sobota, 27 kwietnia 2019

O czym marzy współczesny siedmiolatek.

 Tekst opracowany na podstawie obserwacji pewnego łobuza 😉 


 Czy zdarzyło Ci się zrobić coś, co jest źle postrzegane przez ogół społeczeństwa, a co przyniosło nieopisaną wręcz przyjemność bliskiej Twemu sercu osobie?

 Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku, kim chciałaś/chciałeś zostać, kiedy byłaś/byłeś dzieckiem? Może piosenkarką? Może pisarką? Policjantem? Żołnierzem? Pilotem? A może strażakiem?
 Ja jako kilkuletnia dziewczynka pragnęłam zostać dziennikarką. Potem były kolejne pomysły; jedne całkiem przyzwoite, inne już dość hardcore'owe, jak np. fakt, że chciałam zostać agentem FBI 😂😂😂

 A o czym marzą współczesne dzieciaki?
 Pewien łobuziak oglądający właśnie przed snem Toma i Jerry'ego (edit: w chwili publikacji fan kota i myszy już sobie smacznie śpi), każdego tygodnia ma nowy pomysł na siebie. Chyba jak każdy chłopiec (zarówno teraz jak i dwadzieścia lat temu), raz chce być piratem i zwiedzać najdalsze zakątki świata z Australią na czele, bo tam są prawdziwe kangury, a raz chce być kosmonautą, by na własne oczy przekonać się, jak to jest z tymi kosmitami. Czy one gdzieś tam są, czy nie?
 Jednak współczesne dzieci (wybaczcie, że tak generalizuję) biorą coraz częściej pod uwagę jeszcze jeden zawód. Współczesne dzieci marzą, by zostać youtuberami 👍 Zbierać łapencje (nie wiem, czy to dobrze napisałam, ale tak mówią) i tajemnicze suby 😂 A marzenia są po to, aby je spełniać, prawda?

 Tak, oficjalnie przyznaję się do tego, iż założyłam młodemu kanał na YouTube'ie i zanim mnie teraz skreślisz, doczytaj do końca ten tekst, proszę 😉

 Ile Twoich dziecięcych marzeń nigdy nie doczekało spełnienia? Ilu podróży nie odbyłaś/odbyłeś chociażby do sąsiedniego miasta, bo rodzice mieli ważniejsze wydatki? Może musieli kupić akurat nową lodówkę? Albo nowe buty, bo stare gubiły już podeszwę? Ilu maskotek nie dostałaś/ dostałeś, bo codziennie i tak już spało z Tobą stado misiów, kotków i innych piesków, a przecież do pierwszego było jeszcze daleko, a mama stale powtarzała, że pieniądze się same w portfelu nie mnożą i trzeba na nie ciężko zapracować?
 A pamiętasz te chwilę, Czytelniczko, kiedy wreszcie dostałaś tę wymarzoną lalkę w przepięknej balowej sukni? A Ty, Czytelniku, pamiętasz ten wypasiony resorak, który pokonywał najtrudniejsze zakręty? Uśmiech nie schodził Wam z twarzy nawet podczas snu, prawda?

 Liczę się z tym, że teraz posypie się zapewne na mą (nie)piękną głowę mase piorunów, że co ze mnie za matka, skoro pozwalam dziecku wgapiać się w ekran telefonu i grać.
 Spoko, przywykłam już do tego, że maksymalnie co drugi dzień zdobywam tytuł najgorszej matki roku (brawo ja!), bo a to proszę młodego o pomoc w nastawieniu prania, a to sugeruję mu, że wypadałoby posprzątać wreszcie zabawki, bo przejście przez mieszkanie zaczyna przypominać tor przeszkód. Najgorzej jest jednak, kiedy nie domyślę się, że przecież na obiad trzeci dzień z rzędu miała być pomidorówka z ryżem, a ja niedobra zrobiłam spaghetti. Ech, bycie rodzicem bywa trudne.

 A każdy rodzic doskonale wie, że tak samo jak dziecko szybko zaczyna się czymś interesować, tak samo szybko zaczyna mu się to nudzić. Podejrzewam, że tak samo będzie u nas z graniem. Aczkolwiek nie do tego zmierzam.

 Gdy człowiek słyszy codziennie sto razy pytanie, co to jest Minecraft, bo wszyscy o tym rozmawiają w szkole, a człowiek przecież czarna masa nie wie o tym kompletnie nic, z pomocą przychodzi niezawodny wujek Google i YouTube. A dziecko się przygląda i też chce spróbować. Chociaż zbudować domek, chociaż zagrodę dla zwierząt.
 I najlepsza mama na świecie wreszcie się zgadza, bo kocha swoje dziecko najmocniej na świecie i nie chce mu ciągle wszystkiego zabraniać. Ale ta dobra mama szybko przeistacza się z powrotem w najgorszą matkę na świecie, bo umówiony czas tak szybko minął. I telefon trzeba odłączyć. I dziecko jest złe na swoją rodzicielkę, która z kolei wie, że tylko tak utrzyma nad wszystkim kontrolę.

 Kiedy usłyszałam kilka dni temu, że największym marzeniem mojego syna jest nagranie filmiku i wrzucenie go na YT, najpierw pomyślałam, że oto nastał najprawdziwszy koniec świata! Później uświadomiłam sobie jednak, że chociaż tego nie popieram (przynajmniej nie teraz, kiedy mam jeszcze cokolwiek do powiedzenia), w gruncie rzeczy to jego konkretne marzenie może się spełnić.
 Nie jestem bowiem w stanie wykupić młodemu lotu na księżyc, mimo że są już tam ślady stóp człowieka. Nie mogę zapisać syna na prawo jazdy, chociaż tak bardzo chce on już prowadzić samochód wyścigowy. Nie mogę puścić go w podróż dookoła świata z psem u boku, chociaż doskonale wiem, że on już potrafi sam zrobić sobie kanapkę, więc z głodu by nie umarł. Ale kanał mogę założyć.

 Już dawno nie widziałam na twarzy mojego jedynka takiej ekscytacji. To coś niesamowitego, że coś tak małego, może młodemu człowiekowi sprawić tak wiele radości. A że to zakazane? Zakazy są po to, żeby je łamać, prawda?
 Bo czasami to, co z pozoru jest złe, przynosi dobry skutek. Zwłaszcza, jeżeli po trzech próbach nagrania jednego filmiku dochodzi się do wniosku, że to "niesamowicie ciężka praca i chyba będzie trzeba pomyśleć o jakiejś innej ścieżce życiowej, chociaż zdecydowanie wygodniej jest chodzić po asfalcie, albo chodniku" 😂

 Może i zrobiłam coś złego (chociaż patrząc na młodego ta fascynacja i tak szybko się skończy), ale widok radości niemalże w błyszczących ze wzruszenia oczach mojego syna był jednym z najpiękniejszych widoków, jakie dane było mi ujrzeć w życiu. A młody już wie, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, i marzenia można spełniać. Może nie zawsze w takiej formie, w jakiej pragniemy, ale jednak.

 A teraz już uciekam, bo przed nami kolejne marzenia do spełnienia i trzeba się do nich przygotować. Najbliższe? Spotkanie twarzą w twarz z dinozaurami. A to już jutro (28.04.2019) Myślicie, że to abstrakcja? Jeżeli do końca maja zajrzyjcie do centrum Warszawy przekonacie się, że prehistoryczne gady już tam na Was czekają 😱😱😱

 Trzymajcie się cieplutko i pamiętajcie - marzenia same się nie spełnią 🍀


wtorek, 23 kwietnia 2019

ZAPOWIEDZI KSIĄŻKOWE 2019 - CZĘŚĆ 2

 Przed Wami kolejna (krótka, żeby nie zanudzić Was na śmierć 😉) porcja zapowiedzi książkowych 📚📚📚


 Remigiusz Mróz
 "Listy zza grobu" 
15.05.2019
FILIA Mroczna Strona 
Okładka:
 Mój komentarz: Wiem, że Mróz jest autorem, którego jedni kochają, a drudzy nienawidzą. Ja należę do trzeciej grupy osób : czytelników, którzy styczności z jego twórczością jeszcze nie mieli. Czas to wreszcie zmienić i zdecydować, do której z dwóch pierwszych grup dołączę 😉
Opis: Największe tajemnice drzemią w małych miasteczkach.
Dwadzieścia lat po śmierci ojca Kaja Burzyńska wciąż otrzymuje od niego wiadomości. Zadbał o to, przygotowując je zawczasu i zlecając coroczną wysyłkę tego samego, pozornie przypadkowego dnia. Po czasie Kaja traktuje to już jedynie jako zwyczajną tradycję – aż do momentu, gdy w listach zaczyna dostrzegać drugie dno…
Tymczasem do miasteczka po dwudziestu dwóch latach wraca Seweryn Zaorski. Patomorfolog i samotny ojciec dwójki dzieci kupuje zrujnowany dom rodzinny Kai i rozpoczyna remont. W zniszczonym garażu odnajduje zamurowaną skrytkę z materiałami, które rzucają nowe światło na sprawę sprzed dwóch dekad…


Krystyna Mirek 
"Na strunach światła. 
Willa pod Kasztanem"
05.06.2019
Edipress 
Okładka:
Opis: Wiosna w willi pod kasztanem jest szczególnie piękna. Majowy ogród rozkwita, a wraz z nim miłość i związki. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie stare krzywdy, niewyjaśnione tajemnice i zadawnione urazy. W pełną ciepła atmosferę pachnącej ciastem drożdżowym kuchni babci Kaliny wkracza niespodziewany gość, nazywana Królową Śniegu, matka Antka. Nie ma ona żadnych skrupułów w walce o swoje racje. Mocno zetrą się dwie skonfliktowane kobiety: żona i kochanka. Która z nich wygra?
 Tymczasem obok rozwija się zakazana miłość, a dobra przyjaźń nie chce przerodzić się w związek. Skomplikowane relacje uczuciowe staną się dla bohaterów nie lada wyzwaniem.
Czy w  przytulnej kuchni babci Kaliny uda się znów zaprowadzić ład w sercach wszystkich bliskich jej osób? Jak sobie poradzi z trudnymi zadaniami? Jak potoczą się dalsze losy ulubionych bohaterów serii "Willa pod kasztanem"?


