wtorek, 21 kwietnia 2020

"Gruzińskie wino" Anna Pilip / Zapowiedź

  Premiera 6.05.2020 📆



  Kiedy Ana, trzydziestoletnia rozwódka niespodziewanie dostaje propozycję wyjazdu służbowego do Tbilisi, w pierwszej chwili ma ochotę zrobić wszystko, żeby tam nie jechać. Sama konieczność dzwonienia do byłego męża i ustalenia z nim opieki nad córeczkami wywołuje w niej paraliż. Poza tym Gruzja była dotychczas jej azylem, pachnącą kolendrą odskocznią od codzienności, a nie miejscem na służbowe kolacyjki… Jedna z takich kolacyjek okazuje się dla Any przełomowa. Nie dość, że poznaje Timara, to jeszcze w wyniku dramatycznych wydarzeń trafia do szpitala. Tam pojawia się Giorgi – lekarz, który ratuje jej życie.  Obaj mężczyźni  mają swoje  tajemnice, które próbuje zgłębić Ana. Co ich spotkało 10 lat temu, kiedy w Osetii Południowej wybuchła wojna? Kogo stracili? Ana ma rozdarte serce…

  Wraz z Aną przemieszczamy się pomiędzy Polską a Gruzją , popijając pyszne gruzińskie wino, poznając uroki wioski Uszguli i balansując między codziennością, a pragnieniami.

  Powieść ukaże się nakładem wydawnictwa Lira 📖 Zainteresowani? Bo ja BARDZO 😉😉😉

środa, 15 kwietnia 2020

Omlet cesarski / Przepis

  Czy macie czasami tak, że jak zobaczycie jakąś potrawę w tv, to chociażby się paliło i waliło wiecie, że prędzej czy później ją przyrządzicie? Ja tak mam 😉
  Więc jak usłyszałam w jednym z odcinków "Doktora z alpejskiej wioski" (tak, tak, mam straszną słabość do tego serialu 🙈) o omlecie cesarskim, to po prostu wiedziałam, że go zrobię, bo mi narobili takiego smaka że szok. I o to jest - austriacki (deser) omlet cesarski w (autorskiej) wersji z jagodami 💟 Idealny pomysł na podwieczorek 🌜

  Czym jest omlet cesarski, czyli austriacki Kaiserschmarrn zdecydowanie lepiej ode mnie wyjaśni Wam niezawodna Wikipedia ➡ https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Kaiserschmarrn


  Z tą autorską wersją tak naprawdę jest tak, że zamieniłam powidła śliwkowe z przepisu na jagódki z lasu (zapas zawsze mam w zamrażalniku). Reszta pozostała bez większych zmian.

  W skrócie : 3 żółtka mieszamy w misce z 1/2 szklanki mąki i 1/2 szklanki mleka. Dodajemy cukier wanilinowy (w przepisie jest to łyżeczka, ale myślę, że można tę ilość dostosować wedle własnego upodobania). Następnie dodajemy ubite ze szczyptą soli białka, delikatnie mieszamy i całość wykładamy na rozgrzaną patelnie, na której powinno pięknie skwierczeć masełko. Całość smażymy do momentu aż spód się zarumieni, następnie przekręcamy na drugą stronę i po chwili... rozrywamy na kawałki.
  Ja usmażony omlet również posypuję cukrem pudrem i podaję całość z jagodami wcześniej ugotowanymi z małą ilością wody i łyżeczką cukru - wszystko zależy od tego, ile akurat jagód przygotowuję.
  Taki omlet od czasu do czasu może być fajnym  daniem na drugie śniadanie lub podwieczorek. Ja robię go dwa, trzy razy w miesiącu, więc nigdy się nie nudzi 😉  A młody zjada go ze smakiem 😊

  A jak wyglądają Wasze przygody z "telewizyjnymi" przepisami? Zdarza się Wam eksperymentować w kuchni? 

