę inaczej, że odczucia i wizje będą głębsze, że będę mogła spojrzeć na swoje ciało z góry, uwolniona od trosk i lęków, że pokażę wszystkim środkowy palec i rozpłynę się w światłości. Tymczasem trwam w ciemności otoczona pustką i myślami... ". 

 Tam, gdzie powinno zaczynać się dorosłe życie, Agata postanowiła je zakończyć. Na bogato, oczywiście, bo jak umierać, to z przytupem. I nie inaczej jak w pięknej scenerii misternie przygotowanego planu. Ale kostucha po nią nie przyszła. Nie podała jej ręki ; nie powitała jej z otwartymi ramionami w swoim królestwie. Ba! Nawet nie chciała na nią spojrzeć.
 Agacie przyszło zmierzyć się z rzeczywistością. Nie taką stworzoną na potrzeby kasowego filmu, czy pięknej literackiej historii. Młoda dziewczyna musi się zmierzyć z demonami, z którymi walczy wielu ludzi, których mija każdego dnia ona, i mijamy każdego dnia my. Często nie zdajemy sobie sprawy, że ta dziewczyna, którą spotkaliśmy wczoraj w parku zaopatrzoną w dal, mogła być w dzieciństwie wykorzystywana seksualnie. Nawet nie przyjdzie nam do głowy, że ta uśmiechnięta i sympatyczna dziewczyna, którą codziennie rano widzimy w kolejce po świeże bułeczki, mogła być ofiarą przemocy psychicznej. A ten chłopak, który pracuje w hipermarkecie na nocną zmianę, bo w dzień jest kierowcą i robi wszystko, aby utrzymać rodzinę? Czy przyszło nam do głowy, że w liceum chciał ze sobą skończyć, bo był wyszydzany przez swoich rówieśników? A ta twarz, którą oglądamy każdego poranka w lustrze...
 Można tak wymieniać w nieskończoność. Zła jest więcej niż nam się wydaje. Ale o tym się nie mówi. Czy jednak kiedy będzie się milczeć, ono zniknie?

 Sandra Borowiecka zrobiła coś, czego boi się większość ludzi. Bez względu na konsekwencje, odważyła się mówić. Postawiła na szali relacje z rodziną i stworzyła opartą na faktach historię dziewczyny, która może być nam bliższa, niż się wydaje. Pokazała życie rodziny. Prawdziwe życie, a nie te stworzone na potrzeby sąsiadów, szkoły, znajomych, innych mniej lub bardziej ważnych dla nas osób. Pokazała jak to wszystko wygląda od środka i jakie może mieć to konsekwencje w przyszłość. Czy gdyby Agata chociaż przez chwilę mogła liczyć na pomoc matki, czy jej przyszłość okazała by się inna? Czy miała by szansę na lepszy start?
 Jedno jest pewne. Przeszłości nie da się zmienić.
Można jednak spróbować ją "przerobić". Przejść przez każdy rozdział, dokonać analizy i stanąć z nią twarzą w twarz w ringu życia. Założyć rękawice i "dać w twarz" wszystkim zmorom. Czy to jednak przyniesie ukojenie? O tym przekona się Agata i przekonacie się Wy, sięgając po tę powieść!


 "Przypadki Agaty W." to jedna z tych powieści, po których przeczytaniu ciężko się pozbierać, bo ona nokautuje nas swoją autentycznością, a akurat prawda jest czasami tym, z czym najtrudniej jest się pogodzić.
 Sięgając po tę książkę wiedziałam, że na pewno jest poruszająca, bo zaczęły się pojawiać o niej pierwsze takie opinie w sieci. Ale przyznam szczerze, że nie tego się spodziewałam. Byłam przekonana, że podczas tej konkretnej książkowej podróży spotkam nieco zagubioną, ale mimo wszystko silną dziewczynę, którą kilka złych, może zbyt pochopnych decyzji, doprowadziło do ostateczności. Myślałam, że pospacerujemy razem ulicami Warszawy, porozmawiamy, pośmiejemy się, może nawet uronimy razem kilka łez.
 Tymczasem... No właśnie. Po skończeniu "Przypadków Agaty W." czułam się jakby przejechał po mnie olbrzymi pociąg emocjonalny, którego każdy wagon wypełniony wspomnieniami, coraz bardziej wbijał mnie w fotel. I jeszcze ten cięty język, którego kompletnie się nie spodziewałam, a który absolutnie mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, uwypuklał wszystkie uczucia, emocje, doznania.
 Powieść Sandry Borowieckiej jest jedną z tych (niewielu) historii, po których przeczytaniu nie wie się, co powiedzieć. Byłam przekonana, że kiedy minie kilka dni i opadną emocje, uda mi się racjonalnie ocenić tę powieść. Złączyć ze sobą kilka sensownych zdań w zgrabną całość, która odda to, czego możecie się spodziewać po tej książce. Nic z tego! Ona pozostaje w człowieku i wcale nie chce odejść.
 Historię Agaty trzeba po prostu przeczytać i samemu przeżyć. Innego wyjścia nie ma!