Katarzyna Kalicińska
 Małgorzata Kalicińska
 "A miało być tak pięknie!" 
15.05.2019
Burda Media Rodzina 
Okładka:
Opis: Życie trzeba umieć doprawić, a  Mika jest w tym mistrzynią!
Pełna energii i optymizmu opowieść o odwadze i przeciwnościach losu, które niespodziewanie otwierają drogę do szczęścia i spełnienia!
Dominika, dla przyjaciół Mika, wszystko, co robi, robi na 100%. Kocha na zabój, żyje na pełnych obrotach, wszelkie życiowe dramaty też przeżywa tak, jakby świat miał się właśnie zawalić. Młoda, przebojowa, pełna ideałów, szuka kolorów w szarej rzeczywistości początku lat 90.
Wychodzi za mąż za młodu i zostaje matką. Z marzeń wyrywa ją proza życia. Wielka miłość się kończy. A kiedy świat Miki rozpada się na kawałki, z pomocą przychodzą rodzina i przyjaciele. Dziewczyna bierze się w garść, kontynuuje wymarzone studia i rozpoczyna pracę w telewizji. Świat srebrnego ekranu wciąga ją na dobre i na złe.
Ale kiedy w życiu Miki robi się spokojniej, jej wewnętrzna wariatka zaciera ręce. Następne zmiany przychodzą wraz z pojawieniem się na horyzoncie nowej miłości. Mika widzi, że droga na prostą wiedzie krętymi ścieżkami. Poza tym czym byłoby życie bez lekkiego szaleństwa i odrobiny prowokacji, czym byłby sukces bez marzeń i ciężkiej pracy?
W tle modny, nonszalancki i pociągający świat gwiazd lat 90. Mika odkrywa kulisy telewizji czasu wielkich przemian i galopującego kapitalizmu. Zagląda na korytarze i do pokojów ówczesnej TVP.

 Dwie Kalicińskie to dobrany duet.
Katarzyna Kalicińska, producentka seriali i programów telewizyjnych, autorka sukcesu serialu "Dom nad rozlewiskiem". Jak mało kto zna świat telewizji i polskiego show-biznesu. Opisała go wnikliwie i z humorem, inspirując się własnym zawodowo-towarzyskim doświadczeniem.
 Małgorzata Kalicińska, autorka bestsellerowych powieści: serii "Rozlewisko", "Zwyczajny facet", "Trzymaj się, Mańka!", "Marianna na walizkach". Ciocia Katarzyny.
 Razem stworzyły inspirującą i podnoszącą na duchu powieść, w której udowadniają, że nigdy nie wolno się poddawać, ale czasami warto zwolnić, by nabrać dystansu i nie zwariować. Opowiadają o trudnych życiowych sytuacjach i kobiecych rozterkach: jak pogodzić role żony i matki z marzeniami o zawodowym sukcesie, jak być dobrą siostrą i przyjaciółką, jak na nowo rozpalić żar w długoletnim związku. A że podobno to życie pisze najciekawsze historie, czasami wystarczy tylko obejrzeć się za siebie…


Agnieszka Lis 
"Pocztówki" 
05.06.2019
Czwarta Strona 
Okładka:
Opis: PIERWSZA SERIA AGNIESZKI LIS!
Wakacje na Wyspach Kanaryjskich w styczniu, kiedy w Polsce jest szaro i zimno, wydają się strzałem w dziesiątkę. Słoneczne plaże, piękne widoki, hotel all inclusive. Żyć, nie umierać!
A jednak i w słonecznym raju nie zawsze może być idealnie. Trudno powstrzymać się od złośliwych komentarzy, widząc turystkę w zbyt skąpym stroju czy małżeństwo objadające się w hotelowej restauracji. Gdy okazuje się, że przewodnik testuje nową trasę, w której nie ma ani widoków ani wygód, maski opadają – do głosu dochodzą najgłębiej skrywane sekrety i ukrywane latami kłamstwa. Bohaterowie będą zmuszeni spojrzeć w głąb siebie i odkryć swoje prawdziwe ja.
Agnieszka Lis w swojej nowej powieści kreśli wyraziste portrety psychologiczne. Pokazuje jakie emocje rodzą się w nas, gdy wymarzone wakacje zamieniają się w nieporozumienie. Czy ten urlop na zawsze zmieni życie bohaterów?


Agata Przybyłek 
"Miłość i inne nieszczęścia" 
15.05.2019
Czwarta Strona 
Okładka:
Opis: Bestsellerowa seria komediowa Agaty Przybyłek to zwariowane i pełne humoru powieści, w których roi się od rodzinnych nieporozumień. Cztery siostry, różne niczym cztery żywioły oraz wtrącająca się w ich życie mamusia – przekonajcie się same, do czego te kobiety są zdolne!
Małgosia jest szczęśliwą żoną, matką i właścicielką plantacji lawendy. Jej mąż, Wojtek, niespodziewanie ulega wypadkowi i trafia do szpitala. Małgosia musi zająć się jego warsztatem samochodowym, lecz nie ma o tym bladego pojęcia. W dodatku przypadkiem odkrywa pewien mroczny sekret…
Wiadomość o wypadku Wojtka cieszy mamę Małgosi, która nigdy nie przepadała za zięciem. Postanawia wykorzystać jego nieobecność w domu i przedstawia córce pewnego bardzo przystojnego młodego policjanta… Wymyśla zwariowany plan, ale czy uda jej się go zrealizować? Po co w ogóle swatać mężatkę? I czy można zmusić kogoś do miłości?


A na jakie książki czekacie Wy? 
Koniecznie dajcie znać w komentarzach 🌷🌷🌷












wtorek, 2 kwietnia 2019

2 KWIETNIA - MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KSIĄŻKI DLA DZIECI 📚📚📚

 Dziś (2.04) obchodzimy międzynarodowy dzień książki dla dzieci 📚 Z tej okazji przygotowałam krótki filmik, na którym prezentuję kilka książkowych propozycji dla najmłodszych, które są w najczęstszym użyciu w naszym domu 👦👧

 Zapraszam serdecznie do oglądania
  ➡ https://youtu.be/qZ1UhLBUXwU ⬅

W filmie wystąpili :
1. "Mały Feniks" Pauli Harrison. Wydawnictwo Zielona Sowa.
2. "Królik Franek i bójka w przedszkolu" Marty Krzemińskiej. Wydawnictwo Wilga.
3. "Ninjago. Mistrzowie żywiołów" od wydawnictwa AMEET.
4. "Awantura w bajkach" Agnieszki Olejnik. Wydawnictwo ADAMADA.
5. "Wiersze. Część 1" Jana Brzechwy od DeAgostini.
6. "Reksio. Księga wiedzy" od Papilonu.

 A Wy? Jakie książki polecilibyście najmłodszym?


niedziela, 24 marca 2019

"PLANTACJA" - DARMOWE OPOWIADANIE

"PLANTACJA" 
- opowiadanie. 

PROLOG


Be­re­ni­ka po raz ostat­ni wi­dzia­ła swo­je­go ojca w dniu jej siód­mych uro­dzin. Obu­dził ją o brza­sku i oświad­czył, ze oto czas na przy­go­dę życia. I tak wła­śnie się stało. Tata za­brał ją w tyle nie­sa­mo­wi­tych miejsc, że póź­nym wie­czo­rem, kiedy wró­ci­li do domu, świe­żo upie­czo­na sied­mio­lat­ka smacz­nie już spała.

Dziew­czyn­ka za­po­mnia­ła wtedy na chwi­lę o gorz­kich sło­wach ojca, które padły w roz­mo­wie z mamą kilka dni wcze­śniej. Wtedy to Be­re­ni­ka usły­sza­ła, jak jej uko­cha­ny tatuś wy­krzy­czał, że ża­łu­je, że nie ma syna, który mógł­by być jego god­nym na­stęp­cą w po­szu­ki­wa­niu praw­dy. Be­re­ni­ka nie miała po­ję­cia, o jaką praw­dę cho­dzi, ale spra­wi­ło jej to nie­wy­po­wie­dzia­ną przy­krość. Czyż­by oj­ciec jej nie ko­chał, bo była dziew­czyn­ką? Pra­gnę­ła go o to za­py­tać wprost, ale wtedy wy­szło­by na jaw, że pod­słu­chi­wa­ła, a tego w domu Ci­choc­kich pod żad­nym po­zo­rem nie można było robić.

Kiedy kilka dni póź­niej, dzień po jej uro­dzi­nach, Jerzy Ci­choc­ki znik­nął, ma­rzy­ła tylko o tym, aby wró­cił do domu. Obie­ca­ła sobie, że za wszel­ką cenę udo­wod­ni mu, że jest go godna. Z upły­wem czasu obraz ojca we wspo­mnie­niach córki sta­wał się coraz bled­szy, a dawną de­ter­mi­na­cję za­stę­po­wa­ła wście­kłość i wro­gość. Jak on mógł zo­sta­wić je same?!