  Oryginalny przepis na omlet cesarski znajdziecie tutaj ⬇
https://www.kwestiasmaku.com/przepis/kaiserschmarrn-omlet-cesarski

  Ale żeby nie było, że na książkowym blogu nie ma nic o książkach, to tylko wspomnę, że na zdjęciu oprócz słodkości znajdziecie również fragment fotografii przedstawiającej  jeden z najpiękniejszych zakątków Austrii - Schonbrunn -  z letnią siedzibę Habsburgów.
  Więcej niesamowitych miejsc wartych zobaczenia i informacji o nich znajdziecie w "Europa. 1000 miejsc, które musisz zobaczyć" od Wydawnictwa Dragon.



piątek, 10 kwietnia 2020

"Bliżej, niż myślisz" Ewa Przydryga / Zapowiedź

 „Bliżej, niż myślisz” w księgarniach już 20 maja.  

  Nika Wermer, właścicielka niewielkiego pensjonatu w Gdyni, jest przekonana, że była świadkiem morderstwa. Na ekranie monitoringu widziała jak ktoś wynosi z wynajmowanego pokoju ciało młodej kobiety. Natychmiast dzwoni na policję. Jednak jej zeznania wydają się mało wiarygodne – wskazany przez nią pokój wygląda na niezamieszkany, zniknęło również nagranie z monitoringu. Widząc, że policjanci nie są zainteresowani ta sprawą , Nika sama postanawia dotrzeć do prawdy. Kim była tajemnicza dziewczyna? Kto ją zabił? Czy mordercą jest ktoś, kogo zna?


  „Bliżej, niż myślisz” to wypełniony napięciem i silnymi emocjami thriller psychologiczny. Autorka po mistrzowsku prowadzi narrację, zagląda w zakamarki ludzkiej duszy i wyciąga na światło dzienne wszystkie najgłębiej skrywane tajemnice swoich bohaterów. Wiarygodnie sportretowane postaci, nieprzewidywalna i zaskakująca fabuła oraz przejmująca niepewność, co jest jawą, a co jedynie wytworem wyobraźni – to największe atuty tej powieści .
  A jakie będą moje wrażenia po lekturze tej powieści? O tym już wkrótce 😉

  A Wy? Jesteście zainteresowani?

wtorek, 4 lutego 2020

BOOKHAUL / STYCZEŃ 2020

  Jest! Pierwszy bookhaul (i nie tylko) na ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com. Zanim zapomnę: chciałabym poprosić Was, abyście dali mi znać, czy lubicie w ogóle tego typu wpisy i czy chcecie więcej 😊

  Do tej pory nie publikowałam tego typu postów, ale ostatnio sama często takie czytam i oglądam i okazało się, że są one niekończącym się źródłem... inspiracji 😉 Nie będę jakoś szczególnie rozpisywać się na temat produktów, więc możecie być spokojni - wpis pod względem długości będzie w sam raz 😉
  Jeżeli będziecie chcieli o konkretnych produktach poczytać coś więcej, podrzucę Wam niżej wszystkie niezbędne linki. Prawie wszystkie zakupy dokonały się (ja w tym rąk nie maczałam, naprawdę 😂) na www.empik.com, ale nie jest to wpis sponsorowany 😉 Chyba będzie dzisiaj tutaj dużo emotek 🙈 Zdjęć też będzie sporo, nie wspominając o linkach 🙊

  Zaczniemy od tego, co dotarło do mnie od wydawnictw.

1. "Stacja Miłość" Zoe Folbigg od W.A.B
Recenzja dostępna tutaj ➡ TUTAJ.
2. "Światło w środku nocy" Jojo Moyes od ZNAK'u. Recenzja jeszcze w tym tygodniu. Link do opisu ➡ TUTAJ.
3. "Zaczekaj na miłość" Ilony Gołębiewskiej od wydawnictwa MUZA. Recenzja na początku przyszłego tygodnia. Link do opisu ➡ TUTAJ.
4. "Siostra mojej siostry" Izabelli Frączyk od księgarni internetowej www.inverso.pl. Wygrana w konkursie na pytanie do autorki. Link do wywiadu ➡ TUTAJ. Nie jestem pewna, czy recenzja tej powieści ukaże się na blogu, ale to była bardzo dobra książkowa podróż. Polecam 👍 Link do opisu ➡ TUTAJ.



