Na dzisiejszy wieczór postanowiłam przygotować dla Was wpis o czymś, co jeszcze na moim blogu nie gościło :)
Mikołajki i Gwiazdka zbliżają się wielkimi krokami. Nie da się ukryć, że właśnie trwa czas, w którym nasze szare komórki zmuszone są do zmorzonego wysiłku :) Co kupić, co kupić? Doskonale to znacie, prawda?
Dziś mam dla Was propozycję gry, która spodoba się każdemu, bez względu na wiek (sama się nieźle wkręciłam :) ).
"Skaczące kulki" to gra dla 1-3 osób od 4 lat.
Pudełko zawiera tarczę (której nie wyjmuje się z podstawy), 3 wyrzutnie, 12 kulek (4 niebieskie, 4 żółte i 4 czerwone) oraz instrukcję.
Na czym polega gra?
Podstawę z tarczą ustawiamy w równej odległości od każdego z graczy. Następnie grę rozpoczyna najmłodszy gracz wykonując 4 próby trafienia w tarczę. Po tym kroku zliczamy punkty i przechodzimy do następnego gracza.
Po umówionej wcześniej ilości rund sumujemy punkty i wyłaniamy zwycięzcę.
Oczywiście z synkiem wypróbowalismy też inne kombinacje, np. celowalismy do tarczy na zmianę lub jedno z nas grało do czterech udanych trafień :)
"Skaczące kulki" są świetną rozrywką na długie, zimowe wieczory. Taka gra zręcznościowa uczy najmłodszych cierpliwości, opanowania i szukania najlepszych rozwiązań w dążeniu do celu, w tym przypadku do trafieniu kulką z katapulty najlepiej w sam środek tarczy.
I jeszcze ta rewelacyjna cena.
W zwykłym sklepie spożywczo - przemysłowym, w którym codziennie robię zakupy, kupiłam ją za 16,90!
A jak to jest z Wami? Lubicie grać w planszówki?
Zachęcacie swoje dzieci, aby właśnie w taki sposób spędzały wolny czas?
Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na temat takiej rozrywki :)
/Ania
"Skaczące kulki"
Alexander
czwartek, 30 listopada 2017
wtorek, 28 listopada 2017
"Rita z Cherrywood" Larissa Awiżeń
Prędzej czy później, każdy znajdzie swoje miejsce...
Na początek garść podstawowych informacji jakie ma dla nas Wydawnictwo Dygresje, czyli króciutki opis.
"Rita jest wrażliwą, pełną ciepła, otwartą osobą. Po dzieciństwie i młodości spędzonej w Związku Radzieckim, zakochuje się w Polaku. Po wielu wspólnie spędzonych latach, odczuwa zew przygody. Chcąc poczuć się znów przydatną i szerzyć dobro, nie waha się wyjechać za granicę, do Wielkiej Brytanii, by sprostać nowym wyzwaniom: pracy w hospicjum i mieszkaniu na emigracji. Przygody, które ją czekają, stanowią niesamowicie ciepłą, zabawną i wzruszającą opowieść o dobroci i poświęceniu".
Tak w skrócie prezentuje się fabuła tej autobiograficznej (!) powieści. Autorka, Larissa Awiżeń, niczym dobra przyjaciółka oprowadza nas po swoim życiu. Dokładnie takie miałam wrażenie.
Sami doskonale wiecie, jak to jest.
Spotykacie od lat niewidzianą znajomą, która zaprasza Was do swojego domu. Kawa, herbata, krótkie ploteczki. A potem pada magiczne "chodź, pokażę ci, jak mieszkam". I w tym momencie rozpoczyna się szybka wędrówka niby po mieszkaniu, a tak naprawdę po życiu.
Czytając "Ritę z Cherrywood" właśnie tak się czułam, tyle tylko, że autorka świadomie dzieliła się ze mną swoimi wspomnieniami, marzeniami, czy planami. I muszę przyznać, że to było bardzo... miłe. Powiedziałabym nawet, że serdeczne. Nic przede mną nie zatajała. Podzieliła się ze mną swoimi radosnymi chwilami, ale też nie owijała w bawełnę, kiedy było ciężko.