Wszyst­ko wró­ci­ło, gdy jako szes­na­sto­lat­ka za­fa­scy­no­wa­na dzia­ła­nia­mi eko­lo­gów, w ta­jem­ni­cy przed mamą i jej nowym fa­ce­tem za­bra­ła się za za­sa­dze­nie w ogro­dzie kilku drze­wek, na które wy­da­ła całe swoje kie­szon­ko­we. Na­tknę­ła się wtedy na ta­jem­ni­czą skrzy­nię z, jak się póź­niej oka­za­ło, prze­ra­ża­ją­cą, ale jed­no­cze­śnie fa­scy­nu­ją­cą za­war­to­ścią. Po za­po­zna­niu się z ukry­ty­mi tam ar­ty­ku­ła­mi i no­tat­ka­mi ojca, Be­re­ni­ka przy­się­gła sobie, że bez wzglę­du na wszyst­ko do­koń­czy jego dzie­ło i lu­dzie po­zna­ją praw­dę. A on, gdzie­kol­wiek wtedy bę­dzie, bę­dzie z niej dumny.





CZĘŚĆ I


18 kwiet­nia 2018



– Je­steś ab­so­lut­nie pewna, że to dobra de­cy­zja? – Oliw­ka wy­raź­nie mar­twi­ła się o swoją naj­lep­szą przy­ja­ciół­kę.

– To je­dy­na słusz­na de­cy­zja. Prze­cież wiesz, że muszę to zro­bić, w prze­ciw­nym razie już za­wsze będę żyła z po­czu­ciem winy, że mi się nie udało. Ba! Że nawet nie spró­bo­wa­łam.

– Nie obraź się, ale nawet nie masz pew­no­ści, że twój oj­ciec żyje.

– Wiem, ale teraz nie robię już tego tylko dla niego, ale też i dla sie­bie.

– Twój wybór, ale uwa­żam, że mimo wszyst­ko po­win­naś po­wie­dzieć pani Be­acie o swo­ich pla­nach.

– Pew­nie masz rację, ale nie chcę jej zra­nić.

Pokój, w któ­rym dys­ku­to­wa­ły dziew­czy­ny wy­peł­nił się gło­śnym śmie­chem Oli­wii.

– Wiesz, że cię ko­cham i wspie­ram, cho­ciaż kom­plet­nie tego nie ro­zu­miem, ale nie pieprz mi tu głu­pot o zra­nie­niu matki, bo mnie się wy­da­ję, że jej nie zra­nisz, a do­bi­jesz, kiedy zo­rien­tu­je się, że po kry­jo­mu dałaś nogę, zu­peł­nie jak twój stary.

– Może po pro­stu je­stem takim samym tchó­rzem, jak on? – Be­re­ni­ka wy­raź­nie po­smut­nia­ła. – Czemu to spo­tka­ło aku­rat mnie?



Kilka go­dzin póź­niej



– Nie mogę w to uwie­rzyć! Po pro­stu nie mogę! Jak mo­żesz mi to robić?! – Beata była wstrzą­śnię­ta tym, czego przed chwi­lą do­wie­dzia­ła się od córki.

– Mamo, pro­szę, nie płacz. – Be­re­ni­ka pró­bo­wa­ła uspo­ko­ić matkę.

– A po­my­śla­łaś, że mo­żesz nie wró­cić? Co wtedy bę­dzie?

– Masz Wik­to­ra i mło­de­go. Po­ra­dzi­cie sobie beze mnie.

– Wiesz, co w tym wszyst­kim jest naj­gor­sze? – Beata zbli­ży­ła się do córki. – Że nie mam prawa ci tego za­bro­nić.

Dziewczyna z czułością popatrzyła na matkę.
Chociaż doskonale wiedziała, że sprawia matce przykrość, nie widziała w tamtej chwili innego rozwiązania. Od dnia, w którym znalazła notatki ojca minęło już dziesięć długich lat. Dziesięć lat, w trakcie których robiła wszystko, aby móc wyruszyć w najważniejszą podróż w życiu. 
Wreszcie nadszedł ten czas. 

– Dzię­ki mamuś. – Be­re­ni­ka mocno przy­tu­li­ła swoją matkę.

– Kiedy wy­la­tu­jesz?

– W na­stęp­ny pią­tek. Wszyst­ko już mamy za­ła­twio­ne.

 W po­ko­ju za­pa­no­wa­ła nie­zręcz­na cisza.

– My? – Beata była za­sko­czo­na.

– To­masz leci ze mną. Uznał, że tak bę­dzie bez­piecz­niej.

– Jeden roz­sąd­ny. – Prych­nę­ła star­sza Ci­choc­ka.

– Mamo, ja… czuję, że muszę to zro­bić. Do­sko­na­le wiem, że masz mnie za wa­riat­kę, zresz­tą cał­kiem słusz­nie, ale wiem, że je­stem już bli­sko i nie mogę się wy­co­fać.

– Có­recz­ko…

– Nie prze­ry­waj mi. – Be­re­ni­ka nie dała matce dojść do głosu. – Zro­zum. Wtedy, zanim tata nas zo­sta­wił, sły­sza­łam waszą roz­mo­wę. To, jak mówił, że wo­lał­by mieć syna rów­nież. Kiedy znik­nął, każ­de­go dnia mo­dli­łam się pro­sząc Boga, żeby wró­cił. Chcia­łam udo­wod­nić mu, że je­stem go godna. Że nie musi się mnie wsty­dzić. Potem z każ­dym dniem byłam na niego coraz bar­dziej wście­kła. A potem na cie­bie, bo uło­ży­łaś sobie życie z Wik­to­rem i uro­dzi­łaś Tymka. Kiedy od­kry­łam to wszyst­ko zro­zu­mia­łam, że tata zo­sta­wił to po coś. Nie po­my­śla­łaś, że może ktoś go zmu­sił do wy­jaz­du? Może nie miał in­ne­go wy­bo­ru, bo chciał nas chro­nić?

– Ko­cha­nie, wiem, że tak samo jak twój oj­ciec wie­rzysz w te wszyst­kie teo­rie spi­sko­we, ale…

– Mamo, jakie teo­rie? To jest fakt! Na­praw­dę uwa­żasz, że je­ste­śmy tutaj sami?

– Nie. – Sta­now­czość matki za­sko­czy­ła Be­re­ni­kę. – Wcale tak nie uwa­żam. Wręcz prze­ciw­nie. To je­dy­na kwe­stia, w któ­rej się z tobą zga­dzam. Też uwa­żam, że gdzieś tam jest ja­kieś życie. Nie wiem, czy fak­tycz­nie są bar­dziej roz­wi­nię­ci od nas, czy może boją się nas rów­nie mocno, jak my ich. Ale to nie jest powód, dla któ­re­go masz na­ra­żać wła­sne życie.

– Ale ja to muszę zro­bić, nie ro­zu­miesz? Ina­czej osza­le­ję.

– A co potem? – Be­acie pu­ści­ły nerwy. – Ob­wie­ścisz świa­tu, że ko­smi­ci ist­nie­ją? Że żyją wśród nas i nas in­wi­gi­lu­ją? A może, że je­ste­śmy tylko nic nie­zna­czą­cą plan­ta­cją ni­cze­go nie­świa­do­mych nie­wol­ni­ków?

– Ale… skąd ty to wszyst­ko wiesz?

– Prze­glą­da­łam te wasze no­tat­ki. Twoje i ojca. Nie uwa­żasz, że zbyt wiele w nich roz­bież­no­ści?

– Dla­te­go wła­śnie chcę tam po­le­cieć i roz­wiać wresz­cie wszyst­kie wąt­pli­wo­ści.

– I wy­wo­łać chaos? Zda­jesz sobie spra­wę z tego, co by się stało, gdyby lu­dzie po­zna­li praw­dę, ja­ka­kol­wiek ona jest? Po kolei upa­da­ły­by wszyst­kie pań­stwa i re­li­gię. Lu­dzie wpa­dli­by w nie­wy­obra­żal­ną pa­ni­kę. Na­stą­pił­by ko­niec świa­ta!

– Mamo, a nie uwa­żasz, że może mie­li­by­śmy szan­sę zy­skać tro­chę czasu, aby się przy­go­to­wać?

– Na co? Na co, do cho­le­ry?! Na wojnę?

– Nie wiem. Ale wie­rzę, że na­stą­pi jakiś prze­łom i wresz­cie mi się uda od­kryć coś zna­czą­ce­go.

– Gówno od­kry­jesz! Ubz­du­ra­łaś sobie tak samo jak twój po­pier­do­lo­ny oj­ciec, że je­ste­śmy oszu­ki­wa­ni przez wła­dze. Że ko­smi­ci ist­nie­ją i pew­ne­go dnia wrócą po swoją wła­sność. Że macie czas, aby wszyst­kich ostrzec. I co potem? Scho­wa­cie się do schro­nów? Je­że­li nawet jest tak, jak uwa­ża­cie, chuj wam da ostrze­że­nie ludzi. Je­że­li obca cy­wi­li­za­cja jest na tyle roz­wi­nię­ta, to po­za­bi­ja­ją nas nim zdą­ży­my się obej­rzeć. – Be­re­ni­ka była zszo­ko­wa­na wy­bu­chem matki. – Rób, co chcesz, ale nie licz na moje zro­zu­mie­nie. Nie po­tra­fię spo­koj­nie pa­trzeć, jak moja córka sama ska­zu­je się na pewną śmierć.