  A teraz zakupy własne 😉

1. "Gdzie śpiewają raki" Delii Owens z polecenia Olgi z Wielkiego Buka. Mówię Wam : ten kanał to zło 🙈 Ile ja mam książek do kupienia przez jego autorkę, to normalnie szok 😂 Jeżeli chodzi o powieść zdradzę Wam, że innym postawiła poprzeczkę naprawdę wysoko 💜 Link do opisu ➡ TUTAJ.
2. "Mały Książę" Antoine de Saint-Exupery. Wstyd, że dopiero teraz ta historia zagościła na mojej półce 🙈. Ale już jest i wkrótce będziemy czytać z młodym. Link do opisu ➡ TUTAJ.
3. "Alicja w krainie czarów" z serii czytam po polsku i angielsku. Recenzję innej książeczki z tej serii, czyli o "Jasiu i łodydze fasoli" przeczytacie tutaj ➡ TUTAJ. O tym tytule się jeszcze nie wypowiem, bo póki co jeszcze do niej nie zajrzeliśmy. Link do książki ➡ TUTAJ.
4. " Uczę się angielskiego - krzyżówki i inne zadania. I tym razem był to zakup trafiony 👍 O tych mniej trafionych poczytacie tutaj ➡ TUTAJ. Książeczka już nam się przydała przed sprawdzianem z angielskiego do powtórzenia i utrwalenia materiału. Myślę, że w przyszłości napiszę o niej coś więcej. Link ➡ TUTAJ.
5. Notatnik lamy i leniwce - co prawda to nie jest książka, ale w czymś te do przeczytania trzeba zapisywać, prawda? 😉 A ten notes nie dość, że jest przesłodki, to jeszcze jest dobrze wykonany i ma wstążeczkę do zaznaczania. W regularnej cenie kosztuje 19,99. Ja kupiłam go na promocji za 9,99 i uważam, że to idealna cena 👍 Link do notatnika ➡ TUTAJ.





  Inne 💜

1. Tradycją już stało się, że przynajmniej raz w miesiącu zamawiam młodemu kilka Super Zings'ów. Nie pytajcie mnie, co w nich jest takiego wyjątkowego, bo ja kompletnie nie rozumiem zachwytu dzieci nad tymi figurkami. Ale fakt jest taki, że Oskar faktycznie się nimi bawi, i to czasami całymi godzinami; i w szkole na przerwach też Zingsy są w użyciu, więc chyba są ok 👍 Link do saszetek ➡ TUTAJ.
2. Skusiłam się też na mini komodę i szkatułkę na biżuterię po 5,99/szt. Póki co nie wyglądają atrakcyjnie, ale jak tylko zrobi się ciepło, to potraktuje je farbą i będą ok 👍
3. Ostatnim zakupem (a w zasadzie przedostatnim) jest film "Power Rangers", bo nie wiem czemu ciągle słyszę o nim od młodego. Po obejrzeniu przeze mnie póki co wylądował w szufladzie, bo jest zdecydowanie nieodpowiedni dla 8latka. Kurczę, momentami był po prostu straszny 😱 I tutaj jak zwykle mój błąd, bo po prostu czegoś nie doczytałam. Link do filmu ➡ TUTAJ. Jego cena to aktualnie 17,99. Ja kupiłam go za 9,99.



  Ostatnim nieoficjalnym zakupem, o którym wspomnę też w przyszłości jest książka Klaudii Bianek "Ocalało tylko serce", której premiera będzie miała miejsce w marcu, ale z racji tego, że kupiłam ją w przedsprzedaży pomyślałam, że wspomnę o niej już dziś. Czemu się na nią zdecydowałam? Nie czytałam jeszcze nic tej autorki i podjęłam szybką decyzję, że czas to zmienić. Czy słusznie? Przekonamy się w marcu. Link do opisu ➡ TUTAJ.


