poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Dance, sing, love. Miłosny układ" Layla Wheldon

 Recenzja przedpremierowa 



 Sensacja wattpada. Romans #1.
Ponad 2,5 miliona odsłon! 
  I wszyscy, którzy śledzą książkowe nowości już wiedzą, że mowa tu o powieści Layli Wheldon. 
 Czy jednak wirtualny sukces Dance, sing, love. Miłosny układ znajdzie swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Kto w dniu premiery, czyli 17 sierpnia, z przyjemnością sięgnie po kolejny literacki debiut, a kto będzie omijał go z daleka? Kto dla tej powieści zarwie noc, a kto będzie czytał ją po kilka stron ? 
 Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedzi w mojej recenzji. Zapraszam ☺


 Livia jest zawodową tancerką. Pod czujnym okiem choreografki Mirandy, Liv wraz z zespołem tworzą niesamowite show podczas występów największych gwiazd. Ponad to występują w teledyskach, statystują w filmach. 
 James Sheridan (czy tylko mnie kojarzy się on z Ed'em?) jest topowym piosenkarzem, na punkcie którego szaleje tysiące fanek. Zapatrzony w siebie 26-latek jest największym dupkiem na świecie. Tak, tak. James'owi zdecydowanie woda sodowa uderzyła do głowy. I kobiety. I alkohol. I sława. I pieniądze. Idealny materiał dla plotkarskich portali. 
 Drogi Livii i James'a po raz pierwszy skrzyżują się w Rzymie podczas przygotowań do wielkiego tournee gwiazdora. Nikt nie będzie tak irytował zdolnej tancerki jak zadufany Sheridan. Jednak tygodnie prób, niedostępność celebryty, odwaga tancerki i potajemne zwiedzanie największych i najpiękniejszych miast Europy w końcu zbliżą do siebie tę dwójkę. Livia dostrzeże w James'ie normalnego faceta i wreszcie odda mu swoje serce. Gdyby tylko wiedziała, że miłość zamiast uszczęśliwiać może niszczyć i sprawiać ból... 

Niedługo potem wszystko wywróciło się do góry nogami, cały mój świat. 
Nie miałam na to dużego wpływu. 
Próbowałam się opierać, walczyć z uczuciami, 
jakie we mnie narastały z dnia na dzień,
z tygodnia na tydzień. Miesiąc po miesiącu. 
Bezskutecznie. I w końcu przepadłam. 
Taniec był dla mnie wszystkim. 
Dopóki James nie wkroczył do mojego życia. 
(...) 
Byłam na niego zła, 
bo wykorzystał wobec mnie swój urok,
a nie miałam wystarczająco dużo siły, 
aby się na to uodpornić. 
Kiedyś to umiałam, 
jednak z każdym dniem spędzanym w jego towarzystwie ten mur, jaki utworzyłam wokół siebie, kruszył się i upadał . Codziennie po trochu. 

 

  Taniec i miłość. Czy jest wśród nas ktoś, kto nie ekscytowal się filmami muzycznymi : Step up, czy Just Dance?  Kto nie czekał na imponujące pokazy taneczne? Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nie czekała na pierwszy pocałunek głównych bohaterów. Niejedna pewnie śniła o boskim ciele Channinga Tatuma ☺ Zatańczyć z nim chociaż jeden raz... 
 Layla Wheldon, a właściwie Sandra Sotomska, poszła o krok dalej i dodała do tego śpiew. I w ten sposób stworzyła idealne tło dla głównych aktorów swojego literackiego przedstawienia. 

 Czy jest to więc powieść tylko dla fanów tańca i śpiewu? Absolutnie nie. Przyznam szczerze, że po opisie spodziewałam się zupełnie czegoś innego - właśnie w typie wspomnianych wcześniej  filmów, gdzie taniec wypełniał w zasadzie ponad 90% fabuły. 
 U Sandry Sotomskiej taniec i śpiew ustąpiły miejsca... uczuciom. Całej skomplikowanej sieci uczuć. Od miłości, euforii, poprzez nienawiść i zawiść, aż do zwykłej sympatii. 
 Ma to oczywiście swoje plusy jak i minusy. 
 Z jednej strony jest to dobry sposób na lepsze "pokazanie" czytelnikowi skomplikowanych relacji bohaterów i praw jakim rządzi się bezlitosny show biznes, czy życie w blasku fleszy bez odrobiny prywatności. 
 Z drugiej zaś, czytelnik po zapoznaniu się z opisem nastawia się na eksplozję pasji i tańca. I w tej kwestii po ekscytującym początku może czuć się lekko rozczarowany. Może, ale musi. Na szczęście Wy, udając się w dniu premiery do księgarń,  już będziecie wiedzieć czego się po tej powieści spodziewać ☺


 Mnie do gustu bardzo przypadł styl Layli Wheldon.
Pomimo dość pokaźnego rozmiaru jak na debiut (co swoją drogą jest odważnym posunięciem) , powieść czytało mi się bardzo szybko. Lekkie pióro bez żadnych udziwnień to jest to, co lubię najbardziej. 
 Historia nie jest opowiedziana tylko z punktu widzenia ambitnej Livii, więc miałam okazję spojrzeć na wszystko również z innej perspektywy.  Autorka zadbała o to, abym ani przez chwilę nie nudziła się podróżując u boku bohaterów jej opowieści. Zwroty akcji w życiu tancerzy i piosenkarzy z każdą stroną podkręcaly atmosferę. Już nawet nie wspomnę o zakończeniu, które musiałam przeczytać dwa razy. W tak ogromnym byłam szoku! 
  Na szczęście to nie koniec tej historii.