Pokazała mi jak zmieniał się świat, o którym ja nie miałam pojęcia, przez co był kompletnie poza kręgiem moich zainteresowań. Zabrała mnie do miejsc i czasów, które były punktami zmieniającymi jej życie, a na które ja w życiu nie zwróciłabym uwagi. Powierzyła swoje sekrety.
Pokazała mi to, co otacza każdego z nas, ale nie z perspektywy kolorowych czasopism, gdzie obraz często jest przejaskrawiony, ale z perspektywy kobiety, która by odnaleźć szczęście i spełnienie pokonała szmat drogi. Kobiety, która wiele przeżyła, a jeszcze więcej zobaczyła. Osoby, którą życie rzucało w różne strony. Człowieka, który chciał zrobić coś dobrego.
Za krótko. To pierwsze, co przyszło mi na myśl, kiedy zakończyłam tę książkową podróż u boku Rity. Niby zobaczyłam wiele, a mimo to chciałam, aby ta "wycieczka" śladami wspomnień autorki jeszcze się nie kończyła. Do zwiedzanie było zdecydowanie za szybkie.
Musicie wiedzieć, że generalnie nie sięgam po książki autobiograficzne. W tym przypadku zainteresował mnie jednak opis i fakt, że autorka postanowiła pokazać swoje życie w formie "zwykłej" powieści. Oczywiście czytając tę książkę miałam świadomość, że jest ona "na faktach", ale to absolutnie nie odbierało mi przyjemności z czytania.
Tylko ta okładka taka trochę... smutna.
I ta Rita taka zagubiona, taka niepewna.
Z pewnością wiele takich momentów czekało na autorkę i czeka też na nas. W którą stronę podążyć?
Czy Rita wreszcie odnalazła swoje miejsce na Ziemi? Czy udało jej się spełnić wszystkie marzenia? A może najlepsze dopiero nadejdzie?
Wyruszcie w podróż u boku Rity i przekonajcie się sami!
/Ania.
"Rita z Cherrywood"
Larissa Awiżeń
Wydawnictwo Dygresje
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania
"Rity z Cherrywood" dziękuję :
niedziela, 26 listopada 2017
"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" Jakub Skworz
Wciągające książki o wielkich Polakach.
O tym, że książki potrafią wciągać wiemy nie od dziś, ale żeby aż tak?!
Adam Mickiewicz. Postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Po wypowiedzeniu czy przeczytaniu jego imienia i nazwiska od razu na myśl przychodzą nam "Sonety Krymskie" czy "Pan Tadeusz" - według mnie najbardziej znane dzieło tego pisarza.
Niestety bywa tak, że jego twórczość kojarzy nam się z przykrym, szkolnym obowiązkiem. Z czymś nudnym, nieciekawym. Z tzw. suchymi faktami. Sama pamiętam, jak musiałam uczyć się na pamięć inwokacji, którą zresztą pamiętam do dziś. A jaki Adam był naprawdę? Czy uwierzycie mi, kiedy napiszę Wam, że w dzieciństwie był niezłym urwisem? Brzmi zabawnie? Niedorzecznie?
Dajcie się porwać lekturze i przekonajcie się jak było naprawdę!
Ola i Eryk to rodzeństwo, które przebywa u dziadków. A wiadomo, że kto jak kto, ale nikt nie rozpieszcza dzieci bardziej niż właśnie dziadkowie. Ale nawet w ich domu panują żelazne zasady, których łamać pod żadnym pozorem nie wolno.
Jednym z nich, oprócz jedzenia palcami powideł babci, jest absolutny zakaz wstępu do gabinetu pełnego książek. Ale ciekawość dzieci bierze górę i już wkrótce wkraczają do zakazanego pokoju, a stamtąd prosto pod dom małego Adasia Mickiewicza, który akurat... wypadł z okna!