Po tych sło­wach Beata opu­ści­ła pokój córki. Wie­dzia­ła, że bez wzglę­du na to, co powie, i tak jest na stra­co­nej po­zy­cji.



27 kwiet­nia 2018



Zaraz po prze­bu­dze­niu Beata do­strze­gła wia­do­mość po­zo­sta­wio­ną przez córkę na sa­mo­przy­lep­nej kar­tecz­ce – PRZE­PRA­SZAM. Ci­choc­ka zdała sobie spra­wę, że wła­śnie stra­ci­ła uko­cha­ną córkę.



Mimo wcze­snej pory, dzień był wy­jąt­ko­wo cie­pły. Po do­tar­ciu na lot­ni­sko Be­re­ni­ka i To­masz już byli zmę­cze­ni, a cze­ka­ła ich jesz­cze od­pra­wa i wie­lo­go­dzin­ny lot za ocean. Do­dat­ko­wo dziew­czy­na w nocy nie zmru­ży­ła oka, przez co była w wy­jąt­ko­wo pod­łym na­stro­ju. Do­brze, że miała u boku opa­no­wa­ne­go chło­pa­ka.

Be­re­ni­ka po­zna­ła To­ma­sza trzy lata wcze­śniej, kiedy to dzię­ki sta­re­mu zna­jo­me­mu ojca tra­fi­ła do taj­ne­go sto­wa­rzy­sze­nia osób za­fa­scy­no­wa­nych po­za­ziem­ską cy­wi­li­za­cją. Jako nowa miała tak wiele pytań, że szyb­ko zna­la­zła się w cen­trum uwagi. Po kilku ty­go­dniach zro­zu­mia­ła, że wśród tych wszyst­kich dzi­wa­ków wresz­cie mogła być w 100% sobą. Na­resz­cie nikt nie pa­trzył na nią jak na wa­riat­kę. Wręcz prze­ciw­nie, każdy słu­chał jej z uwagą, tłu­ma­czył, dys­ku­to­wał, wy­mie­niał się po­glą­da­mi. Nor­mal­ni lu­dzie spie­szy­li się po pracy do domów, na różne spo­tka­nia. Do mężów, żon, ro­dzin, czy zna­jo­mych. Be­re­ni­ka spie­szy­ła się do przy­ja­ciół.

Na po­cząt­ku nie zwró­ci­ła szcze­gól­nej uwagi na To­ma­sza, który bar­dzo rzad­ko za­bie­rał głos. Był ra­czej ci­chym, acz­kol­wiek bar­dzo uważ­nym ob­ser­wa­to­rem. Dziew­czy­na wie­dzia­ła o nim tylko tyle, że wy­cho­wy­wa­ła go matka, która tra­fi­ła do za­kła­du za­mknię­te­go po tym, jak rze­ko­mo zo­sta­ła upro­wa­dzo­na przez ob­cych. To­masz twier­dził, że po pro­stu zwa­rio­wa­ła po śmier­ci jego ojca, ale chło­pak za­fa­scy­no­wa­ny te­ma­tem ob­cych po­sta­no­wił po­głę­bić swoją wie­dzę. Tak tra­fił do sto­wa­rzy­sze­nia.

Kiedy po kilku ty­go­dniach Be­re­ni­ka po­szu­ki­wa­ła to­wa­rzy­sza do wy­pra­wy śla­da­mi osób, które twier­dzi­ły, że prze­ży­ły spo­tka­nie z ko­smi­ta­mi, zna­la­zła kom­pa­na wła­śnie w To­ma­szu, który oka­zał się nie tylko wspa­nia­łym to­wa­rzy­szem, ale też i in­try­gu­ją­cym męż­czy­zną. Wy­pra­wa za­koń­czy­ła się po­raż­ką, bo albo wspo­mnia­ne przez ojca w no­tat­kach osoby już nie żyły, albo tam nie miesz­ka­ły, albo nie chcia­ły z nimi roz­ma­wiać. Mimo to Be­re­ni­ka czuła się szczę­śli­wa, bo zna­la­zła wresz­cie męż­czy­znę, który ją ro­zu­miał. Co wię­cej, po­dzie­lał jej dziw­ne hobby. Razem two­rzy­li duet ide­al­ny.

Nie była więc za­sko­cze­niem de­cy­zja To­ma­sza o jego wy­lo­cie razem z Be­re­ni­ką. Wie­dział do­sko­na­le, że nie puści swo­jej dziew­czy­ny samej. Co­kol­wiek tam na nich cze­ka­ło, przej­dą przez to razem.



20 czerw­ca 2018



Wresz­cie im się udało. Od­na­leź­li kom­pleks woj­sko­wy na gra­ni­cy sta­nów Wa­szyng­ton i Ore­gon. Na po­cząt­ku byli prze­ko­na­ni, że to tak zwany Pa­ci­fic Nor­th­west, o któ­rym czy­ta­li w necie, ale to miej­sce było usy­tu­owa­ne bar­dziej na pół­noc. We­dług sa­te­li­ty nic szcze­gól­ne­go tam nie było.

Od przy­lo­tu do Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ry­ki Pół­noc­nej mi­nę­ły już dwa mie­sią­ce. W tym cza­sie Be­re­ni­ka i To­masz po­dró­żo­wa­li po całym kraju od­wie­dza­jąc osoby, które na wła­snej skó­rze prze­ko­na­ły się, do czego zdol­ni są ko­smi­ci. Jedne roz­mo­wy były bar­dziej owoc­ne, inne oka­zy­wa­ły się kom­plet­nie bez­u­ży­tecz­ne. Be­re­ni­ka cie­szy­ła się, że ma u boku męż­czy­znę, przy któ­rym może czuć się bez­piecz­nie, bo­wiem nie­któ­re spo­tka­nia były na­praw­dę nie­bez­piecz­ne. Nie­raz z Tom­kiem za­sta­na­wia­li się, czy wa­riac­two na­po­tka­nych na ich dro­dze osób wy­ni­ka z trau­ma­tycz­nych do­świad­czeń ja­kich do­zna­li w trak­cie spo­tkań z przed­sta­wi­cie­la­mi obcej cy­wi­li­za­cji, czy ra­czej z wro­dzo­nych za­bu­rzeń psy­chicz­nych, a rze­ko­me po­rwa­nia przez nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ne obiek­ty la­ta­ją­ce były tylko wy­two­rem ich cho­rej wy­obraź­ni.

Mimo tego z każ­dym dniem na­dzie­je na po­wo­dze­nie "misji" ma­la­ły, bo wy­pra­wy w rejon, o któ­rym pisał Jerzy Ci­choc­ki, za każ­dym razem koń­czy­ły się fia­skiem. Prze­mie­rza­li nie­zli­czo­ne ki­lo­me­try pust­ko­wi, bez żad­ne­go efek­tu. Mło­dzi mar­twi­li się, że będą mu­sie­li odło­żyć swoje "śledz­two" w cza­sie, bo­wiem zapas go­tów­ki po­wo­li się koń­czył, a oni prze­cież mu­sie­li za coś żyć.

A teraz, po dwóch mie­sią­cach peł­nych wy­rze­czeń wresz­cie zna­leź­li to, czego szu­ka­li. Ta­jem­ni­czy kom­pleks woj­sko­wy był na wy­cią­gnię­cie ręki. Teraz po­trze­bo­wa­li już tylko kon­kret­ne­go planu. Być może, gdyby wie­dzie­li, że w bazie już na nich cze­ka­ją, w porę by się wy­co­fa­li. Jed­nak ni­cze­go nie­świa­do­mi, Be­re­ni­ka i To­masz sami pcha­li się w pasz­czę bez­li­to­sne­go po­two­ra.



3 lipca 2018



Be­re­ni­ka i To­masz po raz setny tego dnia ana­li­zo­wa­li mapę, którą w ciągu kilku ostat­nich dni opra­co­wa­li na pod­sta­wie wła­snych ob­ser­wa­cji. W gło­wach mieli dzie­siąt­ki róż­nych pla­nów do­sta­nia się do bazy, jed­nak po wielu burz­li­wych dys­ku­sjach do­szli wresz­cie do po­ro­zu­mie­nia, że naj­lep­szym roz­wią­za­niem bę­dzie po pro­stu dać się zła­pać. Po­mysł był ry­zy­kow­ny, acz­kol­wiek praw­do­po­dob­nie sku­tecz­ny. Oba­wia­li się, że pró­bu­jąc wtar­gnąć na siłę na pil­nie strze­żo­ny przez uzbro­jo­nych po zęby żoł­nie­rzy teren, mogą zo­stać za­strze­le­ni. Uda­wa­nie za­gu­bio­nych i zdez­o­rien­to­wa­nych tu­ry­stów wy­da­wa­ło im się przy­sło­wio­wym strza­łem w dzie­siąt­kę. Naj­wyż­szej zo­sta­ną prze­gna­ni.

Na­stęp­ne­go dnia o świ­cie wy­ru­szy­li w drogę. Po dwóch go­dzi­nach byli już na miej­scu. Zdzi­wił ich fakt, że tym razem obiekt nie jest chro­nio­ny tak pil­nie, jak zwy­kle. Za­uwa­ży­li tylko dwóch żoł­nie­rzy przy bra­mie wjaz­do­wej i kilku uzbro­jo­nych męż­czyzn koło, we­dług ich usta­leń, głów­ne­go ga­ra­żu. Jeden męż­czy­zna stał też na wieży ob­ser­wa­cyj­nej, ale scho­wa­ni za drze­wa­mi, byli dla niego nie­wi­docz­ni.