 Chociaż na wersję papierową trzeba jeszcze chwilę poczekać (premiera w styczniu 2018), już teraz możecie nabyć tę książkę w formie elektronicznej. Gwarantuję Wam, że to będzie jedna z najlepszych książkowych decyzji w Waszym życiu!

/Ania. 

"Przypadki Agaty W. 
Sandra Borowiecka 
Wydawnictwo Szpalta 
www.szpalta.com


Za możliwość poznania historii Agaty 
dziękuję autorce, Sandrze Borowieckiej 😘😘😘
Mam nadzieję, że wybaczy mi Pani tę nie-recenzję...

 P.S:
 Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę. 
 Premierze książki "Przypadki Agaty W. , towarzyszy start akcji społecznej  " Z dzieciństwa mam wspomnienia, nie traumę ". Ponadto, z każdego sprzedanego egzemplarza, wydawnictwo przekaże 30% ceny na rzecz fundacji działających na rzecz ofiar maltretowania w rodzinie i molestowania seksualnego.

poniedziałek, 6 listopada 2017

"Jad" Jolanta Bartoś

 Gdy jad pszczeli mający przynosić uzdrowienie staje się narzędziem zbrodni ... 


 To miał być jeden z najważniejszych dni w życiu profesora Wojciecha Rafalskiego, a okazał się ostatnim dniem jego życia. Mężczyzna zamiast odebrać nagrodę za całokształt twórczości i dokonania w medycynie, umiera na oczach zebranych na specjalnie przygotowanej z tej okazji uroczystości. Wszyscy są przerażeni.
Diagnoza - zawał. To wielka strata. Tylko rodzina jakby... odetchęła z ulgą.
 Gdy po pogrzebie w drzwiach rodzinnego domu zmarłego stają policjanci i informują, że rzeczywistą przyczyną zgonu było otrucie pszczelim jadem, wszyscy stają się podejrzani. Kto miał motyw, aby zabić szanownego profesora? Żona? Syn? Córka? A może przebywająca w domu Rafalskich, Weronika?
 Jedno jest pewne. Ta rodzina była piękna tylko na zdjęciach i oficjalnych wyjściach...


 Sensacyjna historia rodziny sławnego profesora, prowadzącego badania nad właściwościami pszszczelego jadu, którego nagła śmierć odkrywa mroczne charaktery jej członków. Nieszczęśliwy wypadek czy perfidne morderstwo? Kto jest sprawcą, gdy wszyscy mają motyw? Jakie brudy mogą wypłynąć w trakcie śledztwa dotyczącego rodziny cieszącej się dotąd nieposzlakowaną opinią (opis powieści z portalu lubimyczytac.pl). 

 Ileż to razy pozory przysłaniają prawdę?
 W rodzinie Rafalskich na pierwszy rzut oka wszystko idealnie współgrało. Ale była to właśnie tylko gra. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się prawdziwy dramat. Profesor terroryzowal swoją rodzinę jasno dając wszystkim do zrozumienia, że są kimś gorszym. Z żoną łączyło go jedynie mieszkanie pod wspólnym dachem, a córka, Alicja, pogrążona w żałobie po stracie świeżo zaślubionego męża, zamiast przynosić chlube, ciągle przynosiła tylko wstyd.
 Andrzej, syn profesora, który zaraz po ślubie opuścił rodzinne gniazdo miał przyjąć siostrę pod swój dach. Ale i w jego rodzinie nie działo się dobrze. I gdzieś między nimi poruszała się Weronika, osierocona kuzynka, która jako jedyna z domowników była akceptowana przez stryja.
 Co tak naprawdę działo się w tej rodzinie?