Od tej chwili, mimo że występek dzieci szybko wychodzi na jaw, rozpoczyna się niesamowita, książkowa podróż śladami tego polskiego poety, działacza politycznego, publicysty, tłumacza, nauczyciela akademickiego, bo jak się okazuje był to człowiek wielu talentów.
"- Co robisz? - spytała Ola, gdy przyłapała dziadka w salonie na przeglądaniu książki.
- Od jakiegoś czasu zastanawiam się, do których rozdziałów was zabrać... - odparł dziadek, przerzucajac strony. - Nie wszystkie są równie wciągające.
- Nie mów tak, bo uwierzą i będą mieli kłopoty w szkole - zaśmiała się babcia.
(...)
- Dziadku, nie boisz się, że zatopisz się w lekturze? - spytała dziewczynka.
- Tylko kartkuje książkę, ale rzeczywiście zdarza się, że człowiek zostaje wciągnięty niespodziewanie, wbrew sobie. Na przykład bierze do ręki w księgarni nową powieść i czyta fragment, żeby zdecydować, czy ją kupić, i już go nie ma! "
Do krain, w których niemożliwe nie istnieje. Wyobrażacie sobie, że bez wychodzenia z domu ladujecie nagle na mroźnej Syberii, albo spacerujecie uliczkami Paryża w XIX wieku? Albo że stoicie za plecami Adama Mickiewicza w czasie kiedy on tworzy swoje najbardziej znane dzieło i czujecie z tego powodu nieopisaną radość?
"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz" to powieść nie tylko dla dzieci czy młodzieży. Nam, dorosłym, też może przynieść wiele frajdy, przypomnieć nam o beztroskich latach dzieciństwa, kiedy i nam zdarzało się postępować niezgodnie z narzuconymi nam przez dorosłych zasadami. Ta książka pozwoli spojrzeć nam też z innej perspektywy na to, co, być może, w szkole spędzało nam sen z powiek.
Młodzieży natomiast uzmysławi, że nie taki diabeł straszny jakim go malują, a postać Mickiewicza może okazać się niesamowicie intrygująca.
Dla najmłodszych będzie to po prostu niezwykle ciekawa podróż u boku Oli i Eryka.
Ja tę powieść przeczytałam dwa razy. Raz sama, drugi raz z moim prawie 6letnim synkiem, któremu najbardziej podobał się tytuł i fakt, że książki tak bardzo wciągają. Było co prawda kilka dość... niebezpiecznych momentów, które mogły zmrozić krew w żyłach, ale myślę, że jeżeli oszczędzimy najmłodszym czytelnikom jednego, czy dwóch rozdziałów, nic strasznego się nie stanie.
Przecież zawsze będzie okazja, aby w niesamowitą podróż wybrać się raz jeszcze.
Na uwagę zasługują również ilustracje. Na większości z nich możemy rozpoznać postać dziadka i wnuków, a także samego Mickiewicza. Jednak jest też kilka innych ilustracji. Równie pięknych, ale o ukrytej treści, do których zrozumienia potrzebna jest znajomość tekstu. Na początku myślałam o nich, że są po prostu nietypowe. Teraz już widzę więcej...
Nie skłamie, jeżeli napiszę, że książka Jakuba Skworza powinna znaleźć się w każdym domu, bez względu na to, czy są w nim dzieci, czy też nie. Bo oprócz różnych ciekawostek, trochę informacji z życia prywatnego rodziny Mickiewiczów, zamknięty jest tu też kawał naszej historii jako narodu podany w bardzo intrygujący sposób.
Ja z pewnością powrócę do niej nie raz 😊
/Ania.
"Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz"
Jakub Skworz
Zysk i S-ka Wydawnictwo
Za egzemplarz recenzencki dziękuję :
niedziela, 19 listopada 2017
ReLOVEution - wywiad z autorem [część II]
Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z drugą częścią rozmowy jaką my, patronki książki poetyckiej Reloveution (czyli, Karolina, Hania, Magda i ja), przeprowadziłyśmy z jej autorem, Maciejem Bujanowiczem. Część pierwszą znajdziecie u Magdy z Czytam w pociągu klikając ➡TUTAJ ⬅
7. Jak reagujesz na negatywne opinie dotyczące swojej poezji? Jeśli takie w ogóle się pojawiają.
Pojawiają się, ale głównie anonimowo w postaci hejtu na mojej stronie. Hmm, nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Jeśli ją słyszę, to zawsze staram się skorygować popełniony błąd. Jestem młodym twórcą, który się kształtuje, także krytyka jest dla mnie formą pomocy.
8. Jak zareagowali Twoi bliscy na to, iż zdecydowałeś się tworzyć?
Bardzo długo trzymałem w tajemnicy fakt, że piszę. Na początku robiłem to pod pseudonimem. Najbliżsi byli trochę zdziwieni, ale na pewno i zadowoleni, może w pewnym stopniu nawet dumni. Wielokrotnie wyobrażałem sobie ich reakcję i była o wiele lepsza niż ta w mojej głowie.
9. Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na to, aby zacząć pisać poezję?
Zrodził się po napisaniu pierwszego wiersza. Poczułem taką potrzebę tworzenia następnych. Potem odważyłem się je opubklikować pod pseudonimem i spotkałem się z ciepłymi słowami, co zmotywowało mnie do pisania następnych i następnych. W ten sposób zrodziła się pasja. Zacząłem pisać więcej i przede wszystkim więcej czytać. Bardzo często podczas czytania wierszy innych poetów w mojej głowie rodzi się pomysł, czy też bunt, że ja bym to napisał inaczej i w ten sposób powstają kolejne teksty. Tak więc czytanie i pisanie wzajemnie się napędza.
10. Skupmy się na chwilę na Twoim drugim tomiku. Jest on pełen miłości. Jak ważna jest ona w Twoim życiu? Nie bałeś się dotykać tak "błahego" tematu?
Zdaję sobie sprawę, że temat miłości w literaturze jest już wręcz oklepany, jednak tomik krąży nie tylko wokół miłości, ale relacji międzyludzkich i wydaje mi się, że jest to pokazane w nowy, oryginalny sposób. Było to dla mnie również wyzwanie, żeby przedstawić ograny temat w nowej formie. Co do miłości, uważam, że jest w życiu najważniejsza. Bez niej wszystko inne traci sens.
11. Czujesz się poetą?
Nie bardzo. Choć miło mi, bo coraz częściej słyszę to określenie. Poetą się bywa, a nie jest. Czuje się poetą, kiedy piszę w moim przekonaniu dobry utwór, ale kiedy sprzątam w pokoju już nie bardzo. Poetą nie jestem, może kiedyś zasłużę na takie określenie, narazie jestem tylko osobą, która pisze wiersze.
12. Starasz się ćwiczyć swój kunszt czy po prostu czekasz na wene?
Ćwiczę bardzo dużo. Głównie zdobywając wiedzę z warsztatów, różnych wykładów, ale także spotkań ze znanymy poetami. Ostatnio miałem przyjemność być na spotkaniu z Tomaszem Różckim. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że wena jest potrzebna i czasem trzeba na nią po prostu cierpliwie poczekać.
Na kolejną serię pytań i odpowiedzi zapraszam już jutro, tj. 20.11.2017, do Hani Nie oceniam po okładkach 💙
7. Jak reagujesz na negatywne opinie dotyczące swojej poezji? Jeśli takie w ogóle się pojawiają.
Pojawiają się, ale głównie anonimowo w postaci hejtu na mojej stronie. Hmm, nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Jeśli ją słyszę, to zawsze staram się skorygować popełniony błąd. Jestem młodym twórcą, który się kształtuje, także krytyka jest dla mnie formą pomocy.
8. Jak zareagowali Twoi bliscy na to, iż zdecydowałeś się tworzyć?
Bardzo długo trzymałem w tajemnicy fakt, że piszę. Na początku robiłem to pod pseudonimem. Najbliżsi byli trochę zdziwieni, ale na pewno i zadowoleni, może w pewnym stopniu nawet dumni. Wielokrotnie wyobrażałem sobie ich reakcję i była o wiele lepsza niż ta w mojej głowie.