Po ponad go­dzin­nej ob­ser­wa­cji byli pewni, że nikt nie wjeż­dżał do kom­plek­su, ani też go nie opusz­czał. Cóż, byli w błę­dzie.

– Po­win­ni­śmy już iść. – To­masz chwy­cił Be­re­ni­kę za rękę.

– Jasne. Kurde, strasz­nie się boję.

– Ja też, ale od­wrót nie wcho­dzi już w drogę. Zro­bi­my to teraz, albo nigdy.

– Wiem. Po pro­stu mar­twię się, że coś pój­dzie nie tak i już wię­cej cię nie zo­ba­czę. – Dziew­czy­na po­ło­ży­ła głowę na ra­mie­niu chło­pa­ka.

– Spo­koj­nie. Bez wzglę­du na wszyst­ko, je­steś dla mnie naj­waż­niej­sza. Nigdy o tym nie za­po­mi­naj. I o na­szym noc­nym po­że­gna­niu też pa­mię­taj. – To­masz uśmiech­nął się do Be­re­ni­ki. – A teraz ru­szaj­my. Nie trać­my czasu.

Be­re­ni­ka po­ki­wa­ła głową, po­ca­ło­wa­ła To­ma­sza, po czym za­czę­ła zbie­rać się do drogi, gdy nagle usły­sza­ła huk ude­rze­nia i uj­rza­ła To­ma­sza upa­da­ją­ce­go bez­wład­nie na zie­mię. Nim i ona zo­sta­ła ogłu­szo­na, zdą­ży­ła od­wró­cić głowę i spoj­rzeć w oczy sto­ją­ce­mu przed nią męż­czyź­nie. Potem usły­sza­ła jesz­cze tylko "witaj, có­recz­ko" i wszę­dzie za­pa­dła ciem­ność.


CZĘŚĆ II


Be­re­ni­ka z tru­dem unio­sła cięż­kie po­wie­ki i ro­zej­rza­ła się po sali, która do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ła szpi­tal­ną. Świa­tło ja­rze­nió­wek ra­zi­ło ją w oczy, a głowę roz­sa­dzał nie­zno­śny ból. Z ca­łych sił pró­bo­wa­ła się pod­nieść, ale z prze­ra­że­niem od­kry­ła, że za­rów­no jej ręce, jak i nogi są przy­wią­za­ne do łóżka gru­by­mi, skó­rza­ny­mi pa­sa­mi. Ze stra­chu za­czę­ło bra­ko­wać jej po­wie­trza.

Po chwi­li usły­sza­ła ciche skrzyp­nię­cie otwie­ra­nych drzwi. Do po­ko­ju we­szła ko­bie­ta. Ubra­na była w le­kar­ski kitel. Be­re­ni­ka chcia­ła coś po­wie­dzieć, ale z jej gar­dła nie wy­do­by­ły się żadne dźwię­ki. Ko­bie­ta spoj­rza­ła na dziew­czy­nę, po­mo­gła zwil­żyć jej usta i po kilku se­kun­dach opu­ści­ła salę.

Po kilku mi­nu­tach dziew­czy­na znów usły­sza­ła dźwięk otwie­ra­nych drzwi. Tym razem jed­nak do po­ko­ju wszedł męż­czy­zna łu­dzą­co po­dob­ny do jej ojca, ale zde­cy­do­wa­nie wyż­szy i o wiele po­tęż­niej­szy, niż go za­pa­mię­ta­ła. Gość wziął krze­sło sto­ją­ce pod ścia­ną i usiadł na nim bli­sko łóżka. Po­pa­trzył na Be­re­ni­kę nie­zwy­kle orze­cho­wy­mi ocza­mi. Jej ocza­mi. Teraz już dziew­czy­na nie miała wąt­pli­wo­ści, że sie­dzi przed nią Jerzy Ci­choc­ki. Jej oj­ciec.

– No, no, no. – Ode­zwał się po chwi­li. – Muszę przy­znać, że cię nie do­ce­nia­łem. Do ostat­niej chwi­li byłem prze­ko­na­ny, że się wy­co­fa­cie. 

Be­re­ni­ka chcia­ła krzy­czeć, ale po­twor­ny ucisk, który czuła w klat­ce pier­sio­wej, sku­tecz­nie jej to unie­moż­li­wiał. Męż­czy­zna kon­ty­nu­ował.

– Nie martw się, już wkrót­ce od­zy­skasz głos. A teraz jesz­cze sobie smacz­nie po­śpij.

Męż­czy­zna wstał, wziął ze stołu strzy­kaw­kę, po czym za­apli­ko­wał jej za­war­tość w rękę Be­re­ni­ki. Po chwi­li dziew­czy­na od­pły­nę­ła.

To, co dzia­ło się w ciągu kilku na­stęp­nych dni, było dla dziew­czy­ny praw­dzi­wym kosz­ma­rem. Be­re­ni­ka przez więk­szość czasu nie wie­dzia­ła, co jest praw­dą, a co wy­two­rem jej wy­obraź­ni. W chwi­lach gdy dzia­ła­nie sub­stan­cji stale wtła­cza­nych do jej or­ga­ni­zmu ma­la­ło, po­wra­ca­ło wspo­mnie­nie To­ma­sza. Gdzie on teraz był? Co mu ro­bi­li? Czy w ogóle jesz­cze żył? Ci­choc­ka była zroz­pa­czo­na; wie­dzia­ła, że ktoś pró­bu­je ma­ni­pu­lo­wać jej umy­słem, ale nie miała siły się temu prze­ciw­sta­wić.

A potem ktoś po­da­wał jej ko­lej­ną por­cję leków i przy­cho­dzi­li ONI – wszy­scy ci, o któ­rych pisał jej oj­ciec. Anun­na­ki, Sza­rzy, Rep­ti­lia­nie. Cią­gle i cią­gle. Przy­glą­da­li się jej, do­ty­ka­li, tor­tu­ro­wa­li, mimo że po prze­bu­dze­niu nie miała żad­nych wi­docz­nych śla­dów.

Naj­bar­dziej jed­nak prze­ra­ża­ły ją od­wie­dza­ją­ce ją czar­no­okie dzie­ci, które we­dług nie­któ­rych były hy­bry­do­wy­mi dzieć­mi ob­cych ma­ją­cy­mi zdol­no­ści hip­no­tycz­ne. Za­wsze przy­cho­dzi­ły do niej po­je­dyn­czo, ubra­ne w czar­ne bluzy, z kap­tu­ra­mi za­ło­żo­ny­mi na głowy. Mogły mieć dzi­sięć, góra dwa­na­ście lat. Sia­da­ły bez­gło­śnie na krze­śle i za­sty­ga­ły w bez­ru­chu. A potem nagle spo­glą­da­ły na nią tymi swo­imi de­mo­nicz­ny­mi ocza­mi. Be­re­ni­ka spa­ra­li­żo­wa­na stra­chem za każ­dym razem za­czy­na­ła się dusić. Łzy gru­by­mi kro­pla­mi spły­wa­ły po jej po­licz­kach. W środ­ku czuła ogień, który palił każdy cen­ty­metr jej ciała. W gło­wie ro­dzi­ły się prze­ra­ża­ją­ce wizje końca świa­ta. A potem nagle dzie­ci wsta­wa­ły i szyb­ko opusz­cza­ły pokój.

Dziew­czy­na miała wra­że­nie, że sta­cza się w ot­chłań sza­leń­stwa.



Sier­pień 2018



– Halo, Be­re­ni­ka, sły­szysz mnie? Otwórz oczy.

Be­re­ni­ka unio­sła po­wo­li po­wie­ki i uj­rza­ła tę samą ko­bie­tę, która była u niej już wcze­śniej.

– Jak się czu­jesz? Chce ci się pić?

Dziew­czy­na lekko kiw­nę­ła głową. Ko­bie­ta po­mo­gła jej uga­sić pra­gnie­nie.

– Je­stem Me­ghan. Będę się tobą opie­ko­wać w naj­bliż­szym cza­sie. Teraz podam ci śro­dek prze­ciw­bó­lo­wy, a potem po­mo­gę ci usiąść. Jutro przyj­dzie tu twój oj­ciec, do­brze by­ło­by gdy­byś była w jak naj­lep­szej for­mie.

Be­re­ni­ce było tak na­praw­dę wszyst­ko jedno, co się z nią sta­nie. Mo­gła­by nawet umrzeć. Nie mu­sia­ła­by wtedy przez to wszyst­ko prze­cho­dzić. Ro­bi­ła jed­nak wszyst­ko, jak na au­to­ma­cie, o co pro­si­ła ją jej opie­kun­ka.

Po go­dzi­nie wszedł do po­ko­ju męż­czy­zna trzy­ma­ją­cy w dło­niach tacę pełną je­dze­nia. Na ten widok Be­re­ni­ka od­ru­cho­wo zwy­mio­to­wa­ła.

– Spo­koj­nie, nic się nie stało. – Me­ghan po­de­szła do dziew­czy­ny. – Zo­ba­czysz, z każ­dym dniem bę­dzie tylko le­piej. Już wkrót­ce wróci ci ape­tyt.

Ko­bie­ta jesz­cze przez chwi­lę krzą­ta­ła się po po­ko­ju. Potem znów wstrzyk­nę­ła coś Be­re­ni­ce i wy­szła z po­ko­ju. Dziew­czy­na szyb­ko za­pa­dła w nie­spo­koj­ny sen. Śniła o To­ma­szu. Nie były to dobre sny.