źródło zdjęcia : internet 

 Akcja. Akcja. Akcja. To największa, obok pomysłu na fabułę, zaleta "Jadu" Jolanty Bartoś. Podczas czytania tej powieści nie sposób się nudzić. Tempo jest niesamowite i nie ma ani jednego przystanku na odpoczynek. Tu wszystko dzieje się bardzo szybko. Najpierw śmierć głowy rodziny, potem podejrzenia o morderstwo, a następnie wywlekanie na światło dzienne brudów rodziny (a musicie przyznać, że przeglądanie się dramatom innym na kartach powieści bywa interesujące) I kiedy wszystko zdaje się zmierzać ku końcowi następuje kolejny zwrot akcji.

 Muszę przyznać, że powieść Jolanty Bartoś to kawał dobrej powieści w kryminalno - sensacyjnym klimacie.
 Fakt, po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam pewne obawy, czy autorka przypadkiem nie "przedobrzy". W końcu nieszczęścia też kiedyś się kończą, prawda? Jednak z każdą kolejną stroną zdawałam sobie sprawę, że te wszystkie elementy składają się na idealną układankę. I tutaj autorka zaserwowała mi ( i mam nadzieję, że wkrótce Wam) bardzo intrygujący dodatek w postaci... dodatkowej układanki. To tak, jakbym ułożyła dziś jeden obrazek i trzymała go szczelnie zamknięty w szafie, a po kilku latach dostała do niego... bonus w postaci ciekawego ciągu dalszego. Muszę przyznać, że to bardzo ciekawe rozwiązanie. I samo zakończenie też dostarczyło mi wiele emocji. Ale o tym już nic więcej nie napiszę ☺


 Podsumowując : "Jad" to, według mnie, bardzo dobra powieść, z wartką akcją, ciekawą fabułą i intrygującymi postaciami, z których każda mierzy się z własnymi "demonami". Czy zakończenie tej historii Was zaskoczy? Przekonajcie się sami! Uwierzcie mi, że warto!

/Ania. 

"Jad"
Jolanta Bartoś 
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję autorce, 
Pani Jolancie Bartoś 😘😘😘

Zapowiedzi Wydawnictwa Psychoskok

Listopad - grudzień 2017


 Dwa miesiące kończące rok to bardzo intensywny czas na rynku wydawniczym. Pojawia się wiele nowości, dużo propozycji to powieści świąteczne. A co dla swoich czytelników przygotowało Wydawnictwo Psychoskok? Zapraszam na mały przegląd ☺

Na początek coś dla najmłodszych 😀

Wojciech Filaber
"Historyjki dla dzieci w języku polskim i angielskim. Część II - kolorowanka"
Data premiery : 6.11.2017
Nauka połączona z zabawą to jeden z najlepszych sposobów na zachęcenie dziecka do poznawania nowych słów i pojęć. Książka zawiera dziesięć urzekających opowieści opatrzonych kolorowankami i angielskimi odpowiednikami. Historyjki traktują o różnych zwierzęcych bohaterach. Tutaj nawet mysz potrafi dogadać się z kotem, a rybka z rekinem. To propozycja dla tych, którzy chcą, aby ich dziecko obcowało z językiem angielskim. Książka daje dużo radości, bawi i uczy.

Marlena Rytel 
"Potworna Michasia"
Data premiery: 15.11.2017
Michasia ma siedem lat, blond włoski i duże niebieskie oczka. Wygląda niewinnie, niczym aniołek. Nie ma ani brata, ani siostry. Jest jedynaczką. Rozpieszczoną jedynaczką. Zawsze musi być tak, jak chce dziewczynka. Zwłaszcza w domu. Rodzice ustępują jej na każdym kroku. Dziadkowie również. Wszystko zmienia się, gdy do domu przybywa nowy lokator… Książka wciągająca i moralnie rozwijająca.