9. Kiedy w Twojej głowie zrodził się pomysł na to, aby zacząć pisać poezję?
Zrodził się po napisaniu pierwszego wiersza. Poczułem taką potrzebę tworzenia następnych. Potem odważyłem się je opubklikować pod pseudonimem i spotkałem się z ciepłymi słowami, co zmotywowało mnie do pisania następnych i następnych. W ten sposób zrodziła się pasja. Zacząłem pisać więcej i przede wszystkim więcej czytać. Bardzo często podczas czytania wierszy innych poetów w mojej głowie rodzi się pomysł, czy też bunt, że ja bym to napisał inaczej i w ten sposób powstają kolejne teksty. Tak więc czytanie i pisanie wzajemnie się napędza.
10. Skupmy się na chwilę na Twoim drugim tomiku. Jest on pełen miłości. Jak ważna jest ona w Twoim życiu? Nie bałeś się dotykać tak "błahego" tematu?
Zdaję sobie sprawę, że temat miłości w literaturze jest już wręcz oklepany, jednak tomik krąży nie tylko wokół miłości, ale relacji międzyludzkich i wydaje mi się, że jest to pokazane w nowy, oryginalny sposób. Było to dla mnie również wyzwanie, żeby przedstawić ograny temat w nowej formie. Co do miłości, uważam, że jest w życiu najważniejsza. Bez niej wszystko inne traci sens.
11. Czujesz się poetą?
Nie bardzo. Choć miło mi, bo coraz częściej słyszę to określenie. Poetą się bywa, a nie jest. Czuje się poetą, kiedy piszę w moim przekonaniu dobry utwór, ale kiedy sprzątam w pokoju już nie bardzo. Poetą nie jestem, może kiedyś zasłużę na takie określenie, narazie jestem tylko osobą, która pisze wiersze.
12. Starasz się ćwiczyć swój kunszt czy po prostu czekasz na wene?
Ćwiczę bardzo dużo. Głównie zdobywając wiedzę z warsztatów, różnych wykładów, ale także spotkań ze znanymy poetami. Ostatnio miałem przyjemność być na spotkaniu z Tomaszem Różckim. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że wena jest potrzebna i czasem trzeba na nią po prostu cierpliwie poczekać.
Na kolejną serię pytań i odpowiedzi zapraszam już jutro, tj. 20.11.2017, do Hani Nie oceniam po okładkach 💙
sobota, 18 listopada 2017
"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz
Całe życie rysujemy na ziemi ślady naszych stóp...
Anna narysowała już wiele takich ścieżek. Jedne ledwie widoczne, inne wyraźnie zaznaczone. Każda z tych dróg stanowi część jej historii. A o czym będzie opowiadać ta, która rozpoczęła się w chwili podjęcia przez Anie decyzji o wyjeździe do Wietnamu? Jakimi słowami zapełnią się białe karty jej życia w magicznym Hanoi? Co przyniosą jej głośne cykady z zatoki Ha Long? Czy kilka upojnych chwil spędzonych w Azji przyniesie rozwiązanie problemów, od których tak bardzo chciała uciec? A może pomoże w podjęciu najważniejszej decyzji w życiu?
Magdalena Witkiewicz- autorka, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Dla mnie jest to pisarka, po której powieści mogę sięgać w ciemno. Owszem, każda z napisanych przez nią histori jest inna. Jedne są rewelacyjne, inne po prostu bardzo dobre, ale jeszcze nigdy na żadnej się nie zawiodłam.
Z "Ósmym cudem świata" nie mogło być inaczej. Chociaż myślałam, że będzie zupełnie inaczej...
Pamiętam jak swego czasu ja, osoba kompletnie antyprasowa, specjalnie dla opowiadania pani Magdaleny, kupiłam jedno z czasopism. Byłam zachwycona historią głównej bohaterki.