Na­stęp­ne­go dnia z za­po­wie­dzia­ną wi­zy­tą przy­szedł do niej Jerzy. Od razu kazał jej wstać i iść za nim. Dziew­czy­na nie bez trudu pod­nio­sła się z łóżka. Idąc za ojcem wy­szła na ko­ry­tarz. Na jed­nej ze ścian wi­sia­ło ogrom­ne lu­stro. Prze­ra­zi­ło ją to, co w nim uj­rza­ła. Po­skle­ja­ne włosy, pod­krą­żo­ne oczy, tru­pio­bla­da cera i za­pad­nię­te po­licz­ki. Be­re­ni­ka była cie­niem samej sie­bie.

– Rusz się, nie mamy ca­łe­go dnia. – Ci­choc­ki był wy­raź­nie zi­ry­to­wa­ny jej śla­ma­zar­stwem. – Sła­be­usze. – Dodał pod nosem. Potem od­chrząk­nął kon­ty­nu­ował. – Spę­dzisz tu resz­tę życia, więc wy­pa­da­ło­by usta­lić pewne spra­wy. Przede wszyst­kim nie­dłu­go zo­sta­nie ci przy­dzie­lo­ny nor­mal­ny pokój. Doj­dziesz tam szyb­ciej do sobie. Potem się zo­ba­czy, co bę­dziesz robić. Spra­wiasz wra­że­nie by­strej, więc szyb­ko się wszyst­kie­go na­uczysz. Pa­mię­taj, wszyst­ko bę­dzie do­brze, o ile nie wy­wi­niesz ja­kie­goś nu­me­ru. Wtedy zrobi się bar­dzo nie­przy­jem­nie.

Be­re­ni­ka po­dą­ża­ła za ojcem w mil­cze­niu, z każdą chwi­lą coraz bar­dziej prze­ra­żo­na jego sło­wa­mi.

– Pew­nie za­sta­na­wiasz się, co robię w tym miej­scu, praw­da? Nie mamy czasu, żeby za­głę­biać się w szcze­gó­ły. W każ­dym razie w od­po­wied­nim cza­sie zo­sta­łem za­uwa­żo­ny przez od­po­wied­nich ludzi, i oto je­stem i wszyst­kim tu nad­zo­ru­ję. – Jerzy wy­ko­nał gest, jakby chciał objąć całą prze­strzeń rę­ka­mi.

– Co Wy tu kon­kret­nie ro­bi­cie? – Be­re­ni­kę za­in­te­re­so­wa­ła opo­wieść ojca.

– Wszyst­ko, aby uchro­nić ludz­kość przed za­gła­dą. Ba­da­my wraki stat­ków, które udaje nam się prze­chwy­cić. Bę­dziesz zdu­mio­na, ile ich jest. Zdra­dzę ci, te be­stie są wy­jąt­ko­wo spryt­ne i teraz w więk­szo­ści są to stat­ki bez­za­ło­go­we. Myślą, że dzię­ki temu coś zy­ska­ją, ale my bę­dzie­my go­to­wi.

– Na co?

– Na wojnę, głu­pia! Na pod­sta­wie śla­dów DNA, które po­bra­li­śmy z wnę­trza stat­ków oraz z kilku eg­zem­pla­rzy, które po­sia­da­my wiemy, że oni w ogóle nie są od­por­ni na nasze bak­te­rie i wi­ru­sy. Uwa­ża­my, że to po­wstrzy­mu­je ich przed in­wa­zją. To też utwier­dza nas w prze­ko­na­niu, co jest przy­czy­ną tych wszyst­kich upro­wa­dzeń. Gnidy nas ba­da­ją, bo chcą wy­na­leźć sku­tecz­ne an­ti­do­tum. Ale my im na to nie po­zwo­li­my.

– Tato, prze­cież to czy­ste sza­leń­stwo!

Ude­rze­nie w twarz zwa­li­ło dziew­czy­nę z nóg. Be­re­ni­ka ude­rzy­ła głową o twar­dą po­sadz­kę.

– Nie je­stem sza­lo­ny! Je­stem wy­ba­wi­cie­lem! – Jerzy siłą pod­niósł córkę z ziemi i po­wlókł do są­sied­nie­go po­miesz­cze­nia. – Zo­bacz, to jest nasza broń! –

O, Boże! – Be­re­ni­ka za­kry­ła dło­nią usta.

Córka Je­rze­go nie mogła uwie­rzyć w to, co wła­śnie zo­ba­czy­ła. Przed nią roz­po­ście­rał się ma­ka­brycz­ny widok. Hala, do któ­rej do­tar­li, była po­dzie­lo­na na boksy, w któ­rych za szkłem pan­cer­nym uwię­zio­ne były, tu Be­re­ni­ka nie miała naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, owoce eks­pe­ry­men­tów me­dycz­nych.

– Robi wra­że­nie, praw­da? – Ci­choc­kie­go roz­pie­ra­ła duma.

– Ale… – Be­re­ni­kę au­ten­tycz­nie za­tka­ło.

To, co uj­rza­ła było nie do opi­sa­nia sło­wa­mi. Czło­wiek z dwie­ma gło­wa­mi, dziec­ko z czte­re­ma rę­ka­mi, stwo­rze­nie przy­po­mi­na­ją­ce yeti przy­wią­za­ne do łóżka. I ten pies z ludz­ki­mi ocza­mi. Im po­dą­ża­li dalej, tym było coraz go­rzej. Na końcu znaj­do­wa­li się lu­dzie, cali w ra­nach. Ich ciała ule­ga­ły roz­kła­do­wi. Smród był nie do wy­trzy­ma­nia. Na ten widok Be­re­ni­ce zro­bi­ło się nie­do­brze.

– Po­do­ba ci się? – Ci­choc­ki był roz­ba­wio­ny. – Nimi nie mu­sisz się przej­mo­wać. Już i tak wię­cej ich nie zo­ba­czysz. Za dużo tu za­ra­zy. Mo­gła­byś coś zła­pać, a tego prze­cież nie chce­my. Zresz­tą, naj­chęt­niej bym ich się w ogóle po­zbył, ale są chwi­lo­wo naszą je­dy­ną na­dzie­ją. Na nich na pewno uda nam się wy­ho­do­wać za­bój­czą bak­te­rię, przed którą nasi ko­smicz­ni przy­by­sze się nie ochro­nią. Poza tym na czę­ści z nich te­stu­je­my bar­dzo in­te­re­su­ją­ce serum, które uczy­ni nas nie­po­ko­na­ny­mi.

– Je­steś po­two­rem! – Be­re­ni­ka nie wy­trzy­ma­ła. – Je­steś cho­ler­nym po­two­rem! Brzy­dzę się tobą!

Jerzy w oka mgnie­niu do­padł do córki i rzu­cił nią o ścia­nę. Potem zła­pał ją za szyję i pod­niósł do góry.

– Idiot­ko, zo­bacz jaki już je­stem silny. – Palce na krta­ni dziew­czy­ny za­ci­ska­ły się coraz moc­niej. – Za kilka lat wszy­scy mo­że­my tacy być.

– Bła­gam, puść mnie. – Be­re­ni­ce za­czy­na­ło bra­ko­wać po­wie­trza.

Uścisk wresz­cie ze­lżał.

– Po­słu­chaj mnie teraz uważ­nie. – Na dziew­czy­nę pa­trzy­ły teraz oczy pełne nie­na­wi­ści. – Kie­dyś wszy­scy nam za to po­dzię­ku­ją. Wszy­scy, sły­szysz?! Cza­sa­mi warto po­świę­cić mi­lio­ny ist­nień, aby oca­lić mi­liar­dy.

Be­re­ni­ka nie chcia­ła nawet wy­obra­żać sobie, ilu ludzi, i ile zwie­rząt mu­sia­ło tu już stra­cić życie. Jej matka miała rację. Nie by­li­śmy nie­wol­ni­ka­mi ob­cych, jak uwa­żał oj­ciec. By­li­śmy pie­przo­ny­mi ho­dow­ca­mi. Gdy my­śla­ła, że już nic gor­sze­go nie może jej tego dnia spo­tkać, oj­ciec wsa­dził ją do windy i za­brał do ukry­te­go wiele me­trów pod zie­mią bun­kra.

Kiedy zmie­rza­li w stro­nę ko­lej­nych drzwi, Be­re­ni­ka od­wa­ży­ła się wresz­cie za­py­tać o To­ma­sza.

– Może kie­dyś go zo­ba­czysz. Chwi­lo­wo muszę jesz­cze sobie wy­ja­śnić kilka spraw z zię­ciem. A teraz chodź, to zrobi na tobie pio­ru­nu­ją­ce wra­że­nie, cho­ciaż ostrze­gam, że naj­lep­sze zo­sta­wi­łem na ko­niec.

We­szli do ogrom­ne­go han­ga­ru, który wy­peł­nio­ny był… stat­ka­mi ko­smicz­ny­mi. Kilka z nich fak­tycz­nie miało kształt spad­ków, ale więk­szość z nich ni­czym szcze­gól­nym nie róż­ni­ła się od woj­sko­wych my­śliw­ców. Były tylko tro­chę więk­sze i za­pew­ne bar­dziej no­wo­cze­sne. Dziew­czy­nie prze­szło przez myśl, że to jakaś mi­sty­fi­ka­cja. Czyż­by oni sami je kon­stru­owa­li, aby wy­wo­łać prze­ra­że­nie w lu­dziach?