Adam Cichy 
"A właśnie, że baśnie"
Data premiery: 30.11.2017
Książka jest propozycją dla dzieci i tych dorosłych, którzy wciąż cenią sobie magiczny świat dziecięcej wyobraźni, który bawi i uczy, ale przede wszystkim wzrusza. Zwyczajne przedmioty i codzienne sytuacje zmieniają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dostarczają wiedzy o tym, jak żyć pięknie i mądrze, radząc sobie z własnymi słabościami i przeciwnościami losu. Czym był mityczny jednorożec i czy istniał naprawdę? Co się dzieje w dziecięcym pokoju po zgaszeniu lampy i czy naprawdę są jakieś powody do strachu? Czy towarzystwo warzyw może gwarantować nie tylko zdrowie, ale i dobrą zabawę? Na te i inne pytania Czytelnik znajdzie odpowiedź w książce „A właśnie, że baśnie”.

Muszę przyznać, że wszystkie te propozycje sprawiają wrażenie godnych uwagi i myślę, że idealnie sprawdzą się jako pomysł na upominek mikołajkowy lub prezent świąteczny dla maluchów ☺ lub po prostu jako podarunek bez okazji ☺

A teraz czas na coś dla starszych czytelników. Tutaj Wydawnictwo Psychoskok przygotowało propozycje z kilku gatunków. Wśród nowości znajdą coś dla siebie i fani powieści obyczajowych, i miłośnicy s-f, i Ci kochający poezję.

Grażyna Mączkowska 
"Tatuaże podświadomości"
Data premiery: 17.11.2017
Powieść obyczajowa
Poruszająca opowieść, która uświadomi nam, że nie da się uciec od złej przeszłości. Akcja zabierze nas na Mazury. Tu poznamy trzy niezwykłe bohaterki. Teresę–bizneswoman prowadzącą własną knajpkę w mieście. Grażkę mieszkającą za miastem, na odludziu, w lesie, dawniej prowadzącą rekreację konną. Gabrysię, która swego czasu przyjeżdżała do niej z wnukami. Czytelnik stanie się świadkiem procesu godzenia się Gabrysi z bolesną przeszłością, która niczym tatuaż pozostawiła niezmywalne piętno w jej umyśle. Jego początki mają miejsce w gabinecie psychologa. To tam poznaje zawartość swojej głowy, rozkładając życie na elementy i od nowa składając je już w zupełnie inny sposób. Czy wreszcie poradzi sobie z traumą i będzie szczęśliwa?

Myroslaw G
"Sanatio"
Data premiery: 4.11.2017
Science fiction z elementami satyry polityczno-społecznej.
Zaskakujące science fiction z elementami satyry polityczno-społecznej. Wnikając w pełną zaskakujących zwrotów akcji treść, natkniemy się na szalonego naukowca. Człowieka owładniętego chorą wizją uzdrowienia ludzkości. Narrator opowieści–Dżon jest przeciętnym obywatelem. Jego życie zmieni się jednak po wysłuchaniu doktora Taraza - naukowca, który na forum ONZ przedstawi plan uzdrowienia ludzkości. Dla większości osób zagmatwane wystąpienie nie miało znaczenia. Dżon, który uważa, że rasa ludzka pogrąża się w degrengoladzie, ulega jednak patologicznej fascynacji. Niespodziewana śmierć Taraza motywuje go do napisania i zaprezentowania światu biografii naukowca.

Maksymilian Bron
"Na wpółświadomy. Powtarzając za samym sobą "
Data premiery: 4.12.2017
Poezja
"Na wpółświadomy. Powtarzając za sobą samym” to tomik wierszy autorstwa Maksymilana Brona, w którym każdy czytelnik odnajdzie utwory skłaniające do głębszych przemyśleń. Poruszają one bowiem tematykę egzystencjalną. Część z nich dotyczy jednego z najpiękniejszych uczuć, bez którego człowiek nie nigdy nie będzie szczęśliwy – miłości. Wsparcie, wzajemne zaufanie, poczucie bliskości drugiej osoby sprawiają, że rodzi się w nas więcej odwagi do życia. Kilka liryków to typowe wyznania miłosne. Ale autor nie zapomina o innych właściwościach ludzi – podsianiu masek, pod którymi kryją się inne oblicza, czy nieustannym dążeniu do osiągnięcia sukcesu. Wszechobecny konsumpcjonizm przysłania podstawowe, a jednocześnie niezwykle ważne wartości, takie jak przyjaźń, szczerość, życzliwość. A podmiot liryczny jednego z wierszy wyznaje, że to co najbardziej boli, to samotność w pięknym ubraniu. Warto zatem zagłębić się w lekturze i uświadomić sobie, że to indywidualność jest najważniejsza, a nie kopiowanie zachowań czy poglądów.