Teraz, kiedy byłam przekonana, że ta opowieść nie wywrze już na mnie tak ogromnego wrażenia (w końcu mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać) sięgnęłam po tę powieść licząc na przyjemne czytadło; na miłą, książkową podróż u boku Anny. Tymczasem w dłoniach trzymałam, według mnie, najlepszą książkę w dorobku autorki!
Nie będę ukrywać, że Pani Magdalena oczarowala mnie Wietnamem 🌍 Ale nie opisami przyrody, których oczywiście w książce nie zabrakło, i które były przepiękne, ale kulturą. Rozdziały rozpoczynają się w większości krótkimi, wietnamskimi przysłowiami, które idealnie odzwierciedlają charakter każdego rozdziału. Poza tym w "Ósmym cudzie świata" możemy przeczytać o zwyczajach Wietnamczyków, ich codzienności, a nawet poznać kilka... legend. Opowieść o tym, skąd się wzięły komary skradła moje serce. Coś niesamowitego. Aż chce się wsiąść w samolot i polecieć w azjatycką podróż życia! Mimo tego, że ja tak bardzo kocham ciszę 😉
Nie myślcie, że nie polubiłam Anny (i innych bohaterów, w tym drugiego narratora). Wręcz przeciwnie ☺ Przecież każdy wie, że Anki to są fajne babki 😉, prawda?
Bardzo jej kibicowalam, chociaż przez chwilę myślałam, że jednak podąża nie w tym kierunku, w którym powinna. Że jej historia powinna pozostawiać ślady zupełnie gdzie indziej.
Jak się okazuje, każdemu jest coś przeznaczone. A może to jednak przypadek decyduje o naszej przyszłości? Tego nie wie nikt, nawet Anna.
"Czasami zastanawiam się, kiedy moja - a raczej nasza - historia miała swój początek. Kiedy los zdecydował, że będzie właśnie tak, a nie inaczej. Czy to w ogóle był los? A może przypadek wskazał drogę, którą powinnam podążać, by moje życie ułożyło się w określony sposób? "
Kto, lub co, zdecydowało zatem o jej Ósmym cudzie świata?
Bo o tym właśnie jest ta powieść. O prywatnym, najwspanialszych, Ósmym cudzie świata. O ile z pierwszymi siedmioma, nie bardzo możemy dyskutować, ósmy leży tylko i wyłącznie w naszej gestii. Tylko i wyłącznie my możemy zdecydować czym lub kim on będzie. Może to być świadomy wybór, a może pewnego dnia po prostu pojawia się w naszym życiu wywracając je o 180 stopni?
I to jest najpiękniejsze na świecie 💜
/Ania.
"Ósmy cud świata"
Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo FILIA
czwartek, 16 listopada 2017
"Teatr snów" Iwona Anna Dylewicz
Teatr = gra. Teatr snów = śmiertelna rozgrywka.
Ruda, kobieta o włosach koloru płomienia, aktorka na scenie sennych koszmarów. Ale co zrobić kiedy senne mary mieszają się z rzeczywistością? Kiedy przenikają do codzienności, zamieszkują w niej i prześladują swoją ofiarę? Śmiertelna rozgrywka rozpoczęta! Pan Cairo zrobi wszystko, by dopaść Rudą, którą oskarżył o czary. Gdy pierwsze podejście kończy się fiaskiem, za kobietą podążają zakapturzone szkielety, a cel jest jeden : unicestwić czarownicę raz na zawsze! Ruda tak łatwo się nie podda, ale wysłannicy pana Cairo będą podążać za Rudą do wielu światów. Czy w końcu ją dopadną?
Zaskoczenie. To słowo najlepiej opisuje moje emocje i wrażenia po przeczytaniu debiutu (!) Iwony Anny Dylewicz. W zasadzie po zapoznaniu się z opisem tej powieści nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Skoro wędrówka między światami to może fantasy? A może skoro gra w życie - śmierć to może coś bardziej w kierunku psychologicznym? Po przeczytaniu kilku rozdziałów przez chwilę przemknęło mi nawet przez myśl, że to może romans, bo Ruda w każdym świecie miała swojego adoratora. A może to po prostu była miłość? Wszystko okazało się zupełnie inne. Moim zdaniem Teatr snów nie wpisuje się schematycznie w żaden gatunek. To coś zupełnie innego, wręcz innowacyjnego, co pochłonęło mnie bez reszty. Najzwyczajniej w świecie chciałam, by ten spektakl trwał wiecznie...
