sobota, 1 lipca 2017

"Bilet do szczęścia" Beata Majewska

 - recenzja przedpremierowa. 



 Pamiętacie Łucję i Hugona, bohaterów Konkursu na żonę Beaty Majewskiej? Pierwszy raz z panną Maśnik i królem palantów, Hajdukiewiczem, spotkaliśmy się dokładnie dwa miesiące temu (moja recenzja TUTAJ).
 Pożegnaliśmy się z nimi w bardzo dramatycznych okolicznościach. Dziewczyna dowiedziała się, że była tylko częścią perfidnego planu. Na dodatek okazało się, że jest w ciąży. Jakby tego było mało, babcia Łucji trafiła do szpitala. Te wszystkie wypadki sprawiły, że młoda kobieta postanowiła zostać tymczasowo w mieszkaniu Hugona. Co od tego czasu zmieniło się w ich życiu?
  Przyszli rodzice podjęli decyzję o ślubie. Ale jeżeli myślicie, że są w szczęśliwym związku, muszę Was rozczarować. To tylko układ. Najpierw ślub, potem narodziny dziecka, kilka miesięcy wspólnego mieszkania i ... rozstanie. Dla Hugona jest to jednak czas, aby zawalczyć o miłość. Kilka miesięcy nadziei. Czy jednak jego małżonka będzie w stanie mu wszystko wybaczyć? Zapomnieć o rozczarowaniu i upokorzeniu? Przecież nie jest już tą naiwną, zahukaną dziewczyną, która bez pamięci zakochała się w trzydziestoletnim, przystojnym prawniku. Przynajmniej stara się nią nie być...


 Czekałam z niecierpliwością na dalsze losy Łucji i Hugona, bo chociaż na pierwszy rzut oka to taka banalna historia, sposób w jaki autorka ubrała ją w słowa, uczynił z niej bardzo przyjemną powieść idealną na ciepłe wieczory. Poza tym byłam bardzo ciekawa, jaką decyzję podejmie panna Maśnik. Po przeczytaniu mojej recenzji pierwszej części cyklu Konkurs na żonę można wywnioskować, że dziewczynę obdarzyłam sympatią, zaś młodego prawnika... No cóż. Przyznaję, nie potraktowałam go zbyt delikatnie. Ale kto czytał, ten wie, że sobie zasłużył. Naprawdę sobie zasłużył. Chociaż przychodzi mi to z wielkim trudem, muszę Wam zdradzić, że w Bilecie do szczęścia nawet go polubiłam. Ba! Mocno mu kibicowałam w staraniach o odzyskanie zaufania i serca Łucji. Ale wszystko szło nie tak jak powinno. Jeszcze ten cholerny wypadek... A potem...


 Nie będę mydlić Wam oczu twierdząc, że przeczytałam tę powieść w dzień, czy dwa. Nie. Lektura najnowszej powieści Beaty Majewskiej zajęła mi kilka wieczorów. Ale były to bardzo przyjemne godziny spędzone pod kocem  przy otwartym oknie z kubkiem gorącej, aromatycznej herbaty w wolnej dłoni. Za każdym razem, tuż za rogiem, nad stawem odbywał się melodyjny koncert żab, a ja odbywałam podróż do Krakowa, do Łucji i Hugona.
 I nawet nie musiałam podnosić się z fotela :) Czary...

 Od kilku dni w internecie pojawiają się już pierwsze recenzje Biletu do szczęścia. Przyznam, że zajrzałam na kilka blogów. Chciałam porównać doświadczenia, sprawdzić, czy innym recenzentkom ta powieść spodobała się równie mocno jak mnie :) Zauważyłam, że kilka osób porównało tę powieść w kontekście pierwszej części. Najczęściej padają stwierdzenia, że drugi tom jest lepszy od pierwszego.
 Ja mam trochę odmienne zdanie. Uważam, że obydwie części są równie dobre. Różne, ale dobre.
 Z perspektywy czasu dostrzegam, że Konkurs na żonę, mimo całej tej perfidnej intrygi, był lżejszy i zabawniejszy. Bilet do szczęścia jest z kolei dojrzalszy, ale trzeba pamiętać, że i bohaterowie się zmienili. Co prawda są niewiele starsi, ale to nie wiek, lecz doświadczenie kształtuje charakter i osobowość.


 Przyznam się Wam szczerze, że trochę obawiam się trzeciej części. Nie tego, że będzie słabo napisana, że autorce skończą się pomysły, że niczym nas nie zaskoczy. Tego absolutnie się nie obawiam, bo ja już wiem, że styl Beaty Majewskiej jak najbardziej wpisuje się w moje literacko-obyczajowe gusta. Dostaję gęsiej skórki na samą myśl o czekających mnie emocjach. Sama autorka napisała całkiem niedawno, że do trzeciego tomu, Zdążyć z miłością, chyba będzie musiała dodawać paczkę chusteczek. To chyba wróży roztrzaskane serca, prawda? Tylko dlaczego?
 Już dziś zaczynam niecierpliwie odliczać dni do kolejnej premiery! Wam radzę to samo :)

Gdyby ktoś w pierwszy sobotni poranek lipca spytał Hajdukiewicza, jaki przedślubny prezent chciałby otrzymać, odparłby bez wahania, że bilet na podróż w czasie... 
To byłby właśnie jego bilet do szczęścia. 
A dokąd byłby Twój? 

/Ania. 

"Bilet do szczęścia"
Data premiery: 05-07-2017!
Beata Majewska 
Wydawnictwo Książnica 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję autorce, Beacie Majewskiej (profil na Facebooku TUTAJ / blog TUTAJ)  oraz Wydawnictwu Książnica (profil na Facebooku TUTAJ). 

9 komentarzy:

  1. Ok, przyznam szczerze, że raczej nie jest to ten typ powieści, które darzę jakąś szczególną sympatią, ale cieszę się, że do Ciebie trafiłem. Bardzo, ale to bardzo miło się Ciebie czyta. Oby tak dalej :) Będę zaglądał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, Wam mężczyznom, ciężko jest dogodzić :) Literacko, oczywiście :)

      A już tak całkiem poważnie, dziękuję za tak miłe słowa :)
      I zapraszam częściej :)

      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. My dzisiaj też czytamy, bo od 48 h nie mamy prądu wiec dopoki jest jasno to czytamy :) ksiazke zapisuję do dopytania o nia w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przez tę pogodę. Zwariować można!

      Przyjemnego czytania :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej ani o tej autorce ani o tej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka wcześniej wydawała swoją twórczość pod pseudonimem Augusta Docher :)

      Usuń

"Nie widując gwiazd" Agata Piechota

 Gdy coraz trudniej oddychać...     Czy też czasami macie tak, że już po przeczytaniu pierwszego zdania (a w tym wypadku dedykacji) ...