  Ja już się napisałam, to teraz czas na Was 💜 Spodobało się Wam coś z zaprezentowanych powyżej książek i innych produktów? A może Wy kupiliście albo dostaliście w ostatnim czasie coś ciekawego? Jak zawsze komentarze są dla Was 📝📝📝
  4/02/2020 - z racji tego, że musiałam dodać sporo zdjęć i linków, telefon odmówił posłuszeństwa. Reszta zdjęć i linków pojawi się jutro 

niedziela, 2 lutego 2020

"Doktor Dolittle i jego zwierzęta" / Hugh Lofting / recenzja

  Już myślałam, że się nie wyrobię z weekendowym wpisem, ale jestem 🙋

  Dziś będzie wyjątkowo bardzo króciutko, bo w zasadzie wszystko, co już można było powiedzieć o tej historii, zostało powiedziane 😊


  Dla tych jednak, którzy być może nie czytali tej powieści, lub po prostu o niej zapomnieli, podrzucam opis od Wydawnictwa Siedmioróg :
  Powieść angielskiego pisarza Hugh Loftinga "Doktor Dolittle i jego zwierzęta" należy do światowego kanonu literatury dla dzieci. Opowiada o przygodach niezwykłego bohatera - doktora Johna Dolittle'a, zawsze pogodnego i życzliwego przyjaciela zwierząt, ikonki świata dziecięcej kultury i wyobraźni. Doktor Dolittle nie tylko kocha zwierzęta. 
  Od kiedy papuga Polinezja nauczyła go języka zwierząt, przestaje leczyć ludzi, by poświęcić się wyłącznie leczeniu zwierząt i niesieniu im pomocy. Doktor Dolittle na co dzień spędza czas na rozmowach i zabawach z psem Jipem, prosiątkiem Geb-Geb, sową Tu-Tu, kaczką Dab-Dab i wieloma innymi przyjaciółmi (...). 
  Nic dziwnego, że kiedy afrykańskie małpy potrzebują pomocy, zwracają się właśnie do doktora Dolittle'a. Niestrudzony opiekun zwierząt wyrusza wraz ze swoją wierną gromadką w daleką i pełną przygód podróż do Afryki. 

  "Doktora Dolittle" kupiłam już jakiś czas temu na promocji w Biedronce, o ile się nie mylę za 7,99 z myślą o tym, że za jakiś czas będzie to lektura młodego. Ostatnio jednak wybierając książkę przed snem zdecydował, że będziemy czytać właśnie tę 😊 I 146 stronicową opowieść pochłonęliśmy w trzy wieczory 🌜


  Powiem Wam, że miło było powrócić do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie historię doktora i jego zwierząt. Oczywiście siłą rzeczy w przyszłym roku szkolnym znów powrócimy do tej opowieści już jako do lektury szkolnej, ale widząc już teraz zachwyt młodego nad tą książką, będzie to miły powrót 💜

  Czytaliście? Oglądaliście ekranizację? A może wybieracie się do kin na najnowszą wersję? Jeżeli już byliście, to dajcie znać, jak z rolą Dolittle poradził sobie Robert Downey Jr. Bo szczerze mówiąc ja jeszcze się zastanawiam, czy wybrać się na seans. I oczywiście koniecznie dajcie znać w komentarzach, co Wy sądzicie o tej historii 🙋



sobota, 25 stycznia 2020

"Jaś i łodyga fasoli" / Czytam po polsku i angielsku / Recenzja

  Moi Drodzy, postanowiłam wprowadzić na blogu cykl recenzji książek i gier dla dzieci. Co weekend (najprawdopodobniej w soboty) będzie pojawiała się nasza (moja i Oskara) polecajka. Postaramy się, żeby tematyka była zróżnicowana, żeby każdy znalazł coś dla swojej pociechy. Nie będą to wpisy długie, ale postaramy się przekazać w nich wszystko to, co najważniejsze.
  Póki co możecie spodziewać się tych opinii do końca lutego, a potem zobaczymy, czy będą cieszyły się one wystarczającym zainteresowaniem by je kontynuować i zdecydujemy, co dalej 😉


  Dziś o książce, którą kupiłam całkowicie przez przypadek, a która okazała się u nas bardzo pomocna. Mowa o "Jasiu i łodydze fasoli" z serii czytam po polsku i angielsku od wydawnictwa IBIS.
  Przed świętami Bożego Narodzenia robiłam dosyć spore zamówienie na empik.com i brakowało mi dosłownie trzech złotych do darmowej wysyłki, więc oczywiście zamiast dopłacać za dostarczenie mojego zamówienia do domu (niestety było tyle zamówień, że odbiór w salonie nie wchodził wtedy w grę) wolałam coś domówić i akurat "Jaś" rzucił mi się w oczy i trafił na nasz regał. A teraz jest jedną z najczęściej przez nas czytanych opowieści.