Przyznaję, że na początku byłam przekona, że trafiłam w sam środek... chaosu. Ruda śniła. W tym śnie stała przed obliczem pana Cairo, który pragnął, by kobieta została spalona na stosie. I chociaż zapadł wyrok, Rudej udało się wyrwać ze szpon śmierci. A może ona była już martwa?
Jednocześnie wydawało mi się, że przebywam w innej rzeczywistości, w której Ruda jest zwykłą kobietą. Inne wcielenie?
Po chwili już nie wiedziałam, co jest snem, a co jawą. Jednak najważniejszym pytaniem było to, kim właściwie jest Ruda? Mną? Tobą? Sobą? Ile ma żyć? I jeszcze ten czarny kot...
- Kim ty jesteś, Ruda? - Mężczyzna był wyraźnie zdezorientowany. Widział kobietę, dotykał zwierzę. - Wydawało mi się, że cię znam!
- Jestem nią i jestem nim, a jednak nie istnieję. Śnisz mnie - rzekła i dodała enigmatycznie: - Tylko zegar stanął już. Przestał bić...
Z czasem zdałam sobie sprawę, że ten pozorny bałagan to tak naprawdę określony ład. Czytało mi się lepiej, lżej. Nie wiem czy to kwestia wczucia się w historię Rudej, czy może autorka postanowiła trochę ułatwić mi wspólną podróż u boku miedzianowłosej? Jedno jest pewne : to była ekscytująca podróż u boku bohaterki Iwony Anny Dylewicz.
Urzekły mnie też ilustracje zawarte w książce (autorstwa Iwony Anny Dylewicz), które idealnie obrazowały aktualną sytuację bohaterki. Momentami były mroczne, chwilami przerażające, zawsze fascynujące! Brawo!
Wiecie, dlaczego będę każdemu polecać tę książkę? Bo jesteśmy bardzo podobni do Rudej. Też jesteśmy aktorami na własnej scenie życia. Postępujemy dokładnie jak ona. I kiedy wydaje się, że docieramy do ostatniego aktu naszej historii zdajemy sobie sprawę, że to dopiero początek...
/Ania.
"Teatr snów"
Iwona Anna Dylewicz
Wydawnictwo Dygresje
Za egzemplarz recenzencki dziękuję :
wtorek, 14 listopada 2017
"Wróżka mimo woli" Ewa Zdunek
Usługi nietypowe. Bardzo nietypowe.
Kiedy zaczynałam czytać najnowszą powieść Ewy Zdunek, byłam przekonana, że bycie wróżką to bardzo ekscytujące zajęcie. Z czasem przekonałam się, że może ono być również czasami bardzo niebezpieczne.
Główna bohaterka, Emilia, postanawia odciąć się od przeszłości i pomóc w prowadzeniu rodzinnego biznesu. W ten oto sposób trafia do pralni i... zakładu pogrzebowego! I chociaż zmarli klienci przysparzą wyjątkowo dużo problemów, kobieta postanawia rozkręcić dodatkowo własny interes.
Czy uda jej postawić grubą kreskę między tym, co było, a tym, co będzie? A może przed przeznaczeniem nie można uciec?
Na początku "Wróżka mimo woli" Ewy Zdunek była bardzo interesującą, chociaż momentami przerażającą komedią pełną pomyłek. A to za sprawą pewnych zwłok. Tak, tak. Dobrze czytacie. A zaczęło się to wszystko tak :
"W grobie profesora pochowany jest jakiś facet bez buta, w urnie, w której miały się znajdować prochy pana Ryszarda, przebywa skremowany profesor, a pan Ryszard spoczywa w grobie, na szczęście w swoim własnym, ale nie takie było jego życzenie.
