wtorek, 13 czerwca 2017

Z mojej perspektywy...

 Czy naprawdę cała Polska 

czyta dzieciom 20 minut dziennie? Codziennie? 


 Od kilku lat każdego dnia jesteśmy zasypywani milionem poleceń. Koniecznie rano zjedz śniadanie. Rusz się. Zainwestuj. Otwórz nowe mega konto. Zarezerwuj wakacje w słonecznej Hiszpanii już dziś. Pierz tylko w proszku, po którym Twoje pranie będzie trzy odcienie bielsze. Wymień stary samochód na nowy. Przenieś swój numer telefonu do nowej sieci. Bla, bla, bla. 
 Czasami można oszaleć. Wiadomo jednak nie od dziś, że człowiek to istota, którą łatwo manipulować. Trzeba tylko odpowiednio go podejść. Przekonać, że to jest dla niego dobre. 
 Więc słuchamy i... wierzymy!!! 


 Cała Polska czyta dzieciom. Na pierwszy rzut oka akcja jak marzenie. Wiadomo przecież, że czytanie rozwija wyobraźnię, poszerza horyzonty, ćwiczy pamięć, spostrzegawczość. Przenosi czytelnika w inny wymiar, w inną rzeczywistość. Same zalety, prawda? Czytanie rewelacyjnie wpływa na pracę mózgu zarówno u dorosłych jak i u dzieci. Szkoda tylko, że czasami wygląda to zupełnie inaczej w praktyce. 
 Ja, Anna, nieanonimowa książkoholiczka czytam prawie codziennie. Oczywistym było dla mnie to, że mogę swoją pasją zarazić również mojego synka. Wiadomo, czym skorupka na młodość nasiąknie itd. 
 Gdybym wtedy wiedziała, jakie to będzie miało fatalne konsekwencje...


 A zaczęło się tak niewinnie... 
 Nie czytałam mojemu synkowi kiedy nosiłam go jeszcze pod sercem. Chociaż zdarzały nam się wielogodzinne rozmowy, czytanie wydawało mi się takie absurdalne (chociaż absolutnie nie neguje takiego zachowania). 
 Kiedy wreszcie przyszedł na świat zaczął się szał. Szał zakupów. Pluszaki, gryzaki, itp. Potem przyszedł czas na pierwszą książeczkę. Potem drugą, piątą, dziesiątą. Och, czego tam nie było. I te milutkie w dotyku i te piszczace. I te kolorowe, i grube, i chude :-) Na początku służyły głównie do zjadania. Która z mam tego nie zna :-) Po tym etapie zaczęły pojawiać się pierwsze książeczki z literkami, cyferkami, zwierzątkami, pojazdami. Taka kolej rzeczy :-) 
 Wreszcie przyszedł czas na pierwsze krótkie bajki. Potem dłuższe. I nastał czas, kiedy mój syn zaczął słuchać czytanych przeze mnie historii już całkiem świadomie. Zadawał pytania. Interesował się. A ja byłam szczęśliwa. Do czasu... 

 Nie żebym była jakoś strasznie podatna na wpływy, ale pomyślałam sobie : przecież to oczywiste, że nie wszyscy rodzice/dziadkowie/opiekunowie czytają dzieciom codziennie. Takie czasy. Ciągle gdzieś się spieszymy. Nie mamy czasu spać, nie mówiąc już o codziennym czytaniu. Ale ja przecież nie pracuję, mam czas, nie ma ku temu żadnych przeszkód. 
 I się zaczęło. Chociaż jedna bajka/jeden rozdział/dosłownie kilka stron. Nie chciałam widzieć tej niechęci w oczach mojego dziecka. Nie chciałam słyszeć tych ciągłych pytań : Mamusiu, musimy? Nie musieliśmy, ale mama chciała, więc myślała, że dziecko też chce. 
 Aż nadszedł dzień kiedy usłyszałam : Mamo, pójdziemy dziś wcześniej spać? -Jesteś tak bardzo zmęczony? -Nie! Ja nie chcę czytać tych głupich książek!!! 
 Wreszcie do mnie dotarło. Na Boga, co ja zrobiłam?! Zamiast zachęcać dziecko do czytania, ja je do niego zmuszałam. Mój syn zamiast pokochać czytanie, był na najlepszej drodze do tego, aby je znienawidzić. Przeze mnie. Osobę, która tak bardzo kocha literaturę. 