Wiesław Glaner 
"Imperatyw Boga"
Data premiery: 30.11.2017
Esej filozoficzny
"Imperatyw  Boga” sugeruje, że wszyscy jesteśmy na Boga skazani, religijnie zniewoleni do tego stopnia, że już nie jesteśmy w stanie zidentyfikować źródła naszej tożsamości, która, w przekonaniu autora książki, jest raczej schizotożsamością – chodzi o efekt nałożenie na kulturę Słowian płaszcza ideologii katolickiej. Niemniej, już na okładce książki znajdziemy podpowiedź, że przeciwstawiając Boga Porządku chrześcijańskiemu Bogu Cudów, możemy wydostać się z religijnego zamroczenia poszukując sensu i korzeni ludzkiej moralności w filozofii przyrody, w syntezie serca i rozumu. Stąd tak duże znaczenie w percepcji Boga nadał autor zagadnieniom naukowym, przekonując Czytelnika, że współcześnie nauka i sztuka wiedzą o Bogu więcej niż religia.

 Znaleźliście wśród propozycji Wydawnictwa Psychoskok coś dla siebie? Ja zdradzę Wam, że mnie szczególnie zainteresowały książeczki dla najmłodszych oraz "Tatuaże podświadomości" Grażyny Mączkowskiej 😀 



Ania. 

piątek, 3 listopada 2017

"Bez wytchnienia" Michał Matuszak

 Przez małe okno można wiele zobaczyć... 


 W nasze ręce trafiają różne książki.
Jedne są dobre, inne słabe. Jedne intrygują nas od pierwszych stron, do innych przekonujemy się z czasem lub wcale. Jedne są tylko ciekawe, inne wręcz wybitne. Jedne są dosłownie połykane, inne czytamy przez wiele dni. Od czasu do czasu zdarza się, że trzymamy w dłoniach prawdziwe perełki, które nie wpisują się w żaden schemat. I tak właśnie jest tym razem. Panie i Panowie, zapraszam do zapoznania się z recenzją jednej z najlepszych książek tego roku! Przed Wami Bez wytchnienia Michała Matuszaka! 



 Zaraz pewnie zapytacie, o co tyle szumu? Już Wam wyjaśniam. Zacznijmy od początku. Fabuła.
 Adam to bardzo młody człowiek, któremu przyszło żyć w czasach wszechobecnego fanatyzmu religijnego. Cała historia rozpoczyna się od sceny, w której mieszkańcy dzielnicy chowają się w piwnicy, a tuż obok nich rozgrywa się walka na śmierć i życie. To już nie jest czas, w którym politycy po przeprowadzonych zamachach terrorystycznych w imię Allaha zastanawiają się w zaciszu swoich gabinetów, co zrobić, aby uniknąć tego teraz i w przyszłości. Teraz wychodzi się na ulicę i walczy. Z islamistami, z Żydami. Ze wszystkimi. Według Rady tylko chrześcijaństwo jest dobre, a niesubordynacja grozi karą.  Wszystkie aspekty życia podporządkowane są wierze. Nastolatek jednak nie podąża ślepo za innymi, nie daje sobie zrobić "prania mózgu" i sprzeciwia się panującym regułom. Nie kończy się to dobrze ponieważ jego ojciec, szanowany obywatel, obawiając się o reputację syna i całej swojej rodziny wysyła go na obóz, który ma go nauczyć bycia dobrym chrześcijaninem. O obozie tym krążą legendy, ale chyba nawet Adam (a tym bardziej ja) nie mógł przypuszczać, że trafi w sam środek... piekła!
 To tylko umacnia go w wierze, że świat podąża w złym kierunku, a religia stała się narzędziem w rękach polityków. Nastolatek umysłowia sobie, że nie chce żyć w świecie pełnych nienawiści. Czy kiedy okaże się, że nie jest w swoich poglądach osamotniony, podejmie walkę o zmianę?