 Co do bohaterów. Jednych polubiłam bardziej, innych mniej. Niektórzy stracili w moich oczach, by drudzy mogli zyskać. Część z nich zaakceptowałam od pierwszych stron, pozostali musieli sobie porządnie zapracować na moje zaufanie. Jak w życiu... 

 Nie jest oczywiście tak, że ta powieść jest bez skazy. Przed debiutująca autorką jeszcze wiele pracy. Tym bardziej, że już w swojej pierwszej książce ustawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Zastanawiam się nawet czy nie za wysoko. Bo w zasadzie poza drobnymi szczegółami nie mogę się do niczego przyczepić. 
 Ta powieść jest przemyślana w 100%. Tu nic nie jest kwestią przypadku, lecz doskonale ułożonego scenariusza.

Jak dla mnie debiutująca autorka, Sandra Sotomska, wykonała kawał dobrej roboty!


 Czy można kochać kogoś za bardzo? Czy miłość zamiast unosić w powietrzu może podcinać skrzydła? Czy można być ślepym widząc doskonale wszystko wokół? 
 Po prostu dance, sing and love, a sami  znajdziecie odpowiedź! 

/Ania. 

"Dance, sing, love. Miłosny układ"
Layla Wheldon (Sandra Sotomska) 
Wydawnictwo Editio Red 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję 
Wydawnictwu Editio Red 😘 😘 😘
Strona internetowa / Facebook.



26 komentarzy:

  1. Jestem właśnie w trakcie czytania. Na razie jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująca recenzja. Lubię filmy i książki o miłości i tańcu i choć piszesz że sfera tańca nie do końca jest tu dociągnieta to i tak chętnie sięgnę po tę książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie nikt nie gwarantowal, że taniec będzie wypełniał większą część książki ☺
      To my, czytelnicy, nastawilismy się na to ☺
      W końcu to historia Livii i James'a ☺
      Jestem bardzo ciekawa, co spotka bohaterów w kolejnej części ☺

      Usuń
  3. moja znajoma właśnie czyta tą książkę

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czytać debiuty i zawsze daję im szansę, więc i ten z chęcią przeczytałabym w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też coraz częściej i coraz chętniej sięgam po debiuty, które (bez względu na efekt końcowy) zawsze są dla mnie zaskoczeniem ☺

      Usuń
  5. Niezwykle sympatycznie się robi, kiedy uda się nam trafić na bardzo dobry debiut. :) Książka powinna spodobać się także moim dzieciom, miłośnikom tańca. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale kiedy literatura łączy pokolenia. Lektura tej powieści może być do tego idealną okazją ☺

      Usuń
    2. Ostatnio staram się zwracać uwagę na właśnie takie książki, to jakby podwójna radość zaczytania. :)

      Usuń
    3. Ja jeszcze muszę kilka lat poczekać, aż mój syn zacznie ze mną dyskutować ☺

      Usuń
  6. To już druga pochlebna recenzja tej książki na która dziś trafiłam, zdecydowanie dopisuje do listy TBR :) Fabuła przypomina mi fanfiction, które sama pisałam jako nastolatka ^^
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że już wkrótce powieści Layli Wheldon w niczym nie będą ustępować powieściom "starych wyjadaczy" 😁

      Usuń
  7. Recenzja fajna http://izabelin1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli to debiutancka książka autorki to z pewnością warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często daję szansę debiutantom, bo to zawsze jest coś nowego ☺

      Usuń
  9. To ja jestem wyjątkiem, bo ani Step up, ani Just dance chyba nawet nie widziałam, o ekscytacji nie mówiąc :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Tonie dla mnie,jestem fanem kryminałów. Zresztą z tego co wyczytałem to bardziej dla pań... Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, tej powieści nie można zaliczyć do kryminałów ☺

      Usuń
  11. Teraz to będzie głośno o książce, ale zasługuje na to w 100%

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem właśnie w trakcie lektury i jestem zauroczona. :)

    OdpowiedzUsuń

"Nie widując gwiazd" Agata Piechota

 Gdy coraz trudniej oddychać...     Czy też czasami macie tak, że już po przeczytaniu pierwszego zdania (a w tym wypadku dedykacji) ...