 Schowałam wszystkie książki. Skończyło się cowieczorne czytanie. Nastała przerwa. Oglądaliśmy bajki, graliśmy w różne gry. Do czasu, aż mój syn sam zaproponował, abym mu coś przeczytała. Tylko coś fajnego, nowego. Wybraliśmy się do księgarni. Sam mógł wybrać to, co chciał przeczytać. Bez przymusu, za to z radością w oczach. 
 Po kilku dniach zapisałam go do biblioteki. To był strzał w dziesiątkę! Teraz odwiedzamy naszą bibliotekę raz w tygodniu. Oskar jest zadowolony i jednocześnie zaskoczony tak ogromną możliwością wyboru :-)


 Może i cała Polska czyta dzieciom. Może robi to 20 minut dziennie, a może i 30. Może czyta codziennie, a może tylko w weekendy. I wiecie co?
Niech cała Polska to robi. Ja nie muszę. 

 Owszem, chciałabym, żeby moje dziecko w przyszłości kochało książki równie mocno jak ja. 
Ale jeżeli tak się nie stanie, świat się nie zawali. Nie będzie mniej kolorowy, mniej wartościowy. 
 Pozwolę dokonać mu wyboru, jakkolwiek to teraz brzmi. Niech czytanie sprawia mu radość. Niech kojarzy mu się z czymś przyjemnym. Nawet jeżeli będzie się to odbywało tylko raz w tygodniu...

 /Ania. 

16 komentarzy:

  1. Czasem czytam mojemu dziecku w brzuchu, bo odkryłam, że reaguje na mój głos! Ale zgadzam się, że nic na siłę. Bardzo chciałabym, żeby czytanie było dla mojego dziecka czymś oczywistym i naturalnym i liczę na to, że zadziała przykład - ja czytam, jego tata czyta, to może i ono będzie czytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieje :-)
      Dziękuję za odwiedziny :-)

      Usuń
  2. Hmmm... a ja czytam. Ale... to, co on chce! I kiedy chce. Z wieczornego czytania zrobiliśmy mały rytuał. Ale jak nie chce, jeśli woli obejrzeć bajkę - ogląda. Częściej jednak wybiera czytanie. I dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że nic na siłę i masz słuszne podejście. Zmuszanie do czytania miałoby odwrotny skutek od zamierzonego, w końcu nikt z nas nie lubi być zmuszani do robienia czegokolwiek. Masz rację, synek musi wybierać sam swoją rozrywkę i niech cała Polska czyta dzieciom, Ty nie musisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Zauważyłam, że kiedy go nie zmuszam, sam chętnie sięga po książki :-)

      Usuń
  4. Absolutnie się z Tobą zgadzam. My też codziennie nie czytamy. To nie mycie zębów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas są fazy na czytanie - jest miesiąc, ze czytamy codziennie po pół godziny lub dłużej, a sa takie dni/tygodnie, ze chce posłuchać bajki z płyty - jak mowi. Nie zmuszamy, zeby właśnie sie niezniechęcil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ostatnio nastały dni, kiedy też czytamy codziennie :-)
      Nie wiem, jak długo to potrwa, ale póki trwa - korzystamy :-)

      Usuń
  6. Tylko patrzeć, jak będzie z latarką po kryjomu czytał pod kołdrą zamiast spać ;) Teraz, kiedy nie czuje się zmuszany sam ma ochotę na książki. A jeszcze jak ma wybór sposród wielu, to już w ogóle prawie jak zakazany owoc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ta chwila z latarką nigdy nie nadeszła :-)

      Usuń
  7. I to się chwali! Każde dziecko jest inne, a monotonia wcale nie jest taka dobra jak wszyscy myślą. Oskarek jest najlepszym przykładem, że czasem każdy potrzebuje przerwy, a jeśli naprawdę coś kocha, to do tego wróci! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że ta akcja nie polegała na zmuszaniu dziecka do czytania :) Masz dobre, zdrowe podejście :)

    OdpowiedzUsuń

Nadchodzi Reloveution

 Zapowiedź patronacka   Moi Drodzy, mam zaszczyt oficjalnie ogłosić, iż mój blog objął patronatem medialnym najnowszy tomik wierszy Macie...