 Ta powieść zaintrygowała mnie już samym opisem, a pierwsze strony tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że czeka mnie coś fascynującego. I tak właśnie było. Chociaż zazwyczaj przeczytanie książki w wersji elektronicznej zajmuje mi kilka dni, tę pochłonęłam w dwie noce. I ani trochę nie żałuję, że spędziłam je właśnie przy tej historii.
 Przyszłość. Przeważnie kojarzy nam się z fantastyką. Z meganowoczesnymi statkami, jakimiś spektakularnymi osiągnięciami techniki. Tutaj jest inaczej. Michał Matuszak materializuje na kartach swojej powieści świat takim, jakim może się stać. Pełnym nienawiści, zawiści, fanatyzmu, reżimu. Powiedziałabym więcej. To wizja wojny światowej na tle religijnym. Ale jeżeli myślicie, że to powieść, która neguje nauki Kościoła, muszę Was uspokoić. Autor nie pokazuje religii jako złej. On jedynie stworzył przyszłość, w której wszystko wymknęło się spod kontroli.

"To w ogóle jest jakieś chore. (...) Zasady, które obowiązują, nie są nadane przez Boga, ale przez ludzi, rządzących, tych zasranych, kłamliwych polityków, którzy upatrzyli sobie religię jako przyrząd do sprawowania władzy i najłatwiejszy sposób kontrolowania mas."

 Bez wytchnienia. Tytuł idealnie oddaje to, co nas czeka, kiedy sięgniemy po tę książkę. Bez wytchnienia walczą ludzie w imię religii. Bez wytchnienia młodzi ludzie przeciwstawiają się panującemu reżimowi i walczą o demokrację. Bez wytchnienia czyta się tę powieść, tym bardziej jeżeli interesujemy się aktualną sytuacją polityczno - społeczną.


 Ciekawi Was pewnie, co w tej książce jest takiego wyjątkowego, że nadałam jej miano jednej z najlepszych tego roku (myślę, że w ogólnym rozrachunku znajdzie się w pierwszej... piątce)?
 Dla każdego "dobra książka" to coś innego.
Dla mnie musi być ona inna od wszystkich, jakie do tej pory wpadły w moje łapki. Musi zapaść w moją pamięć na dłużej niż do skończenia kolejnej powieści. Musi mnie poruszyć, skłonić do przemyśleń, zaskoczyć, a momentami nawet przerazić i wprawić w oszołomienie.
 W moich dłoniach były już różne historie. Dobre, świetne, wybitne, interesujące, intrygujące. Ale fascynujące goszczą u mnie stosunkowo rzadko. A Bez wytchnienia bez wątpienia zalicza się do tego grona. Od niej nie sposób się oderwać, nawet mimo tego, że główny bohater to jeszcze... młokos, który chce zmienić świat. Brzmi patetycznie? Ale tak nie jest!

 Na zakończenie zdradzę Wam największą zaletę tej powieści, która przyczyni się do jej sukcesu.
 Sposób, w jaki autor "ugryzł" temat religii i wielonarodowści państwa może dla określonej grupy czytelników wydać się kontrowersyjny. Może ona negować idee zawarte w tej historii ; oburzać się i twierdzić, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Druga grupa może jak najbardziej zgodzić się z wizją takiej przyszłości. Będą to osoby, które radykalnie podchodzą do kwestii dzisiejszej polityki imigracyjnej.
 Jedno jest jednak pewne. Nikt obok tej książki nie przejdzie obojętnie! 

/Ania. 

"Bez wytchnienia"
Michał Matuszak 
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro 

 Za możliwość przeczytania tej niesamowitej książki dziękuję autorowi, Michałowi Matuszakowi oraz Krystynie Meszcze, autorce bloga Literacki Świat Cyrysi 😘😘😘 

"Tajemnice starego domu" Ilona Gołębiewska

Kontynuacja bestsellerowego " Powrotu do starego domu ".  Alicja Pniewska wreszcie znalazła swoje miejsce na Ziemii. Po tru...