– Halo, zie­mia do Be­re­ni­ki. – Jerzy po­ma­chał jej dło­nią przed ocza­mi. – Pięk­ne, praw­da? Wspa­nia­ła tech­no­lo­gia, mówię ci. W tej dzie­dzi­nie nasi ko­smicz­ni przy­ja­cie­le nie mają sobie rów­nych. Praw­dzi­wy maj­stersz­tyk. A teraz chodź, po­znasz na­sze­go no­we­go przy­ja­cie­la.

W Be­re­ni­ce na­ra­stał nie­po­kój. Wie­dzia­ła, że za ko­lej­nym przej­ściem nie czeka na nią nic do­bre­go. In­tu­icja jej nie za­wio­dła. Na widok przy­by­sza z obcej pla­ne­ty ze­mdla­ła. Ocu­ci­ło ją ude­rze­nie w twarz.

– Wsta­waj i nie za­cho­wuj się jak mię­czak. Przy­no­sisz mi wstyd. – Wy­sy­czał Jerzy przez zęby.

– Tato, bła­gam cię, za­bierz mnie stąd. – Roz­pacz i łzy córki nie zro­bi­ły na Ci­choc­kim żad­ne­go wra­że­nia.

– Przyj­rzyj się mu. On i jemu po­dob­ni chcą nas zabić i prze­jąć naszą pla­ne­tę!

– Czemu mu to ro­bi­cie? Prze­cież on cier­pi.

– I o to cho­dzi. Dzię­ki temu do­wie­my się, czy po­tra­fią po­ro­zu­mie­wać się ze sobą te­le­pa­tycz­nie.

– Czy ty na­praw­dę nie masz serca? – Be­re­ni­ka była na skra­ju wy­trzy­ma­ło­ści. Bez­dusz­ność ojca i wszyst­kich ludzi pra­cu­ją­cych w tym miej­scu była prze­ra­ża­ją­ca.

– Oj, có­recz­ko, wkrót­ce prze­ko­nasz się, że emo­cje nie są do­brym do­rad­cą. Mu­si­my być ponad to. Pa­mię­taj, liczy się tylko cel. I jego re­ali­za­cja. Wspo­mnisz jesz­cze moje słowa. Na dziś już wy­star­czy. Nie mogę spóź­nić się na spo­tka­nie z do­wódz­twem.

– Henry! – Jerzy zwró­cił się do męż­czy­zny, który to­wa­rzy­szył im przez całą drogę. – Za­pro­wadź moją córkę do sali i każ Me­ghan się nią zająć. – Po tych sło­wach Ci­choc­ki od­da­lił się w nie­wia­do­mym kie­run­ku.

– Za­pra­szam. – Henry wska­zał Be­re­ni­ce wyj­ście.

Dziew­czy­na tego dnia nie ode­zwa­ła się już ani sło­wem. Mil­cza­ła też przez kilka ko­lej­nych. Cią­gle miała przed ocza­mi obraz Ob­ce­go. Od razu za­uwa­ży­ła, że nie róż­nił się on tak bar­dzo, wbrew po­wszech­nej opi­nii, od czło­wie­ka. Fakt, był zde­cy­do­wa­nie wyż­szy od prze­cięt­ne­go miesz­kań­ca Ziemi, miał też o wiele więk­szą głowę. Był też kom­plet­nie po­zba­wio­ny owło­sie­nia.

Poza tym, tak samo jak lu­dzie, miał dwie ręce i dwie nogi. Żad­nych rogów, ani ogo­nów. Żad­nych płetw, ani łusek. Żad­nych an­te­nek, jak to uka­zy­wa­ły nie­któ­re filmy i kre­sków­ki. Be­re­ni­ka za­uwa­ży­ła, że był strasz­nie wy­chu­dzo­ny i nie­sły­cha­nie blady. Dziew­czy­na nie miała po­ję­cia, czy to przy­pad­kiem nie jest efekt be­stial­skie­go trak­to­wa­nia. Be­re­ni­ka nie mogła zro­zu­mieć, jakim trze­ba być po­two­rem, żeby przy­wią­zać to bez­bron­ne stwo­rze­nie do cze­goś na wzór krzy­ża i po­zba­wić go skóry z całej klat­ki pier­sio­wej i brzu­cha. Do­dat­ko­wo na pew­nym od­cin­ku jego ciało było roz­cię­te i roz­chy­lo­ne na boki spe­cjal­ny­mi ha­czy­ka­mi. Ci­choc­ka wi­dzia­ła, jak pra­cu­je jego serce i płuca, co zna­czy­ło, że tlen mu nie szko­dzi. Wi­dzia­ła też nie­mal szma­rag­do­wą krew pul­su­ją­cą w jego ży­łach. Ko­bie­ta była pewna, że brak dłu­gich pal­ców u ręki i ucię­ta noga na wy­so­ko­ści ko­la­na były efek­tem ce­lo­we­go dzia­ła­nia. Nikt, ani nic nie za­słu­ży­ło na takie trak­to­wa­nie.

Cho­ciaż Jerzy wy­raź­nie za­zna­czył, aby jego córce nie po­da­wać już żad­nych leków, Me­ghan nie mogąc pa­trzeć na cier­pie­nie dziew­czy­ny, za­apli­ko­wa­ła jej śro­dek na­sen­ny. Od­po­czy­nek do­brze jej zro­bił.



Wrze­sień 2018



Be­re­ni­ka wie­dzia­ła już, że jawny opór nie ma tu sensu. Nie miała też żad­nych szans na uciecz­kę. W bazie były setki osób, które na­tych­miast wy­bi­ły­by jej ten po­mysł z głowy. Po­sta­no­wi­ła zatem uda­wać, że do­sto­so­wa­ła się do sy­tu­acji, co nie było pro­ste. Dzię­ki temu do­sta­ła już swój pokój i mogła w miarę swo­bod­nie po­ru­szać się po bazie, oczy­wi­ście pod czuj­nym okiem Henry'ego. Wresz­cie po­pro­si­ła o spo­tka­nie z ojcem.

– Widzę, że moja dziew­czyn­ka wresz­cie zmą­drza­ła. Bar­dzo mnie to cie­szy. Pra­wie tak samo jak fakt, że na­resz­cie do­ga­du­ję się z zię­ciem.

– Gdzie on jest?

– Mo­żesz być spo­koj­na. Je­że­li wszyst­ko pój­dzie do­brze z pla­nem, zo­ba­czysz się z nim za kilka dni. Jest, po­wiedz­my… na ma­lut­kim, acz­kol­wiek in­ten­syw­nym szko­le­niu. Muszę przy­znać, że to cał­kiem in­te­li­gent­ny gość. Zde­cy­do­wa­nie bar­dziej po­dat­ny na su­ge­stie niż ty.

– Coś ty mu zro­bił?!

– Cóż, w kwe­stii po­tom­stwa po­nio­słem po­raż­kę, bo za­miast od­waż­ne­go syna, wy­szła mi pła­czą­ca córka. Trud­no. Ale zięć, to pra­wie jak syn, praw­da? Jesz­cze będą z niego lu­dzie.

– Je­że­li zro­bisz mu krzyw­dę, to…

– Ha, ha, ha. Gro­zisz mi? A co ty mnie mo­żesz zro­bić? – Jerzy zbli­żył się do córki. Dzie­li­ły ich teraz tylko cen­ty­me­try. – Nie mu­sisz się mar­twić. Twój ko­chaś jest dla nas zbyt cenny. Bio­rąc pod uwagę waszą ak­tu­al­ną sy­tu­ację, bę­dzie jadł mi z ręki.

– O czym ty do cho­le­ry mó­wisz?

– Prze­cież za kilka mie­się­cy zo­sta­nie ojcem, tak? O, lu­dzie, ale masz głu­pią minę. – Jerzy bawił się w naj­lep­sze. – Czyli nic nie wie­dzia­łaś.

To praw­da, Be­re­ni­ka ostat­nio go­rzej się czuła, ale tylko sza­le­niec do­brze czuł­by się w tym miej­scu.

– Zro­bi­li­śmy ci wszyst­kie ba­da­nia. A teraz wróć już do sobie, do­brze? I bądź grzecz­na, a nic wam się nie sta­nie.



Wresz­cie nad­szedł tak długo wy­cze­ki­wa­ny dzień spo­tka­nia z To­ma­szem. Bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści, jej dłu­gie przy­go­to­wa­nia wy­da­wa­ły się ir­ra­cjo­nal­ne, ale dziew­czy­na chcia­ła zro­bić na nim dobre wra­że­nie.

Tomek przy­szedł do niej około osiem­na­stej. Od razu za­po­wie­dział, że ma tylko go­dzi­nę. Be­re­ni­ka pra­gnę­ła rzu­cić mu się na szyję i ca­ło­wać do utra­ty tchu, ale wie­dzia­ła, że zo­sta­nie od­trą­co­na. Zmie­nił się. Ślady na rę­kach i twa­rzy świad­czy­ły o tym, że prze­szedł pie­kło. Mimo tego jego chłod­ne za­cho­wa­nie zra­ni­ło dziew­czy­nę. Co praw­da sta­rał się być miły; pytał Be­re­ni­kę o dziec­ko o sa­mo­po­czu­cie, ale ona wie­dzia­ła, że robi to z przy­mu­su.

Przed wyj­ściem obie­cał dziew­czy­nie, że spró­bu­je za­ła­twić jej po­zwo­le­nie na wy­cho­dze­nie na ze­wnątrz. Uznał, że brak słoń­ca źle jej robi.

– Muszę już iść. Zaraz mam ćwi­cze­nia. Przyj­dę do cie­bie w przy­szłym ty­go­dniu. Przy­nio­sę ci coś do czy­ta­nia, żebyś się nie nu­dzi­ła. 