Gdy pomyślę, że znów przyjdzie nam rozkopywać groby, ogarnia mnie przerażenie"
Kiedy wydawało się, że Emilii udało się wszystko ogarnąć okazało się, że najgorsze miało dopiero nadejść.
- No. (...) - Gdzie ta trumna?
- Nie ma - padła głucha odpowiedź.
(...)
- Jak to: nie ma? A gdzie jest?
- A cholera wie - warknął pan Pawełek. - Pieprzę taką robotę. Znikające trumny, wędrujące trupy! Ja jestem porządny grabarz, a od tego może się w głowie poprzesuwać! ".
Z czasem akcja wcale nie zwolniła, wręcz przeciwnie, nabrała tempa i wszystko działo się bardzo szybko.
Skupię się więc na bohaterach i fabule.
Główna bohaterka okazała się postacią intrygującą. Z nią można się nie zgadzać, a mimo to człowiek pragnie przebywać w jej towarzystwie jak najdłużej. Tyle wokół niej się dzieje, że nie sposób się z nią nudzić.
Postacie drugoplanowe też są bardzo ciekawie nakreślone. Bardzo przyjemnie czytało mi się o pani Zosii, która według Emilii jest najlepszą wróżką i medium. Gabriela, nowa pracownica pralni też okazała się bardzo... specyficzna. Nieobecna Roksana również wzbudziła moje zainteresowanie. I jeszcze Jurek i jego twórczość.
Fragmenty "Opowieści z Rajskiej Krainy" okazały się bardzo pouczające.
Co do innych bohaterów, trzeba po prostu samemu ich poznać i ocenić ; polubić lub nie.
Mnie osobiście zaskoczyło (uwaga! Tu będzie malutki spojler!) użycie nazwiska Archanioł i Diabeł. Domyślam się, że to miało być takie zabawne urozmaicenie, zwłaszcza, że tych dwóch panów prowadziło wspólny biznes. Ja jednak uważam, że "co za dużo, to nie zdrowo". Chociaż oczywiście nie neguję decyzji autorki, taki był jej zamysł i podejrzewam, że wielu osobom takie połączenie się spodoba.
Zabrzmi to dziwnie, ale dopiero po skończeniu "Wróżki mimo woli" dowiedziałam się, że jest to już trzecia powieść o przygodach Emilii (pierwsza - "Z pamiętnika samotnej wróżki", druga- "Z pamiętnika zajętej wróżki"). Zatem dużym plusem dla tej powieści będzie fakt, że można ją czytać bez znajomości poprzednich części.
Szczerze muszę przyznać, że wciągnęłam się w tę historię, która okazała się intrygującą książkową podróżą u boku bohaterki Ewy Zdunek. Pierwszy raz spotkałam się z takim ujęciem ezoteryki, do której do tej pory podchodziłam sceptycznie, ale przyznaję, przyjemnie mi się czytało o perypetiach Emilii. Nie jest to może jakaś wymagająca lektura; ale miło spędziłam przy niej czas, a przecież oto w tym wszystkim chodzi, prawda?
/Ania.
"Wróżka mimo woli"
Ewa Zdunek
Wydawnictwo W.A.B
Premiera: 8.11.2017
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Wydawnictwu W.A.B 😘😘😘
Subskrybuj:
Posty (Atom)
"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda
Recenzja patronacka. W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...
-
Pod Białymstokiem znaleziono ciała dwóch modelek - ofiar handlarzy narządami. Do międzynarodowego śledztwa zostaje włączona agentka CBŚ, p...
-
Psycholog Zygmunt Rozłucki znalazł się w złym miejscu, o złym czasie. A może wręcz przeciwnie? To powinien być dzień, jak każ...
-
OMG! Co to było?! Najpierw zakochałam się w okładce. Potem zaintrygował mnie opis. Na koniec treść wprawiła w prawdziwe osłupienie....
