  Jak możecie zauważyć na powyższym zdjęciu, po lewej stronie mamy tekst w języku angielskim, po prawej w języku polskim. W obydwu wersjach mamy wyróżnione te same wyrazy. Na dole mamy mini ilustrowany słowniczek z tymi wyrazami.
  Całość ma format A4. Książeczka jest cieniutka, bo ma tylko 16 stron. Czcionka jest duża, więc dzieci, które czytają już samodzielnie bez problemu poradzą sobie z tekstem. Strony mamy opatrzone pięknymi ilustracjami. Natomiast cena to w zależności od księgarni od 3 do 5 złotych (dokładny wykaz poniżej).

  Podoba mi się to, że ta książka jest bardzo uniwersalna. Maluchom możemy czytać historię po polsku. Troszkę starszym dzieciom (jak Oskar) przydadzą się one w nauce pojedynczych słówek jak i zwrotów oraz zrozumieniu, że nie zawsze musimy znać wszystkie słowa - sens możemy zrozumieć z całości. Natomiast starsze dzieci (myślę, że spokojnie do 5, może nawet 6 klasy) będą mogły dzięki niej sprawdzić swój poziom.

  My ze swojej strony szczerze Wam tę książkę polecamy (sama zamówiłam kolejne), a do Was mam malutką prośbę : jeżeli znacie tego typu książeczki, podrzućcie tytuły w komentarzach. Będę Wam bardzo wdzięczna 😊

W serii oprócz omawianego dzisiaj "Jasia i łodygi fasoli" ukazały się jeszcze
- "Alicja w Krainie Czarów"
- "Czerwony Kapturek"
- "Roszpunka".


  Poprzedni wpis na blogu⬇
  https://ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com/2020/01/stacja-miosc-zoe-folbigg-recenzja.html?m=1
  Najpopularniejszy wpis na blogu⬇
http://ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com/2017/04/szkoa-zon-magdalena-witkiewicz.html?m=1
  Najpopularniejszy wpis w 2019 roku ⬇
https://ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com/2019/07/chopak-ktorego-nie-byo-elzbieta-rodzen.html?m=1
  Instagram ⬇
www.instagram.com/ksiazkowepodrozeanny


czwartek, 23 stycznia 2020

"Stacja Miłość" Zoe Folbigg / recenzja przedpremierowa

  Styczeń wielkimi krokami zbliża się ku końcowi, zatem czas już najwyższy troszkę porozmawiać o tegorocznych premierach. Na pierwszy ogień mam dla Was przedpremierową opinię o "Stacji miłość", debiucie autorskim Zoe Folbigg. Czy dobrym?
  Piszę to z ogromnym bólem serca, ale... niekoniecznie 🙈 Zanim jednak przejdziemy do konkretów, opis wydawcy :

  Książka, o której mówią wszyscy! Oparta na prawdziwej historii dziewczyny i jej mężczyzny z pociągu.
  Pewnego zwykłego dnia Maya Flowers widzi, że do jej pociągu jadącego do Londynu wsiada nowy pasażer. Nagle ten dzień przestaje być zwykłym dniem. Maya natychmiast i nieodwołalnie wie, że on jest Tym Jedynym. Czas płynie, a oni codziennie zachowują się tak samo – on jest pogrążony w lekturze książki, a ona w marzeniach o ich przyszłym, szczęśliwym życiu. W końcu Maya zbiera się na odwagę i daje mężczyźnie z pociągu liścik z zaproszeniem na drinka.
  Tak zaczyna się historia utraconych okazji i odnalezienia szczęścia tam, gdzie najmniej się go spodziewasz. Ta bazująca na prawdziwej historii powieść jest podnoszącym na duchu, afirmującym życie przypomnieniem, że podjęcie ryzyka może zmienić wszystko. Fantastyczna historia, która pokazuje, że miłość można spotkać wszędzie!