To­masz zbli­żał się już do drzwi, kiedy nie­spo­dzie­wa­nie za­wró­cił, pod­szedł do Be­re­ni­ki, wziął jej dłoń w swoje ręce i po­ca­ło­wał w po­li­czek. Przy oka­zji wy­szep­tał : wy­cią­gnę nas stąd, obie­cu­ję.

Na­dzie­ja wró­ci­ła.



Li­sto­pad 2018



Mimo obaw Be­re­ni­ki zwią­za­nych z po­cząt­kiem po­by­tu w bazie, dziec­ko roz­wi­ja­ło się pra­wi­dło­wo. Przy­szła matka za­czę­ła się le­piej od­ży­wiać, mogła też w asy­ście Henry'ego wy­cho­dzić na ze­wnątrz.

Naj­wię­cej ra­do­ści spra­wia­ły jej jed­nak od­wie­dzi­ny To­ma­sza, który przy­cho­dził do niej re­gu­lar­nie, raz, dwa razy w ty­go­dniu. Przez więk­szość czasu co praw­da sie­dzie­li w mil­cze­niu, ale przed wyj­ściem chło­pak za­wsze mówił jej coś mi­łe­go.

Dziew­czy­na coraz czę­ściej brała też udział w prze­róż­nych szko­le­niach. Oka­za­ło się, że prze­by­wa z nią wię­cej dziew­czyn, niż można było przy­pusz­czać. Były to głów­nie krew­ne pra­cu­ją­cych tam żoł­nie­rzy oraz ko­bie­ty rze­ko­mo bru­tal­nie wy­ko­rzy­sta­ne przez ob­cych. Te, we­dług Be­re­ni­ki, były naj­bar­dziej za­wzię­te. Nie miały żad­nych opo­rów przed od­wie­dza­niem za­ka­za­nej stre­fy. Sama Be­re­ni­ka nie mu­sia­ła na­ra­zie tam cho­dzić, ale wie­dzia­ła, że po po­ro­dzie się to zmie­ni.

Z każ­dym dniem dziew­czy­na utwier­dza­ła się też w prze­ko­na­niu, że gdyby nie była córką Ci­choc­kie­go, już by nie żyła. Od kilku ty­go­dni Be­re­ni­ka mogła jadać w ogól­no­do­stęp­nej sto­łów­ce. Raz po­słu­cha­ła, jak dwie pra­cow­ni­ce kuch­ni roz­ma­wia­ły o za­strze­lo­nym Fran­cu­zie, który pró­bo­wał sfor­so­wać głów­ną bramę i do­stać się do środ­ka. Przy pierw­szej na­dą­ża­ją­cej się oka­zji za­py­ta­ła o to ojca, ale ten ka­te­go­rycz­nie za­prze­czył. Mu­sia­ło być jed­nak coś na rze­czy, bo jesz­cze tego sa­me­go dnia ku­char­ki znik­nę­ły i nikt wię­cej już ich nie wi­dział.

Be­re­ni­ka zro­zu­mia­ła, że co­kol­wiek usły­szy, bę­dzie to mu­sia­ła za­cho­wać w ta­jem­ni­cy. Już za­wsze…



Kilka lat póź­niej



Be­re­ni­ka przy­wy­kła do życia w nowym miej­scu. Zaj­mo­wa­nie się Bła­że­jem spra­wia­ło jej wiele ra­do­ści. Był takim jej pro­mycz­kiem w tej sza­rej rze­czy­wi­sto­ści. Chłop­czyk po­tra­fił już cał­kiem ład­nie czy­tać i pisać. Wszę­dzie było go pełno.

Be­re­ni­ce zo­sta­ło też przy­dzie­lo­ne miej­sce pracy. Zaj­mo­wa­ła się ana­li­zo­wa­niem wszel­kich no­wych teo­rii na temat po­za­ziem­skich cy­wi­li­za­cji. Miała pewne po­dej­rze­nia, że oj­ciec stwo­rzył to sta­no­wi­sko spe­cjal­nie dla niej, aby mieć ją stale na oku, ale kom­plet­nie jej to nie prze­szka­dza­ło.

Je­że­li cho­dzi o To­ma­sza, ten awan­so­wał i zda­rza­ło się, że wy­jeż­dżał poza teren bazy w po­szu­ki­wa­niu roz­bi­tych wra­ków. Męż­czy­zna upa­try­wał w tym szan­sę na uciecz­kę, ale Be­re­ni­ka bała się ry­zy­ko­wać. Gdyby cho­dzi­ło tylko o nich, nie wa­ha­ła­by się nawet przez se­kun­dę. Wszyst­ko było lep­sze od prze­by­wa­nia w tym miej­scu, nawet śmierć, ale był jesz­cze Bła­że­jek, a jego Be­re­ni­ka nie za­mie­rza­ła na­ra­żać. Na­iw­nie wie­rzy­ła, że znaj­dą w przy­szło­ści inne, bez­piecz­niej­sze roz­wią­za­nie.

Całe szczę­ście Jerzy po­zwo­lił całej trój­ce za­miesz­kać razem. Co praw­da nie mogli po­zwo­lić sobie na swo­bod­ne roz­mo­wy; wie­dzie­li do­brze, że są pod­słu­chi­wa­ni, ale prze­by­wa­nie razem da­wa­ło im na­miast­kę nor­mal­no­ści.

Z upły­wem lat obec­ność ob­cych stała się fak­tem.

Mło­dych prze­ra­żał fakt, że nie było mie­sią­ca, aby nie były zgła­sza­ne ko­lej­ne in­cy­den­ty. Wie­ści na­pły­wa­ły z ca­łe­go świa­ta : Mek­syk, Bra­zy­lia, Ja­po­nia, Rosja, Australia. Pra­cow­ni­cy bazy byli po­sta­wie­ni w stan naj­wyż­szej go­to­wo­ści. Rządy państw też, bo­wiem Be­re­ni­ka wi­dy­wa­ła ich coraz czę­ściej na czymś w ro­dza­ju kon­tro­li. Wszy­scy ważni lu­dzie tego świa­ta wie­dzie­li, co się dzie­je w bazie. Nikt nie re­ago­wał. Ile jesz­cze ta­kich miejsc jest na świe­cie?

Eks­pe­ry­men­ty przy­bie­ra­ły na sile. Za­rów­no te na ko­smi­tach, jak i na lu­dziach. Teraz ci, któ­rzy do­sta­wa­li wy­ro­ki śmier­ci i nie mieli ro­dzi­ny, byli prze­wo­że­ni do bazy i sta­wa­li się kró­li­ka­mi do­świad­czal­ny­mi. Nikt za nimi nie pła­kał, a wła­dze naj­wi­docz­niej uzna­ły, że to ade­kwat­na do ich czy­nów kara. A że umie­ra­li po­wo­li i w mę­czar­niach? Takie życie – jak to ma­wiał Ci­choc­ki. Nie­raz Be­re­ni­kę bu­dzi­ły w nocy prze­raź­li­we krzy­ki. A może to krzy­cza­ło jej su­mie­nie?

Obcy prze­by­wa­ją­cy w bun­krze, a było ich już sied­miu, do tej pory nie prze­mó­wi­li.

Ten, któ­re­go Be­re­ni­ka zo­ba­czy­ła jako pierw­sze­go, zo­stał teraz prze­nie­sio­ny do spe­cjal­ne­go po­miesz­cze­nia. Ko­bie­ta miała wra­że­nie, że znaj­du­je się on w ja­kimś sta­nie hi­ber­na­cji, bo­wiem przez cały czas sie­dział w jed­nym miej­scu tak, jak go po­sa­dzi­li. Nawet nie drgnął. To było strasz­nie dziw­ne. Be­re­ni­ka prze­sta­ła się go już bać. Wie­dzia­ła, że gdyby chciał ją skrzyw­dzić, już dawno by to zro­bił. Cza­sa­mi do niego mó­wi­ła. "Czemu was nie szu­ka­ją?" było naj­czę­ściej za­da­wa­nym przez nią py­ta­niem. W ta­kich chwi­lach Be­re­ni­ka nie przy­pusz­cza­ła nawet, że jest w ogrom­nym błę­dzie.

Nie wie­dzia­ła prze­cież, że do­stęp do me­diów z każ­dym dniem staje się coraz trud­niej­szy, przez co coraz czę­ściej do­cho­dzi­ło do pa­ra­li­żów te­le­ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Nie miała po­ję­cia, że lu­dzie raz po raz zgła­sza­li, że wi­dzie­li na nie­bie nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ne obiek­ty la­ta­ją­ce, ale rząd do znu­dze­nia wma­wiał im, że to woj­sko te­stu­je naj­now­sze tech­no­lo­gie. Nikt nie wie­dział, że na ludz­kość zo­stał wy­da­ny wyrok śmier­ci.

Beata miała rację mó­wiąc kie­dyś córce, że cza­sa­mi le­piej jest po pro­stu nie wie­dzieć. Wtedy można spę­dzić szczę­śli­we dni w bło­giej nie­świa­do­mo­ści. Ile ta­kich dni bę­dzie jesz­cze dane Be­re­ni­ce i resz­cie ludz­ko­ści? Wy­star­cza­ją­co, aby zro­zu­mieć, że życie jest naj­cen­niej­szym darem jakim otrzy­ma­li­śmy od wszech­świa­ta. A potem na­dej­dzie ko­niec. 

Ale nikt tego już nie opi­sze…

KONIEC 

"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda

Recenzja patronacka.   W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...