  Doceniam fakt, że autorka postanowiła podzielić się swoją historią, aby pokazać innym, że czasami jedyne, co możemy zrobić, to zaryzykować.
  Chciałabym w związku z tym napisać o tej książce w samych superlatywach, ale tego nie zrobię, bo ta powieść absolutnie niczym mnie nie zaskoczyła.
  Styl autorki nie wyróżnia się niczym spośród wielu, które już miałam okazję przez tyle lat poznać. Mimo tego, że to debiut, brakowało mi powiewu świeżości. Takiej debiutanckiej spontaniczności. Zabawy słowem. Jakby autorka pilnowała się, aby było tylko i wyłącznie poprawnie. Być może wiąże się to z tym, że autorka ze "słowem pisanym" jest już związana od wielu lat, więc pewne doświadczenie w tej kwestii ma.
  Bohaterowie owszem, byli ciekawie i dobrze nakreśleni, ale jakoś nie poczułam z nimi szczególnej więzi.
  A zdradzę Wam, że po prostu czekam na książkę, która dosłownie mnie przeczołga. Niemalże potrzebuję czegoś, co mną wstrząśnie. Pragnę poznać  bohatera, o którym nie zapomnę minimum przez kolejne kilka lat. I mam nadzieję, że w tym roku uda się komuś dokonać ze mną takich rzeczy 😉

  To nie jest tak, że ta książka nie znajdzie swoich zwolenników, bo w sieci pojawiają się już powoli również pozytywne opinie. I być może to je powinniście czytać.
  Wiadomo, każdy ma inny gust. Być może dziwnie to zabrzmi, ale moim zdaniem trafi ona bardziej do osób, które nie czytają nałogowo. Jestem przekonana, że np. mojej mamie przypadłaby do gustu. Z tym że ona czyta 4 książki rocznie, ja 40. I szukam w książkach czegoś zupełnie innego. I zwracam też uwagę na inne rzeczy.
  Może zrobiłam się jakaś wybredna, ale żeby książka mnie ujęła, musi mnie czymś zaskoczyć. Nawet malutkim elementem. Bo może powstać 100 powieści na  ten sam temat i będą one nie do przebrniecia, a 101 okaże się prawdziwą perełką. Bo wszystko zależy od tego, jak autor ugryzie dany temat.

  Nie skreślam Folbigg. Wręcz przeciwnie, będę czekać na jej kolejną powieść, bo chciałabym się przekonać, jak poradzi sobie z taką typową fikcją literacką. Być może w "Stacji miłość" górę wzięły emocje, może ja miałam też lekkie wrażenie, że pcham się z buciorami w cudze życie. A tego nie lubię. Mimo, że na życzenie samej autorki.

  Recenzja przedpremierowa, zresztą jak każda inna, ma to do siebie, że powinnam wskazać Wam zalety powieści, które umotywują jej zakup kosztem innej. W tym wypadku nie mogę tego zrobić, bo ich nie widzę. Przynajmniej nie w porównaniu z innymi, które w tym roku już przeczytałam.

  Mówi się, że życie pisze najlepsze scenariusze. Jeżeli lubicie powieści oparte na faktach, o miłości, o walce o własne szczęście, o pokonywaniu przeszkód i własnych słabości, być może ta powieść skradnie Wasze serca. Moje póki co jest niestety na swoim miejscu...

  Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem W.A.B.

  Jeżeli czytaliście już tę książkę (premiera 29/01/2020, ale Empik już wysyła) koniecznie dajcie znać, co się Wam w niej podobało 😉 W ogóle jeżeli chcecie coś napisać, to zapraszam 🙋 Komentarze są dla Was 😊

"Pierścionek z cyrkonią" Krzysztof Piotr Łabenda

Recenzja patronacka.   W " Pierścionku z cyrkonią" 💍 Krzysztof Piotr Łabenda odpowiada na pytanie : Czy można przez całe...